Poranne spięcie (budzi lepiej niż kawa)

Drrryń…
- Kosteczku, mamy pro­blem.
- Jak duży pro­blem?
- BIIIIIG pro­blem!
- What’s up?
- Przyjechały dziś opa­ko­wa­nia i wkładki do paneli. Kolory są z dupy wycią­gnięte. Grafit zro­bił nam się zie­lony na wkładce a pan­ton na opa­ko­wa­niu to nie ten pan­ton!
- What the…??? No bez jaj! Coś, co roz­bar­wia się z 95% K jako skła­dowa koloru nie może być wyraź­nie zie­lone, bez prze­gięć…
- Ale JEST! Nakład do zmie­le­nia a pro­duk­cja jutro rusza… O kurwa, jeste­śmy uwa­leni!
- Spoko… Dzwoń do dru­karni, ja dzwo­nię do opakowań.

Drrryń…
- Opakowania? Tej, chło­paki, coście za numer wywi­nęli z kolo­rami na opa­ko­wa­niach? Jak wy żeście tę farbę wymie­szali??? Ponoć kolor z odbytu a prze­cież lite­ral­nie dosta­li­ście numery farby. Co z wami???
- No późno było, może ktoś się pomy­lił, może ktoś coś źle zmie­szał…
- No chyba se jaja robi­cie, co ja mam teraz z nakła­dem opa­ko­wań zro­bić, które już lądują na maszy­nie do pako­wa­nia? Szlag by was!

Drrryń…
- I co, gada­łeś z dru­kar­nią?
- Aha…
- I co?
- Przyznali, że dali dupy. Drukują jesz­cze raz.

Wniosek: dru­kar­nia działa zde­cy­do­wa­nie lepiej niż kofe­ina. Przez moment mia­łem wizję kilku tysięcy mie­lo­nych wkła­dek i opa­ko­wań, a to wszystko za moje pie­nią­dze, jako kole­sia, który to wszystko zapro­jek­to­wał. Ufff…

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

7 Komentarzy do “Poranne spięcie (budzi lepiej niż kawa)”

  1. opi 22/05/2007 do 10:53 # Odpowiedz

    Anegdota przy­ja­ciela: przy­go­to­wy­wał fol­der na targi budow­ni­cze. Piękne zdję­cia dom­ków, róż­nych takich, wiadomo.

    Obok był tekst wysła­wia­jący te wła­śnie elementy.

    Przyjaciel wpierw testo­wał lay­out i potrze­bo­wał tro­chę tek­stu, wię­cej niż lore ipsum.

    Wydrukowano 10000 fol­de­rów. Ze stresz­cze­niem Antygony.

  2. dely 22/05/2007 do 11:10 # Odpowiedz

    IMO dosta­jąc id Pantona jest ciężko się pomy­lić. A jak z 95% K dostaje się zie­lony to już na roz­bie­gówce mogli się ska­po­wać. No chyba, że ostro tan­ko­wali wtedy.

  3. CoSTa 22/05/2007 do 11:40 # Odpowiedz

    [b]opi[/b]: aż zbyt czę­sto nie­stety praw­dziwe :). mnie sie jesz­cze nie zda­rzyło ale tylko cze­kam, kiedy jakaś (oby tylko) ulotka ponie­sie w świat jesz­cze jedno lorem ipsum :)

    [b]dely[/b]: no z tym pan­to­nem to masa­kra po pro­stu. nie wiem, czy dru­ka­rze aż tak piją ale ci od kar­to­nów mię­dzy wier­szami przy­znali się, że było hucz­nie. nato­miast ci od off­setu grzecz­nie prze­pro­sili i nic nie mówiąc wzięli się za ponowne dru­ko­wa­nie cało­ści nakładu. ot widać musiał week­end w dru­kar­niach miło upływać :)

  4. RAFi 22/05/2007 do 13:21 # Odpowiedz

    No stary, czas w końcu się pochwa­lić co takiego pro­jek­tu­jesz. Tylko nie zasła­niaj się tanią wymówką, że „Ty tylko skła­dasz” i że „to tylko dtp”, bo prze­cież dtp to zna­ko­mite pole do popisu. To jak? Poznamy Twoje umie­jęt­no­ści i zmysł plastyczny?

