White Noise 2, Zodiac, Spider-Man 3, Shooter

I znów wpa­dło kilka fil­mów, na temat któ­rych przy­naj­mniej dwa słowa warto by powie­dzieć. Pokrótce opi­szę swoje dozna­nia doty­czące każ­dego i wysta­wię notkę ale tak po praw­dzie już teraz mógł­bym powie­dzieć jedno: cze­kam na HIT. Na coś, co mnie wresz­cie do ekranu przy­kuje i zain­te­re­suje tym, co na owym jest poka­zy­wane. Bo być może mamy ostat­nio sporo obraz­ków do oglą­da­nia ale kina w tym nie­stety żadnego :/.

Łola­boga, pisa­łem to od godziny 10-tej rano a mamy już po 14-tej, niech więc ktoś spró­buje powie­dzieć, że bloga nie pro­wa­dzi się z czy­stej, nie­skrę­po­wa­nej, niczym nie­ogra­ni­czo­nej miło­ści do czy­tel­ni­ków owego :). Okej, zapra­szam do poczy­ta­nia krót­kich recen­zji filmów:


White Noise 2 (Głosy 2)

White Noise 2

Zacznijmy od mało chyba zna­nego White Noise 2, który to jest hor­ro­rem z gatunku tych nieco mniej strasz­nych i nie­kr­wa­wych. Film, w któ­rym powinno domi­no­wać stę­że­nie gęstej i lep­kiej atmos­fery roz­bija się o tę wła­śnie atmos­ferę. Po pro­stu nie dano rady jej stwo­rzyć. Są momenty, w któ­rych film auten­tycz­nie przej­muje ale są tak rzad­kie, tak szybko mijają, tak źle się z nich korzy­sta przy kon­stru­owa­niu wyda­rzeń, że aż szkoda gadać. To nie jest film zły, to raczej film, po obej­rze­niu któ­rego ma się prze­świad­cze­nie, że ktoś tu nieco spa­prał robotę i mate­riał na cał­kiem nie­zły obraz.

A tak, bo to jest obraz a nie zwy­kła hor­ro­rowa rzeź­nia. Rolę główną powie­rzono zna­nemu miło­śni­kom serialu Firefly Nathanowi Fillion, który wydaje się być akto­rem auten­tycz­nie nie­złym, i który łatwo gubi seria­lową łatkę w tym fil­mie. Gra mocno, prze­ko­nu­jąco, stara się stwo­rzyć prze­ko­nu­jący obraz czło­wieka po śmierci kli­nicz­nej i idzie mu to cał­kiem nie­źle. A tak, po śmierci kli­nicz­nej — cała bowiem intryga oparta jest na zało­że­niu, że pod­czas śmierci kli­nicz­nej coś się wyda­rza i nie­któ­rym ludziom, któ­rzy ją prze­szli, dany jest dar postrze­ga­nia (w postaci fajo­wej aury) ludzi, któ­rym za chwilę pisana jest śmierć. Co zro­bią z owym darem zależy już od nich ale w natu­rze musi obo­wią­zy­wać jakaś rów­no­waga i próby zapo­bie­że­nia czy­jejś śmierci skut­kują… No wła­śnie, skut­kują nara­sta­ją­cym horrorem.

Film nie jest zły ale zde­cy­do­wa­nie nie wyko­rzy­stano tam talentu Filliona, grzęź­nie nieco w sym­bo­lice, śred­nio prze­ko­nuje nas wizja roz­to­czona przez sce­na­rzy­stów i po pro­stu czuć, że można było zro­bić to lepiej. Od strony tech­nicz­nej nie ma się czego cze­piać — dźwięk, zdję­cia, mon­taż — robota na solid­nym pozio­mie. W skró­cie: nie­zły hor­ror, który pozo­sta­wia jed­nak nieco nie­do­sytu, gdyż z tematu można było wycią­gnąć wię­cej, znacz­nie wię­cej i zro­bić z tego małe dziełko zaska­ku­jące pyta­niami o to, co tak wła­ści­wie dzieje się po śmierci.

