Menu serwera

Looks like… eee… fun?

Wyrzuciłem ndiswrapper, zdjąłem moduł acx z czarnej listy, doinstalowałem linux-restricted-modules-generic (tak, mógł mi ktoś powiedzieć, że firmware do acx został przeniesiony do tego pakietu…), zrestartowałem komputer, et voila! Moja karta D-Link DWL-650+ (acx100) działa bezproblemowo z networkmanagerem. Co najlepsze, ze sterownikiem acx100 działa kismet i aircrack-ng… Dobrze jest nauczyć się obsługi tych narzędzi, żeby w razie czego sprawdzić bezpieczeństwo… własnej sieci oczywiście. NetworkManager i narzędzia typu kismet kłócą się ze sobą. Prawoklik na monitorki, odznaczyć „Włącz bezprzewodowe” i gotowe.

cytat za Stateless Blog (sorry Tomku ale akurat na Ciebie padło :))

Używanie Linuksa i frajda z tego powodu płynąca mają miejsce chyba do pewnego wieku tylko. W pewnym momencie życia człowiek staje się zgredem, zaczyna myśleć zupełnie innymi kategoriami a takie posty mogą budzić tylko jego zdumienie. Ludzie, ja z tego wpisu rozumiem tylko czasowniki!!! Zdaje się, że zestarzałem się tak bardzo, że już kompletnie mnie nie ciągną tego typu zabawy systemem operacyjnym. Z wysokości swoich trzydziestu dwóch lat łażenia po ziemi i zabawy różnymi komputerami i różnymi systemami operacyjnymi, powiadam wam jako zgred zawołany: marnowanie czasu na kombinowanie by coś w komputerze zadziałało, nie bawi już tak jak dawniej. Szczerze mówiąc – wcale to nie bawi. Jako zgred powiadam wam – teraz ma mi wszystko działać od kopa a ja mam mieć czas na siedzenie na tarasie i pielęgnowanie rozrastającego się sadła przy grillu i browarze.

Wstęp może przygłupi ale jako materiał do ogólniejszych rozważań nad doznaniami płynącymi z użytkowania systemu operacyjnego – myślę że całkiem niezły.

Użytkowników komputerów można zasadniczo podzielić na trzy kategorie:

  • tych, którzy wiedzą o co w tym wszystkim chodzi;

  • tych, którzy wiedzą gdzie skierować przeglądarkę internetową, by znaleźć jakieś informacje w razie, gdyby im się chciało wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi;

  • tych, którzy mają to kompletnie gdzieś i wolą zamiast siedzieć przy komputerze, jechać na ryby.

Podział może nieco sztuczny ale chyba oddaje w miarę składnie najczęściej spotykane typy userów. Oczywiście pomiędzy tymi typami istnieją stany pośrednie (na ten przykład ja – wypadam gdzieś pomiędzy punktem 2 a 3). Niemniej co do zasady i na podstawie własnych obserwacji, tak bym sobie userów podzielił. Na podstawie tychże właśnie obserwacji muszę stwierdzić, że z wiekiem żyłka eksperymentatora w człowieku ginie. Na życie zaczynają składać się nieco inne doznania – dom, rodzina, żona, wieczór z żoną ;), grillik z kumplami, wypad do rodziny, męczenie przez dzieciaka… W tym chaosie dnia codziennego po prostu brakuje czasu, weny, siły i ochoty na rozgryzanie problemu niedziałającego ndiswrappera (dobrze to piszę?). To po prostu ma działać (cokolwiek to jest), a jeśli nie działa, to kupuje się coś, co zadziała na pewno. Czy ktoś z Was sądzi, że np. wczorajszego wieczora chciałoby mi się grzebać coś przy komputerze, goszcząc w domu znajomą z dwójką jej dzieciaków (przesłodkich tak swoją drogą), moim własnym dzieciakiem robiącym zawody z jednym z tych przybyłych o to, które wrzaśnie głośniej, z peplającą żoną, która w szale peplania obiadokolację mogłaby zniszczyć, do czego dopuścić przecież nie mogłem i z jakaś panią zamówioną przez moją żonę, która to pani robiła jej w buzię dobrze różnymi kosmetykami? Ludzie, tego zdania nie idzie w całości przeczytać bo tak jest wielokrotnie złożone. Dorzucanie tam jeszcze niedziałającego ndiswrappera (cokolwiek to jest) jest ostatnią rzeczą, na której by mi zależało, gdyby mi na czymkolwiek wtedy zależało (wyłączając z rozważań obiadokolację, na której zależało mi BARDZO :)).

