Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (Fantastyczna czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera)

Fantastic Four

Nie tak dawno temu w dosyć żoł­nier­skich sło­wach popa­stwi­łem się nad Spidermanem 3. Dostało się Spajdiemu, oj dostało… Jeden z naj­bar­dziej gów­nia­nych fil­mów świata, zde­cy­do­wa­nie naj­gor­sza ekra­ni­za­cja komiksu ever (włą­cza­jąc w to prze­ki­czo­wate Supermany i co tam jesz­cze pod ręką się znaj­dzie), moje wiel­kie szczę­ście, że nie wyda­łem na do dzia­do­stwo wię­cej, niż kosz­to­wało mnie zassa­nie tego filmu z netu. Doprawdy, strasz­nie mnie ten drew­niany film wku­rzył. W tychże krót­kich woj­sko­wych sło­wach wyra­zi­łem swoją obawę przed fil­mem poten­cjal­nie jesz­cze gor­szym — mowa o naj­now­szej Fantastycznej czwórce. Słuchy mnie bowiem doszły, że kiła to straszna, dno i metr mułu i że lepiej zagrać w war­caby lub dłu­bać w nosie, niż na to coś czas tracić.

Nie posłu­cha­łem. Obejrzałem…

I nie żałuję! Bawiłem się na fil­mie dobrze. Szczerze mówiąc — bar­dzo dobrze :). Jakieś co bar­dziej wykształ­ciu­cho­wate typy zaraz pew­nie zapy­tają gromko: „CoSTa, jak można się bawić na takim fil­mie, w któ­rym nie ma mowy o Bardzo Ważnych Rzeczach, nie poru­sza się Tematów Egzystencjalnych a jedy­nym praw­dzi­wym pro­ble­mem jest ten jed­nej z głów­nych postaci — czy pani woj­skowa (swoją drogą bar­dzo ape­tyczna) da się wyrwać?”. A ja na to odpo­wia­dam: TAK! Da się wła­śnie dla­tego, że brak w tym fil­mie jakich­kol­wiek pre­ten­sji. Jakżesz ten film był odświe­ża­ją­cym doświad­cze­niem po Spajdim numer 3! Ileż satys­fak­cji dało mi oglą­da­nie pod­kpi­wa­ją­cych ze sie­bie nawza­jem postaci! Ten film — o dziwo — kipie humo­rem przy Spajdim numer 3, daje dokład­nie to, czego ocze­ku­jemy po ekra­ni­za­cji komiksu o kole­siach w try­ko­tach — sporo roz­rywki. Do tego ładne buzie i zgrabne ciałka pań, ładne umię­śnie­nie i ogólna przy­stoj­ność panów, dużo kolo­rów, Bardzo Groźny BadGay, Chujowo Wyrenderowany Silver Surfer, źli i głupi woj­skowi (musi być — Bushowi jak nic), dobre i jesz­cze głup­sze spo­łe­czeń­stwo Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, które myśli tylko o tym, jak przy­ła­pać cele­brity nago… Przykładnie spę­dzone dwie kinowe godziny imo.

