Poświątecznie…

Święta jakie były, każdy dosko­nale wie, bo ich na wła­snej skó­rze doświad­czył. Mnie minęły śpiąco. Znaczy nie to, żebym spał cały czas (a szkoda) a raczej to, że oka się kle­iły ale spać nikt nie pozwo­lił. Wizyta u jed­nych zna­jo­mych, wizyta u dru­gich i tak ten week­end z lek­kim nad­dat­kiem minął. Ale ja nie o tym, ja o czym innym chciałem.

Na reli­gii, szcze­gól­nie kato­lic­kiej, to się nic nie wyznaję. Bawi mnie kato­li­cyzm jak więk­szość reli­gii, a gusła z takim namasz­cze­niem odpra­wiane w poczu­ciu mono­polu na prawdę i swo­jego boga przed innymi bogami, wpra­wiają zawsze w dobry nastrój. Jakoś tak już mam, że co pomy­ślę o zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wa­nym prze­ży­wa­niu cze­goś tak oso­bi­stego, jak wiara, śmiech pusty mnie ogar­nia a i zgroza nieco, bo ludzie sami sobie pozwa­lają narzu­cać rozu­mie­nie cze­goś z defi­ni­cji nie­zro­zu­mia­łego i bar­dzo oso­bi­stego. No chyba że się bar­dzo mylę i mister bóg ma swoje biuro podawczo-odbiorcze w postaci Watykanu oraz kręci go ta cała biurokratyczno-finansowa maszynka. Być może, dia­bli wie­dzą jak to jest i czy w ogóle jest. Tak czy ina­czej, wszel­kie święta reli­gijne w tym naszym kato­lic­kim kra­iku MUSZĄ być obcho­dzone w pewien okre­ślony spo­sób. Sposób jest nastę­pu­jący: trzeba kon­tem­plo­wać, wyci­szyć się, upra­wiać pogłę­bioną reflek­sję itp.

Nie kumam tego. Zakładając, że jestem kato­li­kiem, mam oto przed sobą kilka dni, pod­czas któ­rych dwa tysiące lat nazad mojego boga uka­tru­piono i który po uka­tru­pie­niu wziął i zmar­twych­wstał. Dlatego mię­dzy innymi moja wiara naka­zuje nazy­wać Jezusa bogiem. OK, nie mam z tym pro­ble­mów. Problemy zaczy­nają się poja­wiać przy „pogłę­bio­nej reflek­sji” nad tym zda­rze­niem, w które jako kato­lik wie­rzę świę­cie. Otóż bowiem mam do czy­nie­nia z naj­ra­do­śniej­szym chyba wyda­rze­niem całej mojej kato­lic­kiej wiary — zmar­twych­wsta­niem, ema­na­cją wprost bosko­ści mojego idola, a tu mi kościół każe sie­dzieć i kon­tem­plo­wać. Gdybym był kato­li­kiem, ani na moment nie dał­bym sobie wmó­wić potrzeby „pogłę­bio­nej reflek­sji” bo tu nie ma się nad czym reflek­to­wać. Tu trzeba ska­kać z rado­ści pod sufit, pła­kać ze szczę­ścia i orga­ni­zo­wać imprezę za imprezą ku chwale i uczcze­niu skrom­nego faktu zmartwychwstania.

W skró­cie — kochani kato­licy, mówi­cie „alle­luja” ale o matko jak to gro­bowo brzmi. Dlaczego?