Próbuję przez to napisać, że od pewnego momentu to, co do niedawna było fun, takie wesołe być przestaje. To, co do niedawna się ceniło (wolność, otwartość, rozwiązywanie inspirujących problemów), ma się z czasem kompletnie w dupie, bo życie dostarcza na tyle dużą ilość „inspirujących problemów”, że te dodatkowe generowane przez ndiswrappera (cokolwiek to jest) mogą doprowadzić co najwyżej do machnięcia ramionami i kupienia dnia następnego czegoś, co działa. Tak, kupienia. Mając pracę i pewien wiek woli się pieniądze wydać, niż męczyć z ndiswrapperem (cokolwiek to jest), nawet jeśli męczenie się dzieje się w imię wolności, otwartego oprogramowania i czego tam jeszcze.

Nie zrozumcie mnie źle, ja Linuksa bardzo popieram i w ogóle jestem jego wielkim entuzjastą a sam Linuks porywa mnie ideą leżącą u jego podstaw. Tyle że już chyba nie chce mi się walczyć z problemami, chyba zrobiłem się na to za stary i zbyt zramolały. W moim wieku rzeczy mają wyglądać mniej więcej tak, że gdy wetknę wtyczkę, to urządzenie ma działać. Reszta mnie średnio interesuje.

Linuks pod względem wyzwań stawianych człowiekowi jest systemem bardzo wymagającym. Nie raz i nie dwa walczyłem na tym froncie a odnoszone sukcesy budowały moje ego lepiej jeszcze niż frytki z colą. Tyle że chyba z wiekiem te fronty nieco mi się przesunęły i teraz zmagać się chcę nie z narzędziem, a z samym życiem. Na zmaganie się z narzędziem szkoda mi po prostu czasu, bo samo życie zajmuje mi 110% czasu pracy mojego procesora.

Nie dziwcie się więc ramolom, którzy czasem widząc teksty w stylu tego cytowanego strzelą karpia, machną ręką i zdziwią się, że kogokolwiek to kręci. Ta ramota pójdzie do sklepu, wyda za wiele pieniędzy na zbyt drogi sprzęt, wetknie wtyczkę w gniazdko i z miejsca będzie robiła to, do czego ów sprzęt kupiła. Gdyby sprawy były tak proste z Linuksem…

32 odpowiedź do Looks like… eee… fun?

  1. Tomasz Tybulewicz Kwiecień 26, 2007 o 12:59 #

    Zgodnie z Twoją kategoryzacją podpadam pod pierwszy typ ludzi. Mimo to uważam że komputer ma dla mnie po prostu działać – to narzędzie takie samo jak samochód – wymagam od niego pewnej gamy funkcjonalności i tyle.

    Mam te szczęście że w razie czego wiem jak i gdzie ‚stuknąć’ by wszystko zaczęło działać ;)

    Kiedyś też bawiło mnie wyciąganie 150% wydajności ze sprzętu i softu, teraz jednak wolę poświęcić czas na inne hobby (lub na… sen) :D

  2. salvadhor Kwiecień 26, 2007 o 13:34 #

    Ale o co tyle krzyku i wywodów. Jest kawałek tekstu, który mówi nam, że pod Linuksem karta radiowa DWL-650+ powinna działać bez problemów i kombinowania. Autor tego stwierdzenia wcześniej kombinował stosując np. ndiswrapper, a teraz nie musi już tak kombinować.

    Czyli użytkownik Linuksa może iść na ryby, na piwo, cokolwiek, a karta i tak mu zadziała.

    Nawet nie musi sterowników z płytki dogrywać.

    • CoSTa Kwiecień 26, 2007 o 13:36 #

      a czy ja krzyczę? bardzo jestem daleki od tego. jak to napisałem – ja z tego wywodu tylko czasowniki zrozumiałem. dzięki za translację.

  3. BeHemot Kwiecień 26, 2007 o 14:01 #

    To ja chyba jestem w 2 grupie ale też zauważyłem że zaczynam się staczać :) To jest niestety (albo na szczęście jak kto woli) problem priorytetów – można woleć spędzić wieczór z ndiswrapperem albo z żoną – bo z obojgiem na raz się raczej nie da, a z własnego doświadczenia mogę dodać że ndiswrapper obiadokolacji robic nie umie… Więc wybieram z własnego lenistwa żonę :)

    Pozdrawiam

  4. madman Kwiecień 26, 2007 o 14:01 #

    @CoSTa: Alez nie bylo w tym opisie nic specjalnego. Napisane zostalo jakie pakiety po kolei nalezy zainstalowac. Nawet nie trzeba bylo nic kompilowac. Po prostu dziala. Mysle ze wiele ludzi – majac opis – bez problemu takie sterowniki zainstaluje.