No dobra, fabuła. Ta leci mniej wię­cej tak: jest Ziemia a na niej F4 (Fantastic Four) zajęci ślu­bami i wyry­wa­niem lasek oraz roz­da­wa­niem auto­gra­fów. Na tę Ziemię z kosmosu przy­la­tuje Chujowo Wyrenderowany koleś, który z racji tego, że jest cały srebrny i lata na desce, nazwany został Silver Surferem. F4 chcą nako­pać SS bo SS nie­zbyt ład­nie bawi się na Ziemi robiąc jakieś głę­bo­kie doły, wyłą­cza­jąc prąd, zmra­ża­jąc morza i oceny i powo­du­jąc opady śniegu w Egipcie, co wpływa dra­ma­tycz­nie na ceny tam­tej­szych dzia­łek budow­la­nych. Deska SS ma spe­cjalne wła­ści­wo­ści, które chce posiąść nie­jaki Victor Von Doom, coby spi­zgać F4 w odwe­cie za to, co mu zro­bili w czę­ści ostat­niej, czyli pierw­szej. SS kopie luź­niutko tyłki F4 co dopro­wa­dza do gniewu Pana Generała. PG roz­ka­zuje F4 współ­pra­co­wać z VVD w celu sko­pa­nia czte­rech liter SS. Wszyscy zasta­wiają pułapkę na SS, w którą ów wpada. PG jest głupi (musi być — Bushowy jak nic) i nie wie­rzy F4, że VVD to koleś spod ciem­niej gwiazdy. Niebawem się o tym prze­ko­nuje wcho­dząc (i natych­miast z niej bole­śnie scho­dząc) w drogę VVD. VVD bie­rze deskę SS i z miej­sca sur­fuje, że lepiej nie można. F4 ratują SS z łap PG (któ­remu już w sumie i tak wszystko jedno bo bole­śnie zszedł z drogi VVD oraz w sumie także z tego świata), łączą swoje siły i jako F4SS lecą kopać odwłok VVD. W mię­dzy­cza­sie do Ziemi zbliża się Bardzo Groźny BadGay, który jest moco­dawcą (można rzec — dominą) SS, a który ma tę brzydką wła­ści­wość, że jak już na jakąś Ziemię trafi, to ją do cna nisz­czy i leci sobie dalej. SS służy BGBG bo ten ma na niego — wzo­rem naszych władz — haka: trzyma gdzieś bia­ło­głowę SS (nie wiem po co SS bia­ło­głowa bo żad­nych orga­nów płcio­wych u niego dostrzec nie można ale być może Srebrni tak mają i roz­mna­żają się np. kicha­jąc na sie­bie, na co bodajże wpadł Kilgore Trout w jed­nym ze swo­ich opo­wia­dań). SS służy więc BGBG licząc na to, że ów zwróci mu bia­ło­głowę a służy w ten spo­sób, że szuka Ziem do znisz­cze­nia i daje o nich cynk swo­jej domi­nie. Cynk dawany jest deską, która staje się tym samym ośrod­kiem wszel­kiej akcji na Ziemi. A to dla­tego, że deskę prze­jął VVD, który gdzieś ma, że leci BGBG przez tę deskę wzy­wany. Na znisz­cze­nie Ziemi, posia­da­nie przez VVD deski i nie­szczę­ście SS nie chcą pozwo­lić F4 i niczym to Ace — lecą czy­ścić wszel­kie plamy. Dochodzi do Wielkiej Konfrontacji wszyst­kich ze wszyst­kimi (prócz PG, który — o ile pamię­ta­cie — wziął był wyzio­nął ducha). Pizgają się VVD, F4SS i BGBG . F4SS kopią odwłok VVD i przej­mują dechę. Dochodzi do podziału F4SS na F4 i SS. SS wska­kuje na dechę i leci pizgać BGBG a F4 nic nie robią pła­cząc nad zej­ściem Pani Storm (VVD skoń­czył cier­pie­nia PS cel­nym rzu­tem czymś na kształt oszczepu zdaje się). SS wla­tuje w BGBG (ten film jakiś gejow­ski jest) wcze­śniej wskrze­sza­jąc PS (ok, nie jest gejow­ski — bogo­wie nie są gejami). F4 sie­dzą na asfal­cie nie jarząc o co kaman i co się wła­ści­wie wyda­rzyło. Kurtyna.

Czy to nie brzmi jak dobra zabawa? :)

Ocena w skali 1–10: 6

Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (Fantastyczna czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera)

Obsada:
Ioan Gruffudd … Reed Richards
Jessica Alba … Sue Storm
Chris Evans … Johnny Storm
Michael Chiklis … Ben Grimm

ofi­cjalna strona filmu
strona filmu w ser­wi­sie imdb.com
strona filmu w ser­wi­sie stopklatka.pl

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

10 Komentarzy do “Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (Fantastyczna czwórka: Narodziny Srebrnego Surfera)”

  1. harnir 20/07/2007 do 14:31 # Odpowiedz

    Super opis :-) Ja byłem na fil­mie w kinie, pierw­szy raz seans w zupeł­nie pustej sali — cała dla mnie. Jak widać Multikino potrafi puścić seans nawet dla jed­nego widza, cie­kawe czy im się to zwraca… ;)

    • eazyone 20/07/2007 do 17:32 # Odpowiedz

      Im się pew­nie nie zwraca.

