Rodzinny raport na dzień 2007.07.28

Dawno już jakoś tre­ści­wie o naszych rodzin­nych poczy­na­niach i wyda­rze­niach nie pisa­łem więc czas to nieco nad­ro­bić w for­mie zwię­złej a zbior­czej. Nie to, żeby się coś bóg raczy wie­dzieć jak waż­nego działo ale raprot to raport, trzeba będzie się grzecz­nie wyspowiadać :).

Da Majek zwiał z domu w kie­runku Stalowej Woli i męczy teraz dziad­ków. Bardzo nam z tego powodu przy­jem­nie bo możemy sobie z Dorotką w spo­koju nieco w domku pomiesz­kać a dziad­kom już się zdrowo nale­żało. Wszak nie widzieli się już od ho ho a może i dłu­żej i pew­nie zapo­mnieli nieco, jak nasza córka potrafi być absor­bu­jąca. No to sobie przy­po­mnieli :). Ostatnie donosy wywiadu wska­zy­wały na to, że bab­cia wzięła się za pacy­fi­ko­wa­nie naszej lato­ro­śli wrę­cza­jąc jej ście­reczkę sztuk jedna i wyzna­cza­jąc cał­kiem pokaźną powierzch­nię do wypu­co­wa­nia. Po sapa­niu córki w tele­fo­nie sądząc — przy­kłada się do roboty. I dobrze, tu czeka ją kil­ka­dzie­siąt metrów kwa­dra­to­wych fro­terki więc niech nabie­rze nieco wprawy :)

Doropha obija się strasz­nie, nic jej się nie chce i naj­chęt­niej leża­łaby tylko w wyrze. Leżenie w wyrze nie jest niczym złym ale na boga — raz na jakiś czas można się na ten przy­kład umyć! Aby to uczy­nić trzeba z owego wyra się zwlec i odwłok do wanny/umywalki przy­tar­gać. I wła­śnie w tym tar­ga­niu pro­blem. Zdaje się, że gra­wi­ta­cja cosik u nas ostat­nio się zwięk­szyła i ni cho­lery nie idzie tyłka gdzie­kol­wiek ruszyć. Niemniej dziś hero­icz­nym wręcz zry­wem Doropha zajęła się naszą sie­dzibą a ja rów­nie dziel­nie skrę­ca­łem jakieś regały. Zażylibyśmy słusz­nego wypo­czynku gdyby nie to, że nie mamy nic do pogry­za­nia na wie­czór a nikomu nie chce się czte­rech liter ruszyć do sklepu. Bierzemy się na prze­cze­ka­nie i zoba­czymy kto pierw­szy pęk­nie. Stawiam na Dorkę bo coś jakby nerwy jej zmię­kły po wyjeź­dzie do Stalówki i odpo­czynku kilkudniowym.

Ja zasię po hero­icz­nym boju z rega­łem i naszym schow­kiem wzią­łem byłem i się nieco zają­łem naszą biblio­teką mul­ti­me­diów. Noooo, naresz­cie zaczyna to jakoś wyglą­dać jak trzeba — muzyka ład­nie poukła­dana, fil­miki grzecz­nie do biblio­teki powrzu­cane, wszystko jak trzeba. W mię­dzy­cza­sie kom­bi­nuję jak tu się wyrwać na nieco dłu­żej i nie mając siana nieco poba­lo­wać z nie­ba­wem zwa­la­ją­cymi nam się na głowy braćmi cio­tecz­nymi. Młodzi, przy­stojni, greccy z wyglądu do bólu… Panny będą na nich leciały, trzeba się kur­czę pod to pod­cze­pić i może z pań­skiego stołu jakieś odrzuty i mnie wpadną. Na szczę­ście żona ma rodzin­nego bloga w trą­bie i tu nie zagląda, więc w spo­koju mogę snuć zbe­reźne plany i mieć myśli brudne jak zęza bar­dzo par­szy­wego kutra wożą­cego wyjąt­kowo stare śledzie :)

Tak, potrze­buję urlopu. Już nie­ba­wem kilka dni wol­nego zwią­zane z chrzści­nami Alinki a póź­niej z tydzień z okła­dem wypadu w góry w oko­lice domu rodzin­nego. Biorę Majkę i pokażę jej jak wyglą­dają Karkonosze po stro­nie cze­skiej i jak cze­skie piwo sma­kuje. No i czas na pierw­sze namio­towe wypady! Strasznie zachciało mi się wsko­czyć w śpi­wór i z trzy dni się nie myć ino łazić po gór­kach i piw­sko popi­jać. Jak jest po cze­sku „tata prosi piwo”? Muszę młodą nauczyć i nie­chaj zadba o potrzeby swo­jego ojca rodzonego :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “Rodzinny raport na dzień 2007.07.28”

  1. ciotka's eleni 31/07/2007 do 07:05 # Odpowiedz

    aha, takie nie­cne plany snu­jesz w zwiazku z waszym meskim rodzin­nym zlo­tem w Polsce, no niech ci bedzie.

    Bylam w Berlinie na trzy dni slu­zbowo gdzie tem­pe­ra­tura byla ok 15 st z desz­czem i nieco zmar­z­lam wiec chcia­lam z powro­tem do cie­pla ale nie do upalu.

    Za pare dni lece do Azerbaidzanu i mam nadzieje ze tam bedzie nor­ma­la­nie ani za zimno ani za cieplo.

    • CoSTa 31/07/2007 do 15:30 # Odpowiedz

      a wła­śnie cio­teczko — chło­paki niech coś wezmą na zmianę bo tu zro­biło się jesienno zimno. do dupy takie lato a moja zazdrość w tema­cie waszych wyjaz­dów zaczyna sta­wać się mor­der­czo niebezpieczna :)

  2. ciotka's eleni 01/08/2007 do 09:17 # Odpowiedz

    no nie martw sie, przy­sle ci z chlo­pa­kami ile slonca i cie­pla zechcesz albo wsia­daj do samo­lotu i za kilka godzin jestes w Atenach.…

    • CoSTa 01/08/2007 do 09:47 # Odpowiedz

      o, to ostat­nie podoba mi się naj­bar­dziej :). kur­czę, żeby­śmy nie musieli siana w miesz­kanko wpa­ko­wać, to już bym pla­no­wał tydzień sto koukaki :)

  3. ciotka's eleni 02/08/2007 do 07:53 # Odpowiedz

    Sa linie lot­ni­cze takie jak „wiz­zair” i „sky­eu­rope”, ktore lataja do Aten za ok 100 euro pod warun­kiem ze zare­zer­wuje sie miej­sca mie­siac albo dwa mie­siace wczesniej

Dodaj komentarz