    A jak jest w przypadku „drogiego sprzetu ktory po prostu dziala”? Na przykladzie Apple’a: dziala to, co przewidzialo Apple.

    Kupisz sobie w sklepie karte dzwiekowa, kieszen na dysk, czy palmtopa/telefon i z Makiem nie dziala? Trudno – trzeba bylo sobie kupic urzadzenie z listy „poblogoslawionych” przez Apple…

    Nie zainstalujesz sobie sterownikow z pakietow – jak w Ubuntu – bo takowe po prostu nie istnieja…

  5. CoSTa Kwiecień 26, 2007 o 14:09 #

    [b]behemot[/b]: oj, jesteś już na równi pochyłej :)

    [b]madman[/b]: ależ oczywiście jest właśnie tak, jak piszesz – sam swego czasu pisałem tutaj o problemach z jakąś noname obudowa do twardziela, która ni cholery deklarowanego USB 2.0 rozwinać nie chciała (na pracowym pececie zdaje się, że też nie tak swoją drogą). ale to kompletnie nie o to chodzi. ten wpis nie jest o systemach operacyjnych i komputerach. ten wpis jest o kolesiach, którym zaczynają włosy siwieć (tak doropha twierdzi :)), i którym najzwyczajniej w świecie nie chce się kombinować tylko idą i ten rekomendowany a drogi sprzęt kupują. dlaczego? bo RAMOLEJĄ (o czym przez te kilkaset znaków pisać próbuję) i mają kompletnie gdzieś, czy coś się skompiluje czy też nie. ma działać. rekomendowane, drogie, złe i niedobre ideologicznie – zazwyczaj działa. tu chodzi o komfort i lenistwo.

  6. Robert Pankowecki Kwiecień 26, 2007 o 14:14 #

    Rozumiemy Cię. Dlatego właśnie Ci, którym jeszcze się chce, zużywają swój czas i energię dla tych, jak Ty i Ja i niektórzy z Was, którym zwykle się nie chce. I jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Swoją drogą wczoraj miałem okazję zobaczyć jak działa MacBook podłączony do monitora sam nie wiem jak dużo calowego i działa to „ślicznie”. Żeby inne systemy potrafiły tak pięknie wyglądać :-).

  7. salvadhor Kwiecień 26, 2007 o 14:42 #

    Kupowanie sprzętu komputerowego ( świadome ) i nie sprawdzenie, nawet pobieżnie, czy ten sprzęt zadziała tam gdzie chcemy go użyć, to jak kupowanie samochodu i nie sprawdzenie, czy jest on sprzedawany z kołami i czy jest napędzany piaskiem, wodą, czy benzyną.

    I tu i tu nikt nie musi być fachowcem ( ja od samochodów nie jestem ), ale zachowanie przyzwoitości to sprawdzenie, w co się chcemy wpakować.

    Brak czasu ? No tak, choroba naszego wieku, która umożliwia robienie z nas łosi i wciskanie nam najrozmaitszego złomu, który ani nam nie jest potrzebny, ani nam nie będzie służył jak trzeba, itp.

    Ale od czasu jak robię świadome zakupy, czuję się lepiej – nie lubię marnowania kasy, która mi z nieba nie leci.

    • CoSTa Kwiecień 26, 2007 o 15:19 #

      okej. co zrobisz z kolesiami, którzy mają gdzieś całe to sprawdzanie i uważają to za kompletnie zbędny element folkloru okołokomputerowego (są tacy)? przecież po to wymyślono standardy w stylu USB czy firewire, by aparat podłączony przez USB działał od kopa, by kamera podłączona przez firewire działała od ręki itd. z innej beczki – czy sądzisz, że moja ciotka kupując modem będzie wciągała wcześniej wiedzę o standardach transmisji danych? zapewniam cię, że nie. pójdzie i kupi to, co producent sprzętu czy dostawca internetu jej wskaże i orzeknie, że do sprzętu pasuje. dlaczego? z lenistwa pewnie też ale chyba przede wszystkim dlatego, że jeśli nie zadziała, będzie mogła pójść do producenta sprzętu czy providera i żądać od niego wywiązania się ze swojego zobowiązania o współdziałaniu obydwu urządzeń.

