Nine Inch Nails — Year Zero

Nine Inch Nails — Year Zero

Jakimś wiel­kim fanem NIN nie jestem i nie byłem, choć muzykę lubię acz nie znam na wyrywki. Trent Reznor to jed­nak facet, który swego czasu zro­bił nam małą rewo­lu­cję w muzyce, wpro­wa­dził noise na salony no i zafun­do­wał mi kilka nie­złych nar­ko­tycz­nych jazd :). Z racji choćby tych doświad­czeń, bar­dzo się na płytę nową napa­la­łem. W końcu płytę Year Zero przesłuchałem.

Wrażenia? Oj, bar­dzo pozy­tywne choć mam jedno, potężne, wszech­ogar­nia­jące ALE do powiedzenia…

ALE TO JUŻ BYŁO!

Panie Reznor, robisz Pan to, co robisz, w bar­dzo dobrej for­mie już od lat i… Niestety to sły­chać. Zrobił Pan fajowy album (na pewno nie prze­ło­mowy, nic na miarę The Downward Spiral, nie­mniej dobry) ale co z tego? Dosłownie każdy jeden utwór brzmiący na nowej pły­cie nosi na sobie piętno wtór­no­ści. Owszem, to nie to samo ale wręcz tak samo i nie­stety ale rzuca się to w uszy. Te same noisowe pasaże, ta sama maniera, te same sam­ple… Płyta dla kogoś osłu­cha­nego (i to nie fana!) z twór­czo­ścią NIN będzie po pro­stu jedną wielką powtórką do tego, co było i czego zapo­mnieć się nie da, bo swego czasu zerwało to nie­je­den kask.

Reznor z wie­kiem chyba łagod­nieje bo płyta owszem drażni słuch spe­cy­ficz­nymi dla NIN, „brud­nymi” sam­plami, z dru­giej zaś strony to nie jest ten fron­talny atak, jaki zda­rzało się Trentowi na słu­cha­cza prze­pro­wa­dzać. Taki np. Me, I’m Not, mimo pozor­nego syfu i brudu wyła­żą­cego z każ­dego taktu i brzmie­nia, może być w zależ­no­ści od inter­pre­ta­cji utwo­rem wręcz spe­cy­ficz­nie kon­tem­pla­cyj­nym. Nie wbija w zie­mię mocą ata­ku­ją­cych słuch sam­pli, nie zdziera ner­wów ich chro­po­wa­to­ścią, nie jest przy­czyną zagry­za­nia zębów. Raczej two­rzy pewną chro­po­watą prze­strzeń do kom­bi­no­wa­nia po swo­jemu i zaprzę­gnię­cia swo­ich wła­snych zwo­jów do pracy. Być może to znak, że muzyka Reznora to już coś nieco wię­cej niż po pro­stu hałas. Być może to znak, że ja doszu­kuję się co głęb­szych zna­czeń. A być może to znak, że Reznor już w sobie tego gniewu i bez­kom­pro­mi­so­wo­ści po pro­stu nie ma.

Płyta jest nie­zła, naprawdę. Na pewno znaj­dzie grono gorą­cych wyznaw­ców. Mnie jed­nak nieco znu­żyła, nie zafun­do­wała mi tej kar­ko­łom­nej jazdy zna­nej z krąż­ków z zeszłego stu­le­cia. Zabrakło tu świe­żo­ści, odmien­no­ści spoj­rze­nia, umie­jęt­no­ści bez­pro­ble­mo­wego popro­wa­dze­nia nar­ra­cji, co w noise jest po pro­stu nie­zbędne by stwo­rzyć jesz­cze muzykę a nie już tylko hałas… A może po pro­stu ta spe­cy­ficzna bru­tal­ność NIN stała się już na tyle codzienna, że nie powo­duje więk­szych emo­cji? Byłoby to prawdą, gdyby nie cho­lerne ciarki, jakie bie­gają mi po ple­cach pod­czas słu­cha­nia wspo­mnia­nego The Downward Spiral. Na pewno nie­źle ale jakby pazura i kon­cep­cji brak.

