Rozważań na temat systemów ciąg dalszy

Poteoteryzuję sobie teraz nieco bo i praca na chwilę wol­nego pozwala (nie ma to jak solidna akcja w Photoshopie i mie­le­nie kilku giga­baj­tów danych w inne dane :)), i pogoda nie skła­nia do gapie­nia się w okno (naresz­cie solid­nie pada w Poznaniu).

Do sys­temu ope­ra­cyj­nego sto­su­nek mam ostat­nimi czasy tylko i wyłącz­nie użyt­kowy. Użerać się nie mam zamiaru, inge­ren­cje w sys­tem mają być mini­malne a naj­le­piej żadne, wszel­kie roz­sze­rze­nia i urzą­dze­nia, które chcę pod­łą­czyć mają dzia­łać. Opisałem to swego czasu i powią­za­łem z wie­kiem swoim coraz star­szym i być może z tego wyni­ka­jącą moją coraz więk­szą awer­sją do roz­wią­zań „grze­ba­nych”. No wła­śnie, czy jed­nak jest to pro­blem tylko wieku?

Nie sądzę. Wydaje mi się, że to nieco ogól­niej­sze zagad­nie­nie i raczej zwią­zane z kom­plek­so­wo­ścią zja­wi­ska, jakim staje się elek­tro­nika użyt­kowa. Popatrzcie sami — już w tym momen­cie można prak­tycz­nie wszystko ze sobą nawza­jem połą­czyć a w cen­trum owego łącze­nia jest oczy­wi­ście kom­pu­ter, jako medium naj­przy­stęp­niej­sze i ofe­ru­jące naj­wy­god­niej­szy spo­sób zawia­dy­wa­nia danymi i ich prze­le­wa­niem na pod­łą­czone urzą­dze­nia. Czy to komórka, czy to mp3 player, czy pen­drive, czy cokol­wiek innego — kom­pu­ter jest natu­ral­nym pośred­ni­kiem w prze­ka­zy­wa­niu danych pomię­dzy urzą­dze­niami. Problem zaczyna się, gdy któ­reś z urzą­dzeń ma pro­blemy z podłączeniem.

Z punktu widze­nia zwy­kłego Kowalskiego, jakim np. ja sam jestem czy lepiej — moja żona, nie­dzia­ła­jące po pod­łą­cze­niu urzą­dze­nie to pro­blem ogromny. Problem wyni­ka­jący oczy­wi­ście przede wszyst­kim z braku wie­dzy i umie­jęt­no­ści owego pro­blemu obej­ścia jakimś spryt­nym mykiem, łatką w sys­te­mie, insta­la­cją odpo­wied­nich ste­row­ni­ków itp., itd. Tych infor­ma­cji jest po pro­stu zbyt dużo, są zbyt spe­cja­li­styczne lub zbyt skom­pli­ko­wane dla prze­cięt­nego Kowalskiego, który może nawet sta­rać się pro­blem roz­wią­zać ale może go przy­tło­czyć zwy­kła ilość zwró­co­nych wyni­ków wyszu­ki­wa­nia w Google owego roz­wią­za­nia. Taka wie­dza, mimo iż ogól­nie dostępna prze­cież, jest dla niego kom­plet­nie nie­uży­teczna. Próbuję sobie wyobra­zić moją żonę, która pod­czas pracy z Linuksem wsa­dza pen­drive w port USB i widzi, że nie przy­nio­sło to żad­nych efek­tów. Pytanie zasad­ni­cze: co teraz? Co dalej? Powiedzmy, że będzie jej się chciało pro­blem roz­wią­zać i zacznie szpe­rać w Google wpi­su­jąc „Linuks pen­drive pro­blem” czy coś w ten deseń. No i zaczyna się… Gwarantuję, że na wyso­ko­ści powiedzmy trze­ciego odwie­dzo­nego linka rzuci to w cho­lerę i osta­nie się przy twier­dze­niu, że Linuks nie obsłu­guje jej — jak ona to nazywa — patyka.

Dla takich ludzi Linuks jesz­cze przez bar­dzo, bar­dzo, bar­dzo długi czas nie będzie żadną sen­sowną alter­na­tywą dla Windows. Bo i po co miałby być? Zbyt wiele z tym sys­te­mem pro­ble­mów, nie jest to sys­tem przej­rzy­sty, dający kla­rowne pro­po­zy­cje roz­wią­za­nia pro­blemu, doku­men­ta­cja — mimo iż jest jej mnó­stwo — przez samą swoją ilość i nie­ak­tu­al­ność (czę­sto mia­łem ten pro­blem) bar­dziej prze­szka­dza niż pomaga…

Czy to zna­czy, że zwy­kły Kowalski czy też moja żona są po pro­stu głupi? Nie wydaje mi się, by było to takie pro­ste :). Rzeczy po pro­stu nieco się ostat­nio pokom­pli­ko­wały. Sięgając pamię­cią wstecz widzę, że w sumie jedy­nym urzą­dze­niem zewnętrz­nym pod­łą­cza­nym do kom­pu­tera był swego czasu magnetofon/ sta­cja dysków/ taśma — coś, co prze­cho­wy­wało dane. Z cza­sem doszła mycha ale w sumie nie­wiele wię­cej. Komputery były archi­tek­tu­rami zamknię­tymi a z powszech­nie dostęp­nych urzą­dzeń można sobie było pod­łą­czyć np. wieżę coby mieć fajne wyj­ście audio no ale prze­cież nie o takie pod­łą­cza­nie tu cho­dzi. Oczywiście zaczęły powsta­wać z cza­sem różne ulep­sze­nia w stylu turbo do magne­to­fonu czy Covoxa do tru­mienki, by ta brzmiała nieco lepiej niż z defaulta, bo brzmiała paskud­nie po pro­stu :). To były kwe­stie sto­sun­kowo pro­ste — szło się na giełdę, jakiś as polu­to­wał co trzeba i tyle. Problemy zaczęły się, gdy poja­wił się pecet z jego otwartą archi­tek­turą i moż­li­wo­ścią roz­bu­dowy. Niestety, sys­temy ope­ra­cyjne prze­stały za tym nadą­żać. Producenci two­rzą ste­row­niki, te dzia­łają ale potra­fią w nie­któ­rych kon­fi­gu­ra­cjach nie funk­cjo­no­wać popraw­nie. A to ozna­cza pro­blemy. Z cza­sem poja­wiły się inne rodzaje urzą­dzeń, które można pod­łą­czyć do kom­pu­tera. I to urzą­dzeń codzien­nego użytku. Niestety, pro­ble­mów zaczęło poja­wiać się coraz wię­cej i doszli­śmy do momentu, w któ­rym w jed­nej kon­fi­gu­ra­cji sprzę­to­wej wszystko działa jak należy ale w innej, podob­nej, już dzia­łać nie chce. Niestety bar­dzo wiele zależy tu od sys­temu ope­ra­cyj­nego i nie­stety Linuks w tej mate­rii radzi sobie śred­nio. Bardzo czę­sto po pro­stu trzeba wie­dzieć o wiele wię­cej, niż prze­ciętny Kowalski, by pora­dzić sobie z pro­ble­mami, jakie potrafi Linuks pod nogi rzucać.

Owszem, może to wpływa sty­mu­lu­jaco na jed­nych ale dla innych może to być (i jest) wielce depry­mu­jące. Rozwiązania komer­cyjne — Windows czy MacOSX mają tę prze­wagę, że są wspie­rane nie przez pasjo­na­tów, a firmy. A od firm, któ­rym się płaci za pro­dukt, można i trzeba wyma­gać. Natomiast pasjo­na­tom można podzię­ko­wać za spę­dzony ich wolny czas ale w sumie nie­wiele wię­cej wypada czy­nić (no, zawsze można dofi­nan­so­wać :)) by nie oka­zać się niewdzięcznikiem.

Konkluzja jest taka sama jak zwy­kle: Linuks to sys­tem robiony przez pasjo­na­tów dla pasjo­na­tów (nie poru­szam tu zagad­nie­nia zasto­so­wań pro­fe­sjo­nal­nych, gdzie sytu­acja wygląda zupeł­nie ina­czej). Aby mógł tra­fić pod strze­chy, co zdaje się być jed­nym z celów Cannonical skoro już o Ubuntu mowa, nie może być to dłu­żej „tylko” sys­tem dla pasjo­na­tów. Musi się stać pro­duk­tem, jak­kol­wiek brzydko się to miło­śni­kom Linuksa koja­rzy. Tak jak Windows czy MacOSX. Ze wszyst­kimi tego kon­se­kwen­cjami ujem­nymi ale i dodat­nimi z punktu widze­nia klienta i użyt­kow­nika. Chodzi oczy­wi­ście o wspar­cie tech­no­lo­gii poja­wia­ją­cych się na rynku, współ­praca z pro­du­cen­tami sprzętu w zakre­sie two­rze­nia ste­row­ni­ków czy innych ele­men­tów sys­temu umoż­li­wia­ją­cych owego sprzętu używanie.