  8. madman Kwiecień 26, 2007 o 14:47 #

    @CoSTa: Ja Cie doskonale rozumiem. Kazdy ma wrodzone lenistwo ;)

    Ale mimo wszystko elementarnej konfiguracji jakiegokolwiek urzadzenia nie ominiesz. Chociazby podawany czesto jako przyklad samochod. Kupisz i dziala niby out-of-the-box. Ale musisz sobie jeszcze ustawic fotel, kierownice, pasy, ustawic opcje radia…

    Podobny byl ten przyklad z karta sieciowa i ubuntu – w zasadzie wszystko dziala, ale trzeba doinstalowac 2 pakiety, zeby dzialala sieciowka bezprzewodowa (co zreszta opisane jest w internecie, wiec nawet nie trzeba juz sie wysilac i samemu kombinowac). Dla mnie jest to out-of-the-box. Oczywiscie, Canonical moglby rowniez „poblogoslawic” sprzet przez siebie wspierany i sprzedawac np. UbuntuBook, Ubuntu Mini, iBuntu…

    Dlaczego tego nie robia? Bo stawiaja na otwartosc – to klient decyduje, jaka chce maszyne, a system ma na tym dzialac.

    Aha, jeszcze jedna sprawa – instrukcja obslugi. Jakze ignorowana w naszych czasach… Zwykle producent opisuje w niej wszystko, co potrzebne do obslugi urzadzenia. A kto ja czyta? No… w przypadku takiego Apple to dosc trudne, bo instrukcji do komputerow nie dodaja. A co w razie problemow? Trudno, user jest „on-his-own”.

    CoSTa, nie zrozum mnie tu zle. Nie jestem przeciwnikiem produktow Apple (czy innych rzekomo dzialajacych doskonale out-of-the-box). Po prostu one tez maja swoje problemy. A kiedy taki problem juz wystapi, jest duzo powazniejszy niz w produktach ktore tak banalne

    • CoSTa Kwiecień 26, 2007 o 15:32 #

      mad, ależ oczywiście! nie ominiesz pewnej konfiguracji urządzenia. takie mądre to wszystko póki co nie jest. ale przyznaj, jest pewna różnica między podłączeniem modemu i wgraniem sterowników z płytki a znajomością pakietów, które należy zainstalować klepiąc w konsoli apt-get i nazwa pakietu. o ile wcześniej ten ktoś do owej wiedzy w necie się dokopie. a stanie się to, o ile modem zadziała…

      masz oczywiście rację pisząc o cannonical, które nie błogosławi sprzętu bo zostawia wybór użytkownikowi a system ma na tym wybranym sprzęcie działać. jak widać z cytatu – czasem jednak nie działa i trzeba czegoś więcej. wbrew pozorom mojej przywoływanej już ciotce wymóg instalacji pakietu linux-kernel-modules z repozytorium restricted powie niewiele. przecież widzisz tę różnicę.

      kto się okłamał w kwestii instrukcji obsługi? ja do swojego mini mam ładną, taką kwadratową, kilkadziesiąt stron o tym jak uruchomić komputer i jak sobie radzić w razie W. instrukcji nie było do systemu operacyjnego.

      oczywiście nie ma rzeczy działających bezproblemowo. ale osiągnąłem chyba już ten wiek, że wolę rzeczy, które potencjalnie sprawią mi najmniej problemów. i niekoniecznie to musi być produkcji apple. serio.

  9. uel Kwiecień 26, 2007 o 16:22 #

    tak się składa, że ostatnio miałem okazje spotkać nieco starszego Pana od Ciebie Costa,

    od razu powiem, że ten Pan pracuje na Windowsie,

    kupił on nagrywarke DVD, zewnętrzną, Samsunga,

    bo sam ma laptopa, który wyposażony jest jedynie w odtwarzacz dvd,

    będąc u niego z wizytą zaproponował mi, aby mu ją „zainstalował”, bo on sam nie da rady ( mój wniosek )…

    …a tu wystarczy włożyć wtyczke usb w nagrywarke, a następnie w laptopie… nic więcej, a że ta nagrywarka była wyposażona w dodatkowe funkcje jak zgrywanie video z kamery bezpośrednio na płyte ( przycisk na nagrywarce „OneTouch”) powiedział, abym i tą funkcje mu wytłumaczył, a więc tłumacze mu, że opcja ta jest do bezposredniego zgrywania obrazu z kamery ( czyt. video ) na płyte dvd.

    Powiedzmy, że to zrozumiał ( przynajmniej stwarzał takie pozory ), ale chwilę później zawołał mnie do pokoju w którym stał laptop i powiedział:

    „no patrz Piotrek, zaznaczam pliki ( zdjęcia ) w tym folderze ( chodzi o konkretny katalog w explorerze ), naciskam na ten przycisk „OneTouch” na obudowie nagrywarki i nie nagrywa…przecież musi!”