Z innej beczki. Kościół to jed­nak może być miej­sce, w któ­rym o roz­rywkę nie­trudno. Czas na drobne ćwi­cze­nie z pamięci i wyobraźni. Zamknij, o czy­ta­jący te słowa, swe piękne oczy i wyobraź sobie takie ter­mosy, które swego czasu były obecne na każ­dym obo­zie har­cer­skim i z któ­rych lano hek­to­li­try cien­kiej her­baty. Masz to przed oczami? No to teraz zaraz nad kra­ni­kiem wyklej sobie czer­wo­nymi, dużymi lite­rami „woda świę­cona”, ustaw dookoła pakiet mohe­ro­wych nie­wiast, które w potrze­bie wyci­śnię­cia ostat­niej kro­pli świę­conki prze­chy­lają ter­mos na wszyst­kie moż­liwe strony, coby coś z kra­nika pocie­kło. Nawet na solid­nym kacu tak nie mia­łem nigdy :). Miałem zdję­cia strze­lać ale Doropha pew­nie by mnie zabiła na miej­scu i w sumie kilka chwil zabawy nie warte by było roz­padu małżeństwa…

Święta są fajne tylko czemu takie kur­czę w tym kraju smutne? Przecież prócz zabi­ja­nia macie tu całą sym­bo­likę życia, rado­ści i w ogóle wszyst­kiego, co powinno uśmiech na twarz wci­skać. Gdzie ten uśmiech???

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

18 Komentarzy do “Poświątecznie…”

  1. Hadret 10/04/2007 do 10:55 # Odpowiedz

    Ja w ogóle odno­szę wra­że­nie, że katolicyzm/chrześcijaństwo to bar­dzo smutna wiara. Być może ze względu na czasy, z któ­rych się wywo­dzi? Mam wra­że­nie, że naprawdę trudno byłoby komuś z nas, żyją­cych w obec­nych cza­sach, zro­zu­mieć kole­sia, który żył ponad 2000 lat temu. W nie­które rze­czy można wie­rzyć mniej lub bar­dziej, ale jest jeden fakt — coś się wtedy wyda­rzyło, a co wpły­nęło w zna­czący spo­sób na histo­rię naszej cywi­li­za­cji (no, może nie­ko­niecz­nie tej Polskiej, uogól­niam :P). Wracając do rado­ści etc. to chyba naj­szczę­śliw­sze są komu­nia (dzie­ciaki mają rado­chę, nie wiem, ja nie mam chrztu nawet ;P) i ślub. Reszta albo wieje nudą albo wła­śnie jakimś takim smut­kiem, czy może zamy­śle­niem. Teoretycznie śmierć rów­nież powinna być rado­sną sprawą, bo prze­cież ten ktoś odszedł do lep­szego świata. W prak­tyce, każdy czuje na swój spo­sób i myślę, że wie lepiej niż każda reli­gia jest mu to w sta­nie przed­sta­wić ;) Kończę bo się nad­mier­nie roz­pi­sa­łem :P

  2. byte 10/04/2007 do 12:27 # Odpowiedz

    Od dwóch lat nad rado­ścią Wielkiej Nocy kła­dzie się cie­niem śmierć dru­giego Boga — Karola Wojtyły.

    W Polsce, mam wra­że­nie, ten drugi jest ważniejszy.

  3. btd 10/04/2007 do 13:20 # Odpowiedz

    Jak reli­gia ktora pod­kre­sla glow­nie umar­twia­nie sie (w koncu byla reli­gia naj­swiez­szego pokarmu dla cyr­ko­wych lwow) moze byc radosna?

  4. zielski 10/04/2007 do 15:58 # Odpowiedz

    I tak sie­dzi sobie kilku świa­tłych z mono­po­lem na jedyną prawdę i maru­dzi. Było iść do roboty i olać święta.

    @btd widać, że nic kom­plet­nie z tych świąt nie rozu­miesz co?

    • byte 10/04/2007 do 16:24 # Odpowiedz

      A imię nasze Legion. Nie jest to 95% ale zawsze coś.

      Nie dalej jak dziś sły­sza­łem w „Trójce”, że mał­żeń­stwo które w święta posta­no­wiło sobie pomaj­ster­ko­wać przed przy­do­mo­wym gara­żem usły­szało gniewne pofu­ki­wa­nia prze­chod­niów że kto to widział w święta pra­co­wać. Więc osta­tecz­nie nie wiem czy jest to jakaś alternatywa.

    • btd 11/04/2007 do 06:13 # Odpowiedz

      uh oh, objaw mi swoja jedyna prawde.