Jak dla mnie jedno z naj­istot­niej­szych pytań to pyta­nie o licen­cje. Moim skrom­nym zda­niem już teraz to ogromny kaga­niec wią­żący Linuksa i utrud­nia­jący jak tylko to moż­liwe korzy­sta­nie z tego sys­temu zwy­kłemu Kowalskiemu. Pierwsze co robi zapewne 90% insta­lu­ją­cych takie np. Ubuntu to insta­la­cja skryptu, który zała­twi sprawę odgry­wa­nia mp3, wyświe­tla­nia fil­mów DVD itd. Ludzie, co to ma być? Jak prze­ciętny Kowalski czy moja żona mają sobie z tym pora­dzić? Co to za przy­jem­ność z uży­wa­nia sys­temu, gdy 3/4 czasu spę­dza się z Googlami na oczach w poszu­ki­wa­niu roz­wią­za­nia pro­ble­mów w stylu „how the hell zmu­sić sukin­syna do gra­nia mojej biblio­teki empe­tró­jek?”. To kosmiczna bariera „wej­ścia” na linuk­sowe poletko dla ZU. Fajnie, że to wszystko jest (w więk­szo­ści) za darmo i że się ludziom chce. Problem w tym, że z punktu widze­nia Kowalskiego, ten sys­tem nie potrafi naj­prost­szej rze­czy, którą potrafi jego tele­fon komór­kowy: grać muzy­czek. Podłączenie tele­fonu komór­ko­wego do kom­pu­tera zawia­dy­wa­nego Linuksem miło­ści­wie pomi­jam. Żadna z komó­rek, jakie do tej pory mia­łem, nie chciała współ­pra­co­wać z Linuksem. Na tym samym kom­pu­te­rze, tyle że z Windows na pokła­dzie, nie było żad­nych pro­ble­mów. O pro­sto­cie, jaką ofe­ruje MacOSX nawet nie wspo­mi­nam, bo i po co?

Dobrze, że są próby zna­le­zie­nia roz­wią­za­nia tego pro­blemu przez ini­cja­tywy takie jak np. Linspire. Wbrew pozo­rom to dosko­nały spo­sób dotar­cia do Kowalskiego. Moim skrom­nym zda­niem Shuttleworth robi dosko­nały krok decy­du­jąc się na współ­pracę z Linspire. Zdaje się dosko­nale dostrze­gać, czego chcą ZU (bo prze­cież to oczy­wi­ste jest i nie wyma­gają cudów) i powoli ale stale zmie­rza ku zaspo­ko­je­niu ich potrzeb. Za darmo. Stąd chyba i popu­lar­ność tej dys­try­bu­cji, czemu można tylko przyklasnąć.

No, zoba­czymy jak to będzie. Podczas gdy Vista idzie w nie­zli­czoną ilość odmian (z czego jak widzę naj­mniej atrak­cyjna jest ta dla domu, co jest dla mnie kom­plet­nie nie­zro­zu­miałe bo przeca komu na co w biu­rze trój­wy­mia­rowe pul­pity???), które to odmiany zaczy­nają się mie­szać Kowalskiemu na wyso­ko­ści mniej wię­cej czwar­tej od góry tabeli patrząc :), Linuks mógłby tu sporo ugrać jako sen­sowna i prost­sza do zro­zu­mie­nia alter­na­tywa (no i przede wszyst­kim — tań­sza). Gdyby nie te pro­blemy dnia codzien­nego, o któ­rych pisa­łem wcze­śniej… Sporo jesz­cze czasu minie zanim Linuks pozbę­dzie tych pro­ble­mów i naprawdę będzie mógł tra­fić pod strze­chy. Póki co to nadal jest sys­tem robiony przez pasjo­na­tów dla pasjo­na­tów. Nic złego w tym nie ma ale szkoda, że taki poten­cjał i tyle mocy twór­czych w efek­cie ląduje na kilku zale­d­wie pro­cen­tach kom­pu­te­rów domo­wych. Mam nadzieję, że kie­dyś ci pasjo­naci docze­kają się zwień­cze­nia swo­ich wysił­ków i będą mogli Kowalskiemu z czy­stym sumie­niem powie­dzieć „Ejże, nasz sys­tem to dla cie­bie dobra alte­ran­tywa. Spoko, wszystko zadziała jak trzeba.”

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

29 Komentarzy do “Rozważań na temat systemów ciąg dalszy”

  1. Paweł Tkaczyk 11/05/2007 do 07:48 # Odpowiedz

    Hmm… Ja tam może nie pod­łą­czam za wiele do Linuksa, ale w biu­rze moim zda­niem już spo­koj­nie się spraw­dza. Dziewczyny w han­dlo­wym mają Ubuntu — poczta jest na IMAP (Thunderbird śmiga), sys­tem roz­dzie­la­nia zadań jest przez prze­glą­darkę (Firefox śmiga), doku­ment jaki wydru­ko­wać się da (OpenOffice i sie­ciowa dru­karka). Więc nie ma wielu pro­ble­mów… Do tego Ubuntu bar­dzo ład­nie „wypluwa” pendrive’y na desk­top (w stylu MacOS)… Tak jak w biu­rze nie potrze­buję trój­wy­mia­ro­wych pul­pi­tów, tak samo nie potrze­buję pod­łą­czać tele­fo­nów i innych egzotyków.

    Masz rację, ja też już wyro­słem z grze­ba­nia w sys­te­mie (OS X rzą­dzi), ale Linuks bar­dzo zbli­żył się do tego poziomu…

  2. Robert Pankowecki 11/05/2007 do 08:38 # Odpowiedz

    Zauważ jed­nak, że są dzie­dziny, w któ­rych linuks jed­nak ma prze­wagę nad innymi sys­te­mami operacyjnymi.

    Taki pan Kowalski z pew­no­ścią nie chciałby by pod­czas prze­glą­da­nia stron w IE, wgry­wał mu się jakiś root­kit, który będzie go męczył komu­ni­ka­tami, żeby zain­sta­lo­wał fał­szy­wego anty­wi­rusa, za jedyne XXX$.

    Jeśli cho­dzi o zasadę pod­łącz i dzia­łaj, są momenty, w któ­rych linuks także domi­nuję i to o dziwo wła­śnie jeśli cho­dzi o ilość wspie­ra­nego z mar­szu sprzętu. Miałem taką sytu­ację, że po padzie płyty głów­nej wymie­ni­łem pra­wie wszystko prócz dysku. Godzina insta­la­cji ste­row­ni­ków na winXp vs. od razu się uru­cho­miło i cho­dziło na Ubuntu :-) Nawet jak wkła­dam tani chiń­ski odtwa­rzacz mp3 pod usb to na linuk­sie wykrywa mi go jako odtwa­rzacz i pro­po­no­wał dopóki nie wyłą­czy­łem tego, żeby uru­cho­mić pro­gram do zarzą­dza­nia kolek­cją muzyki, pod­czas gdy winXp stwier­dzi Ci co naj­wy­żej, że to dysk i możesz sobie prze­ko­pio­wać. Podłączyłem nową kamerę cyfrową, którą zaku­pił brat i od razu mogłem zgry­wać z niej obraz, musia­łem tylko zna­leźć w necie jak się nazywa jaki­kol­wiek pro­gram do tego pod linuk­sem, a potem go zain­sta­lo­wać, pod­czas gdy Xp jak zawsze chce sterowniki.

    Ba, powiem nawet, że wię­cej pro­ble­mów z dys­kami usb mia­łem na Xp (dla­czego na jed­nym wykrywa jako dysk, a na dru­gim żad­nej akcji nie podej­muje? i w jakim logu, ja mam spraw­dzić co się dzieje?) niż na Linuksie.

    Nie ma wąt­pli­wo­ści, że są miej­sca, w któ­rych hack-hack-hack w linuk­sie jest nie­odzwony i masz rację, że wiele musi się zmie­nić jesz­cze na lep­sze. Ale są już takie miej­sca, gdzie czuje się powiew cze­goś nowego w linuk­sie, gdzie ma on przewagę.

    Jeśli cho­dzi o insta­lo­wa­nie kodeków-i-innych-niewolnych-pierdół, są dys­try­bujce oparte na Ubuntu, które róż­nią się wła­śnie tylko tym, że po zain­sta­lo­wa­niu masz już te wszyst­kie rze­czy gotowe. BTW Skorzystanie z prze­wod­nika Ubuntu, gdzie wszystko jest wyja­śnione krok po kroku, dokład­nie nawet dla lamera, też trudne nie jest.

    Wciąż jed­nak uwa­żam, że naj­lep­szym spo­so­bem jest, żeby Linuksa zain­sta­lo­wał Ci jakiś geek (ale taki z dobrym podej­ściem do ludzi), jed­no­cze­śnie poka­zu­jąc Ci jakie to i to jest łatwe, a gdzie lepiej popro­sić o pomoc i w ogóle :-)

    To było moje kilka słów nt. tego, że

    CZASEM to jed­nak Linuks jest łatwiejszy.

    IMHO oczy­wi­ście.

  3. zx 11/05/2007 do 10:46 # Odpowiedz

    Robercie — nie porów­nuj XP do nowych Linuxów. Przecież XP jest już dość stary, a Linuxy uak­tu­al­niane są dość czę­sto (i to IMO jest plus). W Vista pro­ble­mów ze sprzę­tem już nie ma, a po pod­łą­cze­niu np. pen­drive dosta­jemy cho­ler­nie fajne okienko z wszyst­kimi akcjami jakie tylko można sobie wymarzyć.

