Eye Toy — zaczynam rozumieć fenomen Wii

Jak pisa­łem wczo­raj — wzięło i nam się w domu poja­wiło nowe urzą­dze­nie słu­żące skon­den­so­wa­nej roz­rywce — Eye Toy. To taki gadże­cik prze­zna­czony dla PlayStation 2, który zna­ko­mi­cie wpływa na poziom rodzin­nego zmę­cze­nia bry­ka­niem, macha­niem wszyst­kimi człon­kami ciała, ska­ka­niem pod sufit i śmia­niem się do roz­puku. Widok bowiem podry­gu­ją­cych da Majka i Dorophy poło­żył mnie wręcz wczo­raj na łopatki a i zapewne moje lata­jące na wszyst­kie strony brzu­cho zabaw­nie musiało wyglą­dać. Jednym sło­wem — miodna rodzinna roz­rywka na desz­czowe wie­czory tego ponoć lata.

Eye Toy — mała rewo­lu­cja w moim domu :)

Co to takiego? To zwy­czajna kamerka USB pod­łą­czana do kon­soli, która reje­struje ruchy bawią­cych się ludzi­ków i prze­nosi te ruchy na inte­rak­cje z wir­tu­al­nymi przed­mio­tami. Ot wyobraź­cie sobie dwie osoby sto­jące naprze­ciwko tele­wi­zora, na któ­rym poja­wia się siatka bad­min­tona, lotka i zada­nie — nawbi­jać prze­ciw­ni­kowi punk­cio­rów. Na płytce dołą­czo­nej do kamerki takich gie­rek są dzie­siątki a kolej­nych pły­tek doku­pić można jesz­cze nieco, roz­rywki nie zabrak­nie na kilka naj­bliż­szych mie­sięcy :). W każ­dym bądź razie — cho­dzi o coś innego, a mia­no­wi­cie o to, jak bar­dzo taka inte­rak­tywna roz­rywka potrafi bawić, nie­za­leż­nie od wieku i poziomu wyświe­tla­nej gra­fiki. Doropha wczo­raj cie­szyła się jak dziecko wygraw­szy w jakąś ska­kaną grę. Dziś w ska­ka­niu w wor­kach spusz­czę jej bęcki choć tu naj­lep­sza bez­a­pe­la­cyj­nie jest Majka, która jak zacznie bry­kać, to kon­sola nie nadąża z reje­stro­wa­niem tych sko­ków. Ot i przy oka­zji taki spo­sób roz­rywki mocno zbliża do sie­bie poko­le­nia. Jestem wręcz prze­ko­nany, że bab­cia Wula kiedy to zoba­czy i poczuje moc tkwiącą w bry­ka­niu, roz­bryka się nam na dobre :)

I w tym momen­cie zaczą­łem rozu­mieć feno­men Wii. Patrząc cho­ciażby po grach, które zaofe­ro­wano wraz z kamerką, mogę się spo­dzie­wać, co cze­ka­łoby mnie w fami­lij­nych grach na Wii. Uproszczona (co nie zna­czy zła!) gra­fika nie mająca roz­pra­szać a sku­piać na głów­nym zada­niu gra­cza — zaan­ga­żo­wa­nia się w ste­ro­wa­nie bo to wła­śnie ste­ro­wa­nie sta­nowi naj­więk­szą frajdę. Szybka roz­grywka fizycz­nie męcząca ale nie aż tak, by była to katorga a nie przy­jem­ność. Najważniejsza cecha gier — wspólne dozna­nia, rywa­li­za­cja ale na wesoło, z dużą dawką humoru. Zanoszenie barier mogą­cych wyni­kać z wieku — ska­kać się chce tak samo mnie, jaki Majkowi, o Dorophie że już nie wspomnę :)

Jeśli Wii ofe­ruje to wszystko (a ofe­ruje) i jesz­cze sporo ponad to — to się po pro­stu musiało dosko­nale sprze­dać. I dalej sprze­daje się dosko­nale, co dla typo­wego mło­dzika przy­ssa­nego do swo­jego pieca musi wyda­wać się nie­wia­ry­godne. Owszem, ist­nieją na Wii gry „doro­słe”, FPSy i takie tam inne, cza­sem mocno bru­talne. Niemniej wydaje mi się, że główną siłą spraw­czą sprze­da­żo­wego suk­cesu jest to, na co Nintento poło­żyło nacisk: wspólna roz­rywka czy to rodzinna, czy to impre­zowa. Bo to, kochani, naj­zwy­czaj­niej w świe­cie działa. I mogą mieć „duże” kon­sole wypa­sioną gra­fikę, mogą odgry­wać HD DVD czy inne BlueRaye, zgry­wać zdję­cia i robić loda ale przy­jem­ność pły­nąca z poma­cha­niem wii­jow­skim nun­chaku w rodzin­nej gro­ma­dzie — to sta­wia rynek kon­sol na gło­wie. Bo „nagle” oka­zało się, że Nintendo „odkryło” prawdę, którą my — gra­cze — znamy od dawna: kon­sole kupuje się po to, by grać. Najlepiej w kilka osób przy jed­nej kon­soli bo wtedy miłe spę­dze­nie wol­nego czasu jest wręcz gwa­ran­to­wane. A kiedy do tego można powy­głu­piać się z rodziną czy zna­jo­mymi — no to już mamy bestsellera.