Ocena w skali 1–10: 6

strona płyty Year Zero (koniecz­nie! fajne cukierki do wzię­cia)
strona NIN
o Trencie Reznorze w Wikipedii sporo
o Nine Inch Nails w Wikipedii sporo

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

14 Komentarzy do “Nine Inch Nails — Year Zero”

  1. btd 10/04/2007 do 13:17 # Odpowiedz

    Jasne ze bylo. Ale i tak jest zajebiste.

    Ja aktu­al­nie codzie­nie musze odpa­lic ‘with teeth’ :)

  2. strideer 10/04/2007 do 15:01 # Odpowiedz

    Słuchałem, jed­nak do tej pory nie zna­la­złem na Year Zero jed­nego numeru, na któ­rym mógł­bym na dłu­żej zwie­sić ucho. Niestety. Nie spo­dzie­wa­łem się niczego tak wcią­ga­ją­cego jak The Fragile, ani ener­ge­tycz­nego jak Spirala. Po odsłu­chu mam wra­że­nie, że Reznor parę lat temu osią­gnął poziom dosko­na­ło­ści i nie wie w którą stronę pójść dalej. Póki co odcina kupony od wła­snej twór­czo­ści. Year Zero mnie nie zawio­dło, ale spo­dzie­wa­łem się cze­goś zwy­czaj­nie lep­szego. Mam nadzieję, że nowa płyta Dream Theater nie zawiedzie.

  3. yoshi314 10/04/2007 do 16:17 # Odpowiedz

    dla mnie nie bylo lep­szego albumu niz The Fragile.

    zreszta juz po jego wyda­niu zarzu­cano kaz­demu nastep­nemu albu­mowi NIN wtornosc.

  4. shqvarny 10/04/2007 do 20:43 # Odpowiedz

    zga­dzam się. prze­słu­cha­łem i zapomniałem

  5. vermin 11/04/2007 do 06:07 # Odpowiedz

    OK — nie jestem jakimś hard­co­ro­wym wyznawcą NIN. Po pro­stu bar­dzo lubię tą muzykę.

    Jeśli cho­dzi o tegoż przed­sta­wi­ciela indu­strialu to powie­dział­bym, że Trent dobrze wie dokąd idzie i co chce osiągnąć.

    Pierwsze HALO były dość ostre. Spirala to wogóle był album pisany w spe­cy­ficz­nej sytu­acji. Brak na niej jed­nej pio­senki „Just do it” która miała zamy­kać album… pro­wa­dząc pew­nie do wielu ner­wo­wych zała­mań lub cze­goś innego.

    Potem przy­szła fra­gile. To zupeł­nie co innego. Ostre roc­kowe brzmie­nia zastę­pione elektroniką.

    Potem znów zmiana — [with teeth] to powrót do krót­kich roc­ko­wych pio­se­nek o sche­ma­cie zwrotka-refren. No i poja­wiło się tam­bu­ryno na kon­cer­tach od tej płyty.

    year zero to zabawa kon­wen­cją ciut. Do tego albumu warto znać całą kre­owaną przez Trenta histo­rię o „the pre­sence”. A o samej muzyce? Przecież już otwie­ra­jący kawa­łek hype­rvi­sion powo­duje ostre ciary na ple­cach. Potem jest survi­va­lism (który ma świetny tele­dysk i wyjąt­kowo — lepiej brzmi na pły­cie niż na kon­cer­cie). Potem też jest nie­źle — ale tego to już lepiej posłu­chać na stronce (cała płyta gratis!).

