Menu serwera

Rozważań na temat systemów ciąg dalszy

Poteoteryzuję sobie teraz nieco bo i praca na chwilę wolnego pozwala (nie ma to jak solidna akcja w Photoshopie i mielenie kilku gigabajtów danych w inne dane :)), i pogoda nie skłania do gapienia się w okno (nareszcie solidnie pada w Poznaniu).

Do systemu operacyjnego stosunek mam ostatnimi czasy tylko i wyłącznie użytkowy. Użerać się nie mam zamiaru, ingerencje w system mają być minimalne a najlepiej żadne, wszelkie rozszerzenia i urządzenia, które chcę podłączyć mają działać. Opisałem to swego czasu i powiązałem z wiekiem swoim coraz starszym i być może z tego wynikającą moją coraz większą awersją do rozwiązań „grzebanych”. No właśnie, czy jednak jest to problem tylko wieku?

Nie sądzę. Wydaje mi się, że to nieco ogólniejsze zagadnienie i raczej związane z kompleksowością zjawiska, jakim staje się elektronika użytkowa. Popatrzcie sami – już w tym momencie można praktycznie wszystko ze sobą nawzajem połączyć a w centrum owego łączenia jest oczywiście komputer, jako medium najprzystępniejsze i oferujące najwygodniejszy sposób zawiadywania danymi i ich przelewaniem na podłączone urządzenia. Czy to komórka, czy to mp3 player, czy pendrive, czy cokolwiek innego – komputer jest naturalnym pośrednikiem w przekazywaniu danych pomiędzy urządzeniami. Problem zaczyna się, gdy któreś z urządzeń ma problemy z podłączeniem.

Z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego, jakim np. ja sam jestem czy lepiej – moja żona, niedziałające po podłączeniu urządzenie to problem ogromny. Problem wynikający oczywiście przede wszystkim z braku wiedzy i umiejętności owego problemu obejścia jakimś sprytnym mykiem, łatką w systemie, instalacją odpowiednich sterowników itp., itd. Tych informacji jest po prostu zbyt dużo, są zbyt specjalistyczne lub zbyt skomplikowane dla przeciętnego Kowalskiego, który może nawet starać się problem rozwiązać ale może go przytłoczyć zwykła ilość zwróconych wyników wyszukiwania w Google owego rozwiązania. Taka wiedza, mimo iż ogólnie dostępna przecież, jest dla niego kompletnie nieużyteczna. Próbuję sobie wyobrazić moją żonę, która podczas pracy z Linuksem wsadza pendrive w port USB i widzi, że nie przyniosło to żadnych efektów. Pytanie zasadnicze: co teraz? Co dalej? Powiedzmy, że będzie jej się chciało problem rozwiązać i zacznie szperać w Google wpisując „Linuks pendrive problem” czy coś w ten deseń. No i zaczyna się… Gwarantuję, że na wysokości powiedzmy trzeciego odwiedzonego linka rzuci to w cholerę i ostanie się przy twierdzeniu, że Linuks nie obsługuje jej – jak ona to nazywa – patyka.

Dla takich ludzi Linuks jeszcze przez bardzo, bardzo, bardzo długi czas nie będzie żadną sensowną alternatywą dla Windows. Bo i po co miałby być? Zbyt wiele z tym systemem problemów, nie jest to system przejrzysty, dający klarowne propozycje rozwiązania problemu, dokumentacja – mimo iż jest jej mnóstwo – przez samą swoją ilość i nieaktualność (często miałem ten problem) bardziej przeszkadza niż pomaga…

Czy to znaczy, że zwykły Kowalski czy też moja żona są po prostu głupi? Nie wydaje mi się, by było to takie proste :). Rzeczy po prostu nieco się ostatnio pokomplikowały. Sięgając pamięcią wstecz widzę, że w sumie jedynym urządzeniem zewnętrznym podłączanym do komputera był swego czasu magnetofon/ stacja dysków/ taśma – coś, co przechowywało dane. Z czasem doszła mycha ale w sumie niewiele więcej. Komputery były architekturami zamkniętymi a z powszechnie dostępnych urządzeń można sobie było podłączyć np. wieżę coby mieć fajne wyjście audio no ale przecież nie o takie podłączanie tu chodzi. Oczywiście zaczęły powstawać z czasem różne ulepszenia w stylu turbo do magnetofonu czy Covoxa do trumienki, by ta brzmiała nieco lepiej niż z defaulta, bo brzmiała paskudnie po prostu :). To były kwestie stosunkowo proste – szło się na giełdę, jakiś as polutował co trzeba i tyle. Problemy zaczęły się, gdy pojawił się pecet z jego otwartą architekturą i możliwością rozbudowy. Niestety, systemy operacyjne przestały za tym nadążać. Producenci tworzą sterowniki, te działają ale potrafią w niektórych konfiguracjach nie funkcjonować poprawnie. A to oznacza problemy. Z czasem pojawiły się inne rodzaje urządzeń, które można podłączyć do komputera. I to urządzeń codziennego użytku. Niestety, problemów zaczęło pojawiać się coraz więcej i doszliśmy do momentu, w którym w jednej konfiguracji sprzętowej wszystko działa jak należy ale w innej, podobnej, już działać nie chce. Niestety bardzo wiele zależy tu od systemu operacyjnego i niestety Linuks w tej materii radzi sobie średnio. Bardzo często po prostu trzeba wiedzieć o wiele więcej, niż przeciętny Kowalski, by poradzić sobie z problemami, jakie potrafi Linuks pod nogi rzucać.

Owszem, może to wpływa stymulujaco na jednych ale dla innych może to być (i jest) wielce deprymujące. Rozwiązania komercyjne – Windows czy MacOSX mają tę przewagę, że są wspierane nie przez pasjonatów, a firmy. A od firm, którym się płaci za produkt, można i trzeba wymagać. Natomiast pasjonatom można podziękować za spędzony ich wolny czas ale w sumie niewiele więcej wypada czynić (no, zawsze można dofinansować :)) by nie okazać się niewdzięcznikiem.

Konkluzja jest taka sama jak zwykle: Linuks to system robiony przez pasjonatów dla pasjonatów (nie poruszam tu zagadnienia zastosowań profesjonalnych, gdzie sytuacja wygląda zupełnie inaczej). Aby mógł trafić pod strzechy, co zdaje się być jednym z celów Cannonical skoro już o Ubuntu mowa, nie może być to dłużej „tylko” system dla pasjonatów. Musi się stać produktem, jakkolwiek brzydko się to miłośnikom Linuksa kojarzy. Tak jak Windows czy MacOSX. Ze wszystkimi tego konsekwencjami ujemnymi ale i dodatnimi z punktu widzenia klienta i użytkownika. Chodzi oczywiście o wsparcie technologii pojawiających się na rynku, współpraca z producentami sprzętu w zakresie tworzenia sterowników czy innych elementów systemu umożliwiających owego sprzętu używanie.

