Menu serwera

Słucham… 2007.05.29

Ostatnio przewaliło się przez moje głośniki albumów co niemiara, w tym kilku znanych wykonawców. W skrócie – nowy krążek Chemical Brothers będzie taki sobie (kompletnie mnie materiał promocyjny nie zainteresował, z dwa kawałki przykuwają uwagę a reszta nie warta wzmianki) a nowy album Marilyn Manson stylistycznie nawiązuje do wcześniejszych dokonań ale pazurki jakby nieco stępiały. Jest dobrze ale brak przytupu.

Ale ja nie o tym, dziś nieco albumików z ostatniego ssania.

Apparat – Walls
Kciuk w górę! Świetna, świetna płyta! To pogranicze popu, elektroniki, elementów rocka, miejscami trip-hopu a ogólnie to amalgamat przeróżnych styli, aranżacji i brzmień z tej wolniejszej odmiany muzyki. Album niby rozrywkowy ale wpędza w swoistą melancholię, każe się na moment zatrzymać i posmakować muzyki. Są na tej płycie momenty genialne i są takie sobie. Całość jednak bardzo dobra i wydałbym na ten album pieniądze, gdybym akurat chciał kupić coś niezbyt ciężkiego, niezbyt też rozrywkowego, ot robiącego dobry klimat pod zaangażowaną rozmowę z panienką. Warto!

Coph Nia – Dark Illuminati
Kciuk w górę. Solidna doza solidnego dark ambientu z solidnym mediewistycznym feelingiem. Tylko dla fanów ambientu i nieco mroczniejszych przestrzeni budowanych dźwiękiem. Niezwykle plastyczny krążek ale niełatwy w odbiorze. Bogu niech będą dzięki, że siedzę w pracy sam – rzecz może u słuchającego wywołać depresyjne myśli. A tak poza tym to kawał dobrej muzyki mocno zahaczającej o muzykę klasyczną zastosowanym instrumentarium i prowadzeniem dźwięku. Wokal – jak to w dark ambiencie – odpowiednio brzydki. Dla wyznawców gatunku godne polecenia. Reszta wyłączy po jakiejś minucie. Aha, cover Sympathy for the Devil RZĄDZI!

Forgotten – The Gates of Lost Worlds
Kciuk w dół. Raczej nudnawe, niewiele wnoszące, niezbyt poukładane granie w tonacji rocka instrumentalnego. Cholera, to ciężko nawet nazwać rockiem – gitar tu zero i trzeba przyznać, że ogromnie ich brakuje. Za to na pierwszy plan wybija się perkusja, która po dłuższym słuchaniu i waleniu w talerze zaczyna najpierw nużyć, a z czasem wywoływać stany okołogłowobólowe. Sorry ale jestem na nie. Amatorskie rzępolenie na klawisze i perkę. Może kiedyś… Póki co nie warte zbytnio uwagi.

Nils Quak – Purple Skies
Kciuk w poziomie. Dla miłośników elektroniki w formie minimalnej lub skręcającej w minimal ale jeszcze nie będącej czystym minimalem. Na swój sposób fajne ale imo średnio to twórcze. Jakoś nie przekonują mnie tego typu kompozycje, nawet jeśli dzieje się tam o wiele więcej niż w typowym minimalu. Nie to, żebym autorom zarzucał lenistwo, bo złożenie takich kawałków wymaga pewnie mrówczej pracy, ale to jak z DTP w moim wykonaniu – składam z gotowych elementów wkładając w to czasem nieco inwencji. Ale tylko nieco. Mam nieodparte wrażenie, że tu jest podobnie mimo iż całościowo materiał może się podobać. Widać, że rzecz technicznie dopracowana.

Outolintu – Odd Man Out
Kciuk w górę. Oj, ciekawa muzyka z pogranicza elektroniki, nowszych odmian jazzu i czego tam jeszcze. Widać, że ktoś tu lubi bawić się konwencją, nie ogranicza się w jednej stylistyce, szuka i często znajduje. Rzadki dar więc tym bardziej cenny, gdy zassany z netu ni z gruchy, ni z pietruchy :). Muzyka ewidentnie nie należąca do łatwych, prostych i przyjemnych, choć na pierwszy rzut ucha za taką uchodzić może. Ale tu się za wiele dzieje, by było po prostu „miło”. Fajne, jassowe miejscami wręcz wstawki, ciekawa koncepcja całości, umiejętność połączenia jazzowej wrażliwości z miejscami bardzo solidnym beatem. Ciekawa rzecz choć eklektyczna na pewno. Moim skromnym warto przynajmniej rzucić uchem.

Stephane Pompougnac – Hello Mademoiselle
Kciuk w poziomie. Ot i muzyka, którą najlepiej byłoby sklasyfikować jako lo-fi czy pokrewne. Sympatyczne, elektroniczne granie z wyraźnym beatem i ogólnie nastawione na robienie uszom dobrze acz rytmicznie. W niektórych fragmentach bardzo się ta formuła sprawdza, w innych niestety lekkie zgrzyty istnieją. Przeciętna płytka z niezgorszym wykonaniem ale nie grzesząca nadmiarem inwencji twórczej.

Chronos – Steps to the Great Knowledge
Kciuk w górę. Downtempo wprost z Rosji. Wydziergane na tyle dobrze, że cholerstwo zostaje w pamięci na długi czas i aż prosi się o odświeżenie. Wczoraj się z albumem zapoznałem a tu proszę, leci mi dziś po raz drugi. I to mimo kilku ładnych megabajtów rzeczy jeszcze nie przesłuchanych. Zasadniczo jest to dosyć prosto napisany i wykonany trip w archetypicznym wręcz stylu downtempowym. Czy to źle? Ależ wcale! Lubię eksperymenta wszelakie ale od czasu do czasu warto też sięgnąć do głównego nurtu, ot choćby dla zdrowia. Stepsy nie oferują powalającej jakości dźwięku, nieprawdopodobnie dobrych kompozycji czy też redefinicji gatunku. Nic z tych rzeczy. Rzekłbym, że Nick Klimenko wręcz nie odrabia zadania domowego i idzie na łatwiznę nie oferując nam tego, co oferują inni twórcy siedzący w tych klimatach. Tu zdecydowanie króluje mocno zaakcentowany rytm, ornamentyki jest tyle co nic a po prawdzie ta muza jest wręcz ascetyczna. Mało tego, niektóre kompozycje brzmią na tyle infantylnie, że ja sam mógłbym spokojnie coś takie poukładać w jakimś GaraGeband czy czymś w tym stylu. Ale – jak niejednokrotnie się pewnie sami przekonaliście – w prostocie siła! Ten albumik ma mimo wszystkich przywar to coś w sobie, ten autentyzm, którego czasem brakuje wypieszczonym i wycyzelowanym w ostatnim szczególe płytom. Może i jest średnio ale za to ujmująco prawdziwie. Zresztą przekonajcie się sami pobierając dosyć reprezentatywną próbkę stylu tego albumu.
pobierz utwór

Więcej fajnych kawałów w projekcie smaczne utwory

1 odpowiedź do Słucham… 2007.05.29

  1. btd Maj 29, 2007 o 20:36 #

    O Coph Nia sluchasz :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
God’s Own Medicine – Secrets

Od momentu ponownego "okrycia" tego utworu w mojej kolekcji (a to za sprawą przewalenia wszelkich CD do iTunes i zrobienia...

Zamknij