Długi weekend rządzi się swoimi prawami. Są to zasadniczo dwa prawa: trzeba wziąć wolne bo i tak nikt prócz kolesi w marketach nie pracuje oraz drugie — zamiast się lenić trzeba robić! Tym bardziej, jeśli dopiero co wprowadziło się do mieszkania, w którym zbyt wiele nie było, o zlewie w kuchni że już nie wspomnę :). W związku ze związkiem mamy z Dorophą furę wolnego, które przeznaczamy zasadniczo na pracę. I to — o bogowie — kompletnie obcą mi pracę FIZYCZNĄ! Ludzie! Ja się na te tajne zapisy umowy małżeńskiej nie godziłem! Ja mam palce stworzone do wysublimowanej klawiatury i obłego kształtu myszki mojego Maczka a nie do młotka i klucza nasadowego! Co to ma być???
No ale są i plusy — właśnie zaliczyłem pierwsze w życiu złożenie do kupy całego zlewu, montaż baterii, pasowanie szafki i mocowanie zlewu included. Poszło gładko jeśli nie liczyć walącej nas w dupę Ikei, której nie chciało się wydać dwóch woreczków z zawiasami i śrubkami do mocowania drzwiczek w szafce, oraz powalonego syfonu, który ni cholery nie chciał być wystarczająco długi. Przecieki? Kochani, gdyby nie to, że koleś w Castoramie polecił nam gówniany syfon, nie byłoby o czym gadać. A nawet i ten drobny problem lotna myśl techniczna papy CoSTy w mig rozwiązała i po problemie. Damn I’m good! :)
W dalszej części wpisu kilka fotek z naszego spędzania długiej i ponoć wolnej majówki.
Zaczniemy zwyczajowo od da Majka, który to Majek wpadł ostatnio na kilka fajnych pomysłów. Jednym z nich było zamieszkanie w… namiocie! Si, Majka przeniosła się z wyra do namiotu, a proces iścia spać zaczyna się mniej więcej tym, że trzeba pokąpielnego Majka pierwej wysuszyć. Wierzajcie mi, nie jest to lekkie zadanie! Oto da Majek podczas suszenia:
Poniżej zaś prezentuję nowy barłóg Majka. Oto jej luksusowe M1, w którym miejsca starczy nawet i dla całej zgrai lal. Mało tego! Jak się nieco zewrzeć, to i Doropha wejdzie. A jak nogą docisnąć, to i papa CoSTa niezbyt się przez otwory namiotu wylewa! Jednym słowem — pojemne i diablo przydatne miejsce. A prezentuje się ono tak:
Ma to miejsce swój urok i ukrytą lirykę, a objawiają się ów urok i liryka w momencie zgaszenia światła i zapuszczenia fajnej, ambientowej lampki. No, teraz wygląda to zachęcająco, przyznajcie. Jednak ten da Majek nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. Ot i machnęła sobie sympatyczne miejsce do kimania:
Żeby jednak nie było tak różowo — Majka dostała też kilka obowiązków. Jednym z nich jest natychmiastowa nauka czytania i pisania, coby na maile mogła szybciorem odpowiadać. Nie wiem w sumie czyj to był pomysł ale podejrzewam Dorophę. Ta to zawsze znajdzie w sobie jakiegoś ducha kreacji i wymyśli dziwną zabawę. W tej akurat Majek musi wykazać się talentem do kopiowania (przydatna w życiu dorosłym umiejętność, szczególnie gdy połączy się to z dziełami drogich twórców :)). Tym sposobem Majka uczy się pisać! I to w wolny a długi weekend… Zero litości!
Zostawmy Majkę i przejdź my do rzeczy poważnych: do mojej pracy fizycznej. Oto dziś bowiem poznałem swoje Nemezis, swój syzyfowy kamień, swoją stajnię Augiasza — poniżej ZLEW! I to na długo przed ostatecznym montażem… W sumie jeszcze trochę tak porobię, przebranżowię się i spadam do Irlandii na zmywak i budowlankę. Dostanę i tak więcej, niż dostaję teraz a kto wie, może nauczę się nawet kłaść kafelki! Boże, jakie to ohydne… OK, jedziemy po kosztach bo kuchnia będzie zrobiona w całości w bliżej nieokreślonej przyszłości, więc siana nie ma teraz co puszczać.
Zawalczyłem jednak ze zlewem, utłukłem drania i poddałem swej woli. W tym celu wykorzystywałem wiele narzędzi ale wśród nich jedno, które bardzo rozgrzało Dorophę. Otóż i okazało się, że żona moja leci na facetów z ostrymi piłkami :)
I to by było na tyle. Niebawem pewnie kolejna fotorelacja, w której okaże się, jak wiele podłogi może zalać fatalnie zainstalowany zmywak w kuchni. Póki co działa, a to się liczy najbardziej. W końcu przeca rzekł Horacy — carpe diem!














„bo i tak nikt prócz kolesi w marketach nie pracuje” :/ niestety… pracuje w dużym centrum handlowym w salonie Karen Notebook długi weekend był/jest straszny. :( Oj muszę po marudzić, dziś mi wolno mam urodziny :D
Hola! Właśnie — pracuje się nie tylko w centrach handlowych i marketach ;) Informatycy też nie mają łatwo.. Co do zlewu — gratulacje, wiem że gdybym to ja taki wytwór cywilizacji składał, to miałoby to conajmniej katastroficzne skutki :D [ w najlepszym wypadku włączając ciepłą wodę wyłączałbym sąsiadowi telewizor.. ]
CoSta, mam nadzieję, że obyło się bez poznańskiej masakry brzeszczotem. Ale zdjęcie jest zabójcze. Widać, że Doropha uwielbia uroczych drani. Namiot Majki kojarzy mi się z czynnościami niekoniecznie przeznaczonymi dla dzieci ;) Sam zlew składałem, więc wiem jaka to męczarnia. Oby tak dalej. Może kiedyś będzie mi dane wpaść do Was na świętowanie.
Chlip… a ja tu zakuwam w długi łikend, żeby jakoś tę maturę zdać. A taki zlew bym sobie poskładał dla odmiany… ;)
A ja na szczęście długi weekend mam raczej wolny, jeśli nie liczyć tych kilku dodatkowych obowiązków związanych z tym naszym nowym człowieczkiem w domu. Ale przy pomocy babci i dzięki cudnemu wręcz usposobieniu malutkiej radzimy sobie (przynajmniej na razie) całkiem dobrze i SPOKOJNIE:)
Costa o ile pamietam masz niebieskie oczy, dlaczego na zdjeciach sa zielone? Moze to z wysilku czy tez moze wina mojego monitora?
Jak dla mnie to zdecydowanie wina monitora. Ja widze niebieskie :)
bdt: thanks, czas zmienic monitor