    To ja mu znowu tłumacze do czego ten przycisk służy ( jak wyżej ), a on ciągle nie może tego zrozumieć. Mówi:

    „Cholera, wydałem tyle kasy na tę nagrywarke, sprzedawca mnie zapewniał, że nagram tak swoje zdjęcia, PŁACE, wymagam i nie chcę się uczyć jakiegoś nero.” ( chyba chciał dodac jeszcze: chcę nagrywarke, która nagra to o czym w tej chwili myślę ).

    Pomyślałem sobie… czy ludzie oczekują cudów od sprzętu za grube złote? On do końca nie wierzył moim słowom, że tak się po prostu nie da, że komputer ( dzisiejszy oczywiście ) nie jest w stanie czytać w myślach potencjalnego użytkownika.

    Ale to był przecież tylko WINDOWS, aż strach pomyśleć co ów Pan zrobiłby na Linuksie.

    wracając do wpisu, piszesz:

    „Nie dziwcie się więc ramolom, którzy czasem widząc teksty w stylu tego cytowanego strzelą karpia, machną ręką i zdziwią się, że kogokolwiek to kręci. Ta ramota pójdzie do sklepu, wyda za wiele pieniędzy na zbyt drogi sprzęt, wetknie wtyczkę w gniazdko i z miejsca będzie robiła to, do czego ów sprzęt kupiła.”

    Podsumowując:

    Jeśli ktoś siedzi pod Linuksem i coś mu nie działa, to zaopatruje się w to ( za mniejsze bądź większe pieniądze ) co mu na pewno zadziała, JEŚLI GO TO NIE KRĘCI i nie lubi karpi, ale jeśli go to w jakichś sposób kręci tak jak Pana w sacytowanym tekście to kombinuje i to tylko i wyłącznie jego sprawa i doświadczenie, które tym samym nabywa i nieważny tu jest wiek, ani pieniądze.

    Pozdrawiam uel

  10. sylwester Kwiecień 26, 2007 o 16:42 #

    Ciekawy tekst.

    W dodatku prawie oddający mój pogląd na system operacyjny: ma działać i już.

    Niestety, moim zdaniem zupełnie pomijający fakt, że absolutna większość użytkowników czegokolwiek należy do grupy trzeciej. Dla nich system operacyjny nie ma jakiegokolwiek znaczenia – nie poradzą sobie nawet ze starym Atari (4 klawisze „funkcyjne”). Osobnicy ci potrzebują do normalnego funkcjonowania lokalnego admina/sąsiada/syna/ojca, który im wszystko zamontuje, zainstaluje i na posticie zostawi jeszcze krótka instrukcję obsługi.

    Więc ndiswrapper, czy rejestr, swap czy plik wymiany, ntfs czy ext3, nero czy k3b – wszystko to brzmi dla nich jak przekleństwa.

    Z moich doświadczeń wynika, że im ktoś MNIEJ wie o funkcjonowaniu systemu operacyjnego tym z większą łatwością korzysta z dowolnego.

    I tyle.

    A czynienie zarzutów z „hermentyczności” języka? Polecam fora/blogi/strony górnicze/młodzieżowe/muzyczne/medyczne/dowolne inne – efekt będzie ten sam. Osobnik niezainteresowany głębiej tematyką tam po prostu nie zagląda.

  11. mazdac Kwiecień 26, 2007 o 18:07 #

    ja podpadam pod 1 kategorię, ostatnio również nie mam „wystarczającej” ilości czasu, jednak praca z systemem gnu/linux czy bsd dla mnie osobiście jest bardziej komfortowa i szybsza, jak coś nie działa tak jak oczekuję, wyedytuję troszeczkę, coś dokompiluję i gra i buczy.

  12. PeterCub Kwiecień 26, 2007 o 19:27 #

    Moze jakąś ankietę CoSTa zrobisz, chociaż do 3 kategorii nikt się nie przyzna, bo tacy nawet nie wiedzą, jak czasami włączyć/wyłączyć komputer, albo „otworzyć” internet.

  13. sparky Kwiecień 26, 2007 o 19:47 #

    Zmieniłeś zainteresowania, trochę sie wypaliłeś, czujesz się tym zmęczony itp., to się zdarza. Wydaje się jednak, że to może dotyczyć każdej dziedziny, nie tylko dziedziny informatyki, systemu GNU/Linux, ale całego życia, które, jak piszesz, bardziej Cię teraz absorbuje.

    Nie ma jednej recepty na to, dlaczego ludzie się zniechęcają, ale może gdzieś, w podejściu do tego, popełniłeś błąd. A może po prostu się zmieniłeś i chcesz już robić coś innego.