    Dodatkowym atu­tem Windowsa (o sys­te­mach Apple ogól­nie mil­czę, bo wia­domo, że to nie ten poziom i sie­dzą sobie kilka półek wyżej) jest to, że wci­skamy sobie wszę­dzie F1 i zawsze znaj­dzie się jakaś pomoc (a Vista pomoc ma IMO bar­dzo przy­stępną, choć zaawan­so­wa­nych akcji tam nie znajdziemy).

  4. Robert Pankowecki 11/05/2007 do 10:55 # Odpowiedz

    Uważam, że porów­ny­wa­nie linuksa do wciąż naj­po­pu­lar­niej­szego win­dowsa jest mimo wszystko uza­sad­nione. Nie moja wina, że spo­sób dys­try­bu­cji linuk­sów i win­dow­sów jest różny, nie będe też nad tym pła­kał. Oczywiście porów­nuję, to co wygod­nie mi porów­ny­wać by uza­sad­nić, tezę, którą chcia­łem wygło­sić nim jesz­cze wie­dzia­łem jak ją uzasadnię :-)

    Co do pomocy Windows. Nigdy mi nie pomo­gła :-) Może ja jakiś dziwny jestem, ale zwy­kle to wyglą­dało tak, że ja coś robi­łem, tak ja mi się wyda­wało, że trzeba np. pod­łą­cza­nie sieci itp. i nie dzia­łało, czy­ta­łem w pomocy, że zro­bi­łem to jak trzeba, no ale nie dzia­łało. Jak dla mnie pomoc do Windowsa w XP zwy­kle opi­sy­wała banalne rze­czy. W Wordzie czy Excelu rze­czy­wi­ście była przy­datna, gdy wie­działo się czego chce się poszu­kać i znaleźć.

  5. CoSTa 11/05/2007 do 11:15 # Odpowiedz

    [b]paweł tkaczyk[/b]: oczy­wi­ście pawle, nie twier­dzę, że linuks sobie nie radzi w takich kwe­stiach zupeł­nie. twier­dzę nato­miast, że zda­rzają się pro­blemy a wtedy potrafi być przy­sło­wiowa dupa zbita dla sta­ty­stycz­nego kowal­skiego. nie zawsze ale dosyć czę­sto. no i nie ma co porów­ny­wać typo­wych czyn­no­ści biu­ro­wych na biu­ro­wych kom­pu­te­rach z tym, co robisz z kom­pu­te­rem w domu. to w domu zasad­ni­czo feedu­jesz swo­jego ipoda, to tam wcią­gasz filmy i tam pykasz w gierki. ja w domku wrzu­cam sobie jesz­cze mp3 na komórę, cobym miał czego słu­chać. to są typowe zasto­so­wa­nia kom­pu­tera sta­ty­stycz­nego kowal­skiego. przy­znaję — linuks radzi sobie coraz lepiej ale sam wiesz naj­le­piej jak powinno to wyglą­dać (macosx ;)), a jak wyglą­dać pod linuk­sem potrafi.

    [b]robert[/b]: ależ rober­cie masz jak naj­bar­dziej rację i także twier­dzę, że linuks to fan­ta­styczny sys­tem, przy­naj­mniej dopóki wszystko działa jak trzeba. gorzej, gdy dzia­łać prze­staje. ileż się natru­dzi­łem i naszu­ka­łem swego czasu, zanim odkry­łem dla­czego moje ati mimo bycia nie­złą swego czasu kartą gra­ficzną, w kwe­stii wspar­cia 3D nie­wiele miała do powie­dze­nia. i to po zain­sta­lo­wa­niu wszyst­kiego, co na forach insta­lo­wać kazali. musia­łem jakąś spe­cjalną paczkę brać i wtedy zaczęło się wszystko kulać jak trzeba. come on, jak sądzisz — co w takim wypadku zro­bi­łaby moja żona? daj taki pro­blem do roz­wi­kła­nia sta­ty­stycz­nemu kowal­skiemu. o to mi chodzi.

  6. Robert Pankowecki 11/05/2007 do 12:08 # Odpowiedz

    Ale to chyba bar­dziej wina tego jakie ATI robi ste­row­niki i ile trzeba się z nimi namę­czyć w porów­na­niu do nvidi, którą kupuję wła­śnie dla­tego, że wiem, że na linuk­sie nie będzie z tym pro­ble­mów i mam do niej jakiś taki sentyment.

    Zgadzam się, że gdy coś nie działa, wtedy albo jest bar­dzo pro­sto (zaj­rzyj do prze­wod­ni­kia, klik klik i jest ) albo praw­dziwy hard­kor w stylu zain­sta­luj łatki na jądro na pod­sta­wie kodu komu­ni­katu z logów kernela.

    Jednak gdy coś nie działa linux ma cho­ciaż moż­li­wość zoba­cze­nia co nie działa, zostawi Ci jakiś log, kod błędu albo cokol­wiek. Trochę mi tego bra­kuje w win.

    Anyway, prawdą jest, że gdy coś nie działa tak jak wspo­mnia­łeś bywa naprawdę trudno i miejmy nadzieję, że to się zmieni na lepsze.

  7. Cthulhu 11/05/2007 do 18:40 # Odpowiedz

    Ech, strasz­nie okle­pany temat sobie wybra­łeś. Chyba wszystko zostało już powie­dziane tutaj.

    Ja o OS X mam wyro­bione zda­nie — to świetny sys­tem tak długo jak wszystko robisz w „Mac Way” ale spró­buj wyjść z pudełka a oka­zuje się, że wcale nie jest tak faj­nie — np. pro­blem z obsługą ogg/flac w iTu­nes.. Jako, że mam masę muzyki w oggach/flacach to mój romans z sys­te­mem spod znaku jabłka skoń­czy się na iBo­oku (który zresztą zawiódł mnie ostat­nio strasz­nie psu­jąc się po gwarancji ;]).

    Linux (a dokład­niej Ubuntu) od czasu gdy ostatni raz na poważ­nie mu się przyj­rza­łem (czyli od 6.06) prze­szedł sporą drogę, wiele rze­czy zako­czyło mnie na plus. Stara się suge­ro­wać insta­la­cję odpo­wied­nich kode­ków do obsługi mp3, pomaga w insta­la­cji zamknię­tych ste­row­ni­ków do kart nvi­dii czy ATI..

    Swoją drogą skoro niczym dziw­nym nie jest kupo­wa­nie sprzętu pod sys­tem w wypadku Apple to czemu dziw­nym jest kupo­wa­nie sprzętu pod Linuksa?

  8. CoSTa 11/05/2007 do 19:22 # Odpowiedz

    [b]robert[/b]:

    zapewne to i wina ati. powiedz mi jed­nak co to obcho­dzi usera? ta sama karta pod win­dows cho­dzi bez zarzutu. z punktu widze­nia usera pro­ble­mem jest linuks, nie karta. i tak to się kręci stety lub nie.

    nie poru­szam w ogóle tematu logów czy ogól­niej — dia­gno­styki sys­temu. linuks dostar­cza potęż­nych narzę­dzi do np. ana­lizy logów. OK, fajowo. ja, zwy­kły user, może z dwa razy bra­łem się za prze­glą­da­nie logów, któ­rych nie rozu­mia­łem i odcy­fro­fy­wa­łem linia po linii z pomocą googli. nie prze­czę że dla kogoś, kto nieco w tym jest obla­tany logi to pomocna sprawa. dla ZU już nie­ko­niecz­nie. ale co fakt to fakt — zde­cy­do­wa­nie lepiej jest to roz­wią­zane w linuk­sie niż w win­dows i nikt chyba temu nie zaprzeczy.

    to się zmieni na lep­sze, już się prze­cież zmie­nia i to na naszych oczach. tyle że cią­gle duuużo pracy tu potrzeba ale liczę, że stado zapa­leń­ców pora­dzi sobie z tą robotą koncertowo :)

    [b]cthulhu[/b]:

    może i okle­pany, wisi mi to — mnie inte­re­suje. co do macosx — pew­nie masz rację. póki co nie narze­kam bo nie mam na co. ale też nie robię na kom­pu­te­rze bóg raczy wie­dzieć czego — maszynka do zadań codzien­nych jest i spraw­dza się w tych zada­niach feno­me­nal­nie. a na jedno w sumie bym pona­rze­kał: ni cho­lery nie mogę pogrze­bać w wyglą­dzie sys­temu bez insta­la­cji jakie­goś opro­gra­mo­wa­nia dodat­ko­wego. szkoda.

    z ogg/flac pro­blem na maku jest taki sam jak z aac pod ubuntu — trzeba coś doin­sta­lo­wać. no good, z defaulta powinno to być obsłu­gi­wane (w oby­dwu sys­te­mach), to popu­larne for­maty pli­ków prze­cież są. nie wiem jak to jest pod ubuntu obec­nie ale pew­nie ni cho­lery nie idzie tam bez insta­la­cji dodat­ko­wej jakiejś biblio­teki gstre­amera obejść. czyli i tu, i tu podobnie.

    chwała ubuntu, że otwiera się na potrzeby ZU. o tym wła­śnie mię­dzy innymi pisałem.

    co do dziw­no­ści zaku­pów sprzętu pod sys­tem — ja nie mam z tym pro­ble­mów, nie wiem skąd to prze­ko­na­nie wzią­łeś. jeśli ktoś coś kupuje to nie­chaj robi to świa­do­mie. jeśli chce posta­wić na kom­pu­te­rze linuksa to nie­chaj kupuje taki har­dware, z któ­rym pro­ble­mów mieć nie będzie. come on, nigdzie nie twier­dzę, że to dziwne jest. w ustach maków­ka­rza i owszem, brzmia­łoby to cokol­wiek dziwnie.