Jak dla mnie jedno z najistotniejszych pytań to pytanie o licencje. Moim skromnym zdaniem już teraz to ogromny kaganiec wiążący Linuksa i utrudniający jak tylko to możliwe korzystanie z tego systemu zwykłemu Kowalskiemu. Pierwsze co robi zapewne 90% instalujących takie np. Ubuntu to instalacja skryptu, który załatwi sprawę odgrywania mp3, wyświetlania filmów DVD itd. Ludzie, co to ma być? Jak przeciętny Kowalski czy moja żona mają sobie z tym poradzić? Co to za przyjemność z używania systemu, gdy 3/4 czasu spędza się z Googlami na oczach w poszukiwaniu rozwiązania problemów w stylu „how the hell zmusić sukinsyna do grania mojej biblioteki empetrójek?”. To kosmiczna bariera „wejścia” na linuksowe poletko dla ZU. Fajnie, że to wszystko jest (w większości) za darmo i że się ludziom chce. Problem w tym, że z punktu widzenia Kowalskiego, ten system nie potrafi najprostszej rzeczy, którą potrafi jego telefon komórkowy: grać muzyczek. Podłączenie telefonu komórkowego do komputera zawiadywanego Linuksem miłościwie pomijam. Żadna z komórek, jakie do tej pory miałem, nie chciała współpracować z Linuksem. Na tym samym komputerze, tyle że z Windows na pokładzie, nie było żadnych problemów. O prostocie, jaką oferuje MacOSX nawet nie wspominam, bo i po co?

Dobrze, że są próby znalezienia rozwiązania tego problemu przez inicjatywy takie jak np. Linspire. Wbrew pozorom to doskonały sposób dotarcia do Kowalskiego. Moim skromnym zdaniem Shuttleworth robi doskonały krok decydując się na współpracę z Linspire. Zdaje się doskonale dostrzegać, czego chcą ZU (bo przecież to oczywiste jest i nie wymagają cudów) i powoli ale stale zmierza ku zaspokojeniu ich potrzeb. Za darmo. Stąd chyba i popularność tej dystrybucji, czemu można tylko przyklasnąć.

No, zobaczymy jak to będzie. Podczas gdy Vista idzie w niezliczoną ilość odmian (z czego jak widzę najmniej atrakcyjna jest ta dla domu, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe bo przeca komu na co w biurze trójwymiarowe pulpity???), które to odmiany zaczynają się mieszać Kowalskiemu na wysokości mniej więcej czwartej od góry tabeli patrząc :), Linuks mógłby tu sporo ugrać jako sensowna i prostsza do zrozumienia alternatywa (no i przede wszystkim – tańsza). Gdyby nie te problemy dnia codziennego, o których pisałem wcześniej… Sporo jeszcze czasu minie zanim Linuks pozbędzie tych problemów i naprawdę będzie mógł trafić pod strzechy. Póki co to nadal jest system robiony przez pasjonatów dla pasjonatów. Nic złego w tym nie ma ale szkoda, że taki potencjał i tyle mocy twórczych w efekcie ląduje na kilku zaledwie procentach komputerów domowych. Mam nadzieję, że kiedyś ci pasjonaci doczekają się zwieńczenia swoich wysiłków i będą mogli Kowalskiemu z czystym sumieniem powiedzieć „Ejże, nasz system to dla ciebie dobra alterantywa. Spoko, wszystko zadziała jak trzeba.”

29 odpowiedzi do Rozważań na temat systemów ciąg dalszy

  1. Paweł Tkaczyk Maj 11, 2007 o 07:48 #

    Hmm… Ja tam może nie podłączam za wiele do Linuksa, ale w biurze moim zdaniem już spokojnie się sprawdza. Dziewczyny w handlowym mają Ubuntu — poczta jest na IMAP (Thunderbird śmiga), system rozdzielania zadań jest przez przeglądarkę (Firefox śmiga), dokument jaki wydrukować się da (OpenOffice i sieciowa drukarka). Więc nie ma wielu problemów… Do tego Ubuntu bardzo ładnie „wypluwa” pendrive’y na desktop (w stylu MacOS)… Tak jak w biurze nie potrzebuję trójwymiarowych pulpitów, tak samo nie potrzebuję podłączać telefonów i innych egzotyków.

    Masz rację, ja też już wyrosłem z grzebania w systemie (OS X rządzi), ale Linuks bardzo zbliżył się do tego poziomu…

  2. Robert Pankowecki Maj 11, 2007 o 08:38 #

    Zauważ jednak, że są dziedziny, w których linuks jednak ma przewagę nad innymi systemami operacyjnymi.

    Taki pan Kowalski z pewnością nie chciałby by podczas przeglądania stron w IE, wgrywał mu się jakiś rootkit, który będzie go męczył komunikatami, żeby zainstalował fałszywego antywirusa, za jedyne XXX$.

    Jeśli chodzi o zasadę podłącz i działaj, są momenty, w których linuks także dominuję i to o dziwo właśnie jeśli chodzi o ilość wspieranego z marszu sprzętu. Miałem taką sytuację, że po padzie płyty głównej wymieniłem prawie wszystko prócz dysku. Godzina instalacji sterowników na winXp vs. od razu się uruchomiło i chodziło na Ubuntu :-) Nawet jak wkładam tani chiński odtwarzacz mp3 pod usb to na linuksie wykrywa mi go jako odtwarzacz i proponował dopóki nie wyłączyłem tego, żeby uruchomić program do zarządzania kolekcją muzyki, podczas gdy winXp stwierdzi Ci co najwyżej, że to dysk i możesz sobie przekopiować. Podłączyłem nową kamerę cyfrową, którą zakupił brat i od razu mogłem zgrywać z niej obraz, musiałem tylko znaleźć w necie jak się nazywa jakikolwiek program do tego pod linuksem, a potem go zainstalować, podczas gdy Xp jak zawsze chce sterowniki.

    Ba, powiem nawet, że więcej problemów z dyskami usb miałem na Xp (dlaczego na jednym wykrywa jako dysk, a na drugim żadnej akcji nie podejmuje? i w jakim logu, ja mam sprawdzić co się dzieje?) niż na Linuksie.

    Nie ma wątpliwości, że są miejsca, w których hack-hack-hack w linuksie jest nieodzwony i masz rację, że wiele musi się zmienić jeszcze na lepsze. Ale są już takie miejsca, gdzie czuje się powiew czegoś nowego w linuksie, gdzie ma on przewagę.

    Jeśli chodzi o instalowanie kodeków-i-innych-niewolnych-pierdół, są dystrybujce oparte na Ubuntu, które różnią się właśnie tylko tym, że po zainstalowaniu masz już te wszystkie rzeczy gotowe. BTW Skorzystanie z przewodnika Ubuntu, gdzie wszystko jest wyjaśnione krok po kroku, dokładnie nawet dla lamera, też trudne nie jest.

    Wciąż jednak uważam, że najlepszym sposobem jest, żeby Linuksa zainstalował Ci jakiś geek (ale taki z dobrym podejściem do ludzi), jednocześnie pokazując Ci jakie to i to jest łatwe, a gdzie lepiej poprosić o pomoc i w ogóle :-)

    To było moje kilka słów nt. tego, że

    CZASEM to jednak Linuks jest łatwiejszy.

    IMHO oczywiście.

  3. zx Maj 11, 2007 o 10:46 #

    Robercie – nie porównuj XP do nowych Linuxów. Przecież XP jest już dość stary, a Linuxy uaktualniane są dość często (i to IMO jest plus). W Vista problemów ze sprzętem już nie ma, a po podłączeniu np. pendrive dostajemy cholernie fajne okienko z wszystkimi akcjami jakie tylko można sobie wymarzyć.

    Dodatkowym atutem Windowsa (o systemach Apple ogólnie milczę, bo wiadomo, że to nie ten poziom i siedzą sobie kilka półek wyżej) jest to, że wciskamy sobie wszędzie F1 i zawsze znajdzie się jakaś pomoc (a Vista pomoc ma IMO bardzo przystępną, choć zaawansowanych akcji tam nie znajdziemy).