    Nie wiem — jak dla mnie ta muzyka się zmie­nia wciąż. Oczywiście nie każdy album to złoto, oczy­wi­ste, że pewne utwory z prze­szło­ści poja­wiają się zawsze, bo sa lep­sze (nie wspo­mnę ostat­niej trasy — w Brixton Academy przez 4 dni został ode­grany kawał histo­rii — i było sporo kawał­ków zagra­nych po raz pierw­szy na żywo). Niemniej year zero, cho­ciaż daleko mu do spi­rali to kawa­łek naprawdę dobrej muzyki — a jak śle­dziło się histo­rię powsta­wa­nia i (dosłow­nie) wypusz­cza­nia płyty kawa­łek po kawałku to samo to było kawał­kiem dobrej zabawy :)

    No tak, ale ja mam pra­wie wszyst­kie HALO na półce… :]

  6. CoSTa 11/04/2007 do 07:10 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: no jest, nie da się ukryć :)

    [b]strideer[/b]: no wła­śnie, wszystko jest na miej­scu ale spo­dzie­wa­łem się cze­goś wię­cej. z dru­giej strony — płyta wciąga się i tak sama choć w pamięć nie zapada. mam pro­blem z jej zmie­le­niem. pew­nie jesz­cze kilka razy trzeba będzie prze­słu­chać i wtedy się okaże co z tym fan­tem dalej począć.

    [b]vermin[/b]: whoa, solidny komen­tarz, dzięki! ja może tylko dorzucę się do tej pochwały dla tele­dy­sku. mnio­dzio! acha, czy prócz tra­ilera dostęp­nego na stro­nie jakiś inny mate­riał wideo będzie dostępny? bo robi toto świetny kli­mat ale nie chce mi się wie­rzyć, by zmon­to­wano tylko tyle. musi być jakiś dal­szy ciąg tego cho­rego wpro­wa­dze­nia w kli­mat płyty :)

    • vermin 11/04/2007 do 19:02 # Odpowiedz

      Noo, histo­ria jest cał­kiem zakrę­cona, klip jest tylko jej czę­ścią. Zacznij od [url]http://www.iamtryingtobelieve.com/[/url]

      nowe klipy na pewno się poja­wią — tylko to musi potrwać. Na razie wra­cają do domu po Europe tour, gdzie dopiero zaczy­nały się poka­zy­wać kawałki z nowej płyty, zaraz pre­miera… i potem tour­nee. Wtedy pokaże się kilka kli­pów a i sama histo­ria pój­dzie dalej :)

      • CoSTa 11/04/2007 do 20:47 # Odpowiedz

        [b]vermin[/b]: ha! czyli jazdę czas zacząć :). ok, dzięki za wskazówki!

  7. AXH 16/04/2007 do 00:07 # Odpowiedz

    Wtórne? Reznor stwo­rzył już tak sze­roką gamę dźwię­ków, że nie wiem co mógłby jesz­cze wymy­ślić, by wszyst­kich zado­wo­lić. Może jak kie­dyś mu cał­kiem odbije i wyda płytę coun­try… o prze­pra­szam, wtedy by było podobne do ST z Urodzonych Morderców ;) . No to już nie wiem.

    Może spró­buj się wsłu­chać. Różnice tam są. Trent się cały czas roz­wija. Ta płytka różni się od innych głów­nie tema­tyką. I to w znacz­nym stopniu.

    Jest też bar­dziej indu­strialna niż pozo­stałe. Kłuć się jeśli chcesz, ale NIN do tej pory kla­sy­fi­ko­wany był jako indu­strialny rock, a tu zagęsz­cze­nie elek­tro­niki jest więk­sze niż na wcze­śniej­szych pły­tach (podej­rze­wam, że skoro kla­sy­fi­ku­jesz NIN jako noise, to w ogóle pomi­jasz sporą część ich twór­czo­ści, która do tych kli­ma­tów nie pasuje).

