Menu serwera

Piekło i szatani!

Zamilkliśmy, przestaliśmy się odzywać, nie ma nas, zniknęliśmy dla świata… Czy to dżuma? Czy to cholera? Czy to jakieś inne diabelstwo?

NIE

To zafajdana przeprowadzka Polska-style, czyli w tym kraju jeszcze bardzo, bardzo, bardzo długo nie będzie normalnie. O co się rozchodzi? A tak może w skrócie: Otóż nabyliśmy drogą kupna jakiś czas temu mieszkanie. Super. Owo mieszkanie zostało nam w końcu udostępnione i mogliśmy sobie w nim wreszcie zamieszkać. Bomba. Jednak by w nim zamieszkać, musieliśmy spełnić kilka warunków początkowych, wśród których między innymi była budowa szaf i – jako że mieszkamy na parterze – obudowanie okien jakimiś solidnymi żaluzjami. No i last but not least – trzeba było się fizycznie przeprowadzić. Proste? Teoretycznie tak. Jak to jednak może w Polsce wyglądać? A proszę bardzo:

  • Firma robiąca szafy zasadniczo wyrobiła się w narzuconym sobie terminie i aż tak specjalnie Dorophy nie angażowała, kiedy okazało się, że do pawlacza, który miał być zamontowany, się gdzieś drzwiczki zapodziały. OK, z rańca dnia następnego ekipa wpadła, zamontowała co było do zamontowania i tyle chłopaków widzieli.

  • Kolejna firma, która miała nam robić żaluzje, wystartowała ostro od zaliczki. Jako że na czasie nam zależało bardzo, dwie soboty temu pojechaliśmy na kraj Poznania, zapukaliśmy do biur firmy, podpisaliśmy umowę i jeszcze w ów weekend przelaliśmy zaliczkę na konta firmy. Po weekendzie okazało się, że jakaś zafajdana pani, z którą umowę podpisywaliśmy, wzięła i dupę na urlop ruszyła nie informując współpracowników, że queue im się powiększyło a firma zobowiązała się zrobić zasrane żaluzje w zeszły piątek. Skutek taki, że właśnie żeśmy się przewalili do nowego mieszkania, w którym nawet zasranych firanek za bardzo nie ma po co wieszać, bo idioci wejdą w ponoć wtorek i będą na wylot mury nam wiercili. Rozpakowywać też się w sumie nie ma sensu, bo zaraz i tak to wszystko pył pokryje warstwą grubą. Szlag nas trafił na miejscu ale cóż pozostało robić prócz zaciśnięcia zębów i ograniczenia chęci mordowania do minimum? Staraliśmy się ze wszystkich sił, by te najcięższe prace miały miejsce przed przyjazdem Majki ale firmom zachciało się inaczej.

  • Prócz robienia tego i owego, wypadało jeszcze wszystkie stare graty z jednego mieszkania do drugiego przewalić. Luzik – trzeba się spakować (na marginesie – śmieci przez te kilka lat wspólnego pożycia to nam sie zebrało co niemiara), zadzwonić po firmę od przeprowadzek a oni już przeniosą co trzeba i gdzie trzeba. Biorę słuchawkę, dzwonię, jest firma, facet nie życzy sobie, by ktokolwiek inny nosił (myślałem o znajomych, coby całość przyspieszyć), od tego są pracownicy a całość będzie kosztowała fortunę. Tak se pomyślałem, że to w sumie niegłupia myśl jest bo rzeczy jakby nieco więcej do targania, niż ze studenckich czasów. Doropha wydatek autoryzowała, umówiliśmy się na sobotę godz. 14 zero zero, rzuciliśmy się do pakowania i… DUPA BLADA! Oto jak się robi interesy w tym kraju: wystarczy dzwonić co dwie godziny i mówić, że zlecenie nieco wcześniejsze się trochę przeciągnęło ale wóz już jedzie i za chwile będzie. Powiem tylko tyle, że o godzinie 22 zero zero (TAK!) zadzwoniłem do jakiegoś dyspozytora z firmy Abi-Trans i zacząłem rzucać kurwami na lewo i prawo. Koleś do łez rozbawił mnie zapewnieniami, że wóz już jedzie i że będę mógł go pozywać jeśli on kłamie. Po prostu ręce mi opadły, zadzwoniłem do Dorophy, która czekała w pustym mieszkaniu na transport naszego stuffu i rzekłem jej, żeby się zwijała bo to nie ma sensu po prostu. Ona płakała, ja wyłem, ogólnie było zajebiście. I wiecie co? Przyjechali. Skurwysyny przyjechały o tej dziesiątej wieczorem. O drugiej w nocy mieliśmy rzeczy zrzucone w nowym mieszkaniu. Niedziela to już był jeden wielki zapieprz by zdążyć z przyjęciem Majki i móc ją gdzie położyć oraz gdzie jej jedzenie zrobić. Nie wiem jak się teraz czuje Doropha ale ja mam dosyć i marzę tylko o przespaniu się kilkugodzinnym. A, nie da rady – we wtorek borują inni idioci, którym nie chce się umów dotrzymywać.