  4. Robert Pankowecki Maj 11, 2007 o 10:55 #

    Uważam, że porównywanie linuksa do wciąż najpopularniejszego windowsa jest mimo wszystko uzasadnione. Nie moja wina, że sposób dystrybucji linuksów i windowsów jest różny, nie będe też nad tym płakał. Oczywiście porównuję, to co wygodnie mi porównywać by uzasadnić, tezę, którą chciałem wygłosić nim jeszcze wiedziałem jak ją uzasadnię :-)

    Co do pomocy Windows. Nigdy mi nie pomogła :-) Może ja jakiś dziwny jestem, ale zwykle to wyglądało tak, że ja coś robiłem, tak ja mi się wydawało, że trzeba np. podłączanie sieci itp. i nie działało, czytałem w pomocy, że zrobiłem to jak trzeba, no ale nie działało. Jak dla mnie pomoc do Windowsa w XP zwykle opisywała banalne rzeczy. W Wordzie czy Excelu rzeczywiście była przydatna, gdy wiedziało się czego chce się poszukać i znaleźć.

  5. CoSTa Maj 11, 2007 o 11:15 #

    [b]paweł tkaczyk[/b]: oczywiście pawle, nie twierdzę, że linuks sobie nie radzi w takich kwestiach zupełnie. twierdzę natomiast, że zdarzają się problemy a wtedy potrafi być przysłowiowa dupa zbita dla statystycznego kowalskiego. nie zawsze ale dosyć często. no i nie ma co porównywać typowych czynności biurowych na biurowych komputerach z tym, co robisz z komputerem w domu. to w domu zasadniczo feedujesz swojego ipoda, to tam wciągasz filmy i tam pykasz w gierki. ja w domku wrzucam sobie jeszcze mp3 na komórę, cobym miał czego słuchać. to są typowe zastosowania komputera statystycznego kowalskiego. przyznaję – linuks radzi sobie coraz lepiej ale sam wiesz najlepiej jak powinno to wyglądać (macosx ;)), a jak wyglądać pod linuksem potrafi.

    [b]robert[/b]: ależ robercie masz jak najbardziej rację i także twierdzę, że linuks to fantastyczny system, przynajmniej dopóki wszystko działa jak trzeba. gorzej, gdy działać przestaje. ileż się natrudziłem i naszukałem swego czasu, zanim odkryłem dlaczego moje ati mimo bycia niezłą swego czasu kartą graficzną, w kwestii wsparcia 3D niewiele miała do powiedzenia. i to po zainstalowaniu wszystkiego, co na forach instalować kazali. musiałem jakąś specjalną paczkę brać i wtedy zaczęło się wszystko kulać jak trzeba. come on, jak sądzisz – co w takim wypadku zrobiłaby moja żona? daj taki problem do rozwikłania statystycznemu kowalskiemu. o to mi chodzi.

  6. Robert Pankowecki Maj 11, 2007 o 12:08 #

    Ale to chyba bardziej wina tego jakie ATI robi sterowniki i ile trzeba się z nimi namęczyć w porównaniu do nvidi, którą kupuję właśnie dlatego, że wiem, że na linuksie nie będzie z tym problemów i mam do niej jakiś taki sentyment.

    Zgadzam się, że gdy coś nie działa, wtedy albo jest bardzo prosto (zajrzyj do przewodnikia, klik klik i jest ) albo prawdziwy hardkor w stylu zainstaluj łatki na jądro na podstawie kodu komunikatu z logów kernela.

    Jednak gdy coś nie działa linux ma chociaż możliwość zobaczenia co nie działa, zostawi Ci jakiś log, kod błędu albo cokolwiek. Trochę mi tego brakuje w win.

    Anyway, prawdą jest, że gdy coś nie działa tak jak wspomniałeś bywa naprawdę trudno i miejmy nadzieję, że to się zmieni na lepsze.

  7. Cthulhu Maj 11, 2007 o 18:40 #

    Ech, strasznie oklepany temat sobie wybrałeś. Chyba wszystko zostało już powiedziane tutaj.

    Ja o OS X mam wyrobione zdanie – to świetny system tak długo jak wszystko robisz w „Mac Way” ale spróbuj wyjść z pudełka a okazuje się, że wcale nie jest tak fajnie – np. problem z obsługą ogg/flac w iTunes.. Jako, że mam masę muzyki w oggach/flacach to mój romans z systemem spod znaku jabłka skończy się na iBooku (który zresztą zawiódł mnie ostatnio strasznie psując się po gwarancji ;]).

    Linux (a dokładniej Ubuntu) od czasu gdy ostatni raz na poważnie mu się przyjrzałem (czyli od 6.06) przeszedł sporą drogę, wiele rzeczy zakoczyło mnie na plus. Stara się sugerować instalację odpowiednich kodeków do obsługi mp3, pomaga w instalacji zamkniętych sterowników do kart nvidii czy ATI..

    Swoją drogą skoro niczym dziwnym nie jest kupowanie sprzętu pod system w wypadku Apple to czemu dziwnym jest kupowanie sprzętu pod Linuksa?

  8. CoSTa Maj 11, 2007 o 19:22 #

    [b]robert[/b]:

    zapewne to i wina ati. powiedz mi jednak co to obchodzi usera? ta sama karta pod windows chodzi bez zarzutu. z punktu widzenia usera problemem jest linuks, nie karta. i tak to się kręci stety lub nie.

    nie poruszam w ogóle tematu logów czy ogólniej – diagnostyki systemu. linuks dostarcza potężnych narzędzi do np. analizy logów. OK, fajowo. ja, zwykły user, może z dwa razy brałem się za przeglądanie logów, których nie rozumiałem i odcyfrofywałem linia po linii z pomocą googli. nie przeczę że dla kogoś, kto nieco w tym jest oblatany logi to pomocna sprawa. dla ZU już niekoniecznie. ale co fakt to fakt – zdecydowanie lepiej jest to rozwiązane w linuksie niż w windows i nikt chyba temu nie zaprzeczy.

    to się zmieni na lepsze, już się przecież zmienia i to na naszych oczach. tyle że ciągle duuużo pracy tu potrzeba ale liczę, że stado zapaleńców poradzi sobie z tą robotą koncertowo :)

    [b]cthulhu[/b]:

    może i oklepany, wisi mi to – mnie interesuje. co do macosx – pewnie masz rację. póki co nie narzekam bo nie mam na co. ale też nie robię na komputerze bóg raczy wiedzieć czego – maszynka do zadań codziennych jest i sprawdza się w tych zadaniach fenomenalnie. a na jedno w sumie bym ponarzekał: ni cholery nie mogę pogrzebać w wyglądzie systemu bez instalacji jakiegoś oprogramowania dodatkowego. szkoda.

    z ogg/flac problem na maku jest taki sam jak z aac pod ubuntu – trzeba coś doinstalować. no good, z defaulta powinno to być obsługiwane (w obydwu systemach), to popularne formaty plików przecież są. nie wiem jak to jest pod ubuntu obecnie ale pewnie ni cholery nie idzie tam bez instalacji dodatkowej jakiejś biblioteki gstreamera obejść. czyli i tu, i tu podobnie.

    chwała ubuntu, że otwiera się na potrzeby ZU. o tym właśnie między innymi pisałem.

    co do dziwności zakupów sprzętu pod system – ja nie mam z tym problemów, nie wiem skąd to przekonanie wziąłeś. jeśli ktoś coś kupuje to niechaj robi to świadomie. jeśli chce postawić na komputerze linuksa to niechaj kupuje taki hardware, z którym problemów mieć nie będzie. come on, nigdzie nie twierdzę, że to dziwne jest. w ustach makówkarza i owszem, brzmiałoby to cokolwiek dziwnie.

