Menu serwera

Szacun dla fotografów i ich komputerów

Jeszcze na kanwie wspomnianej wcześniej Otylii kilka drobnych spostrzeżeń może nie o Otylii a bardziej o obróbce sporej ilości fotek.

Niemało tych fotek…

Otóż dostałem nareszcie płytki z sesją zdjęciową pani Otylki w łapy swoje. Dwa DVD z RAWami, pięć i pół gigabajta danych, codzienność w standardach detepowo-graficznych. Autorem zdjęć tkwiącym w EXIFach okazał się niejaki Pan Zbyszek Kordys (pozdrawiam!), którego próbowałem złapać via GG i wypytać o interesujące mnie kwestie, ale widać człowiek to poważny i ma w sobotę przed południem ciekawsze zajęcia niż tkwienie przy GG i czekanie na głupie pytania :)

A o co chciałem pytać? A o to, jak on radzi sobie z taką ilością danych. Zdjęcia bowiem przytargałem do domu i tu na własnej skórze sprawdziłem co to znaczy obróbka wielu RAWów. To, co mnie rozbiło, to kompletne niezrozumienie przez pracowy soft formatu CR2. OK, softu najświeższego nie mam ale liczyłem, że cokolwiek choćby pokaże mi te fotki. Owszem, znalazł się taki program – IrfanView. Photoshop CS nie dał rady, pewnikiem nie miałem czegoś doinstalowanego. Anyway, prztargałem fotki do domu i tu przeżyłem bardzo ale to bardzo pozytywne zaskoczenie – moje mini nie ma żadnych problemów z obsługą owego formatu. Jest w systemie. Dwukliknąłem na katalogu z fotkami i… odjazd! Thumby poszły jak przeciąg (zakładam, że ten format trzyma jakieś podglądy zawartości zaszyte w pliku bo jeśli nie, to jestem oszołomiony prędkością ich tworzenia), dwukliknięcie na pliku otwierało usłużnie systemową aplikację Preview, która całkiem zgrabnie (i pierońsko szybko) te pliki wyświetlała. Maki są stworzone do grafiki, na każdym kroku ułatwienia… Już na tym etapie mogłem po prostu Automatorem zrobić to, co chciałem – przewalić to wszystko w format zdatny do użytku na moim pracowym PC. Ale chciałem czegoś więcej…

Odpaliłem Lightrooma a później potestowałem triala Aperture. Efekt tych moich zabaw? Ano głębokie przekonanie, że do zabawy w profesjonalną fotografię z obsługą gigabajtów RAWów to moje mini raczej się nie nadaje. O ile systemowe narzędzia być może nie dawały zbyt wiele możliwości ale za to zapieprzały aż miło patrzeć, o tyle obydwa programy po prostu działały wolno. Nieakceptowalnie wolno. Wczytywanie i wstępna obróbka pliku trwały w obydwu przypadkach zbyt długo jak na moje wymagania. Mało tego – Lightroom, którego do tej pory ceniłem właśnie za szybkość, tym razem wlókł się niemiłosiernie. Był nieużywalny i co najgorsze, wywalał mi ciągle beachballe a komputer nie reagował na nic. Pod tym względem Aperture zjadło Lightrooma. O ile jakiś czas temu zrzędziłem na Aperture za brak responsywności i ogólną mułowatość, o tyle teraz widzę, że w działaniach wymagających mocy, sprawdza się nieźle.

Ogromny zaczynam czuć szacunek dla profesjonalnych fotografów i ich maszyn :). Ludzie, ja miałem tylko 5,5 gigabajta to szybkiej obróbki. Co ma powiedzieć fotograf, który takich zdjęć strzaska tysiące i wypełni nimi bez mała każdy dysk twardy? Jaką moc muszą mieć maszynki, z którymi pracuje, że nie chce mu się od razu strzelać? I zacząłem rozumieć po co te programy powstają – kiedy już chodzą jak trzeba, z fotką można zrobić niemal wszystko. Pięęęękne :)

Tak więc szacun i pokłon fotografom i ich kompom. Otarłem się o Waszą codzienność i muszę przyznać, że wygląda ona arcyciekawie, o ile ma się pod maską wystarczającą ilość koni a w głowie odpowiednio dużą ilość zmysłu plastycznego. Fajna fucha, chyba się przebranżowię :)

