Menu serwera

Grzebanie przy MacOSX czyli aleosochodzi???

Grzebać przy MacOSX do tej pory nie musiałem i nie chciałem. Chodzi. Po reinstalce spowodowanej radosnym instalowaniem wszelkiego śmiecia ściągniętego z netu, co poskutkowało zmuleniem systemu strasznym, mogę rzec, że system pracuje optymalnie. Po prostu zaiwania aż miło patrzeć i tyle :). No ale zachciało mi się nieco pogrzebać i w praktyce sprawdzić, jak można się MacOSX zająć w razie gdyby jakieś nieszczęście nastąpiło.

Powiem w skrócie: jest fajnie acz nieco inaczej niż w Windows czy Linuksie.

Przede wszystkim – brakuje tu straszliwie możliwości podniesienia jakiejś okrojonej wersji systemu bootowanej z płyty. Tak już przywykłem do LiveCD czy LiveDVD różnych dystrybucji Linuksa, że to w tym momencie jest wręcz już odruch – posiadanie jakiegoś zapasu pod ręką, z którego można szybko walnięty system do życia przywrócić. Z tego co wyczytałem do tej pory – owszem, są jakieś partyzanckie próby i ToolDiski robione przez ludzi ale przecież nie o to chodzi, by ludzie sami sobie takie narzędzia tworzyli czy ściągali z sieci z niepewnych źródeł. Taka opcja powinna istnieć na bootowalnym DVD z systemem i tyle. Niestety, takiej opcji nie ma i nawet jeśli można, to przyjmijmy, że jest to na tyle upierdliwe, że nikt po trzydziestce nie będzie się w to bawił :)

Startup Disk – z czego by se tu zbootować?

Co więc oferuje w tym temacie sam MacOSX? O dziwo – wiele. Na własnej skórze przekonałem się i sprawdziłem jak to jest, gdy podąży się jasną ścieżką mocy i na zewnętrznym napędzie założy się jakąś mikrą partycję w jednym tylko celu: postawienia zapasowej kopii systemu tak na wszelki wypadek. Poświęciłem więc te 10 gigabajtów (nie wiem po kiego aż tyle) i postawiłem system. Słowem – kluczem w tym przypadku jest słówko FireWire. Mając bowiem podpięty zewnętrzny napęd po FireWire czy też wręcz drugi komputer – można śmiało uruchamiać komputer czy to z partycji dysku zewnętrznego, czy to z drugiego komputera. Jest to idealnie wręcz proste i ogranicza się do wciśnięcia jednego klawisza klawiatury przy starcie komputera. Żadnych tam bootloaderów, grubów czy innych lilo. Po prostu wybierasz partycję, z której chcesz uruchomić komputer z ładnego menu, które wyskoczy po przytrzymaniu odpowiedniego klawiora podczas startu komputera. I tyle. Ultrawygodne przy założeniu, że ma się ten zewnętrzny napęd lub drugi komputer oraz kabel FireWire do łączenia sprzętu. Uproszczono to na tyle, że nie miałem żadnego problemu z zainstalowaniem zapasowego systemu, uruchomieniem z niego komputera i sprawdzeniem mojego podstawowego dysku na okoliczność różnych niedobrych rzeczy, które mogłyby się z nim stać. Komputer zasuwał z drugiego dysku i mogłem się do swojego main twardziela dobrać bez większych problemów. Hasełko roota to jednak potęga :). A że to BSD, to wszekie restrykcje w kwestii praw dostępu znane z np. Linuksa jak najbardziej tu obowiązują.

Maka można zbootować także z dysku sieciowego ale nie mam pojęcia jak to działa więc pisać na ten temat nie będę. Za to z dwa czy też trzy razy zmuszony byłem użyć narzędzi zawartych na DVD z instalatorem MacOSX. W przypadku bowiem posiadania tylko jednego dysku/partycji, wszelkie problemy partycji startowej wymagające znaczniejszej ingerencji w system plików, wymagają odpalenia z DVD. Trzeba tę cholerną partycję odmontować a nie idzie tego przeca zrobić z pracującym na niej systemem :). Zapewne i tutaj istnieją jakieś runlevele czy jak się to tam zwie, i pewnie możnaby przeprowadzać operacje na pracującej partycji, pytanie tylko – po co? To system desktopowy, nie serwerowy (od spraw serwerowych jest serwerowa wersja systemu) więc na reboot można sobie pozwolić. A po zbootowaniu z dysku DVD ma się dostęp do najważniejszych narzędzi służących do diagnozy czy przywracania kopii systemu z obrazu partycji. W ładnej, okienkowej wersji.

Ano właśnie – obraz partycji. Możliwość tworzenia obrazów partycji/woluminów jest tu opcją systemową. Zasadniczo, z tego co zauważyłem, Apple bardzo mocno akcentuje wszędzie, gdzie się tylko da, jak przydatne i dobre jest robienie kopii zapasowych wszystkiego. Postawiłeś system? Zrób jego image i na wszelki wypadek lepiej gdzieś z boczku przechowaj. Nazbierało ci się dokumentów a biblioteka iTunes z kupionymi utworami spuchła? Kopia bezpieczeństwa pronto! I tak przez cały czas… Nie wiem, czy system Apple jest taki wadliwy (póki co nie mam się na co skarżyć), czy może to kwestia wyrabiania dobrych nawyków. Niemniej podskórnie ma się to przeświadczenie o potrzebie robienia kopii zapasowych, nawet jeśli wszystko śmiga jak należy. Jest to na tyle obecne, że sam uległem temu zdrowemu przecież trendowi i mam sofcik klepiący backupy raz na jakiś czas i zrzucający kopie w dwa różne miejsca na dwóch różnych napędach. O kopiach online już nie wspominam nawet :). Dziwne to może ale czuję się pewnie. Anyway, jeśli o image partycji chodzi, to można toto przywrócić z każdego miejsca. Jeśli powiem, że nie ma problemu by przywrócić partycję z jej obrazu wiszącego gdzieś online, to chyba starczy.

