Zaczęło się… Przyszła wiosna, temperatury skoczyły i po prostu musiało się zacząć. Co takiego? Drobny feler komunikacji miejskiej: śmierdzący i kochający siedzieć w zaduchu ludzie z tej komunikacji korzystający.
Stoję grzecznie i czekam na autobus. Ten — o dziwo — punktualnie przyjeżdża. Otwierają się drzwi. Ze środka bucha żar (bo już nawet nie gorąco), w którym wiją się wonie nieświeżych oddechów, pierdów, potu, trawionej wódki i czasem niemycia długiego. Smród i gorąc obezwładniają. Z miejsca oblewam się potem i zaczynam śmierdzieć tak jak wszyscy. Rozglądam się i aż mam chęć krzyknąć:
LUDZIE! Tu MOŻNA otwierać okna!!!
ŻADNE okno nie było otwarte. ŻADNE! Siedzieli tam i dusili się na swoje własne życzenie, w poczuciu samosmrodowego zadowolenia, pocąc się obficie i dokładając swoje cegiełki do ogólnego muru smrodu. Coś nieprawdopodobnego… Otworzyłem trzy okienka, do innych dopchać się nie mogłem. Nikt nie poczuł się ani na moment odważniej i nie zebrał się w sobie, by wpuścić nieco powietrza obok siebie.
Nie wiem o co chodzi. Być może jakimś zgredem jestem i przeoczyłem, że np. moda czy bycie trendy/jazi zabraniają otwierania okien w autobusach. A być może te cielęta już kompletnie nic nie jarzą. Nie no, jarzą, muszą. Obrazek z dzisiejszego poranka: pani siedzi, wyciąga coraz to większe gadżety z torebki, którymi mogłaby się wachlować bo jej gorąco. Zaraz nad nią gotowe do otwarcia, nie wymagające żadnego wysiłku — okienko. Babsko dupy nie ruszy. Widać to jakiś dyshonor otworzyć sonie okno i śmierdzieć mniej.
Jeeezuuuu! O co chodzi???








To jakiś koszmar. Spędzając upalne lato w stolicy, miałam tę wątpliwą przyjemność poruszania się po mieście autobusami i tramwajami, których nie lubię z założenia.
Robiło mi się słabo na samą myśl o atmosferze panującej wewnątrz tych blaszaków. Byłam bezczelna. Zawsze pchałam się w stronę okien, albo prosiłam, żeby ktoś otworzył bo inaczej zrobię mu na bluzeczce obiadowy hafcik. Reagowali natychmiast.
Cudownie było, gdy udawało mi się stanąć pod otwartym szyberdachem…
Dlatego doskonale Cię rozumiem.
No to jest coś przedziwnego. Mi się zdarzyło, że jak otworzyłem okno w tramwaju to na mnie jakaś baba wyskoczyła żebym nie robił przeciągu. Totalna paranoja.
Autobusy to jeszcze nic. Nie wiem czemu tak jest, ale do tramwajów, przynajmniej wtedy kiedy ja nimi jeżdzę, _zawsze_ uwala się jakiś śmierdzący żul, oczywiście zaraz obok mnie. Tramwaje jeżdzą na jakichś specjalnych, dla nich dogodnych, trasach?
Spieszę Ci Costa z wytłumaczeniem zaistniałej sytuacji, jednakże informacjąc, że w podmiejskich autobusach sytuacja jeśli chodzi o odwagę moralną ludzi wygląda trochę lepiej. Podle mojej skromnej opinii nie otwieranie okien przez pasażerów jest efektem strachu…, że nie uda im się go otworzyć i będzie obciach. Wzięło się to z dawniejszych czasów, kiedy nierzadko trzeba było się wykazać siłą herosa by otworzyć jedno okno a co dopiero ‘trzy’. I tak sobie myślę, że ludziom ten lęk został. Poza tym ludzie boją się, że może innym (np. starszym babciom przeszkadzać i zostaną zbesztani, że popełnili coś niestosownego. I tak jedziemy pocąc się do pracy i gnijąc sobie. Zaprawdę powiadam, otwarcie okna w autobusie wymaga wielkiej odwagi cywilnej :-) Może przydałaby się jakaś kampania społeczna w stylu: „Okna — służą także do otwierania”. albo nie wiem: „Okna — nie tylko do patrzenia”.