    • Cthulhu 11/05/2007 do 20:24 # Odpowiedz

      Costa: Fakt, że trzeba doin­sta­lo­wy­wać dodat­kowe paczki i tu i tam by obsłu­żyć „nie­stan­dar­dowe” for­maty nie jest w sumie niczym dziw­nym. Gorzej, że iTu­nes ma pro­blem z odczy­ty­wa­niem tagów z oggów/flaców (zresztą nie tylko — nie odczy­tuje też wszyst­kiego z .movów..) co jest tro­chę iry­tu­jące (i wg. auto­rów portu ogg/flac nie do prze­sko­cze­nia bez zmian w kodzie samego iTu­nes). Fakt, że ze swo­imi zbio­rami muzyki we fla­cach i oggach nie kwa­li­fi­kuję się już do końca do grupy ZU..

  9. Danielone 11/05/2007 do 20:18 # Odpowiedz

    witam

    uży­wam róż­nych sys­te­mów ope­ra­cyj­nych od 15 lat. i tak jak autor arty­kułu nie che mi się już bawić jakie­kol­wiek kom­bi­nac je aby sys­tem zacho­wy­wał się w pełni funk­cjo­nal­nie i spraw­nie. róznych dys­try­bu­cji linuksa uży­wam od około 7 lat i fak­tycz­nie do momentu gdy zain­sta­lo­wa­łem 2 tygo­dnie temu ubuntu 7.04 na moim think­pa­dzie t40 pierw­szy raz pod linuk­sem działa mi 95% out the box, może to zasługa mar­ko­wego sprzętu obslu­gi­wa­nego przez ubuntu, ale to nie ważne skoro działa.

    a co do zwy­kłego usera, to moja sio­stra i szwa­gier są typo­wymi przy­kła­dami ( totalny brak umie­jęt­no­ści zro­bie­nia cze­go­kol­wiek poza scią­gnie­ciem pro­gramu i dwu­krot­nym kli­nik­nię­ciem na nim, i to też pod warun­kiem że zgrał się na pul­pit i potem co naj­wy­żej będzie trzeba naci­śnąć max 5 razy przy­ci­sku dalej.

    Ale od momentu zain­sta­lo­wa­nia eks­pe­ry­men­tal­nie ubuntu wszystko sie zmieniło.

    teaz gdy chcą odtwo­rzyć muzykę to wybie­rają z paska apli­ka­cje menu dzwięk i obraz a tam pozy­cję odtwa­rzacz muzyki .….

    i nie trzeba się zasta­na­wiać czy googlo­wać jaki pro­gram odtwo­rza mp3 pod windowsem

    to samo jest z fil­mami a dzięki opcji ubuntu scią­ga­nia kode­ków potrzeb­nych do odtwo­rze­nia klik­nie­tego pliku nie muszą się­mar­twić czy jest zako­do­wany w divx, xvid czy jesz­cze innym nie zain­sta­lo­wa­nym w win­dow­sie kode­kiem. Bo tak w win­dow­sie też trzeba insta­lo­wać kodeki do odtwa­rza­nia filmów.

    po wło­że­niu pena­drive poja­wia się okienko z prze­gla­darką pli­ków w obu sys­te­mach, to samo jest z blu­eto­oth na usb, w obu dzia­łają ale pod win­dows trzeba mieć prawa admi­ni­stra­tora żeby udało się go skon­fi­gu­ro­wać a w ubuntu nie.

    W win­dow­sie aby aby odtwo­rzyć cokol­wiek w pdf lub doc trzeba zain­sta­lo­wać odpo­wiedni program.

    A szu­ka­jąc i insta­lu­jąc pro­gramy przy oka­zji łapiem naj­ró­zniej­szego rodzaju spy­ware które na namol­nie każą insta­lo­wać pro­gramy do ich usu­nie­cia, te pro­gramy przy oka­zji insta­lują bied­nemu ZU adware i inne smieci spo­wal­nia­jące i szpie­gu­jące nasze dzia­ła­nia i w efek­cie aż się znaj­dzie z odpo­wied­nią ilosć pro­gra­mów zabez­pie­cza­ją­cych przed tym plus pro­gram anty­wi­ru­sowy mamy sys­tem zamu­lony i pełen rze­czy które trzeba usu­nąć bo się je zła­pało szu­ka­jąc pro­gra­mów przed tym zabezpieczających.

    i kon­klu­zja tego przy­dłu­giego wpisu.

    ZU dosta­jący kom­pu­ter z zain­sta­lo­wa­nym win­dow­sem albo ma nie funk­cjo­nalny sys­tem albo po paru godzi­nach spę­dzo­nych w sieci ma sys­tem do wymiany. druga opcja woła zaznaj­mi­nego hakera win­dow­so­wego który go przed tym uchroni bo wie jakie dar­mowe pro­gramy anty wirusowe/spyware/adware są sku­teczne i bez­pieczne i zain­sta­luje za wczasu

    a insta­lu­jąc np ubuntu na dzień dobry ma funk­cjo­nal­ność i bez­pie­czeń­stwo wystar­cza­jące do stan­dar­do­wych zadań, a woła­jąc zazna­jo­mio­nego hakera linux ma pełną funk­cjo­nal­nośc jaką zapew­nia win­dows skon­fi­gu­ro­wany przez innego hakera.

    a co naj­waż­niej­sze pozo­staje w kie­szeni kwota wydana na licen­cje win i opcjo­nal­nie office.

    Jednak to wszystko pod warun­kiem że się nie korzy­sta nagmin­nie z kom­pu­tera jak z kon­soli do gier

  10. walth 12/05/2007 do 09:54 # Odpowiedz

    Hello

    Strasznie jed­no­stronne spojrzenie :)

    Wiem, że już jesteś wyznawcą Apple. Ja ten wpis odbie­ram przede wszyst­kim jako Twoje zda­nie, gdzie mimo, że uśred­niasz i uogól­niasz oraz tro­chę nagi­nasz, to jed­nak jest to Twoje zda­nie. Rozumiem to dosko­nale. Nie lubię MacOSX bo mimo intu­icyj­no­ści i tych wszyst­kich hiper i super baje­rów, ten sys­tem mi nie pod­cho­dzi. Kilka razy się przy­mie­rza­łem ale to jed­nak nie to. Dlaczego w Linuksie tak łatwo dostrzec wady?

    To chyba oczy­wi­ste i napi­sa­łeś o tym. Pisanie, że od firmy takiej jak MS czy Apple trzeba wię­cej wyma­gać jest nie­złym żar­tem :) Dlaczego? O ile od Apple to jesz­cze coś tam fak­tycz­nie wyma­gać można o tyle MS ma to głę­boko gdzieś. Owszem poprawki dla DRM wyjdą w dwa dni po zlo­ka­li­zo­wa­niu dziury, ale poprawki bez­pie­czeń­stwa dla ZU… szkoda gadać. Przewagą MS jest to, że ma kasę (Ubuntu też ma i od razu widać jak się odsta­wił od reszty dys­try­bu­cji linuk­so­wych) i MS ma wspar­cie tech­niczne firm trze­cich. Mówienie, że to nie obcho­dzi zwy­kłego ZU jest prawdą, tylko, że nie­stety dzi­siaj jak ktoś jest anal­fa­betą kom­pu­te­ro­wym to i pod win­dow­sem sobie nie pora­dzi — doświad­czam tego codzien­nie w pracy. Padnie win­dows po wcią­gnię­ciu naj­now­szych aktu­ali­za­cji i ZU sie­dzi przez 30 minut i restar­tuje kom­pu­ter aż nie pojawi się infor­ma­tyk w pracy.

    Wydaje mi się, że Twoja opi­nia o sys­te­mach jest „spa­czona” tym, że tak naprawdę nie jesteś zwy­kłym ZU. Masz o wiele więk­szą świa­do­mość tech­niczną niż ZU i według mnie Twój zachwyt polega na tym, że wcze­śniej musia­łeś tro­chę pokom­bi­no­wać a teraz nie musisz i masz tego świa­do­mość więk­szą niż prze­ciętny Kowalski. Ty i tak będziesz grze­bał w MACOSX (o czym sam nie­dawno pisa­łeś), a ZU nie będzie i jak mu zamie­nisz ikonkę IE na pul­pi­cie, to nie będzie miał internetu.

    Wrócę jesz­cze do Linuksa. W biu­rze zain­sta­lo­wa­łem sobie ostat­nio Kubuntu 7.04 (KDE mniej pamięci zjada niż Gnome na moim kom­pie w pracy), kon­fi­gu­ra­cja samby, nfs, cupsa, poczty i w ogóle pod­pię­cie tego do biu­ro­wej sieci z wykry­ciem wszyst­kiego odbyła się prak­tycz­nie prze­źro­czy­ście dla mnie. Drukarki musia­łem tylko z listy wybie­rać, a tak wszystko inne poszło bez bólu. Muzyka gra, flash w FF się odpala. Nie muszę się mar­twić wiru­sami (cho­ciaż u nas w sieci nikt się nie musi mar­twic tym…).