    • Cthulhu Maj 11, 2007 o 20:24 #

      Costa: Fakt, że trzeba doinstalowywać dodatkowe paczki i tu i tam by obsłużyć „niestandardowe” formaty nie jest w sumie niczym dziwnym. Gorzej, że iTunes ma problem z odczytywaniem tagów z oggów/flaców (zresztą nie tylko – nie odczytuje też wszystkiego z .movów..) co jest trochę irytujące (i wg. autorów portu ogg/flac nie do przeskoczenia bez zmian w kodzie samego iTunes). Fakt, że ze swoimi zbiorami muzyki we flacach i oggach nie kwalifikuję się już do końca do grupy ZU..

  9. Danielone Maj 11, 2007 o 20:18 #

    witam

    używam różnych systemów operacyjnych od 15 lat. i tak jak autor artykułu nie che mi się już bawić jakiekolwiek kombinac je aby system zachowywał się w pełni funkcjonalnie i sprawnie. róznych dystrybucji linuksa używam od około 7 lat i faktycznie do momentu gdy zainstalowałem 2 tygodnie temu ubuntu 7.04 na moim thinkpadzie t40 pierwszy raz pod linuksem działa mi 95% out the box, może to zasługa markowego sprzętu obslugiwanego przez ubuntu, ale to nie ważne skoro działa.

    a co do zwykłego usera, to moja siostra i szwagier są typowymi przykładami ( totalny brak umiejętności zrobienia czegokolwiek poza sciągnieciem programu i dwukrotnym kliniknięciem na nim, i to też pod warunkiem że zgrał się na pulpit i potem co najwyżej będzie trzeba naciśnąć max 5 razy przycisku dalej.

    Ale od momentu zainstalowania eksperymentalnie ubuntu wszystko sie zmieniło.

    teaz gdy chcą odtworzyć muzykę to wybierają z paska aplikacje menu dzwięk i obraz a tam pozycję odtwarzacz muzyki …..

    i nie trzeba się zastanawiać czy googlować jaki program odtworza mp3 pod windowsem

    to samo jest z filmami a dzięki opcji ubuntu sciągania kodeków potrzebnych do odtworzenia kliknietego pliku nie muszą sięmartwić czy jest zakodowany w divx, xvid czy jeszcze innym nie zainstalowanym w windowsie kodekiem. Bo tak w windowsie też trzeba instalować kodeki do odtwarzania filmów.

    po włożeniu penadrive pojawia się okienko z przegladarką plików w obu systemach, to samo jest z bluetooth na usb, w obu działają ale pod windows trzeba mieć prawa administratora żeby udało się go skonfigurować a w ubuntu nie.

    W windowsie aby aby odtworzyć cokolwiek w pdf lub doc trzeba zainstalować odpowiedni program.

    A szukając i instalując programy przy okazji łapiem najrózniejszego rodzaju spyware które na namolnie każą instalować programy do ich usuniecia, te programy przy okazji instalują biednemu ZU adware i inne smieci spowalniające i szpiegujące nasze działania i w efekcie aż się znajdzie z odpowiednią ilosć programów zabezpieczających przed tym plus program antywirusowy mamy system zamulony i pełen rzeczy które trzeba usunąć bo się je złapało szukając programów przed tym zabezpieczających.

    i konkluzja tego przydługiego wpisu.

    ZU dostający komputer z zainstalowanym windowsem albo ma nie funkcjonalny system albo po paru godzinach spędzonych w sieci ma system do wymiany. druga opcja woła zaznajminego hakera windowsowego który go przed tym uchroni bo wie jakie darmowe programy anty wirusowe/spyware/adware są skuteczne i bezpieczne i zainstaluje za wczasu

    a instalując np ubuntu na dzień dobry ma funkcjonalność i bezpieczeństwo wystarczające do standardowych zadań, a wołając zaznajomionego hakera linux ma pełną funkcjonalnośc jaką zapewnia windows skonfigurowany przez innego hakera.

    a co najważniejsze pozostaje w kieszeni kwota wydana na licencje win i opcjonalnie office.

    Jednak to wszystko pod warunkiem że się nie korzysta nagminnie z komputera jak z konsoli do gier

  10. walth Maj 12, 2007 o 09:54 #

    Hello

    Strasznie jednostronne spojrzenie :)

    Wiem, że już jesteś wyznawcą Apple. Ja ten wpis odbieram przede wszystkim jako Twoje zdanie, gdzie mimo, że uśredniasz i uogólniasz oraz trochę naginasz, to jednak jest to Twoje zdanie. Rozumiem to doskonale. Nie lubię MacOSX bo mimo intuicyjności i tych wszystkich hiper i super bajerów, ten system mi nie podchodzi. Kilka razy się przymierzałem ale to jednak nie to. Dlaczego w Linuksie tak łatwo dostrzec wady?

    To chyba oczywiste i napisałeś o tym. Pisanie, że od firmy takiej jak MS czy Apple trzeba więcej wymagać jest niezłym żartem :) Dlaczego? O ile od Apple to jeszcze coś tam faktycznie wymagać można o tyle MS ma to głęboko gdzieś. Owszem poprawki dla DRM wyjdą w dwa dni po zlokalizowaniu dziury, ale poprawki bezpieczeństwa dla ZU… szkoda gadać. Przewagą MS jest to, że ma kasę (Ubuntu też ma i od razu widać jak się odstawił od reszty dystrybucji linuksowych) i MS ma wsparcie techniczne firm trzecich. Mówienie, że to nie obchodzi zwykłego ZU jest prawdą, tylko, że niestety dzisiaj jak ktoś jest analfabetą komputerowym to i pod windowsem sobie nie poradzi – doświadczam tego codziennie w pracy. Padnie windows po wciągnięciu najnowszych aktualizacji i ZU siedzi przez 30 minut i restartuje komputer aż nie pojawi się informatyk w pracy.

    Wydaje mi się, że Twoja opinia o systemach jest „spaczona” tym, że tak naprawdę nie jesteś zwykłym ZU. Masz o wiele większą świadomość techniczną niż ZU i według mnie Twój zachwyt polega na tym, że wcześniej musiałeś trochę pokombinować a teraz nie musisz i masz tego świadomość większą niż przeciętny Kowalski. Ty i tak będziesz grzebał w MACOSX (o czym sam niedawno pisałeś), a ZU nie będzie i jak mu zamienisz ikonkę IE na pulpicie, to nie będzie miał internetu.

    Wrócę jeszcze do Linuksa. W biurze zainstalowałem sobie ostatnio Kubuntu 7.04 (KDE mniej pamięci zjada niż Gnome na moim kompie w pracy), konfiguracja samby, nfs, cupsa, poczty i w ogóle podpięcie tego do biurowej sieci z wykryciem wszystkiego odbyła się praktycznie przeźroczyście dla mnie. Drukarki musiałem tylko z listy wybierać, a tak wszystko inne poszło bez bólu. Muzyka gra, flash w FF się odpala. Nie muszę się martwić wirusami (chociaż u nas w sieci nikt się nie musi martwic tym…).

