Menu serwera

Filmy ostatnio oglądane

Cholera, nie mam kiedy przysiąść i solidnie poopisywać filmów, które się mnie ostatnio na ekran/monitor rzuciły. Niezbyt tego co prawda wiele ale zawsze jakieś się znajdą. W tym dobre, niezłe, głupie i odjechane. Dziś pozwalam sobie na wrzucenie czterech różnych zupełnie filmów do jednego worka i króciutkie zrecenzowanie każdego. Wiem, że krótkie te recki i o filmach pewnie pojęcie dają marne ale przecież nie o to chodzi. Jeśli ktoś chce to sobie trailera obejrzy i zapowiedź przeczyta. Ja tylko sygnalizuję co mi się podoba a co nie i krótko streszczam – dlaczego.

Dość pitolenia, czas na pracę. Dziś cztery filmy:


El Laberinto del Fauno (Labirynt Fauna)

El Laberinto del Fauno

Zaczynam od niesamowitej historii, której urok, smutek i rzeczona niesamowitość po prostu porywają. Oto Hiszpania za czasów Franco i ichnia wojna domowa, które są tłem dla niesamowitej przygody małej Ofelii. Przygody z baśni rodem, z wróżkami, potwornymi potworami, tytułowym faunem w tym wszystkim, królami, księżniczkami i co tam jeszcze chcecie. OK, nie ma rycerza bo też i opowieść nieco od standardowej baśni odbiega.

A co to tak właściwie jest? To jedno z lepszych ukazań czegoś, co nazywają „rzeczywistością magiczną” i o czym uczą na lekcjach (mnie tam uczyli) języka polskiego. Otóż przenikanie się świata rzeczywistego (bardzo brutalnego, z bardzo charakterystycznymi postaciami, bardzo mocnymi i dobitnymi) ze światem baśniowym, fantastycznym i nierzeczywistym, zostało w tym filmie zrobione fenomenlanie po prostu. Historia przykuwa dwoma płaszczyznami „dziania się”, dwoma opowieściami – niby rozdzielnymi ale przez osobę głównej bohaterki połączonymi (scena finałowa). Ten film to elegia na cześć traconego dzieciństwa, traconej wyobraźni, traconej magii otaczającego dziecko świata i – przede wszystkim – to film o kruchości życia ścierającego się z twardą rzeczywistością. Osiągnięto tu ten niewiarygodny efekt przekonania widza, że tym autentycznym światem jest ów baśniowy, niby nierzeczywisty. Guillermo Del Toro może być z siebie dumny.

Polecam z całej siły (Doropha pewnie się przyłączy bo film zrobił na niej chyba spore wrażenie) i zwracam uwagę na rating w serwisie imdb.com – nieczęsto wysoki przy takiej ilości oddanych głosów. Uwierzcie, nie bez kozery.

Ocena: 8+

film w serwisie imdb.com
film w serwisie stopklatka
strona filmu


The Abandoned

The Abandoned

Horror. I wszyscy, którzy w tym momencie dają sobie siana z czytaniem, popełniają błąd. Bo to też i nie jest taki zwykły, przeciętny horror, w którym tylko siekiera w głowie sterczy a facet w masce hokeisty gwałci łomem pielęgniarki. Nie, nic z tych nadobnych a zabawmych rzeczy. Tu mamy do czynienia z rasowym, solidnym, dobrze przemyślanym, dobrze skręconym, nieźle zagranym i przede wszystkim strasznym – horrorem. Nie znajdziecie tu taniochy filmów klasy B. To pełnowymiarowy obraz tragedii, jaka rozegrała się gdzieś w głębi Rosji i która po latach nie daje spokoju jej pozostałym przy życiu uczestnikom.

Rolę główną w tym filmie gra zdecydowanie dom. To on jest depozytariuszem złej energii, która wsączyła się w jego mury tej feralnej nocy przed laty. Ten dom przeraża, doprowadza do obłędu, ma miejsca, w które lepiej nie zaglądać… A najlepsze w tym filmie jest to, że ów ciasny, duszny, straszny klimat starego, rozpadającego się domu pełnego czegoś złego udało się stworzyć w sposób bardzo sugestywny. Przepięknej urody sceny w piwnicznych kanałach, w których w sumie nic się nie dzieje ale ciarki aż chodzą po plecach… Ten film jest inny niż przeciętny horror. No bo cóż to za horror, w którym obecne są długie ujęcia plenerów (niebrzydkich), w którym klimat buduje się przede wszystkim otoczeniem a nie wspomnianą siekierą we wspomnianej głowie? To po prostu dobry horror jest – straszy. I robi to dobrze, wykorzystując różne sposoby. Kto oglądał „Innych” i polubił taki właśnie sposób tworzenia klimatu, odnajdzie się i w tym filmie. Abandoned jest o wiele mniej wysublimowany, o wiele bardziej dosłowny ale też oferuje kilka doznań, których miłośnicy horrorów nie mogą pominąć. Warto.