Ocena w skali 1–10: 6

film w ser­wi­sie imdb.com
film w ser­wi­sie stopklatka.pl


Zodiac (Zodiak)

Zodiac

Z tym fil­mem wią­za­łem ogromne nadzieje. Patrząc bowiem na rating w imdb.com i przy tylu odda­nych gło­sach, liczy­łem na co naj­mniej dobre kino. Od razu może więc powiem, że zawio­dłem się. Niezbyt sro­dze ale jed­nak. Historia (oparta na fak­tach) zabójcy tytu­łu­ją­cego się „Zodiac” ma wszel­kie cechy świet­nego mate­riału na opo­wieść o tru­dzie i znoju ści­ga­nia zbrod­nia­rza, który to trud i znój latami całymi nie przy­nosi efek­tów. Film jest próbą otwo­rze­nia tego pro­cesu, tego mister­nego grze­ba­nia się w śla­dach pozo­sta­wia­nych przez zabójcę, w jego szy­frach, listach i czym tam jesz­cze. Wbrew pozo­rom to naprawdę dosko­nały mate­riał na film przede wszyst­kim nie o zabójcy ale o tym, co lata poszu­ki­wań wypra­wiają z szu­ka­ją­cymi, ich życiem, ich rodzinami.

I o to wła­śnie roz­pie­prza się ten film — o chęć prze­pro­wa­dze­nia docho­dze­nia na kształt tego zna­nego z feno­me­nal­nego i cho­rego Seven, pod­czas gdy mate­riał ska­zy­wał na zupełne inne podej­ście do zagad­nie­nia. Ja powiem wię­cej — chciano zła­pać dwie sroki za ogon i motywy „życiowe” jak naj­bar­dziej wpro­wa­dzono, cią­gnięto i w ogóle chciano poka­zać śledz­two i od tej strony. Co z tego, skoro dra­ma­ty­zmu w owych momen­tach filmu nie ma żad­nego a całość pomy­słu kła­dzie fatalne aktor­stwo, głów­nie zna­nej by się wyda­wało firmy — Jake Gyllenhaala. Łojezu, jak źle ten czło­wiek gra! Ja rozu­miem, że potrzebny był ktoś do otwo­rze­nia roli nieco buja­ją­cego w obło­kach rysow­nika kre­skó­wek ogar­nię­tego pasją roz­wią­za­nia zagadki Zodiaca. Oniryczny Gyllenhaal wyda­wał się tu pew­nie ide­alny. Problem w tym, że kole­sia kom­plet­nie odre­al­niło, gra sztucz­nie do bólu a momenty z jego udzia­łem chcia­łem prze­wi­jać bo raniło to moje oczy i uszy. Za to miód i cukierki należą się parze detek­ty­wów gra­nych przez Marka RuffaloAnthony Edwardsa, któ­rego jak do tej pory koja­rzy­łem głów­nie z seriali i głów­nie z ról zabaw­nych. Kiedy ta dwójka poja­wiała się na ekra­nie zaczy­nało być po pro­stu w cho­lerę pro­fe­sjo­nal­nie. Gesty, mimika, odzywki, into­na­cja głosu… Szacunek! I zamiast wyko­rzy­stać tę dwójkę w pełni, zamiast poka­zać jak to nie­koń­czące się docho­dze­nie wpływa na nich i ich rodziny (grany przez Edwardsa inspek­tor William Armstrong w końcu odcho­dzi z poli­cji), sku­piono się na nie­cie­ka­wym, prze­wi­dy­wal­nym, kom­plet­nie odre­al­nio­nym rysow­niku kreskówek.

Materiał na film świetny. Sam film to po pro­stu spa­prana oka­zja do zro­bie­nia cze­goś naprawdę wiel­kiego, do stwo­rze­nia Kina a nie tylko Filmu. Szkoda bo mimo iż film wciąga, mimo iż roz­pi­sana na lata histo­ria spra­wia bar­dzo prze­ko­nu­jące i tra­giczne wra­że­nie, nie potra­fiono poka­zać tego, co naprawdę nale­żało poka­zać — jak z nie­po­wo­dze­niem i porażką radzą sobie ludzie, któ­rzy robili wszystko, by wie­lo­krot­nego zabójcę zła­pać. A całość dobija jesz­cze ten cho­lerny Gyllenhaal :/

Sorry panie Fincher — nakrę­cił pan dosko­nałe Siedem i kul­towy Fight Club ale tu pan ugrzązł chcąc wbić się w swoją już kla­sykę thril­lera i sądząc, że świet­nym reży­se­rem będąc samo coś się zrobi. To nie przej­dzie. Odgrzewany kotlet pozo­sta­nie odgrze­wa­nym kotle­tem, ile by się panierki na niego nie rzu­ciło. A samo nic się nie zrobi, o posta­cie dra­matu trzeba zadbać. Dziwię się, że pan tego nie uczynił.