    I jeszcze jednak sprawa :-)

    W firmie bezpiecznie mieć windowsa. Dlaczego? Bo zazwyczaj firma ma przynajmniej jednego informatyka, który poprowadzi ZU przez konfigurację Outlooka czy Thunderbirda nie wspominając już o drukarkach sieciowych czy lokalnych. Tak samo bezpieczniej teraz mieć Linuksa bo też będzie informatyk, który sobie z tym poradzi. ZU jest zwolniony od myślenia, jedynie narzeka, że zawirusował kompa i dział IT za długo mu go naprawia. Jednak w domu IMHO lepiej nie bazować na produktach MS bez jako takiej wiedzy na temat ich zabezpieczenia przed podpięciem do sieci. Vista Vistą ale XP nadal króluje w domu a to bardzo stary system jest.

    Chodzi mi tu przede wszystkim o to, że dzisiaj nie ma już miejsca dla zwykłych ZU bo pendrivy raczej już działają pod win, lin i mac bez problemów, za to problemy pojawiają się przy bardziej skomplikowanych zadaniach, tak pod win, lin i mac. A jeśli chce się być technicznym analfabetą to trzeba sobie umieć zapewnić pomoc kogoś, kto się na tym zna i za piwo przeinstaluje nam windowsa czy usprawni Linuksa ;-)

    Wiem, że strasznie długi mi wyszedł ten komentarz – przepraszam.

    • CoSTa Maj 12, 2007 o 13:04 #

      o, długi a fajny comment, dzięki :)

      [quote]Strasznie jednostronne spojrzenie :)[/quote]

      nie znam się na systemach operacyjnych od wewnątrz, z której więc strony mam spoglądać? :)

      [quote]Wiem, że już jesteś wyznawcą Apple[/quote]

      wiem, że masz awersję do maka. skąd? bo ten wpis NIE jest o macosx tylko o linuksie. i porównuję ten system do windows i macosx bo do czego miałbym innego to przyrównać?

      [quote]Dlaczego w Linuksie tak łatwo dostrzec wady?[/quote]

      może dlatego, że one tam są? tak po prostu i bez klapek na oczach? walth, przyjmij optykę nieco inną niż kolesia od komputerów pracującego w firmie informatycznej. tak łatwiej zrozumieć problemu kowalskiego, serio.

      [quote]Pisanie, że od firmy takiej jak MS czy Apple trzeba więcej wymagać jest niezłym żartem :)[/quote]

      dlaczego??? płacę m.in. za wsparcie techniczne. rzecz najzupełniej normalna, także w linuksowym świecie (ot choćby redhat – płacisz za wsparcie przecież). inna kwestia, jak ten support jest robiony. i nie chodzi mi o aktualizacje bezpieczeństwa i ogólne bezpieczeństwo systemu tylko o kowalskiego, który może wcisnąć wspomniane F1, skoczyć od razu do „bazy wiedzy” (czy jak tam zwie to małomiękki) czy w końcu zadzwonić. to mam na myśli i nic więcej.

      [quote]według mnie Twój zachwyt polega na tym, że wcześniej musiałeś trochę pokombinować a teraz nie musisz i masz tego świadomość większą niż przeciętny Kowalski[/quote]

      no ale przecież o tym właśnie piszę! gdybym był przeciętnym kowalskim obsługującym linuksa i chciałbym jakoś zmusić np. swoją komórkę do współdziałania z tym systemem, to po prostu zrobiłbym reboot i używałbym windows w przekonaniu, że się nie da. owszem, dało się. po kilku ładnych godzinach w sieci i szperaniu w pipą. walth, skoro mnie się już nie chce takich numerów robić, to co dopiero mojej na ten przykład żonie? ty zdaje się niespecjalnie chwytasz istotę problemu. btw ostatniego grzebania w macosx – aż taki hakier to ze mnie nie jest, robiłem to, co program pisał ;)

      [quote]W biurze zainstalowałem sobie ostatnio Kubuntu 7.04[/quote]

      i wszystko chodzi jak należy? no to SUEPROWO! o to właśnie chodzi, o takie out of the box działanie systemu – instalujesz, podpinasz urządzenia i niewiele więcej masz do roboty, chyba że chcesz nieco sobie funkcjonalności dorzucić. tak to właśnie powinno wyglądać. jeśli już tak jest – super! i oby tak dalej. czasami jednak nie jest tak różowo, wiesz o tym sam najlepiej – vide twoje gentoo :)

      [quote]Jednak w domu IMHO lepiej nie bazować na produktach MS bez jako takiej wiedzy na temat ich zabezpieczenia przed podpięciem do sieci.[/quote]

      podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. dlatego m.in. dałem sobie spokój z windows w domu. w firmie niechaj się o bezpieczeństwo martwią specjaliści. ja specjalistą nie jestem a komputer ma mi sprawiać przyjemność a nie kłopoty. simple :)

  11. sajnti Maj 12, 2007 o 14:32 #

    A odnośnie łątwości instalacji i czegoś co nie działa – ostatnio instalowałem WIn XP PL SP2 Prof (ale tego sie nazbierało) na komputerze fujitsu-siemens. Płyta z MSDNAA. Sformatowałem dysk, wszystko się skopiowało, restart, ekran powitalny i dalej instalacja i po minucie – błąd. Jakiś plik jest uszkodzony. No to szukamy na necie co może być nie tak. Oczywiście wyszło, że niemal wszystko. No to zrozpaczony z innej płytki instaluje – to samo. Wyłączam wszystko co można w biosie – w końcu poszło. I jak zwyczajny użytkownik poradzi sobie z czymś takim – system nawet nie chce mu się zainstalować.

  12. walth Maj 12, 2007 o 17:14 #

    CoSTa możliwe, że nie łapię do końca problemu, bo według mnie to nie jest problem. W dzisiejszym świeci, Ci, którzy kładą lachę na system albo muszą bulić dużo (patrz macos), albo sporo (patrz windows), albo troszkę lub zgoła nic (patrz linuks), jednak niewiedza zemści się na każdym prędzej czy później w najróżniejszy sposób. Dlatego ZU nie może sobie pozwolić być całkiem osobą niekumatą, lub bez posiadania męża, żony, brata, syna kumpla, który pomoże w razie kłopotów. Im coś bardziej skomplikowane tym szybciej i efektywniej się coś w tym psuje. Zamknięte arch mają ten plus, że nie ma tam takiej dowolności co znacznie wydłuża ich żywot :)

    I tylko w sumie o to mi chodziło pisząc ten przydługi komentarz wcześniejszy :-D

  13. ZU Maj 12, 2007 o 21:12 #

    Wydaje mi się, że problemem w całym porównaniu to użycie czegoś co masz za „cenę prądu” z czymś co masz za …sporą kasę.

    Płacisz wymagasz – prawda?

    To ja wymagam w zapłaconym windowsie takiej dowolności przystosowania pulpitu jak w linuksie.

    Nie płacę – nie narzekam. Nie zapłaciłem za mojego openSuSE, PLD, Ubuntu, nie wymagam żeby mi coś działało „od strzału” (a kurcze działa… chciałem sobie pogrzebać w konfigach a wredny SuSE rozpoznał mi wszystko bez najmniejszego probelmu, mp3 gra od razu, przy odtwarzaniu czegoś do czego nie ma kodeka – pyta czy ściągnąć, podłączone aparaty, playery – widoczne na pulpicie są z nazwy).