      Mi po obej­rze­niu tego pew­nie by się zwróciło… :)

  2. Łukasz Horodecki 20/07/2007 do 18:34 # Odpowiedz

    „zde­cy­do­wa­nie naj­gor­sza ekra­ni­za­cja komiksu ever”

    Czyżbyś nie widział „Spawna”?

  3. Sickboy 20/07/2007 do 18:37 # Odpowiedz

    Czasem to nie­źle się roze­rwać przy tego typu produkcjach.

    Skorzystam z oka­zji i zapro­szę Cię (i całą resztę) do wizyty na moim blogu. Właściwie to pozaz­dro­ści­łem Ci Twojego bloga i posta­no­wi­łem zro­bić swój. Raczej się w komen­ta­rzach nie udzie­la­łem ale jestem „sta­łym czytelnikiem”.

    http://hellosickboy.blogspot.com/

    Sorry za reklamę. Mam nadzieję ‚że wybaczysz. ;)

  4. garrecisko 21/07/2007 do 08:17 # Odpowiedz

    Hmm.. i jak tu nie pójść teraz do inter­ne­to­wego skle­piku marki p2p i nie zassać filmu po takiej recenzji? ;))

  5. Keroth 22/07/2007 do 11:04 # Odpowiedz

    Jej sam nie wiem czy warto się tym fil­mem zain­te­re­so­wać ;-). Myślę, że jego w tej recen­zji tkwi w tym jak piszesz, a nie w tym jaki jest :).

    Poczekam aż wysta­wisz cze­muś 8 i wię­cej i wtedy ze spo­ko­jem pójdę do kina :).

  6. Keroth 22/07/2007 do 11:08 # Odpowiedz

    Jej coś mi ucięło komentarz:

    myślę, że jego „siła” w tej recen­zji tkwi w tym jak piszesz, a nie w tym jaki jest :). Tak powinno być.

    Przepraszam za dubla.

    • CoSTa 22/07/2007 do 11:09 # Odpowiedz

      sorry, bawię się wła­śnie plu­gi­nami na blogu i przez jakiś czas mogą wystę­po­wać problemy.

  7. CoSTa 22/07/2007 do 11:49 # Odpowiedz

    [b]harnir[/b]: skoro wyświe­tlają to i pew­nie się zwraca :)

    [b]eazyone[/b]: też tak myśla­łem, że mi się zwróci. wbrew pozo­rom — fajowe :)

    [b]killa[/b]: widzia­łem. spajdi 3 imo gor­szy. szkoda :/

    [b]sickboy[/b]: spoko, żaden pro­blem. miłego blogowania :)

    [b]garrecisko[/b]: wpa­daj, wpa­daj… imo warto obej­rzeć. w takiej czy innej wersji :)

    [b]keroth[/b]: no dzię­kuję za zaufa­nie ale zawsze ale to zawsze powta­rzam — nie ma sensu bazo­wa­nie na czy­ichś opi­niach. nie­stety ale trzeba opi­nię o czymś wyro­bić samemu :). dla mnie ten fil­mik ot aku­rat świetna przy­stawka do popcornu, w dodatku na wesoło. cie­bie może odrzu­cić, róż­nie bywa. ja cza­sem dziw­nym fil­mom wysta­wiam wyso­kie noty za ich spa­cze­nie, pro­gra­mową głu­potę czy imma­nent­nie wpi­sane w sce­na­riusz (o ile jest takowy) bycie fil­mem ZŁYM. tak więc lepiej zbyt­nio się na te moje oceny nie zdawać :)

  8. Hadret 22/07/2007 do 12:33 # Odpowiedz

    Buahah, mam iden­tyczne odczu­cia po obej­rze­niu ;D Recka wgnio­tła w fotel :P

Dodaj komentarz