Ils (Them)

Ils (Them)

Oj tak, tego dokład­nie było mi trzeba — dobrego thrillera/horroru przed snem. Czegoś, co nastroi kosz­mary senne na pra­wi­dłowy, nie-gore tryb. Czegoś zro­bio­nego dobrze, z bły­skiem jeśli nie geniu­szu, to przy­naj­mniej z dosko­na­łym wyczu­ciem grozy sytuacji.

Ils (Them) (nie wiem, czy doro­biło się to pol­skiego tłu­ma­cze­nia) zaczyna się stan­dar­dowo: samo­chód, w środku matka krzy­cząca na pin­drzącą się córkę, kłót­nia, komó­reczka i tele­fon do ojca… Standardowo też pro­wa­dząca matka nagle wali po hamul­cach, samo­cho­dem rzuca, całość ląduje nie­groź­nie na drze­wie. Matce się wyda­wało, że kogoś na dro­dze widziała. Samochód nie chce zapa­lić, matka zagląda do sil­nika. Zza zasła­nia­ją­cej wszystko klapy córka słu­cha tylko pole­ceń „zapal” czy „spró­buj teraz”. Polecenia prze­stają napły­wać, córka zanie­po­ko­jona idzie spraw­dzić, o co cho­dzi. Matki nie ma. Panika i praw­dziwy strach przy­szły wraz z pierw­szą pacyną błota ude­rza­jącą o szybę samochodu…

Tak to się zaczyna. Następne uję­cia przed­sta­wiają młodą i nie­brzydką Francuzkę, nauczy­cielkę (wszystko dzieje się w Rumunii bodajże) żyjącą sobie z face­tem gdzieś pod mia­stem, w lesie, w dużym choć zanie­dba­nym domu, doma­ga­ją­cym się gwał­tow­nie remontu. Żyje im się chyba wesoło a w dro­dze do domu Francuzka mija samo­chód wła­śnie ścią­gany z drogi. Chyba ktoś nie­groź­nie ude­rzył w drzewo…

Jak łatwo się domy­ślić — tej nocy aż tak wesoło owej parze żyć się nie będzie.

Tyle pokrótce fabuły a teraz czas na opi­sa­nie tego, co sta­nowi o nie­zwy­kło­ści filmu na tle innych, masowo wcią­ga­nych przeze mnie thrillerów/horrorów. Po pierw­sze — ten film trzeba oglą­dać gło­śno. Dźwięk jest w tym fil­mie chyba naj­istot­niej­szy. To, co wyra­bia się w domu czy pod­czas ucieczki w lesie… No to potrafi zmro­zić krew. Brzmi zna­jomo? I owszem, film czer­pie peł­nymi gar­ściami z arse­nału Blair Witch Project i taki też gatu­nek doznań ofe­ruje — oparte na zmy­słach głę­bo­kie prze­ży­wa­nie tego, co się dzieje na ekra­nie. Prócz dźwięku jest tu też obraz i mogę tylko powie­dzieć, że kamera i stół mon­ta­żowy wyko­nały kawał dobrej roboty. Film jest pierw­szo­rzęd­nie skrę­cony, z dba­ło­ścią o wpro­wa­dze­nie oglą­da­ją­cego w sam śro­dek wyda­rzeń, z dosko­na­łymi pomy­słami na uję­cia i z per­fek­cyj­nie wywa­żo­nym poda­wa­niem obrazu i braku obrazu. Zdarzają się bowiem dłu­gie momenty prak­tycz­nie obrazu pozba­wione i pozwa­la­jące posza­leć dźwię­kow­com. Całość zaś ofe­ruje naprawdę świetne dozna­nia wizu­alne i dźwiękowe.

Po dru­gie — nie ma krwi. Znaczy jest nieco ale miło­śnicy krwa­wych jatek lepiej nie­chaj tego nie oglą­dają. Tu zamiast na krew, posta­wiono na inten­sy­fi­ka­cję doznań przez odpo­wied­nio poda­wany obraz i dźwięk.

Po trze­cie — prze­mocy jest sto­sun­kowo nie­wiele. To nie ten typ thrillera/horroru.