    Problem w całym porównaniu to także distro ciągle przywoływane. Ubuntu (czy może Debian) to strasznie specyficzna filozofia. Zupełnie mi nie odpowiada na mój domowy desktop. Za cenę odcięcia od kilkuset dodatkowych programów (nie wiem w zasadzie nawet do czego służy większość) mam coś co „gro i bucy” jak się uruchomi (PLD i openSuSE) a nie coś co z racji „zasad” utrudnia dostęp „bo tak”.

    A co do okienka pokazującego się po włączeniu urządzenia USB w Viście – to trochę wcześniej niż się pojawiły nawet wstępne Longhorny jakoś tak zauważyłem takie coś w KDE (i nie instalowałem tego – samo tam się znalazło domyślnie).

    Natomiast mam jeszcze refleksję dosyć może kontrowersyjną co do „użycia” i „targetu” tych trzech systemów (w uproszczeniu).

    Systemy M$ to dla tych co się boją komputerów i powinni działać jako „formatowany na użycie systemu”. Apple to z kolei snobistyczne podejście, które mniej obeznanych tak samo stara się „formatować”, a tych bardziej ciekawskich często „karze” problemami. Gotowe distra „firmowe” linuksa to z kolei filozofia: „masz coś, co jest takie sobie i lepiej się nie przyzwyczajaj tylko pracuj nad tym i nad sobą”.

    To jeśli chodzi o „posiadaczy systemu”.

    Jest jeszcze taka część ludzi, dla których system to tylko „dostawca” tego właściwego programu do pracy i generalnie mają w nosie co go uruchamia – byle robił to stabilnie i szybko.

    A te wnioski to mam po wizytach u właścicieli tychże systemów „bo coś nie działa a Ty masz dwa komputery i się pewnie znasz na tym”.

    Żaden ze mnie wymiatacz systemowy…

  14. walth Maj 13, 2007 o 07:57 #

    Pozwolę sobie na ręczne dodanie trackbacka:

    A jednak stało się… – on Walth’s World

    Pozdrawiam

  15. walth Maj 13, 2007 o 07:59 #

    Hehe jak widzę się nie zareklamuję ;-)

  16. Silmethule Maj 13, 2007 o 12:21 #

    zx: a to niby dlaczego? XP jest w tej chwili najpopularniejszą wersją systemu Windows, najnowsze Linuksy (i dokładniej dystrybucja Ubuntu) jest najpopularniejszą w tej chwili wersją systemu (GNU/)Linux. Więc porównanie jest imo trafne, jeżeli chcemy porównać użyteczność Linuksa i Windowsa w podobnych zastosowaniach ;).

  17. Silmethule Maj 13, 2007 o 13:34 #

    Ahh, i jeszcze jedno:

    Ja co prawda zbyt dużo sprzętu pod PC nie podłączam (może kiedyś u ojca wyląduje Linux, Ender* stara się go (właśc. mnie do zainstalowania mu) przekonać do zainstalowania MacOSx86 ;)), wtedy będzie trzeba się pomęczyć trochę bardziej…

    W każdym razie, z tego co jest u mnie:

    – Miałem problem z kartą graficzną, Nvidii, GeForce7600GS, dla Ubuntu DD karta była za nowa – DD po prostu się nie bootował, ni z dysku, ni z LiveCD/DVD, została instalacja EE, działa bezproblemowo. Po instalacji kilku paczek z repozytoriów – mam 3d i w ogóle jest pięknie, świetnie itd. etc. ;P

    – Mam drukarkę Canon PIXMA IP 300… problem też z nią był drobny, Canon, przynajmniej polski i angielski, nie udostępniają do niej sterowników. Na Ubuntu są dwie możliwosci, skorzystanie z domyślnych sterów dla Canona IP 4000, ale wtedy trza się pomeczyć, żeby to ładne kolory drukowało, albo… skorzystać z oficjalnych Canonowych [b]japońskich[/b] sterowników, na necie są How-To, sterowniki e nie obsługują nadruku na CD, ja z nich korzystam. Męczenia się było – ale dało się drukarkę zainstalować z innych sterów, pracowałaby gorzej, ale pracowałaby bez problemów.

    – pendrive’y i insze pamieci flash…:

    Po włączeniu czytnika kart pamięci z kartą SD/CF/jakąkolwiek dostaję okienko z możliwymi do wykonania akcjami na „pamięci flash podłaczonej do komputera”, klikam sobie, by nie robić nic nadzwyczajnego i natychmiastowo mam utworzony katalog /media/USB (czy coś takiego) z zamontowaną w środku zawartością karty.

    Po włączeniu pendrive’a Corsaira – mam foder /media/CORSAIR, po Kingstone’ie mam /media/KINGSTONE, nie ma najmniejszeo problemu.

    Bez większych problemów ustawiłem na swoim niestandardowym ekranie 16:10 rozdzielczość 1440×900, gdzie w windowsie trza się męczyć ze sterownikami i kombinować jak go zmusić do czegoś takiego.

    Faktycznie problemy byłyby u ojca, który chciałby podłączyć skaner (a mamy akurat taki model, na którego nijak sterów dla Linuksa się nie da, i w ogóle ze skanerami w Linuksie jeszcze jest dość ciężko), i możliwe, że problemy byłyby z aparatem… nie wiem, bo u siebie nie próbowałem

    Tak więc – fakt, zdarza się jeszcze sprzęt, z ktorym Linux ma problemy, nie da się ukryć. Ale przecież ciągle jest też sprzęt, z którym ma problemy na Windowsie (ów skaner, żeby znaleźć sterownik dla Windowsa XP trza się namęczyć, choć bez problemów znajdzie się dla Win98…), to samo, jak mi się zdaje, z Maciem, nie wierzę, że tak ładnie, out of the box, łączy się z każdym możliwym sprzętem. A z wiekszością sprzętu na Linuksie już w tej chwili nie ma najmniejszego problemu – sterowniki dostarczane razem z dystrybucją/zbudowane w jądrze, ogólnie będące w systemie po instalacji zazwyczaj w zupełności wystarczą, w Windowsie praktycznie zawsze trzeba coś doinstalowywać, nie wiem jak to jest z Maciem.

    Tak więc, imo, nie można powiedzieć, że na Windowsie i Macu wszystko ładnie działa po podłączeniu, a na Linuksie trzeba, żeby w ogóle zadziałało, 5 razy kąpilować jądroz egzotycznymi modułami… bo przez chwile takie miałem wrażenie po przeczytaniu tego wpisu…

    * Ten komentarz pisze najmłodszy brat Endera ;).

  18. yoshi314 Maj 13, 2007 o 21:22 #

    linux wbrew pozorom nie jest tworzony przez pasjonatow. 60% developerow pracuje w redhat, nvidii, ati, sun i podobnych firmach i dostaje za swoja prace pieniadze. prawdziwi zadeklarowani pasjonaci stanowia okolo 20% developerow.

    chyba ze za pasjonata uznajesz kogos kto robi swoja robote odplatnie i rownie dobrze moglby by robic ja za darmo. wtedy grono pasjonatow mozna rozciagnac na tych zaangazowanych odplatnie.

    a dzisiaj albo za korzystanie z oprogramowania placi sie portfelem albo rozumem. jak to mowia ludzie ktorym naprawiam kompy [z windowsem na pokladzie] : „nie znam sie na tym i teraz za to place zeby zrobil to za mnie kto inny” – od paru osob dokladnie takie slowa uslyszalem.

    tyle tylko ze jak na ironie to ci ktorzy placa za licencje na windows musza pozniej dodatkowo placic zeby ktos im z tym windows pomagal, gdy np system nie widzi jakiegos urzadzenia, albo zakradna sie do niego wirusy.

    prosty w obsludze i platny system takze wymaga dodatkowego wysilku od uzytkownika. albo w postaci dodatkowej forsy na dodatkowe komercyjne oprogramowanie, pomoc techniczna czy tez zatrudnienie kogos do pomocy. a teoretycznie placi sie tylko raz.