Ocena w skali 1–10: 5

film w ser­wi­sie imdb.com
film w ser­wi­sie stopklatka.pl


Spider-Man 3

Spider-Man 3

Jak można by ten film naj­kró­cej scha­rak­te­ry­zo­wać? Może tak: jedna z naj­więk­szych pora­żek w histo­rii kina. Nieee, za słabo… No to w sumie nie wiem, chyba będę musiał uciec się do słów ogól­nie uzna­nych za obe­lżywe: tak chu­jo­wego gówna to ja już baaaar­dzo dawno nie oglą­da­łem. Co to, do kurwy nędzy, miało niby być??? Jakim zafaj­da­nym pra­wem ktoś pozwo­lił na zro­bie­nie ze Spajdiego jakie­goś zasra­nego kina dla dzieci??? Ja dosko­nale wiem, że to jest komiks. Ale komiks, kurwa wasza mać pano­wie pro­du­cenci, i to komiks o Spajdim napa­rza­ją­cym się ze swoim alter-ego Venomem, to WSPANIAŁY komiks, w który nie ma miej­sca dla dzieci! KURWAAAA!!! Jak można było zezwo­lić na zepsu­cie takiego materiału???

Panowie pro­du­cenci, oby wam członki nie wsta­wały, raczą spoj­rzeć na datę powsta­nia pierw­szego filmu ze Spajdim w roli głów­nej. Czy widzą? To było PIĘĆ lat temu! Ówcze­sny trzy­na­sto­la­tek oglą­da­jący pana pajączka z wypie­kami na twa­rzy ma teraz lat OSIEMNAŚCIE!!! A wy waszej wła­snej widowni wci­ska­cie jakieś idio­tyczne fil­mi­dło, w któ­rym 80% czasu prze­zna­cza się na już nawet nie żało­sny wątek pożal się boże roman­tyczny… Żeby­ście to jesz­cze z dba­ło­ścią o ele­men­tarne zasady kina zro­bili… Nie kurwa, musie­li­ście wsta­wić drę­twą histo­ryjkę w jesz­cze bar­dziej drę­twe efekty i wszystko dopra­wić drew­nem. Mała porada pano­wie pro­du­cenci — wie­cie dla­czego kupię i obej­rzę naj­now­szą książkę i film o Potterze? Bo tam ktoś zdaje sobie sprawę z upływu czasu i sza­nuje swo­ich czytelników/widzów nie ser­wu­jąc im co roku tego samego widow­sika dla dzieci.

W Spider-Manie 3 złe jest WSZYSTKO. Fatalny sce­na­riusz, żenu­jące sceny ze „złym” Spajdim, kre­tyń­skie kino małego widza oglą­da­ją­cego pierw­sze miłostki swo­ich papie­ro­wych boha­te­rów, infan­tylny i prze­wi­dy­walny do bólu roz­wój wypad­ków, przed­rę­twe dia­logi i kosz­marne efekty spe­cjalne rodem sprzed pię­ciu lat. Kurwa, no już można było nie oszczę­dzać na zasra­nym sof­cie i kupić sobie now­sze wer­sje opro­gra­mo­wa­nia, w któ­rym bonesy dzia­łają bar­dziej natu­ral­nie, mate­riały pokry­wa­jace modele ofe­rują wygląd zbli­żony do rze­czy­wi­sto­ści a świa­tło działa jak ma dzia­łać. Jeśli cho­dzi o ani­ma­cję postaci to nie widzia­łem jesz­cze w obec­nym kinie cze­goś tak bar­dzo spar­ta­czo­nego. Gdyby dać nieco szyb­szego kompa mojemu zna­jom­kowi Biterowi i nieco wol­nego czasu, pew­nie wyani­mo­wałby to lepiej. I to bez milio­nów dola­rów budżetu.