Przeprowadzka Polska-style z rzeczywistością krajów cywilizowanych ma niewiele wspólnego niestety. To są właśnie te zapóźnienia cywilizacyjne, które w pierwszej kolejności powinny być nadrabiane. Nie uda się to bez solidnej konkurencji (w półmilionowym Poznaniu znalezienie firmy transportowej bez grafiku zapchanego na tydzień w przód graniczy z cudem), bez jakiegoś wykształconego rynku i bez jakichś zasad na nim panujących. Poczułem dotknięcie żałosnej prowizorki naszego kraiku, która czai się w każdym miejscu, nieważne jak ładną stronę firma by miała. Jeszcze z pokolenia potrzeba na zmianę tej mentalności, która jak widzę siedzi w ludziach głęboko zakorzeniona, mimo ponoć zmiany ustroju. Żałosne :/

15 odpowiedzi do Piekło i szatani!

  1. gshegosh Kwiecień 2, 2007 o 07:42 #

    No niestety, w tym kraju jeszcze długo nie będzie można zaufać praktycznie żadnej firmie ani instytucji, nawet takiej którą sami lub przez znajomych wcześniej już sprawdziliśmy.

    My przy remoncie mieszkania mieliśmy problemy prawie ze wszystkim: hydraulicy zrobili za wysoko podejścia do kranów i nieszczelną instalację gazową(!), gość od kafelków nie zagruntował ścian i potem na dwóch ścianach kafelki odlazły i musiałem je sam poprawiać, nie wspomnę że obtłukł nam facet wannę. W meblach do samodzielnego montażu brakowało kilku elementów, których uzupełnienie w sklepie zajęłoby 4 (!) tygodnie – dorobiłem sobie takie w Castoramie od ręki. Z reklamacją – w „renomowanej” firmie – rolet, które blokowały się (10 rolet i każda zepsuta) pieprzyliśmy się ponad pół roku. Inspekcja handlowa, która powinna być batem na takie firmy, okazała się bezsilna jeśli firma nie ma osoby odpowiedzialnej za kontakty z inspekcją. Itp., itd.

    Jedyne do czego w domu nie mam zastrzeżeń większych to elektryka, którą robiłem sam ;)

  2. btd Kwiecień 2, 2007 o 08:28 #

    Ja robilem przeprowadzke kumpa z Bytomia do Tychow (tak 40 min samochodem). Zrobilismy to sami – ja volvo, kumpel pozyczony lublin a jeszcze jeden gostek jechal escortem kumpla.

    Dwa kursy i wiekszosc przewiezlismy.

    I kazdemu radze – ruszyc niebo i pieklo, ale samemu wozic i przenosic a nie polegac na gnojkach ktorzy maja cie w dupie bo i tak kolejke maja. No ale przynajmniej wiadomo ze firmie abi-trans nalezy pokazac fuck.

  3. byte Kwiecień 2, 2007 o 08:29 #

    Mam podobne spostrzeżenia. Kiedy więc widzę, że jakiś szef konferencji pracodawców & biznesmenów płacze w mediach, że go urzędnicy i podatki cisną, to sam mam ochotę weń cisnąć.

    • byte Kwiecień 2, 2007 o 10:23 #

      Tfu, konfederacji :)

      Tak BTW: to gdzie Wy teraz mieszkacie?

  4. brocha Kwiecień 2, 2007 o 09:02 #

    Ja mam taka obserwacją, że w Polsce wszystko jest cacy póki kasy nie zapłacisz, tzn. okulary w godzinę, samochód na drugi dzień, meble za 7 – płacisz kasę i okulary będą na jutro, samochód za miesiąc, bo jest na parkingu w Elblągu, a meble za 3 miesiące bo nie przyszły skądś tam! Zawsze tak jest.

  5. trevor Kwiecień 2, 2007 o 09:31 #

    Witam,

    Nie jesteście osamotnieni. Kupiłem z żoną kanapę w firmie Helvetia http://www.helvetia.com.pl/php13/

    okazała się uszkodzona. Przywieźli nam ją po raz pierwszy 2 dni przed świętami Bożego Narodzenia. Okazała się uszkodzona. I wiecie co ponoć teraz w srodę mają ją wymienić. Normalnie cud mówię wam cud !!!! A tak z innej beczki, jeśli się ktoś zdecyduje to nie załatwiajcie z nimi nic na przysłowiową „gębę” wszystko fax’em albo poleconym.

    pozdrawiam i miłego mieszkania.

  6. Maciek Kwiecień 2, 2007 o 10:41 #

    Mi osobiście do tej pory udało się uniknąć doświadczeń z firmami przeprowadzkowymi. Wiem, młody jestem, jeszcze mnie to spotka ;)

    Natomiast z doświadczeń kolegów wynika, że problemem nie są przeprowadzki na trasie Wrocław -> Warszawa czy Kraków -> Warszawa a takie w stylu ‚z dzielnicy do dzielnicy’. Nie mówiąc o tym, że koszty są nieproporcjonalne moim zdaniem – zastanawiałem się przez chwilę nad wynajęciem jakiejś firmy do sprowadzenia mojej ukochanej z gratami na dystansie czterech przecznic… Szkoda gadać.

