Czas się lokalnie zaangażować!

Na począ­tek może taki sobie sprytny filmik:

Sympatyczna rekla­mówka Poznania

Okej, sym­pa­tyczna rekla­mówka Poznania, pierw­sza z brzegu wzięta ze strony Miejskiego Informatora Multimedialnego (MIM) sła­wiąca uroki noc­nego Poznania, w któ­rym prócz dosta­nia po mor­dzie, można i w auto­bu­sie noc­nym nieco poim­pre­zo­wać. True, sam to robi­łem nie­jed­no­krot­nie, ta reklama nie kła­mie :). Ale nie o rekla­mówkę cho­dzi. Chodzi o coś tkwią­cego nieco głę­biej — o poczu­cie przy­na­leż­no­ści do miej­sca, w któ­rym się żyje.

Ani ja, ani Doropha nie pocho­dzimy z Poznania. Ja jestem z Jeleniej Góry (yyeah! to mia­sto rzą­dzi!) a Doropha ze Stalowej Woli (tam ponoć robaki kury pod zie­mię wcią­gają). Spotkaliśmy się dziw­nym tra­fem w Wielkopolsce. OK, zda­rza się z więk­szym lub mniej­szym zna­cze­niem dla świata. Spotkaliśmy się, poślu­bi­li­śmy się, doro­bi­li­śmy się dziecka i kupi­li­śmy tu miesz­ka­nie. I wie­cie co? Ja cią­gle ale to cią­gle czu­łem się w tym mie­ście obco. Ot ele­ment napły­wowy, nie­zbyt z miej­scem związany.

Aż do dziś, aż do obej­rze­nia tych kilku prza­śnych „rekla­mó­wek” Poznania. Dotarło do mnie, że ja tu już naj­praw­do­po­dob­niej resztę życia spę­dzę, ze ja tu dziecko do szkół poślę, że tu będę (mam nadzieję) robił karierę, tu będę się za panien­kami oglą­dał a im będę star­szy, tym bar­dziej będę się oglą­dał :). Jednym sło­wem — dotarło do mnie, że ja tu po pro­stu żyję i że to moje mia­sto jest. Poczułem się… dziw­nie. Ale też nabra­łem ochoty strasz­nej na robie­nie cze­goś, czego mocno pozaz­dro­ści­łem takiej jed­nej naszej zna­jo­mej, która mieszka pod Poznaniem (hi Madzia! hi Darek!) i która zaczęła mocno aktyw­nie uczest­ni­czyć w publicz­nym życiu gminy, do któ­rej jest przy­pi­sana. Poopowiadała jak to soł­tysa od ostat­nich wyzy­wała za jakieś lewe wysy­pi­sko śmieci, które miało powstać w gmi­nie. Jak to z innymi miesz­kań­cami na jakimś gmin­nym forum uma­wiają się co i jak będzie zro­bione w ICH gmi­nie, bo jak nie to soł­tys poleci…

Głupio to brzmi? Być może. ALE jest w tym coś, co dzi­siaj oglą­da­jąc owe „rekla­mówki” poczu­łem — poczu­cie przy­na­leż­no­ści do danego miej­sca i chęć kształ­to­wa­nia losów tego miej­sca, urzą­dza­nia po swo­jemu, zaan­ga­żo­wa­nia się w sprawy lokalne, te naj­bar­dziej pod­sta­wowe z pod­sta­wo­wych. I nie cho­dzi mi teraz o żadną poli­tykę tylko o zwy­czajne „o nie soł­tys, ty mi oko­licy nie będziesz urzą­dzał”. Przecież, do jasnej cho­lery, to naj­bar­dziej zdrowy ze zdro­wych odru­chów — dba­nie o swoje a w kon­se­kwen­cji, także i o wspólne.

Tym spo­so­bem dotarło do mnie, że zmie­ni­łem się w Poznaniaka. Z gór osia­dłem na rów­ni­nach. I dobrze mi tu, choć widoku Śnieżki o poranku wciąż dia­blo brakuje :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

14 Komentarzy do “Czas się lokalnie zaangażować!”

  1. mads 23/05/2007 do 20:48 # Odpowiedz

    „Głupio to brzmi? Być może.”