Ocena: 7

film w serwisie imdb.com
film w serwisie stopklatka
strona filmu


The Fountain (Źródło)

The Fountain

Do filmu skusiło mnie nazwisko reżysera – Darren Aronofsky to nie w kij dmuchał. Ktoś, kto nakręcił fenomenalne Requiem for a Dream nie może robić filmów złych i o niczym. Po prostu raz zetknąłem się z wrażliwością tego człowieka, przejechał się swoim Requiem po mnie na wszystkie sposoby, zmiażdżył mnie, zniszczył i zrobił istotę cierpiącą. Liczyłem na kolejne objawienie tej wrażliwości.

Przeliczyłem się :/. Aronofsky nakręcił ckliwy film o niczym plus koleś siedzący w jakiejś zenowej pozie. Żeby chociaż ten film był ckliwy… Nawet i partie umierającej żony wychodzą tu drewnianie i nieprzekonująco. A nie ma nic gorszego dla filmu, niż nieprzekonująco zagrana chora umierająca na raka. OK, zostawiam to i spróbuję napisać o czym jest ten film. No więc ten film jest o… niczym. On bardzo chce być filmem o przemijaniu, o pułapce czasu, o miłości, o walce o tę miłość, o życiu w oczekiwaniu na wyrok, o walce z tym wyrokiem i tym życiem, które każe czekać, o bogu i jego darach, w tym o darze śmierci… Ten film mógł być o tym wszystkim ale nie jest. Aronofsky próbuje ale niewiele mu z tego wychodzi poza obrazem trudnym w odbiorze, nie trzymającym się kupy, nieprzekonującym, robionym na siłę. No i na koniec wspomniany koleś lecący w pozycji zenowego lotosu w jasny tunel jakiejś gwiazdy… Co to ma niby być? Można robić filmy – jak ja to nazywam – niuejdżowskie ale na boga, nawet takie filmy wymagają krztyny sensu, tym bardziej jeśli są fabułą a nie rejestracją czyjejś nirwany.

Być może ktoś się w tym doszuka drugiego dna, być może kogoś przekonają pokazane obrazki i historia dziejąca się w trzech alternatywnych „światach”. Być może. Mnie nie przekonały zupełnie, nie dostarczyły żadnego materiału do przemyśleń, nie poruszyły żadnej głębszej tkwiącej we mnie istoty. Ot bełkot lekki a miejscami wręcz spory oraz kpiny z inteligencji oglądającego i walenie kawa na ławę symboliką… Nie, sorry, nie tędy droga mister Aronofsky.

Ocena: 4

film w serwisie imdb.com
film w serwisie stopklatka
strona filmu


The Pursuit of Happyness (W pogoni za szczęściem)

The Pursuit of Happyness

Przepiękny film. Po prostu. Coś cudownego, głęboko poruszającego, powstającego raz na jakiś czas. Ten film chciałem zobaczyć przez nominację do Oscara dla Smitha. Strasznie byłem ciekawy, co takiego pokazał koleś, którego kojarzę raczej z głupawych ról i jeszcze głupszych teledysków. Pokazał, oj jak bardzo pokazał! Ten film to spektakl jednego aktora, w dodatku bardzo utalentowanego, bardzo naturalnego, bardzo przekonującego. Tak jak opisywana kiedyś Queen, tak i w tym tym przypadku film warto obejrzeć dla aktorstwa. Historia jest bowiem tylko tłem, o którym z czasem zresztą się zapomina po to, by skupić uwagę na NIM.

Nie będę się rozpisywał bo i nie ma po co. Doskonałe aktorstwo wciąga tak, że nie pozwala ani na moment oderwać wzroku od ekranu. To aktorstwo wymaga skupienia, pochłania oglądającego, nie pozwala ani na moment odpocząć. W zamian zaś oferuje najszczersze, fantastyczne, głębokie i prawdziwe – emocje. Płakałem na tym filmie i nie wstydzę się tego. Kreacja Willa Smitha trafia bowiem głęboko w serce i pozostaje tam na bardzo długo. Cudowna, koronkowa aktorska robota i przy okazji wyśmienity film o banalnej historii „od pucybuta do milionera”. Potrzeba nam takich filmów, serio.

Ocena: 9

film w serwisie imdb.com
film w serwisie stopklatka
strona filmu

10 odpowiedzi do Filmy ostatnio oglądane

  1. Riddle Maj 15, 2007 o 22:58 #

    Oj, może i nie przystoi się przyznawać, ale „The Pursuit of Happyness” wycisnął ze mnie trochę łez. Cudowny film – a to że na bazie prawdziwej opowieści jeszcze tą cudowność zwiększa.