  19. CoSTa Maj 13, 2007 o 23:17 #

    [b]sajnti[/b]: pewnie, że z takim combem ZU nie da sobie rady. nie zna się na tym. zarabiają wtedy kolesie, którzy się na tym znają. i tak się dzieje niezależnie od systemu, z którym są problemy.

    [b]walth[/b]: ZU nie wybiera sobie, w jakiej rodzinie/towarzystwie się chowa i może wystaw sobie, nie mieć tych wszystkich koligacji a mimo to jakoś z tym komputerem i systemem żyje. nawet z windows na pokładzie. i jak najbardziej może sobie pozwolić na niewiedzę. na moje oko jakies 80% ludzi korzystajacych z komputerów nie ma bladego pojecia jak one działają. i jakoś z nich korzystają, cywilizacja trwa a wszechświat się nie zapada. serio, nie trzeba się na tym znać, by tego używać. takie jest założenie współczesnych systemów operacyjnych w każdym bądź razie – prostota obsługi.

    [b]ZU[/b]: nikt nie wymaga od ciebie narzekania i nie musisz narzekać. ja próbuję tylko rzucić okiem na linuksa od strony człowieka komputera używającego a nie na nim się znającego. [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/972-Looks_like…_eee…_fun.html]wychodzi to wtedy różnie[/url].

    [b]silmethule[/b]: cześć enderowy bracki :). nikt nie mówi, że na windows czy maku WSZYSTKO działa od kopa i w ogóle jest bajka. twierdzę jednak, że na tych dwóch systemach problemów mogących spotkać ZU jest zdecydowanie mniej a nawet jeśli się pojawią, ich rozwiązanie nie musi oznaczać zaraz wspomnianą gdzieś tutaj rekompilację jądra. to się w linuksie zmienia ale imo to jeszcze przez dłuższy czas nie będzie system dla typowego kowalskiego.

    [b]yoshi[/b]: i bogu niech będą dzięki. większy nieco nacisk na desktopy tylko bym położył (z tych 60% pewnie 80% jak nie więcej pracuje nad rozwiązaniami serwerowymi czy niezwiązanymi z typowymi zastosowaniami desktopowymi). a pasjonata to pasjonata – lubi t co robi i oddaje się temu. jeśli jeszcze na tym zarabia – tym lepiej dla niego. a co do ludzi mówiących o płaceniu za nieznajomość obsługi komputera – jak bym siebie słyszał ilekroć trzeba coś naprawić, przyszyć czy co tam jeszcze. niestety, muszę płacić za skrócenie spodni bo się ni cholery na tym nie znam ale nie przeszkadza mi to chodzić w owych spodniach czyli ich używać. a że to kosztuje? wszytko kosztuje, nauka linuksa i czas poświęcony na rozwiązanie problemu czy w końcu wezwanie fachowca – także. przecież to jest niezależne od systemu. płacąc za system komercyjny (także linuksa) kupię między innymi prawo do wsparcia, dobrze i systematycznie opracowanej dokumentacji itd. to przecież oczywiste aż do bólu. linuks jest darmowy/tani i to jego ogromny plus. do czasu, gdy i tak trzeba wezwać jakiegoś asa, który coś tam pogrzebie i system wyratuje. z pozycji ZU nie ma większego znaczenia, czy płaci asowi od linuksa, windows czy macosx. as i tak weźmie za godzinę a stawkę wyreguluje wolny rynek.

    • byte Maj 14, 2007 o 10:37 #

      [quote]na moje oko jakies 80% ludzi korzystajacych z komputerów nie ma bladego pojecia jak one działają. i jakoś z nich korzystają, cywilizacja trwa a wszechświat się nie zapada.[/quote]

      Nie zapada, bo oni wszyscy chodzą do mnie po prośbie. Przestałem juz liczyć ile razy reanimowałem Windows. Szczególnie znajomym w pracy. Dla przeciętnego Kowalskiego naprawdę nie ma znaczenia, czy musi załadować moduł jądra, czy zainstalować sterownik. Nie dalej jak wczoraj instalowałem sterownik (najnowszy, ze strony producenta!) do swojej dźwiękówki na swoim Windowsie. Wyłożył się pod koniec i pociągnął za sobą cały(!) system. Przeciętny ludź nie wie co to jest tryb awaryjny i rollback sterownika. On w tym momencie łapie za telefon i dzwoni po znajomych.

      Ludzie używają Windowsa bo

      a) muszą;

      b) można go ukraść;

      c) znają go z pracy.

      A nie dlatego że jest niezawodny, bo nie jest.

  20. CoSTa Maj 14, 2007 o 11:29 #

    [b]byte[/b]:

    a ktoś twierdzi, że jest niezawodny? ktoś twierdzi, że nie ma na niego wirusów itd? nie o to przecież chodzi – nie ma systemów doskonałych.

    masz za to na stronie producenta sterowniki do ściągnięcia i zainstalowania. takoż na płycie zakupionej ze sprzętem. a jako że nie ma systemów doskonałych – to też potrafi zdechnąć, jak w przytoczonej przez ciebie historii, niestety aż zapewne zbyt częstej. niemniej te sterowniki są, ich zainstalowanie to wsadzenie płytki w napęd/dwukliknięcie na ikonie zassanego programu i tyle. moja dźwiękówka systematycznie nie działała na debianie (pod ubuntu już nie było problemu). po prostu system jej nie widział. w ogóle karta nie istniała dla systemu. sterowniki? cokolwiek? jak do tego podejść? czego szukać??? pomagało tylko zgwałcenie znajomego admina by zechciał poczarować via ssh coś z tym moim systemem. po rekompilacji czegośtam, załadowaniu jakichś modułów i ściągnięciu kilku jąder zazwyczaj było OK. m.in. z tego powodu dałem sobie siana z debianem i przelazłem na mepisa a później ubuntu. nie rozumiałem kompletnie problemu niedziałającego dźwięku. do dziś nie wiem o co chodziło i szczerze mówiąc nie interesuje mnie to.

    obydwie sytuacje dla ZU są nie do przeskoczenia. dla mnie do tego dochodziła komórka za nic nie działająca z żadną próbowaną dystrybucją (a było ich sporo), problemy z drukiem na najzwyklejszej drukarce od HP w niektórych dystrybucjach (w jednej z wersji ubuntu także), klawiatura, która ponoć powinna bezproblemowo być obsłużona i której multimedialne przyciski powinny dać mi luz nie sięgania np. do pilota od wieży czy klikania w suwak głośności itd.

    drobiazgi? być może. wysoce wkurwiające drobiazgi, gdy na tym samym komputerze, z odpalonym windowsem wszystko śmigało dobrze zaraz po zainstalowaniu windowsa (prócz komórki, ta wymagała softu od sony). a lepiej po zainstalowaniu sterowników i aktualizacjach.

    i tylko o to mi chodzi. czy coś jest lepsze czy też gorsze – to już indywidualna sprawa i kwestia gustu co kto woli i jaką akceptuje ideę stojącą za systemem opracyjnym. obiektywny fakt działającej bez problemu pod windows np. drukarki, gdzie pod linuksem problemy były (a czasem – o dziwo i wielka tajemnico dlaczego? – nie) pozostaje obiektywnym faktem, bez względu na sympatie. nie sympatyzuję z windowsem ani też nie modlę się do systemu apple, który ma swoje za uszami, oj ma miejscami. obiektywnie jednak bez problemu to wszystko, co śmigało mi pod windows śmiga i podpięte do maka. z linuksem bywało różnie.

    that’s all.