Ogólne zaś wrażenia? Pozytywne choć brak płytki z wersją live MacOSX po dłuższym używaniu takiego wynalazku przy pracy z np. Ubuntu jednak potrafi zaboleć. Przynajmniej do czasu dorobienia się zewnętrznego napedu czy drugiego Maka. Wtedy to już zupełna bajka i prościzna. Obym jednak nigdy nie musiał się przekonywać jak sprawują się narzędzia MacOSX w konfrontacji z problemem. Póki co nie musiałem i niechaj tak pozostanie :)

PS. Aha, ja się średnio na tym wszystkim wyznaję i pewnie zaraz jakiś MacOSXowy as mnie tu od czci i wiary… OK, no problema. Ja tylko bym prosił może o uzupełnienie ewentualne lub sprostowanie tego, co ewentualnie źle tu napisałem. Po krótkiej zabawie w stawianie drugiego systemu jestem zachwycony, jakie to proste i przyjemne rozwiązanie jest. I jak bezstresowe dla użytkownika. W innych systemach pewnie, że też tak można, to przecież oczywiste. Ale uwierzcie mi – tu dzieje się to kompletnie bezstresowo i bez mojej zmory – bootloaderów czy jak tam się te wszystkie gruby, lilo i windowsowe rozwiązania nazywają.

10 odpowiedzi do Grzebanie przy MacOSX czyli aleosochodzi???

  1. Dawid, MacDada Maj 7, 2007 o 23:19 #

    Stare, ale jare… :)

    http://www.myapple.pl/showthread.php?t=11919

  2. Robert Pankowecki Maj 8, 2007 o 05:26 #

    Przynajmniej do czasu dorobienia się zewnętrznego napedu czy drugiego Maka…

    Przeczytałem: ” … czy drugiego Majka … ”

    :-)

  3. Paweł Tkaczyk Maj 8, 2007 o 08:24 #

    Ja szczerze przyznam, że też dopiero pod OS X zacząłem robić regularne backupy. Nie to, żeby system się psuł, ale po prostu narzędzia do backupów są wbudowane w system, za free i bardzo wygodne…

    A w Leopardzie będzie Time Machine, zamierzam przeznaczyć na to cudo osobny dysk :)

  4. btd Maj 8, 2007 o 18:37 #

    Jak sie switchne to postawie drugiego NAS do backupow :) Spodobaly mi sie te pudeleczka z dyskami :)

  5. CoSTa Maj 8, 2007 o 20:00 #

    [b]david[/b]: o widzisz, może i stare ale faktycznie jare. ten fragment o fragmentacji plików mi się szczególnie spodobał. kurczę, muszę trochę o applowym systemie poczytać w chwili wolnej bo to nie w kij dmuchał systemik jest.

    [b]robert[/b]: ha! mam nadzieję, że to już niedługo :). z tym że teraz przydałby się jakiś męski potomek. za dużo tych dziewuch :)

    [b]paweł[/b]: taaaak, i znów microsoft będzie miało co gonić :). te windowsowe punkty przywracania są fajowe ale jak wszystko – rozbijają się o wykonanie. a ja prócz time machine najbardziej oczekuję na implementację ZFS. ten system plików rządzi a trzymanie danych w taki sposób to po prostu rewelka. ciekawe, czy jakoś time machine będzie wykorzystywało dobrodziejstwa ZFS. cholera, pod maską w leopardzie jednak sporo się podzieje, oj sporo :)

    [b]btd[/b]: yeah, strasznie chcę mieć taką małą skrzyneczkę gdzieś w rogu pokoju i niechaj tam się trzyma co ma się trzymać. kurczę, strasznie dużo wydatków przede mną :)

    • btd Maj 9, 2007 o 09:50 #

      A wiesz co jest najlepsze?

      Postawilem na niej debiana, etch’a. Musze tylko dojsc jak zrobic zeby sam sie odpalal. Ale apt-get itd, wszystko smiga :D

      • CoSTa Maj 9, 2007 o 14:12 #

        kurczę, fajowa zabawka :)

        • Hadret Maj 10, 2007 o 16:01 #

          No ja się sam również rozglądam za skrzyneczką nawet trochę większą, byle zmieściła dysk 80 GB, na który regularnie przerzucałoby mi backupy najważniejszych danych z dwóch innych komputerów. To na razie plany, ale już szykuję drugiego kompa do „zlinuksienia”, a potem to już z górki. Będzie co robić w wakacje ;)

  6. wtxx Wrzesień 19, 2008 o 13:08 #

    Ciekawy artykuł. Ale brak opisu jak zainstalować leoparda na zewnętrznym dysku twardym (FireWire, USB). Jeśli ktoś wie jak to zrobić, proszę o informacje.

    • CoSTa Wrzesień 19, 2008 o 15:30 #

      Trzeba podłączyć dysk (na zewnętrznym napędzie podłączonym rzez USB zdaje się nie da się OSX zainstalować, podłączonym przez FireWire – jak najbardziej) i uruchomić instalacje systemu. Podczas instalacji można sobie wybrać docelowe miejsce zainstalowania systemu. Także zewnętrzny napęd FireWire. Polecam gorąco takie rozwiązanie – zawsze to jakiś backup i możliwość szybkiego uruchomienia komputera.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Cicho wszędzie, głucho wszędzie…

Oj, zaniemówiła ostatnimi czasy CoSTa's Family Page. Przyczyny tego zjawiska są złożone, trudne do wytłumaczenia i generalnie rzecz biorąc nawet...

Zamknij