      Zycie dostar­cza wystar­cza­jaca ilosc dowo­dow na to ze reli­gie sa glu­pie i niepotrzebne.

  5. zielski 10/04/2007 do 16:31 # Odpowiedz

    A niech sobie fukają. Ja tam wolę prawdę od ściemy i zrzę­dze­nia. Jak masz w 4 lite­rach powód dla któ­rego usta­no­wiono święto to czy­stą hipo­kry­zją jest świę­to­wa­nie tegoż święta. Ot i moje zda­nie fundamentalisty ;)

    • btd 11/04/2007 do 06:16 # Odpowiedz

      To ‘swieto’ zostalo umiesz­czone na Jarych Godach, swieta z oka­zji odra­dza­nia sie przy­rody po zimie. Tak jak cala reszta chrzescijanskich/katolickich swiat. I dla­tego sa g* warte.

  6. Brzoza 10/04/2007 do 17:09 # Odpowiedz

    Religia sama z sie­bie jest jak naj­bar­dziej rado­sna. I wyda­rze­nie też jest jak naj­bar­dziej rado­sne. To kościół kato­licki, jako orga­ni­za­cja, tak to obmy­ślił sobie, aby moż­li­wie dużo tej rado­ści zabrać. Instytucja kato­licka (bo już nie tak do końca pra­wo­sła­wie) oparta była i jesz­cze w dużym stop­niu nadal jest na szcze­gól­nie moc­nym tłu­mie­niu i nisz­cze­niu wszyst­kich rado­snych uczuć. Dlaczego? Ano dla­tego, że kie­dyś łatwiej było w taki spo­sób ludźmi kie­ro­wać. Lepiej jest kie­ro­wać ludźmi smut­nymi, zmar­twio­nymi i sfru­stro­wa­nymi — łatwiej ukie­run­ko­wać ich gniew i fru­stra­cję. Ludzie zado­wo­leni z sie­bie i z życia zaczy­nają zada­wać nie­wy­godne pytania…

  7. Dawid, MacDada 10/04/2007 do 17:55 # Odpowiedz

    „Jezus miał poczu­cie humoru” :)

    http://www.pardon.pl/artykul/1314/holownia_jezus_mial_poczucie_humoru

  8. golem14 10/04/2007 do 18:09 # Odpowiedz

    A ja sobie poje­cha­łem na wykład bud­dyj­ski do sąsied­niego City i spę­dzi­łem dwa miłe dni ze zna­jo­mymi. Wprawdzie w Niedziele nawet „PhonoPicca” była zamknięta więc żywi­li­śmy się cia­stecz­kami ale i tak było super.

    BTW. Tak po praw­dzie to jedyne święta kiedy nawet w mar­ke­tach przy­wie­zio­nych z Niemiec mają wolne… iro­nia losu.

  9. CoSTa 11/04/2007 do 07:00 # Odpowiedz

    [b]hadret[/b]: mam dokład­nie takie samo odczu­cie — smu­tek, jakaś nostal­gia bóg raczy wie­dzieć za czym… dziwna, smutna religia.

    [b]byte[/b]: ja mam wra­że­nie, że oby­dwaj bogo­wie w przed­bie­gach odpa­dają przy zaku­pach w auchan czy innym tesco.

    [b]zielski[/b]: do bycia świa­tłym bar­dzo mi daleko. na szczę­ście mi nikt nie zaka­zuje zada­wać pytań i te mogę sobie sta­wiać jak czę­sto i na jaki temat mi się podoba. żadna ide­olo­gia czy wiara mi tego nie zakaże. btw — w week­end nie pra­cuję. ot taka zapo­mniana zdo­bycz ruchu robot­ni­czego — wolne weekendy :)

    [b]btd[/b]: mnie się podoba przy­ka­za­nie „nie będziesz miał innego boga przede mną” (czy jakoś tak) a o skrom­nym jahew nikt już nie pamięta czcząc syna jego — jezusa i całą bandę pomniej­szych bóstw aka świę­tych. od poli­te­izmu się nie uciek­nie i basta :)