Tym pro­stym a oczy­wi­stym spo­so­bem Wii zawo­jo­wało rynek roz­rywki i ma sprze­daż na pozio­mie, któ­rego PS3 może mu pozaz­dro­ścić. A suk­ces kon­soli jest prze­cież tak oczy­wi­sty… Wielofunkcyjne urzą­dze­nie mul­ti­me­dialne, w które wsa­dzić można pra­wie że wszystko? Fajnie, ale z roz­rywką to się nie­zbyt koja­rzy. Rozrywka to wsa­dze­nie płytki w napęd, szyb­kie odpa­le­nie gry i jaz­da­aaa w imię miło spę­dzo­nego wie­czoru. Xbox jest fajny ale koja­rzy mi się bar­dziej z wła­śnie „doro­słymi” grami, bez typo­wego dla Wii luzu. A jaki ten luz może być przy­jemny, wła­śnie prze­ko­na­łem się wczo­raj gra­jąc z czte­ro­let­nim dzie­cia­kiem jak głupi — ska­cząc, macha­jąc, wysta­wia­jąc łapy to w górę, to w dół… Yeah! O to wła­śnie chodzi!

Masz dzie­ciaka lub po pro­stu masz chęć wresz­cie jakoś ina­czej pograć? Masz PS2? Kupuj Eye Toya! Wydatek zwróci się z nawiązką a do tego to cho­ler­stwo cał­kiem nie­źle na kon­dy­cję wpływa :). Jak tak dalej pój­dzie to zain­we­stuję jesz­cze w coś jakieś kon­so­lowe kara­oke i już zupeł­nie dom zmieni mi się w dżun­glę. A póki co cze­kam na powrót do domu i jeśli będzie padało — odpa­lam kon­solkę i daję moim kobie­tom popa­lić w bok­so­wa­niu czy innym rzu­ca­niu piłką do kosza. Niech wie­dzą, kto tu rzą­dzi nawet jeśli przy oka­zji sapie i się poci jak dzik :)

strona Eye Toy

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

6 Komentarzy do “Eye Toy — zaczynam rozumieć fenomen Wii”

  1. zx 10/07/2007 do 11:15 # Odpowiedz

    I tak nic nie zastąpi real­nego wyścigu w wor­kach (zwa­nego gdzie­nie­gdzie ‘Biegiem Hobbickim’). :D

    Ja tam widzę jedną wadę Wii/EyeToya — trzeba mieć miej­sce, żeby ska­kać i bry­kać. Jak sobie zbu­duję dom, to czemu nie, ale w miesz­kanku to raczej nie wyj­dzie. :P

  2. ajgon 10/07/2007 do 12:08 # Odpowiedz

    Na impre­zie po kilku piwach jak zna­lazl. Widok ska­cza­cych na wszyst­kie strony kum­pli… bez­cenny :) I wciaga pie­ron­stwo niesamowicie.

  3. Keroth 10/07/2007 do 14:21 # Odpowiedz

    Tego typu urzą­dze­nia, jak Eye Toy czy Wii są wręcz stwo­rzone do tzw. party games :). Sam mam rewe­la­cyjne wspo­mnie­nia po krót­kiej par­tyjce tenisa na Wii — to naprawdę świetna zabawa.

  4. CoSTa 10/07/2007 do 20:44 # Odpowiedz

    [b]zx[/b]: święta racja — ska­ka­nie w worach, naj­le­piej po kilku bro­wa­rach — to jest TO. i z tym miej­scem to masz abso­lutną rację. dziś sza­le­li­śmy w trójkę. pokoju nie starczyło :)

    [b]ajgon[/b]: TAAAK! taki wła­śnie jest plan! plus gdzieś w kącie ukryta kamera i póź­niej zbie­ra­nie hara­czy za nie­roz­pow­szech­nia­nie materiału :)

    [b]keroth[/b]: cho­lera, to wii cią­gnie mnie bar­dzo… no nic, przy­szła wiosna/lato to czas wymiany kon­soli i wtedy okaże się, co wpad­nie. ale to wii cią­gnie jak diabli :)

    • Keroth 11/07/2007 do 07:57 # Odpowiedz

      To fakt — cią­gnie i to nawet bardzo :).

      Ja sam mam dyle­mat czy kupić, gdyby pie­nią­dze nie grały roli to już dawno bym miał, bo tak jak wspo­mi­na­łem zabawa jest rewelacyjna :)

  5. Sandman 11/07/2007 do 06:31 # Odpowiedz

    Ja mia­łem ostat­nio oka­zję pograć w dwie podobne gry, Guitar heroes 2 na xbox 360 i sing­star na ps2, no i ta pierw­sza gra mną zawład­nęła ‚mimo iż jestem per­ku­si­stą ‚a nie gita­rzy­stą no po pro­stu gra­nie „Mother” Danziga wymiata m/.Natomiast sing­star… no cóż rów­nież świetna roz­rywka ale trzeba być albo pijany albo bar­dzo bar­dzo silny psy­chicz­nie ja nie pije za to waru­nek drugi speł­niam więc zabawa była przed­nia, szcze­gól­nie ze śpie­wa­łem w duecie ze swoją zna­jomą ‚a dzięki mojemu wspa­nia­łemu gło­sowi zała­twi­łem nam pół godziny intym­no­ści w sali przez którą nor­mal­nie prze­wi­jało sie 10 osób na minutę :twi­sted: :D

Dodaj komentarz