Menu serwera

Charlotte – internetowy Spotlight?

Pół roku temu rozpisywałem się na temat makowego feature zwanego Spotlight. Próbowałem to jakoś porównać z Beagle i innych podobnych narzędzi wyszukujących i wychodziło mi, że Apple odwaliło tu kawał dobrej roboty. Rzecz w świecie komputerów chwyciła, przeszukiwanie desktopów to teraz już norma zupełna, a David Pogue udowodnił, że Vista wcale tego nie rypnęła z MacOSX :)

Desktopy mamy więc odhaczone. Ale co z netem? Spotlight okazał się być na tyle fajnym narzędziem, że zaczęto kombinować nad narzędziami szperającymi po necie Spotlight way. Ba, sam Spotlight dorobił się wtyczek temu celowi poświęconych ale imo średnio to się w programie do szperania po desktopie sprawdza. Narzędzi tego typu na Maku jest kilka, że wspomnę o popularnym Inquisitorze na początek i zakończenie, bo to narzędzie rządzi :). Niemniej nie rządzi ono niepodzielnie a różni inni próbują podskoczyć Inquisitorowi. Inquisitor ma jedną wadę: działa dopiero w otwartej przeglądarce. A co jeśli nie chcemy mieć otwartej przeglądarki a po prostu rzucić zapytanie w net i zebrać w sieci to, co się wyszukało i to najlepiej w kilku serwisach, ładnie uporządkowane i w ogóle? No to w takim razie trzeba odpalić coś, co się nazywa Charlotte, nauczyć się skrótu klawiaturowego, który defaultowo brzmi „Command+Return” i to w sumie tyle. No, warto jeszcze sobie ustawić z jakiej strefy Google ma wypluwać wyniki jako pierwsze (Europa, Azja, te sprawy – język defaultowy included). Później możemy zaś oglądać coś, co mocno przypomina Spotlighta, zachowuje się bardzo podobnie a wywołanie okna wyników daje możliwość sensownego i szybkiego przeglądania wyników. Screeny? Proszę bardzo:

Charlotte – internetowy Spotlight?

Na screenie powyżej widać podręczne okno wyników wyszukiwania. Oczywiście można sobie włączyć bajer znany ze Spotlighta, czyli wyświetlanie dokładniejszych wyników wraz z pisaniem kolejnych liter zapytania. Tu dodatkowo program uzupełnia treść zapytania automatycznie (o ile nie będziemy nic w okienku zapytania przez ustalony czas wpisywali), co w naszych warunkach jest kompletnie nieprzydatne, bo automatyczne uzupełnianie generowane jest na podstawie jednego z póki co dwóch języków: angielskiego i japońskiego. Ni cholory nie sprawuje się to dobrze z naszym narzeczem :). Ale to można wyłączyć i po prostu wpisać pytanie i ciepnąć enter. W efekcie dostaje się takie oto okno z wynikami wyszukiwania (gdyby wyniki pokazane w oknie podręcznym nam nie pasowały):

Charlotte – okno z wynikami wyszukiwania

Jak widać soft dzieli wyniki na kilka kategorii – linki do stron, linki do grafiki, do blogów itd. Póki co skromnie z tym jeszcze ale wierzę, że z czasem aplikacja będzie obsługiwała coś więcej niż tylko Technorati i jakiś inny serwis, o którym wcześniej nie słyszałem. Wierzę też głęboko, że autorzy programu przeproszą się z Google i dorzucą możliwość szperania w grafikach Google a nie tylko Yahoo i Flickra. Ogólnie – soft jest z gatunku tych niezbyt za Google przepadających i stawiających na Yahoo i takie tam serwisy. W naszym kręgu kulturowym z jego monopolem Googli jest to kompletnie niezrozumiałe.

OK, plusy softu? Działa nieźle, szybko, sprawnie. Minusy – na jaki członek mi wyniki szperania po jakichś zaoceanicznych serwisach wyszukujących, z których na moim kontynencie się nie korzysta? Innymi słowy – program może i fajny ale imo nieprzydatny w Europie i okolicach. Jeśli autorzy popracują nad nim nieco i wstawią taki jeden, duży button z napisem „Europe” to ja bardzo chętnie. Póki co bajer fajny ale u nas średnio przydatny.

strona programu Charlotte

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Thunderbird już nie Mozilla?

Kurczę, od kiedy pamiętam Thunderbird był nierozerwalnie związany z Mozillą. O ile jeszcze do całkiem niedawna sprawa była stosunkowo prosta,...

Zamknij