    I jesz­cze jed­nak sprawa :-)

    W fir­mie bez­piecz­nie mieć win­dowsa. Dlaczego? Bo zazwy­czaj firma ma przy­naj­mniej jed­nego infor­ma­tyka, który popro­wa­dzi ZU przez kon­fi­gu­ra­cję Outlooka czy Thunderbirda nie wspo­mi­na­jąc już o dru­kar­kach sie­cio­wych czy lokal­nych. Tak samo bez­piecz­niej teraz mieć Linuksa bo też będzie infor­ma­tyk, który sobie z tym pora­dzi. ZU jest zwol­niony od myśle­nia, jedy­nie narzeka, że zawi­ru­so­wał kompa i dział IT za długo mu go napra­wia. Jednak w domu IMHO lepiej nie bazo­wać na pro­duk­tach MS bez jako takiej wie­dzy na temat ich zabez­pie­cze­nia przed pod­pię­ciem do sieci. Vista Vistą ale XP nadal kró­luje w domu a to bar­dzo stary sys­tem jest.

    Chodzi mi tu przede wszyst­kim o to, że dzi­siaj nie ma już miej­sca dla zwy­kłych ZU bo pen­drivy raczej już dzia­łają pod win, lin i mac bez pro­ble­mów, za to pro­blemy poja­wiają się przy bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych zada­niach, tak pod win, lin i mac. A jeśli chce się być tech­nicz­nym anal­fa­betą to trzeba sobie umieć zapew­nić pomoc kogoś, kto się na tym zna i za piwo prze­in­sta­luje nam win­dowsa czy usprawni Linuksa ;-)

    Wiem, że strasz­nie długi mi wyszedł ten komen­tarz — przepraszam.

    • CoSTa 12/05/2007 do 13:04 # Odpowiedz

      o, długi a fajny com­ment, dzięki :)

      [quote]Strasznie jed­no­stronne spoj­rze­nie :)[/quote]

      nie znam się na sys­te­mach ope­ra­cyj­nych od wewnątrz, z któ­rej więc strony mam spoglądać? :)

      [quote]Wiem, że już jesteś wyznawcą Apple[/quote]

      wiem, że masz awer­sję do maka. skąd? bo ten wpis NIE jest o macosx tylko o linuk­sie. i porów­nuję ten sys­tem do win­dows i macosx bo do czego miał­bym innego to przyrównać?

      [quote]Dlaczego w Linuksie tak łatwo dostrzec wady?[/quote]

      może dla­tego, że one tam są? tak po pro­stu i bez kla­pek na oczach? walth, przyj­mij optykę nieco inną niż kole­sia od kom­pu­te­rów pra­cu­ją­cego w fir­mie infor­ma­tycz­nej. tak łatwiej zro­zu­mieć pro­blemu kowal­skiego, serio.

      [quote]Pisanie, że od firmy takiej jak MS czy Apple trzeba wię­cej wyma­gać jest nie­złym żar­tem :)[/quote]

      dla­czego??? płacę m.in. za wspar­cie tech­niczne. rzecz naj­zu­peł­niej nor­malna, także w linuk­so­wym świe­cie (ot choćby redhat — pła­cisz za wspar­cie prze­cież). inna kwe­stia, jak ten sup­port jest robiony. i nie cho­dzi mi o aktu­ali­za­cje bez­pie­czeń­stwa i ogólne bez­pie­czeń­stwo sys­temu tylko o kowal­skiego, który może wci­snąć wspo­mniane F1, sko­czyć od razu do „bazy wie­dzy” (czy jak tam zwie to mało­miękki) czy w końcu zadzwo­nić. to mam na myśli i nic więcej.

      [quote]według mnie Twój zachwyt polega na tym, że wcze­śniej musia­łeś tro­chę pokom­bi­no­wać a teraz nie musisz i masz tego świa­do­mość więk­szą niż prze­ciętny Kowalski[/quote]

      no ale prze­cież o tym wła­śnie piszę! gdy­bym był prze­cięt­nym kowal­skim obsłu­gu­ją­cym linuksa i chciał­bym jakoś zmu­sić np. swoją komórkę do współ­dzia­ła­nia z tym sys­te­mem, to po pro­stu zro­bił­bym reboot i uży­wał­bym win­dows w prze­ko­na­niu, że się nie da. owszem, dało się. po kilku ład­nych godzi­nach w sieci i szpe­ra­niu w pipą. walth, skoro mnie się już nie chce takich nume­rów robić, to co dopiero mojej na ten przy­kład żonie? ty zdaje się nie­spe­cjal­nie chwy­tasz istotę pro­blemu. btw ostat­niego grze­ba­nia w macosx — aż taki hakier to ze mnie nie jest, robi­łem to, co pro­gram pisał ;)

      [quote]W biu­rze zain­sta­lo­wa­łem sobie ostat­nio Kubuntu 7.04[/quote]

      i wszystko cho­dzi jak należy? no to SUEPROWO! o to wła­śnie cho­dzi, o takie out of the box dzia­ła­nie sys­temu — insta­lu­jesz, pod­pi­nasz urzą­dze­nia i nie­wiele wię­cej masz do roboty, chyba że chcesz nieco sobie funk­cjo­nal­no­ści dorzu­cić. tak to wła­śnie powinno wyglą­dać. jeśli już tak jest — super! i oby tak dalej. cza­sami jed­nak nie jest tak różowo, wiesz o tym sam naj­le­piej — vide twoje gentoo :)

      [quote]Jednak w domu IMHO lepiej nie bazo­wać na pro­duk­tach MS bez jako takiej wie­dzy na temat ich zabez­pie­cze­nia przed pod­pię­ciem do sieci.[/quote]

      pod­pi­suję się pod tym wszyst­kimi koń­czy­nami. dla­tego m.in. dałem sobie spo­kój z win­dows w domu. w fir­mie nie­chaj się o bez­pie­czeń­stwo mar­twią spe­cja­li­ści. ja spe­cja­li­stą nie jestem a kom­pu­ter ma mi spra­wiać przy­jem­ność a nie kło­poty. simple :)

  11. sajnti 12/05/2007 do 14:32 # Odpowiedz

    A odno­śnie łątwo­ści insta­la­cji i cze­goś co nie działa — ostat­nio insta­lo­wa­łem WIn XP PL SP2 Prof (ale tego sie nazbie­rało) na kom­pu­te­rze fujitsu-siemens. Płyta z MSDNAA. Sformatowałem dysk, wszystko się sko­pio­wało, restart, ekran powi­talny i dalej insta­la­cja i po minu­cie — błąd. Jakiś plik jest uszko­dzony. No to szu­kamy na necie co może być nie tak. Oczywiście wyszło, że nie­mal wszystko. No to zroz­pa­czony z innej płytki insta­luje — to samo. Wyłączam wszystko co można w bio­sie — w końcu poszło. I jak zwy­czajny użyt­kow­nik pora­dzi sobie z czymś takim — sys­tem nawet nie chce mu się zainstalować.

  12. walth 12/05/2007 do 17:14 # Odpowiedz

    CoSTa moż­liwe, że nie łapię do końca pro­blemu, bo według mnie to nie jest pro­blem. W dzi­siej­szym świeci, Ci, któ­rzy kładą lachę na sys­tem albo muszą bulić dużo (patrz macos), albo sporo (patrz win­dows), albo troszkę lub zgoła nic (patrz linuks), jed­nak nie­wie­dza zemści się na każ­dym prę­dzej czy póź­niej w naj­róż­niej­szy spo­sób. Dlatego ZU nie może sobie pozwo­lić być cał­kiem osobą nie­ku­matą, lub bez posia­da­nia męża, żony, brata, syna kum­pla, który pomoże w razie kło­po­tów. Im coś bar­dziej skom­pli­ko­wane tym szyb­ciej i efek­tyw­niej się coś w tym psuje. Zamknięte arch mają ten plus, że nie ma tam takiej dowol­no­ści co znacz­nie wydłuża ich żywot :)

    I tylko w sumie o to mi cho­dziło pisząc ten przy­długi komen­tarz wcze­śniej­szy :-D

  13. ZU 12/05/2007 do 21:12 # Odpowiedz

    Wydaje mi się, że pro­ble­mem w całym porów­na­niu to uży­cie cze­goś co masz za „cenę prądu” z czymś co masz za …sporą kasę.

    Płacisz wyma­gasz — prawda?

    To ja wyma­gam w zapła­co­nym win­dow­sie takiej dowol­no­ści przy­sto­so­wa­nia pul­pitu jak w linuksie.

    Nie płacę — nie narze­kam. Nie zapła­ci­łem za mojego open­SuSE, PLD, Ubuntu, nie wyma­gam żeby mi coś dzia­łało „od strzału” (a kur­cze działa… chcia­łem sobie pogrze­bać w kon­fi­gach a wredny SuSE roz­po­znał mi wszystko bez naj­mniej­szego pro­belmu, mp3 gra od razu, przy odtwa­rza­niu cze­goś do czego nie ma kodeka — pyta czy ścią­gnąć, pod­łą­czone apa­raty, play­ery — widoczne na pul­pi­cie są z nazwy).