Spider-Man 3 to popis tego, jak fil­mów NIE należy robić. Nie tak dawno pisa­łem o Szklanej pułapce 4. Film takoż głup­ko­waty, drę­twy i w ogóle. ALE za to sie­dzący w swo­jej kon­wen­cji tak bar­dzo, że już bar­dziej nie można, tyle że ofe­ru­jący wię­cej, moc­niej, dogłęb­niej. I za to dałem fil­mowi wyso­kie noty — bo ofe­ro­wał dokład­nie to, czego się można było po nim spo­dzie­wać. Czego spo­dzie­wa­łem się po Spajdim? Oczywiście ska­ka­nia na lince, rato­wa­nia świata przed brzy­da­lami ale też walki z poku­sami, jakie sta­wiał przed Spajdim sym­biont, który w końcu stwo­rzył Venoma. Oczekiwałem walki z Venomem nie obra­ża­ją­cej mojej inte­li­gen­cji, nie spro­wa­dzo­nej li tylko do napier­da­la­nia się rurami ale się­ga­ją­cej nieco głę­biej. Oczekiwałem olśnie­wa­ją­cych efek­tów spe­cjal­nych, cią­głej akcji i jej czę­stych zwro­tów oraz powsa­dza­nych tam jak rodzynki róż­nych tar­ga­ją­cych Spajdim emo­cji, także miłosnych.

Dostałem z tego gówno. Kał. Kloakę. Smród i popłu­czyny. Powinienem skur­wy­sy­nów pozwać za stra­cony czas ale na szczę­ście nie mogę — ukra­dłem film w necie. Gdyby jakiś samo­bójca zasta­na­wiał się, czy w ogóle warto na to się wybie­rać do kina, to pod­po­wia­dam: ukrad­nij to czło­wieku. Nie wyrzą­dzisz żad­nej krzywdy kul­tu­rze i ludz­ko­ści. Bez takich fil­mów dosko­nale sobie kul­tura i ludz­kość pora­dzą. Film miał dostać począt­kowo ocenę 1 ale za motyw Sandmana dostaje 2. JEDYNY motyw w fil­mie, który został co prawda spier­do­lony ale w prze­ci­wień­stwie do reszty — nie aż tak bardzo.

Boże, a dziś przede mną Fantastyczna Czwórka w naj­now­szej odsło­nie… Ponoć gor­sze to od Spajdiego… No nic, trzeba obej­rzeć by się przekonać :)

Ocena w skali 1–10: 2

strona filmu w ser­wi­sie imdb.com
strona filmu w ser­wi­sie stopklatka.pl


Shooter (Strzelec)

Shooter

Dziwny film. Niezły w sumie pomysł na zro­bie­nie kina typowo „hero­so­wego” — on, ideał żoł­nie­rza co to i gówno zeżre ale z głodu poste­runku na pewno nie opu­ści a ojczy­znę ura­tuje choćby nie­wia­do­moco, oraz oni — złe agen­cje rzą­dowe ste­ro­wane przez spi­skow­ców i ludzi nie mają­cych krzty honoru. Do pew­nego stop­nia tak wła­śnie jest ale tylko do pew­nego. Zapewne do tego, w kto­rym ktoś stwier­dził, że nie robimy kolej­nego Rambo ze znaj­perką zamiast kała­cha zdo­by­tego na wro­gach a sta­wiamy bar­dziej na poli­tyczny thril­ler ze snaj­pe­rem w roli głów­nej a decy­du­ją­cej. Mądry wybór choć wyko­nać to można było lepiej.

Jako się rze­kło, nie ma mowy o ram­bo­ida­cji filmu. Bohater nie ma nad­ludz­kich zdol­no­ści prócz jed­nej: jest feno­me­nem broni snaj­per­skiej. Ten koleś to żywa legenda strze­la­nia do pudełka zapa­łek z pół­tora kilo­me­tra odle­gło­ści. Ten facet to spec, fachura, dosko­nały żoł­nierz ale też po pro­stu czło­wiek, tar­gany swo­imi demo­nami, które to demony poka­zuje się zaraz na początku filmu w postaci spie­przo­nej akcji głę­boko na tyłach wroga. To facet, który mimo mło­dego wieku ma dość, sie­dzi w górach, gdzie na ustro­niu chowa się przed gonią­cymi go demo­nami i wie­dzie życie w sumie sta­bilne. Nagle w to życie wkra­czają chłopcy z któ­rejś ze służb spe­cjal­nych i pro­szą o poradę w ochro­nie życia pre­zy­denta, bo mają sygnały, że ktoś chce owego pre­zy­denta krop­nąć z wiel­kiej odle­gło­ści i on, jako spec od kro­pie­nia z wiel­kich odle­gło­ści, bar­dzo by się przy ochro­nie głowy pań­stwa przydał.