    Jesteś też bar­dzo nie­kon­se­kwentny w tej recen­zji, z jed­nej strony piszesz, że wra­że­nia masz bar­dzo pozy­tywne, by póź­niej nie napi­sać o niej ani jed­nego dobrego słowa (no może kilka było, ale mało i bez pokry­cia); z jed­nej strony zarzu­casz też „brak świe­żo­ści”, z dru­giej „że Reznor łagod­nieje”… skoro łagod­nieje, to zna­czy że jed­nak coś się zmie­niło, tyle że Tobie to nie w smak, bo wolisz ostre łupa­nie… można było po pro­stu tak napi­sać ;P

    Przesłuchaj np. nagrany znacz­nie wcze­śniej Adrift And At Peace i wtedy napisz czy na pewno Trent łagod­nieje (powta­rzam to o pomi­ja­niu przez Ciebie spo­rej czę­ści jego twór­czo­ści). On po pro­stu two­rzy to, na co ma ochotę w danej chwili, nie­za­leż­nie jak odbiorą to fani (z któ­rych więk­szość pew­nie by wolała, by two­rzył coś „świe­żego” byleby tylko podob­nego do Downword Spiral ;P ) to — a nie hałas czy gniew — jest wyznacz­ni­kiem bez­kom­pro­mi­so­wo­ści autora.

    Sorki za ostry komen­tarz, po pro­stu YZ wydało mi się genialne już od pierw­szego prze­słu­cha­nia, a tu na taką recen­zję tra­fi­łem. Trza się było wyła­do­wać. Do jutra mi przejdzie ;)

    Pozdrawiam

  8. hurter 23/04/2007 do 18:02 # Odpowiedz

    nin to bru­talne piękno. Przenikanie się kontrastów.Year zero to muzyka nadziei pomimo że w tych dźwię­kach pełno jest fru­stra­cji i gniewu. Trzeba wra­caćdo tej płyty jak naj­czę­ściaj podob­nie jak do każ­dej innej rezno­ro­wej perły

  9. type25 06/05/2007 do 12:38 # Odpowiedz

    nowa płyta year zero jest bar­dzo zró­zni­co­wana, moim zda­niem jest swietna to taki powrót po tro­sze do pretty hates machine.Wysłuchałem tej płyty chyba już z 8 razy w prze­ciągu paru dni, codzien­nie ja ana­li­zuje i odnaj­duje w niej wiele cie­ka­wych wat­ków i dzwię­ków. nie­zga­dzam się z tym że muzyka NIN jest wtórna .

  10. type25 06/05/2007 do 12:45 # Odpowiedz

    Słucham zespołu NIN juz od dobrych paru lat,wysłuchałem wszyst­kich ich płyt i za kaz­dym razem odnaj­dy­wa­łem cos nowego w ich muzyce. Kazda z płyt jest inna na swój spo­sób. Mnie strasz­nie podo­baja sie te for­te­pia­nowe ballady,na year zero tez sie poja­wiaja. Ciekawy jestem dru­giej czę­sci year zero.

  11. Kamil 08/05/2007 do 08:37 # Odpowiedz

    Według mnie YZ nie jest naj­gor­sza. Każda płyta NIN czymś się różni. Nie można ocze­ki­wać dru­giej spi­rali, wąt­pię żeby jaki­kol­wiek autor chciał by fani ocze­ki­wali ‘powtórki z rozrywki’.To tak jak fani Marilyn Manson cze­kają na drugą Abtichrist Superstar, przy­po­mnę że auto­rem kilku pio­se­nek i pro­du­cen­tem był Trent. YZ jest o wiele bar­dziej poli­tyczna niż poprzednie.

  12. the line begins to blur 25/08/2007 do 22:45 # Odpowiedz

    Ostatnio troch? si? zastanawia?em, czemu nie napisa?em tutaj nic o Nine Inch Nails. W ko?cu Trent Reznor to mój men­tor ;) Jedno jest pewne: nigdy nie napisz? ani jed­nej recen­zji albumu NIN. By?aby to naj­mniej obiek­tywna rzecz, jak? bym zrob[…]

Dodaj komentarz