    Wręcz prze­ciw­nie. :)

  2. Hadret 23/05/2007 do 22:46 # Odpowiedz

    Wrocław — moje mia­sto (; Byłem w Cardiff, tam to się czło­wiek dopiero ale obco czuł. Nie wyobra­żam sobie stu­dio­wać czy żyć gdzie indziej. I Ślężę mogę zoba­czyć o poranku, tylko komu chcia­łoby się wsta­wać :P

    Tak czy siak, miłe że poczu­łeś się jak w domu. To było coś, czego w Walii bra­ko­wało mi bar­dzo. A prze­cież mia­łem przy sobie brata — nawet nie chcę myśleć, co czują Ci, któ­rzy mają tylko znajomych/kumpli/przyjaciół.

    To co? Kiedy z kamerką wpa­dać, coby stwo­rzyć wła­sną rekla­mówkę z da Majkiem w roli głów­nej? ;>

  3. Sky Ace 23/05/2007 do 22:49 # Odpowiedz

    Zacznij od ofla­go­wa­nia ulicy może ;)

    A tak poważ­nie, to w mie­ście trudno coś robić poza pod­sta­wami lokal­nymi. Chociaż to zawsze coś. Zawsze podzi­wia­łem ludzi, któ­rym się mimo tej trud­no­ści *chce*.

    A, i jesz­cze taka drobna wspo­minka, cho­ciaż tro­chę w tema­cie trud­no­ści, ale nie chce mi się wra­cać do tam­tego posta, bo jest późno i mi się nie chce (a i tak pew­nie nikt by nie przeczytał) ;)

    O auto­bu­sach bez klimy zna­czy. Gorąco w Olsztynie było w ponie­dzia­łek, to zro­bili wywiad z rzecz­ni­kiem naszego MPK. Całość tutaj — http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,4153543.html

    A dla smaku cytacik:

    „Rzecznik MPK dodaje, że w miej­skich auto­bu­sach kli­ma­ty­za­cja nie będzie mon­to­wana. — Nie zamie­rzamy też kupo­wać auto­bu­sów z takich wypo­sa­że­niem. Są droż­sze zarówno przy zaku­pie, jak i w eks­plo­ata­cji z racji więk­szego zuży­cia paliwa — mówi Zienkiewicz. — Liczymy więc na wyro­zu­mia­łość pasa­że­rów. Pamiętajmy też, że w upały trudne warunki pracy mają też nasi kierowcy.”

  4. btd 24/05/2007 do 08:14 # Odpowiedz

    Góralu czy ci nie żal? :-D

    Ja jestem w Tychach i pew­nie będę. Kończymy się urzą­dzać, ‘kariery’ się jakoś zaczy­nają rozwijać.

    No i widok gór mam z bal­konu. Fakt, tylko beskidy a nie śnieżka, no ale jest :)

  5. Robert Pankowecki 24/05/2007 do 08:27 # Odpowiedz

    Nie no… ta rekla­mówka z kie­rowcą auto­busu powala. ROTFL. Dużo zajęć :-) Anyway miesz­kam sobie 21 lat pod Poznaniem i myślę, że to mia­sto jest nudne i brudne i takie… małe. Może ja dziwny jestem, ale odkąd mia­łem oka­zję zoba­czyć Londyn nieco mi się pozmie­niały per­spek­tywy. Ja chcę w Poznaniu orto­dok­syj­nych Żydów buja­ją­cych się po 5 osób po cen­trum, Murzynów, Chińczyków i Arabów pra­cu­ją­cych po skle­pach. Ja chce wię­cej kolo­rów tutaj.

    Czy w tym mie­ście coś się dzieje? Może to ja nic nie zauwa­żam? Nie wiem.