    Problem w całym porów­na­niu to także distro cią­gle przy­wo­ły­wane. Ubuntu (czy może Debian) to strasz­nie spe­cy­ficzna filo­zo­fia. Zupełnie mi nie odpo­wiada na mój domowy desk­top. Za cenę odcię­cia od kil­ku­set dodat­ko­wych pro­gra­mów (nie wiem w zasa­dzie nawet do czego służy więk­szość) mam coś co „gro i bucy” jak się uru­chomi (PLD i open­SuSE) a nie coś co z racji „zasad” utrud­nia dostęp „bo tak”.

    A co do okienka poka­zu­ją­cego się po włą­cze­niu urzą­dze­nia USB w Viście — to tro­chę wcze­śniej niż się poja­wiły nawet wstępne Longhorny jakoś tak zauwa­ży­łem takie coś w KDE (i nie insta­lo­wa­łem tego — samo tam się zna­la­zło domyślnie).

    Natomiast mam jesz­cze reflek­sję dosyć może kon­tro­wer­syjną co do „uży­cia” i „tar­getu” tych trzech sys­te­mów (w uproszczeniu).

    Systemy M$ to dla tych co się boją kom­pu­te­rów i powinni dzia­łać jako „for­ma­to­wany na uży­cie sys­temu”. Apple to z kolei sno­bi­styczne podej­ście, które mniej obe­zna­nych tak samo stara się „for­ma­to­wać”, a tych bar­dziej cie­kaw­skich czę­sto „karze” pro­ble­mami. Gotowe distra „fir­mowe” linuksa to z kolei filo­zo­fia: „masz coś, co jest takie sobie i lepiej się nie przy­zwy­cza­jaj tylko pra­cuj nad tym i nad sobą”.

    To jeśli cho­dzi o „posia­da­czy systemu”.

    Jest jesz­cze taka część ludzi, dla któ­rych sys­tem to tylko „dostawca” tego wła­ści­wego pro­gramu do pracy i gene­ral­nie mają w nosie co go uru­cha­mia — byle robił to sta­bil­nie i szybko.

    A te wnio­ski to mam po wizy­tach u wła­ści­cieli tychże sys­te­mów „bo coś nie działa a Ty masz dwa kom­pu­tery i się pew­nie znasz na tym”.

    Żaden ze mnie wymia­tacz systemowy…

  14. walth 13/05/2007 do 07:57 # Odpowiedz

    Pozwolę sobie na ręczne doda­nie trackbacka:

    A jed­nak stało się… — on Walth’s World

    Pozdrawiam

  15. walth 13/05/2007 do 07:59 # Odpowiedz

    Hehe jak widzę się nie zareklamuję ;-)

  16. Silmethule 13/05/2007 do 12:21 # Odpowiedz

    zx: a to niby dla­czego? XP jest w tej chwili naj­po­pu­lar­niej­szą wer­sją sys­temu Windows, naj­now­sze Linuksy (i dokład­niej dys­try­bu­cja Ubuntu) jest naj­po­pu­lar­niej­szą w tej chwili wer­sją sys­temu (GNU/)Linux. Więc porów­na­nie jest imo trafne, jeżeli chcemy porów­nać uży­tecz­ność Linuksa i Windowsa w podob­nych zastosowaniach ;).

  17. Silmethule 13/05/2007 do 13:34 # Odpowiedz

    Ahh, i jesz­cze jedno:

    Ja co prawda zbyt dużo sprzętu pod PC nie pod­łą­czam (może kie­dyś u ojca wylą­duje Linux, Ender* stara się go (właśc. mnie do zain­sta­lo­wa­nia mu) prze­ko­nać do zain­sta­lo­wa­nia MacOSx86 ;)), wtedy będzie trzeba się pomę­czyć tro­chę bardziej…

    W każ­dym razie, z tego co jest u mnie:

    - Miałem pro­blem z kartą gra­ficzną, Nvidii, GeForce7600GS, dla Ubuntu DD karta była za nowa — DD po pro­stu się nie booto­wał, ni z dysku, ni z LiveCD/DVD, została insta­la­cja EE, działa bez­pro­ble­mowo. Po insta­la­cji kilku paczek z repo­zy­to­riów — mam 3d i w ogóle jest pięk­nie, świet­nie itd. etc. ;P

    - Mam dru­karkę Canon PIXMA IP 300… pro­blem też z nią był drobny, Canon, przy­naj­mniej pol­ski i angiel­ski, nie udo­stęp­niają do niej ste­row­ni­ków. Na Ubuntu są dwie moż­li­wo­sci, sko­rzy­sta­nie z domyśl­nych ste­rów dla Canona IP 4000, ale wtedy trza się pome­czyć, żeby to ładne kolory dru­ko­wało, albo… sko­rzy­stać z ofi­cjal­nych Canonowych [b]japońskich[/b] ste­row­ni­ków, na necie są How-To, ste­row­niki e nie obsłu­gują nadruku na CD, ja z nich korzy­stam. Męczenia się było — ale dało się dru­karkę zain­sta­lo­wać z innych ste­rów, pra­co­wa­łaby gorzej, ale pra­co­wa­łaby bez problemów.

    - pendrive’y i insze pamieci flash…:

    Po włą­cze­niu czyt­nika kart pamięci z kartą SD/CF/jakąkolwiek dostaję okienko z moż­li­wymi do wyko­na­nia akcjami na „pamięci flash pod­ła­czo­nej do kom­pu­tera”, kli­kam sobie, by nie robić nic nad­zwy­czaj­nego i natych­mia­stowo mam utwo­rzony kata­log /media/USB (czy coś takiego) z zamon­to­waną w środku zawar­to­ścią karty.

    Po włą­cze­niu pendrive’a Corsaira — mam foder /media/CORSAIR, po Kingstone’ie mam /media/KINGSTONE, nie ma naj­mniej­szeo problemu.

    Bez więk­szych pro­ble­mów usta­wi­łem na swoim nie­stan­dar­do­wym ekra­nie 16:10 roz­dziel­czość 1440x900, gdzie w win­dow­sie trza się męczyć ze ste­row­ni­kami i kom­bi­no­wać jak go zmu­sić do cze­goś takiego.

    Faktycznie pro­blemy byłyby u ojca, który chciałby pod­łą­czyć ska­ner (a mamy aku­rat taki model, na któ­rego nijak ste­rów dla Linuksa się nie da, i w ogóle ze ska­ne­rami w Linuksie jesz­cze jest dość ciężko), i moż­liwe, że pro­blemy byłyby z apa­ra­tem… nie wiem, bo u sie­bie nie próbowałem

    Tak więc — fakt, zda­rza się jesz­cze sprzęt, z kto­rym Linux ma pro­blemy, nie da się ukryć. Ale prze­cież cią­gle jest też sprzęt, z któ­rym ma pro­blemy na Windowsie (ów ska­ner, żeby zna­leźć ste­row­nik dla Windowsa XP trza się namę­czyć, choć bez pro­ble­mów znaj­dzie się dla Win98…), to samo, jak mi się zdaje, z Maciem, nie wie­rzę, że tak ład­nie, out of the box, łączy się z każ­dym moż­li­wym sprzę­tem. A z wiek­szo­ścią sprzętu na Linuksie już w tej chwili nie ma naj­mniej­szego pro­blemu — ste­row­niki dostar­czane razem z dystrybucją/zbudowane w jądrze, ogól­nie będące w sys­te­mie po insta­la­cji zazwy­czaj w zupeł­no­ści wystar­czą, w Windowsie prak­tycz­nie zawsze trzeba coś doin­sta­lo­wy­wać, nie wiem jak to jest z Maciem.

    Tak więc, imo, nie można powie­dzieć, że na Windowsie i Macu wszystko ład­nie działa po pod­łą­cze­niu, a na Linuksie trzeba, żeby w ogóle zadzia­łało, 5 razy kąpi­lo­wać jądroz egzo­tycz­nymi modu­łami… bo przez chwile takie mia­łem wra­że­nie po prze­czy­ta­niu tego wpisu…

    * Ten komen­tarz pisze naj­młod­szy brat Endera ;).

  18. yoshi314 13/05/2007 do 21:22 # Odpowiedz

    linux wbrew pozo­rom nie jest two­rzony przez pasjo­na­tow. 60% deve­lo­pe­row pra­cuje w redhat, nvi­dii, ati, sun i podob­nych fir­mach i dostaje za swoja prace pie­nia­dze. praw­dziwi zade­kla­ro­wani pasjo­naci sta­no­wia okolo 20% developerow.

    chyba ze za pasjo­nata uzna­jesz kogos kto robi swoja robote odplat­nie i row­nie dobrze moglby by robic ja za darmo. wtedy grono pasjo­na­tow mozna roz­cia­gnac na tych zaan­ga­zo­wa­nych odplatnie.

    a dzi­siaj albo za korzy­sta­nie z opro­gra­mo­wa­nia placi sie port­fe­lem albo rozu­mem. jak to mowia ludzie kto­rym napra­wiam kompy [z win­dow­sem na pokla­dzie] : „nie znam sie na tym i teraz za to place zeby zro­bil to za mnie kto inny” — od paru osob doklad­nie takie slowa uslyszalem.

    tyle tylko ze jak na iro­nie to ci kto­rzy placa za licen­cje na win­dows musza pozniej dodat­kowo pla­cic zeby ktos im z tym win­dows poma­gal, gdy np sys­tem nie widzi jakie­gos urza­dze­nia, albo zakradna sie do niego wirusy.

    pro­sty w obslu­dze i platny sys­tem takze wymaga dodat­ko­wego wysilku od uzyt­kow­nika. albo w postaci dodat­ko­wej forsy na dodat­kowe komer­cyjne opro­gra­mo­wa­nie, pomoc tech­niczna czy tez zatrud­nie­nie kogos do pomocy. a teo­re­tycz­nie placi sie tylko raz.