Intryga zawią­zana, roz­po­czyna się akcja i… I jest cał­kiem nie­źle! Co prawda film jest prze­wi­dy­walny ale dostar­cza sporo frajdy oglą­da­nie jak snaj­per radzi sobie z bad­ga­jami, bo to chyba oczy­wi­ste, że wro­biono go w spi­sek mający na celu… OK, to już w fil­mie. Plusy: sprawna nar­ra­cja, wido­wi­skowe strze­la­niny, nie­głupi pomysł, nie­złe zdję­cia. Minusy: zbyt wido­wi­skowe strze­la­niny (come on, to snaj­per a nie wspo­mniany Rambo — akcja z odpie­ra­niem ataku na domek to jakieś nie­po­ro­zu­mie­nie), drę­twa gra akto­rów, powody zawią­za­nia spi­sku nieco prze­kom­bi­no­wane i ogól­nie brak wyko­rzy­sta­nia snaj­per­skich zdol­no­ści boha­tera. A tak poza tym to stan­dar­dowe kino akcji, bez jakichś więk­szych unie­sień czy opa­dów. Wciąga się miło, myśleć zbyt wiele nie trzeba… Ot, fajny film na piąt­kowy wie­czór, kiedy już nie ma się poję­cia, co można by przed snem wciągnąć.

Ocena w skali 1–10: 6

strona filmu w ser­wi­sie imdb.com
strona filmu w ser­wi­sie stopklatka.pl

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

12 Komentarzy do “White Noise 2, Zodiac, Spider-Man 3, Shooter”

  1. Paweł Tkaczyk 15/07/2007 do 15:32 # Odpowiedz

    Spiderman 3 też mnie zawiódł sro­dze. Co do FF, to bym się nie pchał (chyba, że z obo­wiązku, bo to na pod­sta­wie komiksu), ale szkoda czasu. Shooter… widzia­łem dzień po FF2 i oce­niam duuużo wyżej. Bez unie­sień, ale po pro­stu sprawne kino sensacyjne.

    Z Willisem pole­cam też (star­szy już) „Lucky Number Slevyn”, dia­logi są naprawdę osca­rowo odjechane :)

  2. Biter 15/07/2007 do 17:18 # Odpowiedz

    Z wszyst­kich wymie­nio­nych widzia­łem tylko Shooter — dobry fil­mik, w sam raz na wie­czorne odprę­że­nie bez zbęd­nego myślenia ;)

    A co do Spider-man’a aż sie prze­mogę i wcią­gnę — tylko po to by zoba­czyć jak ktoś coś zro­bił gorzej niż ja bym zro­bił ;) W końcu nawet kiczo­wate kino może mieć swój urok (atak pają­ków etc ;)) wszystko zależy od natę­że­nia kiczu w kiczu ;)

  3. tas 15/07/2007 do 19:42 # Odpowiedz

    Pajucz3 to taki film o pła­czą­cych face­tach, nie uważasz? ;)

  4. Robert Pankowecki 15/07/2007 do 21:53 # Odpowiedz

    +2 karma za recen­zję Spidermana3. Pojechałeś sobie, aż miło … :-)

  5. shqvarny 16/07/2007 do 09:11 # Odpowiedz

    Która to już która ekra­ni­za­cja tej samej histo­rii (Zodiac)? 4, 115?

    jak się Spiderman koń­czył, bo nie wytrzy­ma­łem (kto do dia­ska wymy­ślił by takie coś trwało pra­wie 2,5h?)

    co do Shootera, to po obej­rze­niu filmu zaczą­łem się zasta­na­wiać, czemu w głów­nej roli nie obsa­dzono np. Harrisona Forda? (Bruce Willis już w te waka­cje się nazabijał)

  6. Keroth 16/07/2007 do 12:26 # Odpowiedz

    Ostatnio czy­ta­łem o Zodiacu bar­dzo pochlebną opi­nię. Już mia­łem wyrwać ze swo­jego mini­mum czasu, które mam wolne kilka godzin na pój­ście do kina, a teraz…

    Przynajmniej się nie zawiodę :).

  7. CoSTa 16/07/2007 do 18:57 # Odpowiedz

    [b]paweł[/b]: obej­rza­łem FF — spajdi może czwórce buty czy­ścić, ot co. ale o tym w może nieco innym wpi­sie. cho­lera, ten lucky num­ber bar­dzo mi się w gło­wie koła­cze ale ni cho­lery nie mogę dra­nia umiej­sco­wić. musi być — nie widzia­łem o dziwo.