    Ale niby dla­czego tutaj warto żyć? Czym się to mia­sto różni od Warszawy czy Wrocławia, że tutaj niby bar­dziej warto? Bo stu­denci chleją nocą? A gdzie nie chleją? Bo jest Stary Browar? No i co z tego, kto ma $ by coś tam kupić czę­ściej? Może ja za dużo wyma­gam od życia ale to mia­sto wydaje mi się nie­zbyt per­spek­ty­wiczne. Nie mam takiego poczu­cia, żeby przez ostat­nie parę lat coś naprwdę się w nim zmieniło.

    • CoSTa 24/05/2007 do 11:21 # Odpowiedz

      nie no robert, prze­sa­dzasz nieco :). też swego czasu myśla­łem, że w pozna­niu nic się nie dzieje. taki wro­cław — o, tam to się wypra­wia! ale poznań to prowincja…

      wcale nie, dzieje się tu cał­kiem sporo tylko jakieś małe jest zaan­ga­żo­wa­nie mia­sta w pro­mo­wa­nie róż­nych wyda­rzeń kul­tu­ral­nych. ale wystar­czy gazetę otwo­rzyć i masz codzien­nie kon­certy, wer­ni­saże, wystawy, spektakle…

      fakt, mia­sto małe (porów­nu­jąc do lon­dynu czy bar­dzo bli­skich mi aten (o, tam mógł­bym miesz­kać) po pro­stu mikre), cia­sne ale w cho­lerę zie­lone. owszem, mar­nuje się tu szanse na roz­wój, nie ssie się inwe­sto­rów tak, jak ssać się powinno a sama kul­czy­kowa pozna­nia nie zbu­duje. przy następ­nych wybo­rach samo­rzą­do­wych trzeba będzie wybie­rać lepiej, ot co :)

      mnie się dłu­uugie lata to mia­sto nie podo­bało. prze­szło mi, ma swoje minusy ale ma też plusy. jak każde chyba mia­sto, nawet warszawa :)

    • btd 24/05/2007 do 12:37 # Odpowiedz

      Tylko ze ja nie widze co ty chcesz oprocz tego ze nie jest lon­dy­nem i jest w pol­sce a nie na zacho­dzie, co dla mnie jest deli­kat­nie mowiac nie powazne.

  6. Robert Pankowecki 24/05/2007 do 11:37 # Odpowiedz

    Oh, to że ma plusy to nie ulega wąt­pli­wo­ści. Komunikacja miej­ska jest ok, rzekł­bym nawet, bar­dzo ok.

  7. krzychu 24/05/2007 do 14:13 # Odpowiedz

    CoSta — bar­dzo mnie zain­try­go­wa­łeś odkry­wa­jąc w sobie takowe instynkta … Mnie cie­szy to twoje pisa­nie. Ale …:

    a. naj­cie­kaw­szy będzie ciąg dal­szy … a czy on będzie?

    b. wg mnie źle dobra­łeś sobie przy­kład zna­jo­mych z małej miej­sco­wo­ści — oba­wiam się, że doświad­cze­nie two­ich zna­jo­mych nijak nie będzie się prze­kła­dać na twoje — wiel­ko­miej­skie. Życie w wiel­kim mie­ście jest ano­ni­mowe i doraźne, zamyka się w kręgu zna­jo­mych. W małym mieście/wsi jest cał­kiem ina­czej. Dosłownie: cał­kiem ina­czej. Tam tych samych ludzi widzisz nie­mal co dzień i roz­po­zna­jesz jako swo­ja­ków. Tam zwy­kle się nie używa nazw ulic, bo i tak wiesz, gdzie kto mieszka.

  8. CoSTa 24/05/2007 do 19:23 # Odpowiedz

    [b]robert[/b]: taaak, komu­ni­ka­cja w pozna­niu rzą­dzi! serio! jedyny pro­blem w tym momen­cie to droż­ność ulic. ale komu­ni­ka­cja miej­ska zro­biona zor­ga­ni­zo­wana jest bar­dzo dobrze, to fakt.