  19. CoSTa 13/05/2007 do 23:17 # Odpowiedz

    [b]sajnti[/b]: pew­nie, że z takim com­bem ZU nie da sobie rady. nie zna się na tym. zara­biają wtedy kole­sie, któ­rzy się na tym znają. i tak się dzieje nie­za­leż­nie od sys­temu, z któ­rym są problemy.

    [b]walth[/b]: ZU nie wybiera sobie, w jakiej rodzinie/towarzystwie się chowa i może wystaw sobie, nie mieć tych wszyst­kich koli­ga­cji a mimo to jakoś z tym kom­pu­te­rem i sys­te­mem żyje. nawet z win­dows na pokła­dzie. i jak naj­bar­dziej może sobie pozwo­lić na nie­wie­dzę. na moje oko jakies 80% ludzi korzy­sta­ja­cych z kom­pu­te­rów nie ma bla­dego poje­cia jak one dzia­łają. i jakoś z nich korzy­stają, cywi­li­za­cja trwa a wszech­świat się nie zapada. serio, nie trzeba się na tym znać, by tego uży­wać. takie jest zało­że­nie współ­cze­snych sys­te­mów ope­ra­cyj­nych w każ­dym bądź razie — pro­stota obsługi.

    [b]ZU[/b]: nikt nie wymaga od cie­bie narze­ka­nia i nie musisz narze­kać. ja pró­buję tylko rzu­cić okiem na linuksa od strony czło­wieka kom­pu­tera uży­wa­ją­cego a nie na nim się zna­ją­cego. [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/972-Looks_like…_eee…_fun.html]wychodzi to wtedy różnie[/url].

    [b]silmethule[/b]: cześć ende­rowy bracki :). nikt nie mówi, że na win­dows czy maku WSZYSTKO działa od kopa i w ogóle jest bajka. twier­dzę jed­nak, że na tych dwóch sys­te­mach pro­ble­mów mogą­cych spo­tkać ZU jest zde­cy­do­wa­nie mniej a nawet jeśli się poja­wią, ich roz­wią­za­nie nie musi ozna­czać zaraz wspo­mnianą gdzieś tutaj rekom­pi­la­cję jądra. to się w linuk­sie zmie­nia ale imo to jesz­cze przez dłuż­szy czas nie będzie sys­tem dla typo­wego kowalskiego.

    [b]yoshi[/b]: i bogu niech będą dzięki. więk­szy nieco nacisk na desk­topy tylko bym poło­żył (z tych 60% pew­nie 80% jak nie wię­cej pra­cuje nad roz­wią­za­niami ser­we­ro­wymi czy nie­zwią­za­nymi z typo­wymi zasto­so­wa­niami desk­to­po­wymi). a pasjo­nata to pasjo­nata — lubi t co robi i oddaje się temu. jeśli jesz­cze na tym zara­bia — tym lepiej dla niego. a co do ludzi mówią­cych o pła­ce­niu za nie­zna­jo­mość obsługi kom­pu­tera — jak bym sie­bie sły­szał ile­kroć trzeba coś napra­wić, przy­szyć czy co tam jesz­cze. nie­stety, muszę pła­cić za skró­ce­nie spodni bo się ni cho­lery na tym nie znam ale nie prze­szka­dza mi to cho­dzić w owych spodniach czyli ich uży­wać. a że to kosz­tuje? wszytko kosz­tuje, nauka linuksa i czas poświę­cony na roz­wią­za­nie pro­blemu czy w końcu wezwa­nie fachowca — także. prze­cież to jest nie­za­leżne od sys­temu. pła­cąc za sys­tem komer­cyjny (także linuksa) kupię mię­dzy innymi prawo do wspar­cia, dobrze i sys­te­ma­tycz­nie opra­co­wa­nej doku­men­ta­cji itd. to prze­cież oczy­wi­ste aż do bólu. linuks jest darmowy/tani i to jego ogromny plus. do czasu, gdy i tak trzeba wezwać jakie­goś asa, który coś tam pogrze­bie i sys­tem wyra­tuje. z pozy­cji ZU nie ma więk­szego zna­cze­nia, czy płaci asowi od linuksa, win­dows czy macosx. as i tak weź­mie za godzinę a stawkę wyre­gu­luje wolny rynek.

    • byte 14/05/2007 do 10:37 # Odpowiedz

      [quote]na moje oko jakies 80% ludzi korzy­sta­ja­cych z kom­pu­te­rów nie ma bla­dego poje­cia jak one dzia­łają. i jakoś z nich korzy­stają, cywi­li­za­cja trwa a wszech­świat się nie zapada.[/quote]

      Nie zapada, bo oni wszy­scy cho­dzą do mnie po proś­bie. Przestałem juz liczyć ile razy reani­mo­wa­łem Windows. Szczególnie zna­jo­mym w pracy. Dla prze­cięt­nego Kowalskiego naprawdę nie ma zna­cze­nia, czy musi zała­do­wać moduł jądra, czy zain­sta­lo­wać ste­row­nik. Nie dalej jak wczo­raj insta­lo­wa­łem ste­row­nik (naj­now­szy, ze strony pro­du­centa!) do swo­jej dźwię­kówki na swoim Windowsie. Wyłożył się pod koniec i pocią­gnął za sobą cały(!) sys­tem. Przeciętny ludź nie wie co to jest tryb awa­ryjny i rol­l­back ste­row­nika. On w tym momen­cie łapie za tele­fon i dzwoni po znajomych.

      Ludzie uży­wają Windowsa bo

      a) muszą;

      b) można go ukraść;

      c) znają go z pracy.

      A nie dla­tego że jest nie­za­wodny, bo nie jest.

  20. CoSTa 14/05/2007 do 11:29 # Odpowiedz

    [b]byte[/b]:

    a ktoś twier­dzi, że jest nie­za­wodny? ktoś twier­dzi, że nie ma na niego wiru­sów itd? nie o to prze­cież cho­dzi — nie ma sys­te­mów doskonałych.

    masz za to na stro­nie pro­du­centa ste­row­niki do ścią­gnię­cia i zain­sta­lo­wa­nia. takoż na pły­cie zaku­pio­nej ze sprzę­tem. a jako że nie ma sys­te­mów dosko­na­łych — to też potrafi zdech­nąć, jak w przy­to­czo­nej przez cie­bie histo­rii, nie­stety aż zapewne zbyt czę­stej. nie­mniej te ste­row­niki są, ich zain­sta­lo­wa­nie to wsa­dze­nie płytki w napęd/dwukliknięcie na iko­nie zassa­nego pro­gramu i tyle. moja dźwię­kówka sys­te­ma­tycz­nie nie dzia­łała na debia­nie (pod ubuntu już nie było pro­blemu). po pro­stu sys­tem jej nie widział. w ogóle karta nie ist­niała dla sys­temu. ste­row­niki? cokol­wiek? jak do tego podejść? czego szu­kać??? poma­gało tylko zgwał­ce­nie zna­jo­mego admina by zechciał pocza­ro­wać via ssh coś z tym moim sys­te­mem. po rekom­pi­la­cji cze­goś­tam, zała­do­wa­niu jakichś modu­łów i ścią­gnię­ciu kilku jąder zazwy­czaj było OK. m.in. z tego powodu dałem sobie siana z debia­nem i prze­la­złem na mepisa a póź­niej ubuntu. nie rozu­mia­łem kom­plet­nie pro­blemu nie­dzia­ła­ją­cego dźwięku. do dziś nie wiem o co cho­dziło i szcze­rze mówiąc nie inte­re­suje mnie to.

    oby­dwie sytu­acje dla ZU są nie do prze­sko­cze­nia. dla mnie do tego docho­dziła komórka za nic nie dzia­ła­jąca z żadną pró­bo­waną dys­try­bu­cją (a było ich sporo), pro­blemy z dru­kiem na naj­zwy­klej­szej dru­karce od HP w nie­któ­rych dys­try­bu­cjach (w jed­nej z wer­sji ubuntu także), kla­wia­tura, która ponoć powinna bez­pro­ble­mowo być obsłu­żona i któ­rej mul­ti­me­dialne przy­ci­ski powinny dać mi luz nie się­ga­nia np. do pilota od wieży czy kli­ka­nia w suwak gło­śno­ści itd.

    dro­bia­zgi? być może. wysoce wkur­wia­jące dro­bia­zgi, gdy na tym samym kom­pu­te­rze, z odpa­lo­nym win­dow­sem wszystko śmi­gało dobrze zaraz po zain­sta­lo­wa­niu win­dowsa (prócz komórki, ta wyma­gała softu od sony). a lepiej po zain­sta­lo­wa­niu ste­row­ni­ków i aktualizacjach.

    i tylko o to mi cho­dzi. czy coś jest lep­sze czy też gor­sze — to już indy­wi­du­alna sprawa i kwe­stia gustu co kto woli i jaką akcep­tuje ideę sto­jącą za sys­te­mem opra­cyj­nym. obiek­tywny fakt dzia­ła­ją­cej bez pro­blemu pod win­dows np. dru­karki, gdzie pod linuk­sem pro­blemy były (a cza­sem — o dziwo i wielka tajem­nico dla­czego? — nie) pozo­staje obiek­tyw­nym fak­tem, bez względu na sym­pa­tie. nie sym­pa­ty­zuję z win­dow­sem ani też nie modlę się do sys­temu apple, który ma swoje za uszami, oj ma miej­scami. obiek­tyw­nie jed­nak bez pro­blemu to wszystko, co śmi­gało mi pod win­dows śmiga i pod­pięte do maka. z linuk­sem bywało różnie.

    that’s all.