    W każdym razie, nie ma się co martwić, Wolne Oprogramowanie rozwijają ludzie, którym to daje przede wszystkim przyjemność i satysfakcję. Jeżeli tak nie jest, nie ma się co zmuszać i odnaleźć się w innej dziedzinie aktywności, gdzie można coś zrobić dla innych. Nie nazywaj się zramolałym itp.

    Dzięki za Twój dotychczasowy wkład dla społeczności.

  14. fraDiavolo Kwiecień 26, 2007 o 23:13 #

    Świetny post, CoSTa. Ja czuję się bardzo podobnie, też się kompletnie zniechęciłem do nieustannej walki z systemami operacyjnymi. Czyli z czymś, co z zasady powinno być operacyjne, funkcjonalne i niemal niezauważalne w codziennej pracy z komputerem. Tylko wiekowo stoję trochę niżej, ale nieznacznie, bo już też przekroczyłem trzydziestkę. :)))

    A zaczęło się od tego, że kupiłem sobie iPoda. Tani nie był, ale niesamowicie funkcjonalny, no i taki… śliczny. Z miejsca zirytowało mnie, że Linuks nie do końca tego iPoda obsługuje, ale niech tam. Na szczęście miałem dostęp również do Windows i to mi na razie wystarczało. Ale fascynacja iPodem przypomniała mi, jak bardzo lubiłem Maki (na których pracowałem kilka lat temu w pewnej firmie). W głowie zaczęła mi dojrzewać pewna myść, no i w końcu sprawiłem sobie Macbooka. Eureka! Działa wszystko, wszystko jest też funkcjonalne i śliczne. Tym oto sposobem Linuksy poszły w odstawkę. Jeszcze nie oszalałem, żeby sobie co kilka miesięcy instalować nowe distro i martwić się, coby tu zrobić, żeby działało. Kiedyś chciało mi się to robić i tym sposobem wiele się nauczyłem. Ale teraz mam już tego dość. Tak samo jak swego blaszaka, którego mam zamiar wymienić na dekstopowego Maka, jak tylko się zepsuje. No, ale jak ma się zepsuć, skoro go prawie nie używam?

    Ostatnio – na fali entuzjastycznych recenzi Ubuntu 7.04 – włączyłem jednak blaszaka i zapodałem mu płytkę z nowym systemem. Pomyślałem, że chociaż zobaczę, ile jeszcze dzieli Canonical od Apple’a i MS. No i co? Instalacja poszła szybko, ale sieć (ethernet) za cholerę nie chce działać – choć w Mac OS i Windows działa po włoźeniu kabla. Wywaliłem nowe ubuntowe cudeńko z dysku po jakiejś godzinie. Nawet mi się już nie chciało dociekać, czemu nie działa. Bo po co tracić czas? Za oknem wiosna, w pracy urwanie głowy, szwagier zaprasza na grilla, dziecko domaga się wyjścia na rower albo na plac zabaw, a żona już coś przebąkuje o drugim… Po co mi jeszcze kłopoty z krnąbrnym pingwinem?

  15. btd Kwiecień 27, 2007 o 04:44 #

    No to ja pojade po bandzie :->

    Kazdy z ‚komputerowcow’ ma etap brandzlowania sie kompem – non stop granie, 3dSMarki, podkrecanie zeby tylko superPI policzylo 0,01 sekundy szybciej, kernelowanie kompila. Niektorzy dorastaja i pojawiaja im sie inne sprawy jak praca (ok, tam tez mozna dalej sie bawic jak sie trafi dobrze), rodzina , dom itd, a niektorym tylko tyle pozostaje – dalej pieprzyc sie z kompem.

    Mi juz szkoda czasu na jebanie sie bo cos nie dziala – to robie w pracy, po pracy ‚na moim terytorium’ ma dzialac, i to idealnie. Nie dziala – wypada z kompa.

    A co do kategorii – zwykle 1, z checia zeby zawsze bylo 2 :)

    Aha – ndiswrapper to jest swietny przyklad jak linux radzi sobie bez windows – taki interfejs programowy pozwalajacy uzywac do sieciowek wifi sterownikow windowsowych :->

  16. Sky Ace Kwiecień 27, 2007 o 05:43 #

    btd, piękne sformułowanie „dalej pieprzyć się z kompem” tym bardziej, jak sobie się przypomni kawał o dziewczynach informatyka. :))) Nie ma to jak chwila radości o poranku. :>

    Ja akurat Ubuntu używam, ale z na tyle standardowymi rzeczami, że 98% działa od kopa. Resztą się nie zajmuję, szkoda czasu. :)

  17. KBernady Kwiecień 27, 2007 o 05:49 #

    Dorzucę swoje $.02:

    Może być też tak, że od, powiedzmy, pewnego wieku, człowiek nabiera tyle/takich różnych umiejętności i specjalizacji, że po prostu mu się nie opłaca (zbytnio/prawie/wcale) zajmować wnętrznościami systemu.