Po czwarte — ciężko orzec, czy to hor­ror. Owszem, film powo­duje cza­sami wsta­wa­nie wło­sów a ciężka atmos­fera zagro­że­nia jest obecna pra­wie cały czas i strasz­nie sie­dzi na klatce pier­sio­wej, sku­tecz­nie utrud­nia­jąc oddy­cha­nie, nie­mniej ma się to dziwne odczu­cie, że to nie jest po pro­stu hor­ror. Bo nie jest. Opowieść oparto na ponoć fak­tach i nie ma tu miej­sca na tajem­nice w stylu Blair Witch. Owszem, tajem­nica ist­nieje ale to nie jest tajem­nica typowa dla hororu. Bardziej wła­śnie dla thril­lera. Nie będę spo­ile­ro­wał i nie zdra­dzę w czym rzecz ale ci, któ­rzy film widzieli, być może przy­znają mi rację.

Ils to wielka ucieczka, to walka z prze­ciw­no­ściami losu, nie­zro­zu­mia­łym zagro­że­niem i chyba przede wszyst­kim — walka z samym sobą, by to unie­moż­li­wia­jące myśle­nie prze­ra­że­nie jakoś okieł­znać. Przez to, że spró­bo­wano to poka­zać fil­mem i dźwię­kiem, zro­biono film bar­dzo dobry, trzy­ma­jacy w napię­ciu, ofe­ru­jący dużą dozę stra­chu i bez­na­dziej­no­ści. To nie­lekki ale bar­dzo satys­fak­cjo­nu­jący obraz, po obej­rze­niu któ­rego ma się cał­kiem sporo mate­riału do roz­wa­żań. Dobre kino!

Ocena w skali 1–10: 7

Ils (Them)

Obsada:
Olivia Bonamy … Clémentine
Michaël Cohen … Lucas
Adriana Mocca … Ilona (as Adriana Moca)

ofi­cjalna strona filmu
film w ser­wi­sie imdb.com

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “Ils (Them)”

  1. rzabcio 05/06/2007 do 11:09 # Odpowiedz

    Jeszcze tego samego wie­czora już „posta­ra­łem” się o film. Obejrzeliśmy w nie­dzielę i się nie zawiodłem.

    *CoSTa*: dosko­nały opis filmu.

    Choć jestem nowy w komen­ta­rzach, poczy­tuję bloga już od jakie­goś czasu. Dobra robota! Pozdrawiam z Poznania!

  2. degas 16/07/2007 do 21:31 # Odpowiedz

    Oj to chyba był słup a nie drzewo :)

    Ścią­gną­łem (i zaraz usu­wam, bo nie wolno mieć fil­mów na dysku) ten film po prze­czy­ta­niu (początku) Twojego opisu na temat tego tytułu i jestem wła­śnie świeżo po seansie.

    Film bar­dzo dobry jak opi­sa­łeś ale jedna rzecz mnie strasz­nie zde­ner­wo­wała (jestem pedan­tem w takich rze­czach i wychwy­tuje zawsze takie mom­nenty) mia­no­wi­cie dla­czego jak już akcja dzieje się w domu i ktoś pró­buje dostać się do pokoju to raz poja­wia się klamka w drzwiach a potem już jej nie ma. Zastanawia mnie to (bo to nie pierw­szy raz taki „bubel”) czy Ci, któ­rzy mon­tują taki film (muszą to prze­cież oglą­dać co chwile patrzeć czy wszystko jest ok) nie widzą tego? Jak to jest? Mnie to strasz­nie dener­wuje. Spoko, nie psuje atmos­fery filmu, która jest zna­ko­mita ale takiego szcze­gółu nie zauwa­żyć? Ajajaj :/

    Sumując film mi się podo­bał nawet bar­dzo bar­dzo, musze go z narze­czoną obej­rzeć, jej też się pew­nie spodoba.

    I popie­ram Twój gust horroro-thrillerowy. Mniej gore wie­cej psy­cho­lo­gii i „trzy­ma­nia w napięciu”!

    • CoSTa 17/07/2007 do 06:40 # Odpowiedz

      kur­czę, ja nie mam oka do takich dro­bia­zgów zupeł­nie. podzi­wiam :). z horrorków/thrillerków ostat­nimi czasy mało się faj­nych rze­czy robi. od czasu wcią­gnię­cia „innych” z nicole kid­man nie widzia­łem dobrego, wysma­ko­wa­nego, dobrze skrę­co­nego i zagra­nego horroru/thrillera. szkoda kur­czę bo czas już naj­wyż­szy na pogrze­ba­nie tych wszyst­kich hills have eyes i innych podob­nych bzdu­rek. to sym­pa­tryczne filmy są ale na boga, nie można wciąż oglą­dać tego samego :)

Dodaj komentarz