    [b]robert[/b]:

    very true!

  21. ray Maj 14, 2007 o 14:17 #

    Zbierałem się do napisania takiego posta już parę miesięcy…

    Używam Linuksa od 1999 roku. Redhaty (Manhattan i inne), Gentoo, Ubuntu, OpenSuse… Nie testuję i wywalam, ale pracuję na codzień. Przygotowanie ofert, poczta, skype, gg i inne typowe. Dodatkowo GIMP, Eclipse. Lubie ten system, znam go dobrze a może nawet bardzo dobrze. Beryle i inne techniki (nie wodotryski ale coś ala expose etc) są pomocne.

    Lubię ten system ale pokochałem Mac OS X. Kolega na dole ma macbooka, ja ściągnąłem obraz DVD i dzięki x86info postawiłem sobie macowy system. Użytkownik linuksa odnajdzie się od razu, z jadnym wyjątkiem – BOŻE JAK TO PROSTO DZIAŁA. Instalacja dmg w porównaniu z apt czy innymi rpm-ami to jest coś nie do porównania.

    Linuks jest wspaniały, ale dopóty nie będzie tak prosty w zarządzaniu (nie prostacki jak windows ale prosty) w codziennej pracy, doputy nie osiągnie wielkiego sukcesu szybko. Kiedyś i tak wszyscy przejdziemy na Linuksa – tego jestem pewny, ale droga do tego jest daleka.

    Dlatego, zamówiłem MacBooka Pro z 17″ ekranem. Najbliższe 4-5 lat mam z głowy. Przykro mi, ale dla mnie jakość pracy ma duże znaczenie. Linuks był, jest i będzie mi bliski ale niech dojrzeje.

    Pozdrawiam.

  22. silmethule Maj 14, 2007 o 15:59 #

    *CoSTa*: ano cześć ;). Czyli chyba rozmowa doszła do tego punktu, gdzie wszyscy się ze sobą zgadzają – nie ma systemu idealnego, ze względu na popularność Windowsa – tworzone są dla niego stery do wszystkiego, do Maca ludzie jakoś sami z siebie kupują sprzęt współdziałający z nim, a Linux stara się nadążać za Windowsem, ale nie zawsze mu wychodzi, choć idzie coraz lepiej ;).

    No i myślę, że też sprawdza się to, co ktoś kiedyś powiedział, i co zostało na bashu umieszczone – twórcy sprzętu dbają o Windowsa, natomiast wg nich Macowcy są przyzwyczajeni, że się ich olewa, a Linuksowcy poradzą sobie sami… ;).

    *ray*: Czy na pewno? Na początku lat dziewięćdziesiątych, podejrzewam, wielu ludzi powiedziałoby: za jakiś czas na pewno wszyscy przejdziemy na Amigii. A za jakiś czas pewnie rozwinie się sensownie ReactOS, powstaną pewnie nowe projekty… powstają nowe systemy unikso-podobne, nie wiemy co przyniesie przyszłość. Ale póki co Linux staje się łatwiejszy i zdobywa popularność, chwała mu za to. Tak czy inaczej w przyszłości, imo, popularność zdobędzie ten system, który najlepiej będzie radzić sobie z komputerami przenośnymi: palmtopami, laptopami…

    • btd Maj 14, 2007 o 20:38 #

      Nie, ten na ktory beda powstawac aplikacje. Ja windowsa mobile nie zmienie na nic innego jesli nie bedzie dzialala automapa. Czemu AM? Bo dla mnie jest najlepsza, a roznorodnosc dodawanych i wyswietlanych POI robi z niej znacznie wiecej niz nawigacje samochodowa

      • Silmethule Maj 14, 2007 o 21:39 #

        Myślę, że w „radzeniu sobie” można dorzucić obsługę i dostępność programów do obsługi „dodatków” przy takim sprzęcie, jak moduły GPS itd. ;). Więc i ilość softu nawigacyjnego, ale też poprawność odczytów GPS, prędkość dostępu do danych GPS, jak i operowanie na pamięci palmtopa… wszystkie wady i zalety, jakie user może gdzieś kiedyś odczuć, zarówno w obsłudze soft- i hardware’u.

  23. ...dlaczego Mac, właściwie Mac OS X Maj 17, 2007 o 10:28 #

    silmethule rozumię Twoją niepewność co do przyszości „jaki system będzie dominujący za …” Jestem przekonany, że jest to pytanie za przysłowiowy milion dolarów. Jednak ja skupiam się na najbliźszych 3-4 latach. Wydaje mi się, źe w tym okresie Linuks okrzepnie i po wielu miłych latach używania go, spokojnie do niego wrócę.

    Czym więc ujął mnie Mac OS ? Po prostu, dla mnie to najlepszy UNIX na biurko. Rozumię rozterki WinUserów – dla nich przejście na Unix to wyzwanie. Dla uźytkownika Linuksa, nie wydaje mi się czymś wielkim. Mi starczyło parę dni bym docenił przejrzystość systemu, łatwość zarządzania (dmg) aplikacjami. Reszta – typowo uniksowa. Jest terminal (bez niego nie potrafię egzystować), są X-y potrzebne dla mojego Gimpa. Eclipse śmiga, ale nic nie pobije Textmate (bez Mac OS X zapomnieć można o nim). Jest Ruby, python, Apache.

    Jest w końcu notebook z pilotem, potrzebny mi do robienia prezentacji. Jest czytelny iPhoto , Adium śmiga aż miło.

    Maile z ostatnich 5 lat (3 GB) łatwo przenieść do macowego Maila :

    let num=9999; for i in `ls`; do cat $i | wc -c | sed -e ‚s/ //g’ | sed -e ‚s/ //g’ > $num.emlx; cat $i >> $num.emlx; let num=$num+1; rm $i; done

    ot, siła seda.

    Jest gDisk, firefox, skype. Jest wbudowana kamerka iSight. Jest stabilność i jednorodność interfejsu – coś, czego bardzo mi brakuje na Linuksie. Ja wiem, że mam wybór, ale kilka menedżerów okien do przesada. K3B wygląda kiepsko (tak jak i amarok) w Gnome, tak jak i gimp w kde (nawet w stylu qt-curve)…

    Zostało mi jedynie parę potrzebnych programów – coś na styl fishowego protokołu w Konqerorze (zdalny dostęp przez SSH na serwer). Sprawdzone MacFusion i inne nie spełniają moich oczekiwań, ale 3 dni siedzenia na Macu na razie (dokładnie na Mac OS X z x86info, na macbooka pro czekam do następnego tygodnia).

    Dlatego uważam, że Linuks zdąży okrzepnąć przez 3-5 lat. Potem zobaczymy. Szkoda, ze klik (coś ala dmg) nie przyjmuje się na Linuksie.

    Dla mnie wybór jest prosty. Mac OS X to najlepszy Unix na biurko.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Patsy Kensit – I’m Not Scared

Przez ten jeden kawałek dokonałem tylu internetowych kradzieży, że to głowa mała a siedziałbym lata całe. Ileż gigabajtów składanek z...

Zamknij