Jing — miodna zabawa w screencastowanie

Przeglądając sobie dzi­siej­sze feedy, tra­fi­łem na taki oto wpis na The Apple Blog: Snapz + Skitch = Jing. Posiadaczom Maków słówka Snapz i Skitch nie mogą być obce a kiedy wystę­pują w zesta­wie­niu i w dodatku efek­tem owego ma być jakiś kolejny pro­gram… No ja bar­dzo chęt­nie i pełen cie­ka­wo­ści zerknąłem.

Jing Project — zabawa w scre­en­ca­sty na calego!

W efek­cie sie­dzę od jakiejś godziny i… robię sobie scre­en­ca­sty :). Jing to bowiem soft do zrzu­ca­nia scre­en­scho­tów ale też i do robie­nia scre­en­ca­stów w spo­sób łatwy, miły i przy­jemny. I kiedy piszę, że jest to spo­sób łatwy i przy­jemny to wła­śnie dokład­nie to mam na myśli. Program nie wymaga żad­nego wpro­wa­dze­nia, jakiejś instruk­cji obsługi czy cze­goś w tym guście. Uruchamiasz, kli­kasz, scre­en­cast gotowy. To jest dokład­nie wła­śnie takie pro­ste. Imo — rewelka.

Screencasty zrzu­cane są do pli­ków SWF ale zamiast toto zapi­sy­wać, można od razu wprost z pro­gramu wrzu­cić swoje dzieło na ser­wery ser­wisu ScreenCast.com i roz­po­wszech­niać otrzy­many adres inter­ne­towy. Tak jak ja to zaraz zro­bię. O tak:

wcią­gnij mojego screencasta :)

I okej, od razu wycho­dzi pierw­szy spory pro­blem — te swf-y są OGROMNE! Ja wiem, że nie­małą powierzch­nię ekranu zrzu­ca­łem i do tego dźwięk ale na boga, bez prze­gięć… To wymaga zde­cy­do­wa­nie dopra­co­wa­nia bo póki co roz­miary pli­ków są nie­ak­cep­to­walne w naszych warun­kach inte­ren­to­wych. Być może w nor­lan­dii, gdzie syn­chro­niczne 10 mega­bi­tów to norma, nie jest to pro­ble­mem. U nas jest. Drugi spory pro­blem to kon­se­kwen­cja poczy­nio­nych zało­żeń. Miał być pro­gram pro­sty w obsłu­dze? Jest! Jednak kosz­tem prak­tycz­nie wyrżnię­cia wszel­kich moż­li­wych opcji. Mnie się tu jedno bar­dzo nie podoba — ni cho­lery nie można wpły­wać na wiel­kość i jakość zgry­wa­nego obrazu. No cóż, apli­ka­cja dopiero star­tuje więc może z czasem…

Rzecz póki co za free, na MacOSX i Windows. Linuksa tam nie­stety nie lubią :/

strona pro­gramu

EDIT: to jest na tyle duże, że zaraz zeżre mi cały limit prze­syłu danych na tria­lo­wym kon­cie w ScreenCast.com. Jeśli więc poja­wią się pro­blemy, zawsze można SWFa sobie ścią­gnąć by spraw­dzić jak to działa. Przez naj­bliż­sze kilka dni plik poleży, póź­niej wywa­lam z ser­wera bo to za duże na trzymanie.

pobierz plik SWF ze scre­en­ca­stem (pra­wo­klik i „zapisz jako” ew. klik­nię­cie powinno po pro­stu odpa­lić fla­sha i fil­mik powi­nien zacząć się wyświetlać)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “Jing — miodna zabawa w screencastowanie”

  1. byte 20/07/2007 do 10:37 # Odpowiedz

    [quote]Linuksa tam nie­stety nie lubią[/quote]

    Linux ma swoje narzę­dzia do scre­en­ca­stów i opcji w nich ciutkę wiecej.

    • CoSTa 20/07/2007 do 11:33 # Odpowiedz

      nie wat­pię, że są prze­za­je­bi­ste pro­gramy do scre­en­ca­stów z gaz­zi­lio­nem opcji na linksa jak i maka oraz win­dows. nie piszę o tym co mają dane sys­temy i o zaje­bi­stym opro­gra­mo­wa­niu na nie tylko o TYM KONKRETNYM pro­gra­mie, któ­rego na linuksa nie ma. tyle.

      • byte 20/07/2007 do 14:14 # Odpowiedz

        Kościk, Ty się pro­szę ja Ciebie nie unoś, bo ja napi­sa­łem tylko, że linuk­sia­rze wobec dostęp­no­ści innego opro­gra­mo­wa­nia powinni mieć zasad­ni­czo w rzyci że ich tu czy tam nie lubią. Tak samo jak na przy­kład nie roz­pa­czają z powodu nie­do­stęp­no­ści Maxtona czy innego Gadu-Gadu.

Dodaj komentarz