    Zamiast np. 4 godziny/dzień/miesiąc ustawiać/instalować/sprawdzać system, bardziej _opłaca się_ popracować 2 godziny/pół dnia/tydzień – zarobić, zapłacić za coś co działa od razu (albo zatrudnić na chwilę kogoś tańszego od siebie), a przez pozostały czas choćby odpocząć.

    Czyli używać komputera jako narzędzia do zarabiania większych pieniędzy niż kosztuje pieniężnie i czasowo konstruowanie i maintenance tego narzędzia

    Nazwałbym taki proces mądrzeniem niż ramoleniem (ale może w sumie to niedaleko…)

  18. btd Kwiecień 27, 2007 o 06:37 #

    @Sky Ace

    No jasne ze to byla zamierzona dwuznacznosc :)

    Ja w pracy na stancjonarce mam ubuntu. Na laptopie viste, a w domu na kompie xp. A w 2008 beda dwa macbooki.

    @KBernady

    Chyba trafiles w sedno :)

  19. CoSTa Kwiecień 27, 2007 o 09:18 #

    kurczę, panowie, przez niektórych z was zaczynam przestawać czuć się jak ramol :). oby tak dalej!

  20. salvadhor Kwiecień 27, 2007 o 09:20 #

    Kompletnie was nie rozumiem. Jojczycie, że nie macie czasu, ale jakby co, to wybieracie pracę po godzina, nadgodziny, siedzenie w robocie po dwa dni, itp. I wtedy macie gdzieś, że rodziny/dzieci ojca widzą nocą, albo rano chyłkiem wychodzącego z domu. Bo potrzebna kasa na ‚coś’ co będzie działało bez waszej ingerencji.

    Toż to się kompletnie kupy nie trzyma – ja wiem, mamy czasy jakie mamy, postępujący konsumpcjonizm, ludzie sprowadzeni do trybików w tym całym systemie itp.

    Ale gadanie, że z Linuksem trza się pieprzyć, żeby chodził, to demagogia. Z samochodem trza się pieprzyć żeby chodził, z komputerem trza się pieprzyć żeby chodził, z wiertarką trza się pieprzyć, z Windowsem trza się pieprzyć, nawet srajtaśma nawet czasem się dziurawi.

    Zewsząd wciska się nam kit, który jest lepszy od kitu konkurencji, ma więcej dupereli, więcej cyferek, itp. A większość się łapie na tanie chwyty, jednocześnie deklarując się jako ‚luzacy’, którzy chcą mieć ‚najlepsze rzeczy’ działające same od siebie. I w imię swojego ‚wyluzowania’ zapieprzacie ponownie w robocie po 16 godzin, bo luksus kosztuje i nie trzeba poświęcić godzinki żeby coś uruchomić/naprawić/poczytać o funkcjonalności.

    Mimo szczerych chęci, nie dopatruję się w takiej postawie logiki.

    • CoSTa Kwiecień 27, 2007 o 09:30 #

      gdzie pracujesz salv? ja robię u prywatnego pracodawcy, kapitalisty z krwi i kości, który wyciska mnie do ostatka. po powrocie do domu wkurzający mnie przedmiot, który nie będzie funkcjonował jak ma funkcjonować, lub będzie stroił fochy we współdziałaniu z innymi przedmiotami – ląduje na ścianie i malowniczo się rozpryskuje. następnego dnia w domu jest nowy, inny, bezproblemowy.

      czego tu nie rozumiesz? to jest dokładnie tak właśnie proste. pracę zostawiam za drzwiami biura. w domu czas na wypoczynek i miłe spędzanie czasu. przecież to proste jest.

      z linuksem trzeba się jednak czasem pieprzyć. na samym początku cytuję sprawozdanie z takiego właśnie pieprzenia się z systemem.

    • btd Kwiecień 27, 2007 o 09:53 #

      „Z samochodem trza się pieprzyć żeby chodził”

      Ze co?

      Wezcie ludzie skonczce pierd.. z tymi analogiami komp – samochod. Bo jak widze to w wiekszosci przypadkow wiedza o autach konczy sie na tym ze sa 4 kola.