    [b]biter[/b]: czuj się bitah ostrze­żony. serio, gdyby dać ci moż­li­wo­ści (czyli nieco wię­cej kom­pu­te­rów :)) to wyani­mo­wał­byś to o niebo lepiej. z mode­lami nie wiem czy byś sobie pora­dził ale ani­ma­cja — stu­pro­cen­towo. zobacz, prze­ko­naj się. pod­po­wiem — efekt sand­mana wcią­gnąć można było już w zamierz­chłym tele­dy­sku jack­sona. i nie­zbyt się oby­dwa efekty róż­nią a dzielą je LATA. chu­jowe na maksa par­ticle, serio. w real­time chłopcy z hau­jobb zro­bi­liby to lepiej :). btw — pode­ślij jakie­goś pres­spacka odno­śnie demka to się na stronkę wrzuci, tem­pe­ra­turkę pod­grzeje, przy­musi was chło­paki do skończenia :)

    [b]tas[/b]: a wiesz, że coś w tym jest? jak nie jeden zafaj­dany boha­ter beczy, to drugi…

    [b]robert[/b]: oglą­da­łeś? no to chyba wiesz dlaczego :)

    [b]shqvarny[/b]: która to już ekra­ni­za­cja? dali­bóg, nie mam poję­cia. teraz, kiedy czy­tam to, co napi­sa­łeś, zaczyna do mnie docie­rać, jakie to już powoli staje się okle­pane :/. spajdi zakoń­czył się zgod­nie z ocze­ki­wa­niami — pra­wie wszy­scy żyli długo i szczę­śli­wie. przy­naj­mniej do następ­nej czę­ści. a co do sho­otera — ford kręci teraz indiana jonesa 4 więc lepiej niech się skupi na tym :). oby to był powrót do kina przy­gody lat 80-tych!

    [b]keroth[/b]: też czy­ta­łem. same pochlebne. dla­tego zawio­dłem się nieco. film nie jest zły! po pro­stu nie wie­dzieć czemu w necie roi się od lau­rek kiedy to kino jest co naj­wy­żej poprawne. idź, prze­ko­naj się sam. być może film cię wcią­gnie i wysta­wisz mu więk­sze noty. mnie nie­stety nie prze­ko­nał do sie­bie, czego szcze­rze żałuję.

    • Biter 17/07/2007 do 07:51 # Odpowiedz

      Presspack? Czemu nie, tylko za kilka tygo­dni, trzeba jesz­cze kilka rze­czy istot­nych detali opra­co­wać (tek­stu­ro­wa­nie i nor­mal mapy zwłasz­cza :)) A przy­mu­szać do skoń­cze­nie nie trzeba, mała fabryka sie zrobiła :)

  8. zx 16/07/2007 do 19:54 # Odpowiedz

    I (Eru Jedyny i Jeży Kolczasy!) reży­ser Spired-Mana ma krę­cić Hobbita! Przecież to naj­więk­sza zbrod­nia… brrr…

  9. CoSTa's Family Page 20/07/2007 do 12:47 # Odpowiedz

    Fantastic FourNie tak dawno temu w dosyć żoł­nier­skich sło­wach popa­stwi­łem się nad Spidermanem 3. Dostało się Spajdiemu, oj dostało… Jeden z naj­bar­dziej gów­nia­nych fil­mów świata, zde­cy­do­wa­nie naj­gor­sza ekra­ni­za­cja komiksu ever (włą­cza­jąc w to przekiczowa

  10. M 01/08/2007 do 08:53 # Odpowiedz

    Cyt.

    sku­piono się na nie­cie­ka­wym, prze­wi­dy­wal­nym, kom­plet­nie odre­al­nio­nym rysow­niku kreskówek.

    Czy oglą­dał pan Donnie Darko?

    Polecam na pocza­tek zapo­znac sie z tym fil­mem a nastep­nie oce­niac tego aktora.

    • CoSTa 01/08/2007 do 09:45 # Odpowiedz

      wie­lo­krot­nie oglą­da­łem, okre­śle­nie „oni­ryczny” nie wzięło się zni­kąd. i mię­dzy innymi na pod­sta­wie jego roli w don­nie plus w kilku innych fil­mach oce­niam jego występ tutaj. zepsuł ten film. sad but true.

Dodaj komentarz