    [b]robert[/b]:

    very true!

  21. ray 14/05/2007 do 14:17 # Odpowiedz

    Zbierałem się do napi­sa­nia takiego posta już parę miesięcy…

    Używam Linuksa od 1999 roku. Redhaty (Manhattan i inne), Gentoo, Ubuntu, OpenSuse… Nie testuję i wywa­lam, ale pra­cuję na codzień. Przygotowanie ofert, poczta, skype, gg i inne typowe. Dodatkowo GIMP, Eclipse. Lubie ten sys­tem, znam go dobrze a może nawet bar­dzo dobrze. Beryle i inne tech­niki (nie wodo­try­ski ale coś ala expose etc) są pomocne.

    Lubię ten sys­tem ale poko­cha­łem Mac OS X. Kolega na dole ma mac­bo­oka, ja ścią­gną­łem obraz DVD i dzięki x86info posta­wi­łem sobie macowy sys­tem. Użytkownik linuksa odnaj­dzie się od razu, z jad­nym wyjąt­kiem — BOŻE JAK TO PROSTO DZIAŁA. Instalacja dmg w porów­na­niu z apt czy innymi rpm-ami to jest coś nie do porównania.

    Linuks jest wspa­niały, ale dopóty nie będzie tak pro­sty w zarzą­dza­niu (nie pro­stacki jak win­dows ale pro­sty) w codzien­nej pracy, doputy nie osią­gnie wiel­kiego suk­cesu szybko. Kiedyś i tak wszy­scy przej­dziemy na Linuksa — tego jestem pewny, ale droga do tego jest daleka.

    Dlatego, zamó­wi­łem MacBooka Pro z 17″ ekra­nem. Najbliższe 4–5 lat mam z głowy. Przykro mi, ale dla mnie jakość pracy ma duże zna­cze­nie. Linuks był, jest i będzie mi bli­ski ale niech dojrzeje.

    Pozdrawiam.

  22. silmethule 14/05/2007 do 15:59 # Odpowiedz

    *CoSTa*: ano cześć ;). Czyli chyba roz­mowa doszła do tego punktu, gdzie wszy­scy się ze sobą zga­dzają — nie ma sys­temu ide­al­nego, ze względu na popu­lar­ność Windowsa — two­rzone są dla niego stery do wszyst­kiego, do Maca ludzie jakoś sami z sie­bie kupują sprzęt współ­dzia­ła­jący z nim, a Linux stara się nadą­żać za Windowsem, ale nie zawsze mu wycho­dzi, choć idzie coraz lepiej ;).

    No i myślę, że też spraw­dza się to, co ktoś kie­dyś powie­dział, i co zostało na bashu umiesz­czone — twórcy sprzętu dbają o Windowsa, nato­miast wg nich Macowcy są przy­zwy­cza­jeni, że się ich olewa, a Linuksowcy pora­dzą sobie sami… ;).

    *ray*: Czy na pewno? Na początku lat dzie­więć­dzie­sią­tych, podej­rze­wam, wielu ludzi powie­dzia­łoby: za jakiś czas na pewno wszy­scy przej­dziemy na Amigii. A za jakiś czas pew­nie roz­wi­nie się sen­sow­nie ReactOS, powstaną pew­nie nowe pro­jekty… powstają nowe sys­temy unikso-podobne, nie wiemy co przy­nie­sie przy­szłość. Ale póki co Linux staje się łatwiej­szy i zdo­bywa popu­lar­ność, chwała mu za to. Tak czy ina­czej w przy­szło­ści, imo, popu­lar­ność zdo­bę­dzie ten sys­tem, który naj­le­piej będzie radzić sobie z kom­pu­te­rami prze­no­śnymi: palm­to­pami, laptopami…

    • btd 14/05/2007 do 20:38 # Odpowiedz

      Nie, ten na ktory beda powsta­wac apli­ka­cje. Ja win­dowsa mobile nie zmie­nie na nic innego jesli nie bedzie dzia­lala auto­mapa. Czemu AM? Bo dla mnie jest naj­lep­sza, a roz­no­rod­nosc doda­wa­nych i wyswie­tla­nych POI robi z niej znacz­nie wie­cej niz nawi­ga­cje samochodowa

      • Silmethule 14/05/2007 do 21:39 # Odpowiedz

        Myślę, że w „radze­niu sobie” można dorzu­cić obsługę i dostęp­ność pro­gra­mów do obsługi „dodat­ków” przy takim sprzę­cie, jak moduły GPS itd. ;). Więc i ilość softu nawi­ga­cyj­nego, ale też popraw­ność odczy­tów GPS, pręd­kość dostępu do danych GPS, jak i ope­ro­wa­nie na pamięci palm­topa… wszyst­kie wady i zalety, jakie user może gdzieś kie­dyś odczuć, zarówno w obsłu­dze soft– i hardware’u.

  23. ...dlaczego Mac, właściwie Mac OS X 17/05/2007 do 10:28 # Odpowiedz

    sil­me­thule rozu­mię Twoją nie­pew­ność co do przy­szo­ści „jaki sys­tem będzie domi­nu­jący za …” Jestem prze­ko­nany, że jest to pyta­nie za przy­sło­wiowy milion dola­rów. Jednak ja sku­piam się na naj­bliź­szych 3–4 latach. Wydaje mi się, źe w tym okre­sie Linuks okrzep­nie i po wielu miłych latach uży­wa­nia go, spo­koj­nie do niego wrócę.

    Czym więc ujął mnie Mac OS ? Po pro­stu, dla mnie to naj­lep­szy UNIX na biurko. Rozumię roz­terki WinUserów — dla nich przej­ście na Unix to wyzwa­nie. Dla uźyt­kow­nika Linuksa, nie wydaje mi się czymś wiel­kim. Mi star­czyło parę dni bym doce­nił przej­rzy­stość sys­temu, łatwość zarzą­dza­nia (dmg) apli­ka­cjami. Reszta — typowo unik­sowa. Jest ter­mi­nal (bez niego nie potra­fię egzy­sto­wać), są X-y potrzebne dla mojego Gimpa. Eclipse śmiga, ale nic nie pobije Textmate (bez Mac OS X zapo­mnieć można o nim). Jest Ruby, python, Apache.

    Jest w końcu note­book z pilo­tem, potrzebny mi do robie­nia pre­zen­ta­cji. Jest czy­telny iPhoto , Adium śmiga aż miło.

    Maile z ostat­nich 5 lat (3 GB) łatwo prze­nieść do maco­wego Maila :

    let num=9999; for i in ‘ls‘; do cat $i | wc –c | sed –e ‘s/ //g’ | sed –e ‘s/ //g’ > $num.emlx; cat $i » $num.emlx; let num=$num+1; rm $i; done

    ot, siła seda.

    Jest gDisk, fire­fox, skype. Jest wbu­do­wana kamerka iSi­ght. Jest sta­bil­ność i jed­no­rod­ność inter­fejsu — coś, czego bar­dzo mi bra­kuje na Linuksie. Ja wiem, że mam wybór, ale kilka mene­dże­rów okien do prze­sada. K3B wygląda kiep­sko (tak jak i ama­rok) w Gnome, tak jak i gimp w kde (nawet w stylu qt-curve)…

    Zostało mi jedy­nie parę potrzeb­nych pro­gra­mów — coś na styl fisho­wego pro­to­kołu w Konqerorze (zdalny dostęp przez SSH na ser­wer). Sprawdzone MacFusion i inne nie speł­niają moich ocze­ki­wań, ale 3 dni sie­dze­nia na Macu na razie (dokład­nie na Mac OS X z x86info, na mac­bo­oka pro cze­kam do następ­nego tygodnia).

    Dlatego uwa­żam, że Linuks zdąży okrzep­nąć przez 3–5 lat. Potem zoba­czymy. Szkoda, ze klik (coś ala dmg) nie przyj­muje się na Linuksie.

    Dla mnie wybór jest pro­sty. Mac OS X to naj­lep­szy Unix na biurko.

Dodaj komentarz