    [b]krzychu[/b]: a jakiż tu może być ciąg dal­szy? naj­pierw podzia­łam sobie nieco we wspól­no­cie miesz­kań­ców, póź­niej idę na rad­nego, nie ma bata :). a co do życia ano­ni­mo­wego w mie­ście — not true. jest tak ano­ni­mowe, jak na to pozwo­lisz. sąsia­dów z każ­dej strony mamy już obla­ta­nych, dzie­ciaki już się bawią u nas na tara­sie a nie ma prak­tycz­nie dnia bez poga­wędki sąsiedz­kiej. teraz tylko wdro­żyć muszę resztę budynku. przed­szkoli w oko­licy nie ma to trzeba sobie jakoś dzie­ciaki zor­ga­ni­zo­wać samo­dziel­nie :). tu tych samych ludzi też widzę nie­mal codzien­nie. w przy­bocz­nym skle­pie pani już co rano mi gazetkę odkłada. star­czy mordę otwo­rzyć, poga­dać chwilkę, uśmiech­nąć się… ludzie za tym tęsk­nią i zazwy­czaj odpo­wia­dają tym samym. w mia­stach po pro­stu są bar­dziej na kupie, ot co :)

  9. rhclaus 24/05/2007 do 22:30 # Odpowiedz

    Hmm…

    Filmiki świetne, utrzy­mane w jed­nej kon­wen­cji i śmieszne. Od jakie­goś czasu myślę wła­śnie o stu­diach w Poznaniu.

    Nie powiem, żeby jakoś spe­cjal­nie mnie prze­ko­nały, ale na pewno poczy­tam dokład­niej co tam spe­cjal­nego uczel­nie w tym mie­ście oferują. :)

    A co do spo­łecz­nego zaan­ga­żo­wa­nia — jestem jesz­cze młody i głupi, ale z moich obser­wa­cji wynika, że ludziom gene­ral­nie się po pro­stu nie chce. Byłem w Młodzieżowej Radzie Miejskiej, teraz dzia­łam też tro­chę w swoim liceum. Tu jakiś book­cros­sing, tam pro­wa­dze­nie forum, budowa ska­te­parku też się zda­rzyła. I to wszystko osią­gne­li­śmy (bo prze­cież niczego nie jest się w sta­nie na dłuż­szą metę robić w poje­dynkę) jako grupka paru osób, reszta która nawet na początku była bar­dzo ocho­cza dość szybko się wykru­szyła. Co jest oczy­wi­ście typowe.

    Tak więc drogi C. chcia­łem ci po pro­stu życzyć — żebyś zna­lazł sobie dobrych wspól­ni­ków dla waszego dzieła polep­sza­nia małej ojczyzny. ;)

    Pozdrawiam.

    • CoSTa 25/05/2007 do 04:22 # Odpowiedz

      dzię­kuję za życze­nia bo pew­nie się przy­da­dzą, gdy do polep­sza­nia tej naszej naj­lep­szej z ojczyzn zacznie fak­tycz­nie dochodzić :)

  10. krzychu 25/05/2007 do 13:55 # Odpowiedz

    [b]@CoSta[/b]

    To, co opi­sa­łeś, to jest taka baza, która zawsze zaist­nieje — no chyba, że jest się osob­ni­kiem dys­funk­cjo­nal­nym spo­łecz­nie. Ciebie to nie dotyczy ;)

    A co do przy­szło­ści — nie jestem pro­ro­kiem i szklana kula mi się przy­ku­rzyła, więc nie będę zga­dy­wał … ale warto zapa­mię­tać twoje dekla­ra­cje. ;P

  11. walth 28/05/2007 do 09:34 # Odpowiedz

    Moja kobita nigdy się do Warszawy nie prze­kona… Ja w zasa­dzie już się przy­zwy­cza­iłem, acz­kol­wiek jak na razie nie poczu­łem takiego pędu, o jakim Ty napi­sa­łeś. Za bar­dzo czło­wiek ano­ni­mowy, za bar­dzo zala­tany, ale wiem, że z Polski jakoś nie umiem zwiać za lep­szym i może lokal­nym patriotą (na szczę­ście) nie jestem, ale Polakiem czuję się pełną gębą ;-)

    Pozdrawiam i życzę stopy wody pod kilem — heh.

Dodaj komentarz