10 odpowiedzi do Szacun dla fotografów i ich komputerów

  1. Paweł Tkaczyk Czerwiec 23, 2007 o 10:06 #

    Aperture rzeczywiście pod względem szybkości jest nie do przebicia, ale możliwości Lightrooma (albo inaczej — możliwości automatów wbudowanych w Lightrooma) nie mają sobie równych. Czasem potrzebuję automatycznej korekcji fotki tylko po to, żeby pokazać cokolwiek Klientowi — w LR mam do tego dwa guziki, a Aperture muszę się grzebać nieco dłużej. Co — jak zauważyłeś — przy trzech setkach fotek robi sporą różnicę ;)

  2. btd Czerwiec 23, 2007 o 10:59 #

    A jak myslisz po co mac pro robia coraz fajniejsze? :)

  3. Bayger Czerwiec 23, 2007 o 11:00 #

    Tylko takie małe spostrzeżenie. Na fotkach widzę „standardowe reklamowe małe puchate białe szczeniaczki”. Nie wiem czy Tobie, ale mnie, po pewnej reklamie papieru toaletowego, kojarzą się już tylko z podcieraniem – wiadomo czego. To samo jeśli chodzi o owieczki. Ech, dobrze że chociaż zwierzaki nie są brązowe we wspomnianych reklamach. ;P

    A co do tych RAWów to faktycznie komp potrzebuje nieco więcej mipsów, flopsów czy jak to się zwie to obróbki tego w porównaniu do standardowego RGB 24bit.

    Pozdrawiam. :)

  4. ish Czerwiec 23, 2007 o 17:19 #

    No prosze pan Zbyszek Kordys…Pan Zbyszek to teraz ma robic sesje zdjec mojej dziewczynie! I nie wiem czy sie cieszyc czy byc zazdrosnym ;) Ale przede wszystkim jestem dumny :)

    Wiesz – akurat nie trzeba duzo zeby te gigabajty zapelnic. Dostalem ostatnio mocnego kopa w cztery litery zeby swoje arciwum przemielic i wybraz najlepsze do druku. Ma dwa wielkie klasery wypelnione plytami CD (skany z klisz) i DVD (cyfra). Jakos tak licze ze okolo 80 krazkow wychodzi. Na dwa lata :

    A ja wcale nie robei duzo zdjec ;P

  5. CoSTa Czerwiec 25, 2007 o 06:56 #

    [b]paweł[/b]: cholera, coś w tym jest. automatyzm LR urzeka – szybkie zrobienie presetu i jazda! tylko kurczę u mnie się przytyka na RAWach. z jotpegami i standardowymi formatami nie ma większych problemów ale przy RAWach program mi autentycznie blokował komputer i nie szło nic robić. no good.

    [b]btd[/b]: żeby więcej ludzi chciało to kupować? :)

    [b]bayger[/b]: true, true… na jednej z fotek któryś z piesków siurnął aż miło patrzeć. widać sporą wesołość to wzbudziło bo fotka staranna. pewnie ją gdzieś wykorzystam :)

    [b]ish[/b]: a no właśnie, masakra :). weź tu nad tym zapanuj tak przy okazji…

  6. Piotr / savek Czerwiec 28, 2007 o 16:56 #

    Niestety nie miałem okazji pracować przy AP, natomiast LR widzę w działaniu w pracy. Naprawdę ułatwia to pracę w firmie (fotolab i sklep komp.). O ile na 22” panelu EIZO wide, LR wygląda naprawdę przejrzyście i praktycznie to po odpaleniu go na moim 15” NEC’u można oszaleć…

    • CoSTa Czerwiec 28, 2007 o 20:08 #

      cholera, piotrze, 15″ do zabawy z grafiką to trochę mało… LR pokazuje pazura gdy się drania na nieco większej powierzchni rozłoży – solidny widok fotki, narzędzia ładnie porozkładane… na moich 23 calach w pracy (mało, ciągle mało! :)) praca z LR to była czysta przyjemność. niestety trial się skończył ale przy najbliższych zakupach…

  7. salvadhor Lipiec 1, 2007 o 09:07 #

    zzzap:/home/# du -sh zdjecia/

    35G zdjecia/

    zzzap:/home/winxp#

    Hm, 35 GB zdjęć – czas na archwizację ? :)

    Szybkie thumbsy z rawów to chyba rzecz oczywista – bez tego nie mógłbym żyć ( linux + rox + własne narzędzie do szybkiego generowania w rox’ie thumbsów ).