  7. tas Kwiecień 2, 2007 o 12:14 #

    W Poznaniu to firmę Kamińscy polecam. Panowie przyjechali na czas i się całkiem szybko się uwinęli z odebraniem i zawiezieniem wymaganych rzeczy.

  8. CoSTa Kwiecień 2, 2007 o 12:47 #

    [b]gshegosh[/b]: łokurczę, to jak widzę czekają nas jeszcze niezłe przejścia… szlag by to trafił. współczuję i nam nie życzę :)

    [b]btd[/b]: co racja to racja… kurczę, a nie dogadałem się ze znajomym, który chciał „samochodem” przyjechać i pytał się, czy ma tę furę brać. na co mi jego fura? rzekłem mu, by se darował. później wyszło, że na myśli miał coś mocno pakownego z firmy :)

    [b]byte[/b]: nie? jakoś chłopaki mocno marudzący na system ale gdy przychodzi co do czego, to wyłazi szydło z worka i braki w kulturze już nawet nie korporacyjnej, tylko takiej zwykłej, codziennej, w obcowaniu z klientem. eeech, sporo jeszcze wody w wiśle zanim to minie. bo minie, rynek to wyreguluje ale na to jeszcze nieco lat potrzeba niestety. a co do miejsca – wywiało nas na naramowicką. o dziwo – dojazd do pracy mam lepszy niż z osiedla przyjaźni a o to bałem się najbardziej. nawet jakoś to szparko rano idzie tym wąskim gardłem (naramowicka w szczycie to rzeźnia po prostu).

    [b]brocha[/b]: bez kasy też tak jest. a kiedy już przychodzi co do czego to człowiek płaci byle mieć już święty spokój.

    [b]trevor[/b]: dzięki za ostrzeżenie! kurczę, długotrwałe przygody macie z tym meblem jak widzę :). cholera, kupno mebli w sumie dopiero przed nami a doszło do tego, że jedyny pewnik to ikea. gdzie indziej albo nie dowieźli, albo na magazynie nie ma, albo będzie za bóg wie kiedy…

    [b]maciek[/b]: dokładnie – z dzielnicy do dzielnicy się odbyło. a żeby było zabawniej – przeprowadzali nas kolesie z… KATOWIC. okej, nie pytajcie jak to możliwe, to słodka tajemnica firmy abi-trans. kolesie byli wykończeni bardziej niż my a wyć chciało im się jeszcze bardziej niż nam :)

    [b]tas[/b]: oj dzwoniłem, dzwoniłem… niestety, terminy napięte bardzo i weekend nie wchodził w rachubę :/. szkoda bo pierwsze wrażenie bardzo sympatyczne.

    no nic, jakoś to będzie. oby do kupna grilla a wtedy zmieniam swoją dietę diametralnie i przeprowadzam się na taras :)

    • btd Kwiecień 2, 2007 o 17:31 #

      TAk tak, kupuj grila to cie nawiedze z moimi psami w wakacje :->

      Przekupie cie karczkiem z glazura miodowa

    • trevor Kwiecień 3, 2007 o 08:51 #

      Witam,

      CoSTa: Ja w swoim poście uwzględniłem tylko reklamacje. A zamowienie na mebel złożyliśmy w październiku. A ledwo przed Bożym Narodzeniem wyprodukowali :-) i to jeszcze wyprodukowali bubel. I gwarantuje, że szybciej doszwonisz się prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki niż do działu reklamacji :-|

      • trevor Kwiecień 4, 2007 o 09:33 #

        Aktualizacja:

        No i cud się stał. Przywieźli i nawet nie uszkodzony i w odpowiednim kolorku. Niech mnie ktoś uszczypnie.

        pozdrawiam

    • gshegosh Kwiecień 3, 2007 o 10:06 #

      Dacie radę, może nie będzie tak źle :)

      Jak się na to z perspektywy czasu patrzy, to już jest bardziej śmiesznie niż strasznie.

  9. Łukasz :] Kwiecień 2, 2007 o 16:59 #

    E no, bez przesady :| Ja myślałem, że takie rzeczy to tylko w filmach :|

  10. jarek Kwiecień 2, 2007 o 21:58 #

    Przerażające, choć bywa i diametralnie różnie. Dwa lata temu miałem 3 w jednym: własną przeprowadzkę przy pomocy samochodów kolegów, przeprowadzkę żony przy pomocy samochodów rodzinnych i znajomych, przeprowadzkę babci przy pomocy firmy przeprowadzkowej. Wszystkie się udały bez zarzutu.

    Jedynie z mieszkaniem było o tyle „ciekawe”, że w chwilę po przejęciu kluczy poprzedni właściciel poinformował nas o problemach z prądem – co praktycznie doprowadziło do wymiany całej sieci elektrycznej :]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wiosna w Poznaniu po raz kolejny

Ależ zmiana! Nie tak dawno wrzuciłem tu zdjęcia zrobione w pierwszy dzień wiosny. Minęło raptem kilka dni i te same...

Zamknij