    Labirynt Fauna pozostawił mieszane uczucia, ale ogólnie podobał mi się. No i kto nie wariował jak ten bezoki potwór się obudził i gonił małą? :D

    Horror ja sobie podaruję, ostatni straszny film jaki widziałem to był The Descent i mi wystarczy – straszenie nie dla mnie. ;P

    (Dobrze że przypomniałem sobie, że Twoje s9y nie ma wsparcia dla UTF-8 i skasowałem cydzusłowy drukarskie. Zrobiłbyś coś z tym ;))

  2. p.kadysz Maj 16, 2007 o 00:42 #

    Pursuit of Happyness obejrzałem chyba 2 razy. Rzeczywiście Smith miażdży, kto by pomyślał. coś u siebie chyba nawet skrobnąłem o filmie.

    reszty nie widziałem, zabrałem się za Źródło, ale chyba nie byłem w nastroju na taki film, bo zaraz skończyłem. dawno nie widziałem porządnego horroru.. namówiłeś mnie (;

  3. CoSTa Maj 16, 2007 o 07:08 #

    [b]riddle[/b]: z tym utf to będzie problem o tyle, że nie znam się na przewalaniu kodowania całej bazy sqlite. dać to pewnie się da ale mnie to przerasta. utf śmiga bez problemu o ile się toto po prostu włączy :). włączę i rozwali mi się kompletnie kodowanie na stronie. zakładając bloga nie miałem pojęcia co tam wtedy miało być trendy w kodowaniu i jadę na nieszczęsnym iso :/. to się da riddle zrobić ale nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. za głupi na to jestem, sorry :)

    [b]p.kadysz[/b]: abandoned jest dosyć specyficzny ale ma momenty wręcz przejmujące. doropha, która boczkiem gdzieś film oglądała, miała chwile strachu :). dla starych horrorowych wyjadaczy imo film jak znalazł – dobre odejście od krwi i spermy na rzecz klimatu :)

  4. ish Maj 16, 2007 o 09:28 #

    The Pursuit of Happyness mnie rozwalil, ale…nie wiem czy zauwazyliscie – ten film rozbraja emocjonalnie tylko facetow, serio! Moja dziewczyna obejrzala i juz, bez wiekszych emocji. No ale moze dlatego, ze kobieta w tym filmie nie gra jednak pozytywnej roli

    Mi sie wydaje, ze to jest film dla prawdziwych facetow :)

  5. byte Maj 16, 2007 o 20:07 #

    Ja mam słabość do Smitha (sam nie wiem skąd), ale amerykańskie historie w rodzaju „from zero to hero” raczej średnio do mnie przemawiają.

    No nic, wyjdzie na DVD, zobaczy się.

  6. Byru Maj 16, 2007 o 21:34 #

    No jeśli chodzi o film The Pursuit of Happyness (W pogoni za szczęściem) to mi również bardzo się podobał. Już trailer wzbudził moją ciekawość i sympatię. A Will Smith w końcu nie gra twardziela tylko podstarzałego normalnego gościa co wychodzi mu bardzo dobrze. No i z synkiem zagrał – fajnie :D.

  7. egoistyczny-tata Maj 18, 2007 o 13:19 #

    „Fauna” oglądałem i nie żałuję, film pełen magii, choć nie miałem czasu, by o tym gdzieś napisać… wydaje mi się, że jest to film trochę za brutalny dla dzieci, nawet tych 12-letnich. Bardziej to chyba jest dla dorosłych bajka :)

    A pozostałych nie widziałem. Horrorów to wogóle nie lubię, denerwują mnie :P

  8. CoSTa Maj 18, 2007 o 14:17 #

    [b]ish[/b]: powiadasz? film dla twardzieli? no to gdzie tam jest UZI do jasnej cholery??? :)

    [b]byte[/b]: sama historia i owszem śmierdzi banałem. ale jak jest zagrana! wypożycz gdzieś, jeśli będziesz miał okazję i sobie obejrzyj. zaprawdę powiadam ci – dobre kino.

    [b]byru[/b]: ten malec to jest jego syn? o patrz, tego nie wiedziałem…

    [b]tata[/b]: no cóż, nie każdy film z bajkowymi klimatami od razu musi być dla dzieci. fani anime cokolwiek o tym wiedzą :)

  9. Hadret Maj 19, 2007 o 22:48 #

    Labirynt Fauna rzeczywiście jest świetny – leży w brudnopisie na moim blogu i nie mam kiedy, no nie mam kiedy…

    Za resztę wypadałoby się wziąć, przynajmniej tego z Willem Smithem, bo ja to go akurat lubię – nawet z przygłupich komedii ;) (z tymi klipami to zrobiłeś cios poniżej pasa ;P)

Trackbacki/Pingbacki

  1. Tetralogia Bourne’a i sporo klasyki! | Serwerowe wieści - Kwiecień 26, 2013

    […] szczególnie zadowolony: The Pursuit of Happyness (imdb), o którym swego czasu skrobnąłem coś i na swoim blogasku. Kochamy ten film z Dorophą miłością ogromną, gdzieś DVD nam się wala po szafkach ale zawsze […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Z notatnika DeTePowca

Kochany, ale to ma być na na przedwczoraj...Kostek, jest plakat do zrobienia. Miał dojechać do klienta tydzień temu...- Czy te...

Zamknij