  8. zby Lipiec 22, 2007 o 22:08 #

    Dzięki za pozdrowienia od autora tekstu :) Przede wszystkim – zawsze chętnie służę radą i pomocą. Te obawy dotyczące mocy obliczeniowej maszyn używanych do obrobki zdjęć są nieco przesadzone. Pracę nad projektem takim jak ten Otyliowy zaczynam od selekcji zdjęć. Jako że moja kamera moze zapisywac dublet raw+jpg szybkiego wyboru dokonuje na malych jpgach, spotlightem namierzam blyskawicznie rawy i fektem jest góra 20 fotografii które w następnym etapie są konwertowane do 16 bitowych tiffów (kazdy po ok 95mb) Okazuje się że do takiego zadania wcale nie trzeba jakichś kosmicznych mocy obliczeniowych:> Zatem mocny procesor nie jest konieczny. Duzy dysk? hmm tez nie. Na HDD trzymam 2-3 projekty wstecz, cała reszta leży zarchiwizowana na DVD.

    Jeśli chodzi o soft to ani aperture ani LR nie wzbudziły moich zachwytów. Jestem fanatykiem Capture One PRO , programu slużącego tylko i wylacznie do konwersji raw-tiff(jpg). Jest bardziej ergonomicznie pomyslany niz aperture a silnik konwersji bije obydwa wspomniane przez was programy, zarowno pod wzgledem szybkosci jak i jakosci wynikowego obrazu. Moze nie jest tani, ale istnieje okrojona wersja LE – ten sam silnik minus opcja fotografowania kamera podlaczona na zywo do kompa i pare innych mniej waznych dupereli. W kwestii wyswietlaczy – bardziej niz na liczeniu cali polecam skupic sie na kwestiach kalibracji sprzetowej :) Jasne, ze 23 szerokie cale daja fajny komfort pracy, ale uwierzcie mi, ze wyjete z pudelka EIZO czy Apple Cinema na systemowych profilach .icc pozostawiaja duzo do zyczenia…

    pozdro

    zby

    • CoSTa Lipiec 23, 2007 o 08:32 #

      witam panie zbyszku!

      bardzo mi miło, że się pan tu odezwał i rzucił nieco światła na warsztat fotografa. mi przyszło popracować ze wszystkimi rawami z jednego prostego powodu – szybko za pomocą domowego maka chciałem zrzucić materiał do tifów, z którymi poradziłby sobie mój pracowy photoshop cs. i tu niestety moje mini (ok, to nie jest maszynka do takich celów stworzona, niemniej ma swoje moce) zawiodło a właściwie zawiodło oprogramowanie. przeraźliwie wolno konwertowały się te fotki w adobe lightroom. aperture okazało się jakimś wyjściem. tu niestety podglądy dopiero powstać musiały i zmielenie tych gigabajtów danych okazało się być zadaniem mocno sprzęt obciążającym.

      archiwizacja na płytkach? łoj, pewnie w wielu kopiach bo brzmi to nieco ryzykownie :)

      polecany program właśnie pobieram i z chęcią sobie wypróbuję. a co do kalibracji i całej reszty – paweł to się pewnie na tym zna (ja o tyle, o ile w pracy mi to jest potrzebne) i oczywiście ma pan rację. inna kwestia, że ostatnio zobaczyłem apple cinema w ispocie, które dawało tak cudne kolorki, że aż jęknąłem. widać chłopaki z poznańskiego ispota lubią czasem pogrzebać w sprzęcie, który wystawiają :)

      dziękuję za wizytę i komentarz! jak pewnie pan już zauważył – troszkę otylkę wykorzystujemy :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Nasza polska katastrofa

Czytam:Prasa europejska szeroko komentuje dziś postawę Polski na szczycie UE w Brukseli [...]W polskiej delegacji w Brukseli jest poważny konflikt...

Zamknij