      Co sie kurwa trzeba pieprzyc – lejesz i jedziesz. Jak cos ci sie sypie to masz chujowy samochod. Wymiana oleju czy klockow jest oczywistoscia bo to sie zuzywa mechanicznie. Co niby do ciezkiej cholery zuzywa sie mechanicznie w kompie ze trzeba grzebac? Poza tym, klocki czy olej robisz raz w roku i tyle.

    • fradiavolo Kwiecień 27, 2007 o 12:30 #

      To, że z Linuksem trzeba się pieprzyć, żeby chodził, to nie żadna demagogia, tylko fakt. Linux ma swoje zalety, ale systemem całkowicie bezproblemowym nie jest i jeszcze długo nie będzie – i to nawet w przypadku takich dystrybucji, jak Linspire/Freespire. Oczywiście, że każdy OS może czasem stwarzać kłopoty. Ale tu chodzi o liczbę i skalę tych problemów… Mac OS czy Windows są jednak znacznie mniej problematyczne w codziennym użytku niż np. distra Linuksa czy BSD. Używałem wszystkich, to wiem. Udziały rynkowe, niezależnie, co sądzisz o gospodarce rynkowej, też chyba coś mówią, no nie? To są twarde dane. Większość użytkowników głosuje portfelami (albo programami P2P :)))), biorąc pod uwagę swoje potrzeby, dostępny czas, itd. – i to nie przypadek, że Linux nie jest liderem rynku desktopów i pewnie nigdy nie będzie.

  21. salvadhor Kwiecień 27, 2007 o 10:01 #

    @btd

    Wentylator :)

    Raz na dwa, trzy lata.

    Poza tym, co to za samochód, przy którym muszę jakieś części mechaniczne wymieniać – płacę i ma chodzić ;)

    • btd Kwiecień 27, 2007 o 10:08 #

      Kazdy.

      Nawet ferrari czy bugatti czy rolls-royce.

      W stacjonarce wlozylem porzadne wentyle, zasilka to tagan i zero problemow, od jakis 2 lat.

  22. yoshi314 Kwiecień 28, 2007 o 07:28 #

    ja nawet w zyciu nie widzialem karty radiowej a zrozumialem calosc. i nie uzywam ubuntu :]

    czy to znaczy ze jestem jakis genialny? a skad.

    wystarczy ze jestem na biezaco z linuksem. nie tylko z powodow hobbystycznych/ideologii czy jakichs innych.

  23. mix Maj 5, 2007 o 09:27 #

    Costa, bardzo ciekawy artykuł. Uważam że wszyscy jesteśmy podobni do ciebie lub będziemy… tak z wiekiem się niestety robi. ale to wynika z frustracji tym co nas otacza, a jak do tego dojdzie jeszcze wewnętrzna (domowa) frustracja to się ponakłada i człowieka krew zalewa o wszystko.. nawet o to że coś nie działa (choć z braku przemyślenia problem wcale nie był złożony). Tak to jest, człowiek się starzeje. Nie mam żony i dzieci ale fakt faktem czasem już tez mam dość dłubania i to nie tylko z Linuksem ale i ze wszystkim co mnie otacza. To się nazywa wypalenie? a może poprostu przemęczenie, albo zniechęcenie do tego co się robiło.

    Może czas zmienić coś w życiu gdy sie do takiego wniosku dojdzie. Można przecież grac na instrumencie (muzyka to jedyne prawdziwe i nienamacalne fizycznie piękno – gdy się ją tworzy samemu i wychodzi), albo ot choćby sadzić marchew :)

    Życzę pogodnych myśli i mam nadzieję że odnajdziesz sens w tym co robisz. Powodzenia.

  24. CoSTa's Family Page Maj 11, 2007 o 07:31 #

    Poteoteryzuję sobie teraz nieco bo i praca na chwilę wolnego pozwala (nie ma to jak solidna akcja w Photoshopie i mielenie kilku gigabajtów danych w inne dane :)), i pogoda nie skłania do gapienia się w okno (nareszcie solidnie pada w Poznaniu).Do systemu

  25. LordD Maj 11, 2007 o 11:53 #

    Dzięki userom pierwszej kategorii userzy trzeciej kategorii mogą wetknąć wtyczkę i będzie im działać, a potem mogą sobie pojechać na ryby lub spędzić czas ze swoja kobietą, a nie wgryzać się w coś co kiedyś ich interesowało, a teraz – z wiekiem – zaczyna irytować. Także… chwała i cześć userom pierwszej kategorii! :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Poranne improwizacje na smród i duchotę

Zaczęło się... Przyszła wiosna, temperatury skoczyły i po prostu musiało się zacząć. Co takiego? Drobny feler komunikacji miejskiej: śmierdzący i...

Zamknij