Menu serwera

Dobry kwartał Apple

Okej, okej – każdy interesujący się jabłkami czy też w ogóle czymś więcej niż końcówką swojej klawiatury wie, że Japko miało najlepszy ever kwartał. Wyniki finansowe firmy, której sprzęcik dumnie właśnie mi przewala filmy do mp4 :) być może nie budzą szacunku bo ilości są marne w porównaniu do tuzów tego rynku, niemniej dynamika rozwoju szacunek już jak najbardziej budzić musi. I to obiektywnie rzecz biorąc, nie patrząc z pozycji posiadacza sprzętu od Japka.

Zacząłem kombinować jakie mogą być przyczyny tak dynamicznego wzrostu sprzedaży Maków, bo okazuje się, że połowa prawie przychodów generowana jest przez komputery właśnie. Zacząłem się rozglądać i wzrok mój spoczął na znajomym z roboty, który prowadzi firmę, ma kilku pracowników i ogólnie interes mu się zaczyna dobrze rozkręcać. Ken jechał do tej pory na Sony Vaio i bardzo sobie to cudo techniki (oraz wyglądu – świetnie po prostu wyglądają te maszynki) ceni. To ładny i funkcjonalny kawałek elektroniki jest i nikt przy zdrowych zmysłach temu chyba nie zaprzeczy. Anyway, jakiś czas temu Ken zjechał ze swojej zagranicy i cały dumny przytargał mi do biura iPoda 80 giga. Po zabawie krótkiej iPodem powiedziałem mu, żeby się wynosił bo go zabiję i gadżet przejmę, bo rządzi (Maka jeszcze wtedy nie miałem ale już mocno o nim myślałem). Ken się wyniósł, niedawno znów się przyniósł i tym razem zapodał mi newsa, że wszyscy jak jeden mąż w jego firmie przełażą na Maki. Na moje wielkie oczy (kaman, to Sony Vaio jest naprawdę zajebiste, zabiłbym dla tego gadżetu :)) zapytał o co mi biega i podał krótką ścieżkę, jaką podążył by zainwestować furę siana w laptopy od Japka. Leci ona mniej więcej tak:

Kupił iPoda. Po dłuższej zabawie stwierdził, że sprzęcik jest autentycznie świetny, sprawdza się doskonale, jakość wykonania to zdecydowanie górna półka i jakoś tak siłą rzeczy kupując kolejny gadżet do iPoda rzucił okiem na japkowe maszyny. Stwierdził, że ładne. Popróbował, pokombinował, popracował z MacBookiem i przekazał swoje Sony laseczce, która dla niego robi (niebrzydkiej tak swoją drogą :)). Za niedługo składa zamówienie na kilka MacBooków choć ciągnie go do MacBooka Pro nowego, tego na LEDach. Zabawka spodobała mu się bowiem straszliwie. Aha, to chyba oczywiste – po kolejnej wizycie w Stanach zwiezie iPhone i będę se mógł pomacać :)

I tak to właśnie kochani wygląda. Apple wykonuje szatańską robotę i po prostu ubezwłasnowolnia prawie każdego, kto się z produktami tej firmy zetknie. Marketing? Oczywiście! Na skalę nieprawdopodobną! My, makówkarze, wiemy o tym doskonale i kompletnie w niczym nam ta wiedza nie przeszkadza. Być może nawet nam pomaga bo potrafimy krytyczniej patrzeć na produkty Japka znając już jego marketingowe numery. Niemniej strategia Apple działa jak widać na załączonym przykładzie. Od produktu, do produktu – zainteresować, pokazać, zachwalić, wcisnąć trochę marketingowego kitu, sprzedać. Za pół roku/rok produkt odświeżony sprzedać ponownie, wprowadzając od czasu do czasu coś nowego, co wywoła histerię i jeszcze więcej zainteresowania. I tak w kółko.

Można Apple nie lubić (sam nie lubię ich za kilka rzeczy, za kilka innych wprost ubóstwiam) ale nie można zaprzeczyć, że proceder sprzedawania to mają opanowany do perfekcji. Na zdrowie panie Jobs. Teraz wysmaż mi pan system operacyjny co się zowie i będę bardzo kontent. Bo jak na razie produkty pańskiej firmy spisują się mi znakomicie i oby tak jak najdłużej zostało :)

Za: Apple Blog oraz Macworld

1 odpowiedź do Dobry kwartał Apple

  1. ish Lipiec 26, 2007 o 10:03 #

    Hmm – 100% racji jesli chodzi o strategie Apple.

    Zreszta na mini szkoleniu jakie mialem w IMC tez wlasnie tak to wygladalo (zreszta podobne myslenie przedstawil bodajze pan Bebak na jednym z prezentacji Apple w warszawskim multikinie):

    niech sobie nieswiadomy klient kupi malutkiego ipoda. Pomysli – kruca fuks, niezwly szprzecior. I jaki lans. Pojdzie sobie kupic armbanda, albo soxa. Zobaczy maca mini (to wlasnie dlatego na stoiskach ipodowych stoja sobie dumnie). Zobaczy podobny design i go chwyci.

    Pozniej macbook dla corki/syna/zony/kochanki/siebie.

    I zauwazy z zachwytem ze wszystko sie ladnie zazebia. Ipod z osxowym iTunes (bo na winde to tragedia…), tworzenie sieci miedzy macami to po prostu bajka…

    No a teraz nastepny atak w podobnym stylu to iphone. No i oczywiscie Safari.

    I tak sie interes kreci :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Scentralizowane multimedia – iTunes w natarciu!

Od dłuższego już czasu odgrażam się, że nieco zmienić chcę sposób dostępu do multimediów na moim mini. Do tej pory...

Zamknij