    [b]brzoza[/b]: powia­dasz, że to wszystko poli­tyka? w sumie umberto eco w imie­niu wyło­żył w czym pro­blem zdaje się :)

    [b]golem14[/b]: a z tym wol­nym to i prawda. zdzi­wi­łem się widząc zamkniętą bie­dronkę. to tam jed­nak cza­sem nie pra­cują o dziwo…

  10. ciotka's eleni 11/04/2007 do 07:34 # Odpowiedz

    no pano­wie, zaprze­cza­cie sta­ty­styce ktora twier­dzi ze 98% Polakow jest wier­za­cymi i w tro­che mniej­szym stop­niu prak­ty­ku­ja­cymi kato­li­kami. W Grecji sta­ty­styka wyglada podob­nie jezeli cho­dzi o wiare ale sta­now­czo gorzej jezeli cho­dzi o jej praktykowanie.

    Sredni Grek cho­dzi dwa razy do roku do kosciola ( Boze Narodzenie i Wielkanoc ) i to bar­dziej w celach „towarzyskich”

    ( spo­tkac zna­jo­mych, poka­zac sie w nowych ciu­chach i.t.d.)

    Jednak dla pra­wo­slaw­nych Wielkanoc to naj­wiek­sze swieto reli­gijne, ktore po zmar­twych­wsta­niu obscho­dzi sie na wesolo. Pewna role dla pra­wo­slaw­nych Grekow gra w tym kli­mat i polu­dniowy temperament.

    Osobiscie jestem nie­wier­zaca i dwa razy do roku prak­ty­ku­jaca i to tylko ze wzgledu na tradycje.

    P.S. Ktos madrze okre­slil wiare jako opium dla ludu…

    • byte 11/04/2007 do 11:36 # Odpowiedz

      Nie „ktoś”, tylko Marks :)

  11. waltharius 11/04/2007 do 14:10 # Odpowiedz

    No a ja w sobotę i ponie­dzia­łek pra­co­wa­łem. Niedziele mia­łem wolną :) A święta są mi cał­ko­wi­cie obo­jętne. Ważne dla wielu bli­skich mi osób, ale jak tak popa­trzę to widzę, że to bar­dziej tra­dy­cja, albo „co sąsie­dzi pomy­ślą”, niż fak­tyczna, praw­dziwa wiara ze zro­zu­mie­niem tego, dla­czego i w co wie­rzą. A szkoda, bo lubię słu­chać i roz­ma­wiać z ludźmi, któ­rzy rozum­nie wie­rzą — tak są tacy, acz­kol­wiek jest ich jak na lekar­stwo i cią­gle się roz­mie­niają na drobne…

  12. golem14 11/04/2007 do 18:22 # Odpowiedz

    A golem świąt gene­ral­nie nie znosi bo wszel­kie metody ASERTYWNEGO odma­wia­nia rodzin­nego psu­cia żołądka, jelit i wątroby koń­czą się pre­ten­sjami całej rodziny i są zde­cy­do­wa­nie nie­sku­teczne. BTW. Święta to wielka i wspa­niała sprawa w spo­łe­czeń­stwach nie­do­boru. W świe­cie codzien­nej per­mi­syw­nej kon­sump­cji święta niczym nie wyróż­niają się od dnia powszedniego.

    • CoSTa 11/04/2007 do 20:44 # Odpowiedz

      [b]golem14[/b]: pozwolę sobie się nie zgo­dzić. jak to niczym się nie wyróż­niają? oczy­wi­ście, że się wyróż­niają! jesz­cze więk­szą kon­sump­cją przecież :)

  13. ciotka's eleni 11/04/2007 do 20:17 # Odpowiedz

    byte: dzie­kuje za pod­po­wiedz, jed­nak tego okre­sle­nia uzyl po raz pierw­szy nie­jaki Paul Holbach, fran­cu­ski filozof.Marks uczy­nil je znanym…

Dodaj komentarz