Trudno się nie zgodzić, co do trudności związanych z otwieraniem okien. Chociaż w tramwajach czasami da się jeszcze otworzyć ten śmieszny lufcik na dachu, mimo to w kilku egzemplarzach chyba przykleili specjalnie, żeby tego nie ruszać, a może nie wolno… :/
Poza tym spróbujcie otworzyć okno podczas jazdy z oszołomem nie tracąc przednich ząbków. :P
Pomysł z kampanią + proponowane hasła rządzą ;D
W Trójmieście w niektórych busach nie ma otwieranych okien — samochody projektowane były z klimatyzacją.
Niestety nasze modele jej nie mają, ale okien już nie zmieniono…
@Tomasz: w niektórych? Szczęściarze. U mnie dosłownie każdy nowy autobus jest projektowany na zasadzie ‘a, po co otwierane okna, w XXI wieku istnieje klimatyzacja’. Może i istnieje, nie zdarzyło mi się, żeby jakiś miał włączoną (jeśli już miał). Albo mają ze dwa te takie małe okienka co się na centymetr ledwo uchylają, a to też mało daje.
A o ile pamiętam Trójmiasto, to macie większość chyba tych ładnych, nowych Solarisów bez okien. ;)
Jedyne dające się jeździć latem autobusy to rozsypujące się na każdym zakręcie przegubowe Ikarusy. A na rowerze strach, tu ścieżki są głównie wirtualne i prowadzą nie tam gdzie trzeba, jeśli już się jakąś znajdzie.
jestem za kampanią społeczną! Ludzie, otwierajmy okna!
Kampanie społeczną możemy zacząć od ustawienia odpowiednich opisów w komunikatorach :-).
No to na rowerek. Spocisz się mniej (bo przecież nikt nie każe grzać ile sił w nogach), a i powietrze jeszcze ochłodzi. Dopóki nie ma upałów rower jest idealny.
W szkole uczyli „nie wychylaj się” i teraz masz babo placek.
To jest idiotyzm, albo jakaś niesamowita niechęć / wstyd. Ale czemu?
Panie dzieju, to wszystko przez to, że ludzie leniwi sie stali :) Może warto zainwestować w rower / dobre buty? Sam dojeżdżam rowerem do pracy i nie narzekam na brak świeżego powietrza :) No chyba ze przede mną akurat jedzie ciężarówka z nawozem..
przepraszam, że się do wszystkich komentarzy (za które dziękuję ogromnie!) nie odniosę — sporo ich i celne nad wyraz. od siebie dodam może tylko tyle, że akcja jakaś społeczna powinna byc chyba prowadzona pod znakiem „ludzie, pozbądźcie się wstydu”. bo faktycznie, w tym chyba leży problem głównie. rozwiązaniem owszem, mogą być jednoślady z naciskiem na rowerek. jako że nieco wygodniejsza (i grubsza :)) bestia ze mnie — stawiam na skuterek. drobne, małe, mechaniczne, likwiduje problem tłoku i smrodu…
tak czy inaczej — śmierdzi i jest duszno :/
Zbyt częste jeżdżenie na rowerze może negatywnie wpływać na… ekhm. Ale spacerek całkiem przyjemna rzecz przy takiej pogodzie. Gdyby panie jeszcze tak nie kryły oczu pod ciemnymi okularami. ;)
Nie lubię autobusów miejskich, wolę pieszo, a jak gdzieś się spieszę, wychodzę odpowiednio wcześniej, albo samochodem znajomego. Jeśli nie mam wyjścia i muszę autobusem, ustawiam sie albo przy wyjściu albo pod oknem.
Na slasku tez mamy te okropne autobusy, w ktorych okien nie da sie otworzyc.. Dzis wlasnie mialam nieprzyjemnosc podrozowania jednym z nich — cale dwa okieneczka teoretycznie dalo sie uchylic, siedzialam pod jednym z nich i juz sie bralam za otwieranie, gdy sie okazalo, ze potrzebuje do tego klucza.. A szyberdach oczywiscie otwiera kierowca i oczywiscie nie raczyl tego zrobic na moja prosbe. Myslalam, ze sie rozplacze..
No a pozniej musialam sie przesiasc w Karlika — taki superduper-„nowoczesny” tramwaj, ktory tez, wedlug planow, mial miec klimatyzacje.
I niestety, ale w moim przypadku rowerek odpada — kiedy koncze prace ledwo chodze..
A moze lepsza bedzie akcja pod znakiem „ludzie myjcie sie czesciej!, mydlo i woda nie sa szkodliwe dla zdrowia”. Byc moze istnieja jeszcze ludzie ktorzy wierza ze czeste mycie skraca zycie.
open your mind
open your window
jeśli szykujecie jakaś akcje, kampanię itp to ja chętna! tak tak
pozdrawiam!