  5. golem14 22/05/2007 do 16:00 # Odpowiedz

    Dorabiałem sobie kie­dyś u takiego twórcy okła­dek, fol­de­rów, kar­to­nów itp. Też się zda­rzały jazdy. Klient dzwoni, że w fol­de­rze kolory szaf są za ciemne i nie zapłaci więc cały nakład na prze­miał. Drugi raz — firma dostała jakąś tam nagrodę, i sobie zaży­czyła, żeby w świeżo wydru­ko­wa­nym fol­de­rze znaczki od nagrody były. Dodrukowało się znacz­ków i ręcz­nie się je wkle­jało do tych kilku tysięcy bro­szur. Dobrze, że to było tak dawno…

    Swoja drogą jak to funk­cjo­no­wało dziw­nie? Facet miał wła­sne naświe­tlarki, i do dru­karni zawo­ził nie pro­jekt na CD tylko gotowe kli­sze. Może stąd brały sie pro­blemy z kolorami?

  6. CoSTa 22/05/2007 do 20:25 # Odpowiedz

    [b]rafi[/b]: ale tu się nie ma serio czym chwa­lić. ot codzienna brudna robota, któ­rej ą ę desi­gne­rzy nie chcą i nie lubią, bo to banalne i w ogóle. i okej, nie mam z tym pro­ble­mów. kam­pa­nie i solidne reklamy robią fir­mie agen­cje. ja zapeł­niam resztę :). w prak­tyce wygląda to tak, że jakieś 70% poli­gra­fii, które zoba­czysz w skle­pie malta tra­ding na woł­ko­wy­skiej (opa­ko­wa­nia itd.) kle­pa­łem swemi ren­cami :). no, i ja dostaję gro­szę, a jakaś zafaj­dana agen­cja za gów­niany pla­ka­cik z oty­lią j. kasuje że ała. kapi­ta­lizm rzą­dzi :). o, takie rze­czy robię: [url=http://costa.info.pl/files/krono-screen01.jpg]wkładka typowa[/url], tudzież jakaś szybka [url=http://costa.info.pl/files/krono-screen02.jpg]reklama[/url] (outline’y są fajne, nie? chcieli mar­ke­to­idzi to i dostali :)). jak widzisz — bez eks­cy­ta­cji :). ja nie jestem gra­fi­kiem. ja skła­dam. szybko i w miarę spraw­nie od strony tech­nicz­nej. za kre­atyw­ność siano dostają agen­cje, w końcu od tego są :)

    [b]golem14[/b]: a to aku­rat nie jest jakieś dziwne. swego czasu robi­łem w agen­cji, gdzie świe­cił jakiś zna­jomy świe­tlik a póź­niej kli­sze wędro­wały po róż­nych dru­kar­niach. fajna sprawa bo mocno imprezogenna :)

  7. krzychu 23/05/2007 do 11:30 # Odpowiedz

    Taaa… dru­ka­rze potra­fią zamą­cić ostro. Pracowałem kie­dyś jako tzw. [i]publishing manager[/i] i byłem ogni­wem mię­dzy gra­fi­kami — dru­kar­nią — zama­wia­ją­cym. Kiedy jakieś opa­ko­wa­nie, ulotka wha­te­ver pierw­szy raz szło do druku, to cóż było robić — wsia­da­łem w samo­chód i jazda do dru­karni, żeby na maszy­nie zoba­czyć pierw­sze arku­sze i wła­sno­ręcz­nym pod­pi­sem kwi­to­wać zgod­ność ze wzorem :)

    naj­go­rzej było, kiedy druk zaczy­nał się np. pod­czas noc­nej zmiany ;)

Dodaj komentarz