Menu serwera

Krwiożercze mieszkanie!

Ja, wieloletni oglądacz horrorów klasy różnej ale z przewagą tej niskiej i bardzo niskiej. Ja, „prosty, mocny chłopak z gór” jak nazwał mnie swego czasu mości Rogalik. Ja, pogromca orków, goblinów, wampirów, alienów i diabli wiedzą czego jeszcze, a co zapełnia światy wszelakie gier RPG.

Ja się kurna zaczynam bać naszego słodkiego mieszkanka!

Jak to się stało, że do owego lęku doszło? Może zacznę od początku. Otóż swego czasu mieliśmy całkiem pokaźny zwierzyniec: Kotka Frania, druga kotka Bura Suka aka BS (tak ma w dokumentach :)) aka Huncwot oraz nieśmiertelny mimo żarcia zielonych kredek świecowych – żółw Mal’ary’ush. W ramach bonusu spółdzielnia Winogrady, w której to spółdzielni było sobie mieszkanko, które swego czasu wynajmowaliśmy, dbała o świeżą dostawę prusaków dla niepoznaki pisząc w zawiadomieniach, że odbywała się dezynsekcja. Im bardziej owa się odbywała, tym więcej bonusów po mieszkaniach trafiało. Znaczy się, że spółdzielcze zuchy do walki z prusakami czynili to, co wszystkie podobne im zuchy – uodparniali te stworzenia coraz to bardziej na coraz to bardziej wymyślne środki chemiczne. Anyway, było tego całkiem sporo (zwierząt i bonusów). Z czasem do zwierzyńcowego kompletu doszła jeszcze Majka i wyjścia już innego nie było – trzeba się było wyprowadzić na swoje, większe, ładniejsze i bez bonusów.

Jakoś mniej więcej pół roku temu żeśma tego dokonali. Od tego czasu zaczęły się dziać rzeczy niewytłumaczalne. No okej, dziać to zaczęły się wcześniej. Otóż mam teorię, że jak tylko zaczęliśmy o potrzebie posiadania nowego lokum przebąkiwać, nasz radosny a głupi kot Frania wziął i się był z okna wypindolił. I przepadł. A że to kot może i głupi ale na pewno z instynktem był – pewnie wyczuł już wtedy, że szykuje się coś złego.

Niebawem w ślady Franki pofrunął i Huncwot, z tym że dżampował bez przekonania i go odnaleźliśmy. Ten kot prócz tego, że niezbyt rozgarnięty, to i bez instynktu jakiś był…

Przeprowadziliśmy się.

Pewnego pięknego, letniego, upalnego dnia zniknął żółw. Zwiał. Był i nagle go nie było. Musiał sukinsyn znaleźć jakąś większą szparę w płocie. Mimo szukania – przepadł jak kamień w wodę. I tyle widzieli Mal’ary’usha :/

A tydzień z okładem temu, zaraz przed przyjazdem Dorophy ze Stalowej Woli, wziął i zniknął Huncwot. Dosłownie noc przed przybyciem żonki marudził mi pod oknem, cobym go wpuścił do domu po to tylko, by godzinę później (czyli koło trzeciej nad ranem) pomarudzić jeszcze nieco, cobym go jednak na dwór wywalił. W efekcie dostał ładnie, szeroko otwarte okienko i mógł se włazić i wyłazić ile chciał. Owszem wylazł. Nie wrócił do dziś.

What the fuck???

Zaraz odpalam film Klątwa i podpatrzę jak tam sobie z tytułową klątwą poradzili japońce. No bo coś musi być na rzeczy – z całego zwierzyńca ostała się ino Majka a tej ruszyć nie dam, nie pozwolę i w ogóle wpierw budynek zburzę, niż coś się wydarzy. Inna sprawa, że tej cholery nic nie rusza i pewnie żadna klątwa się jej nie ima. Jaka klątwa wytrzymałaby słysząc po raz trzechsetny main theme z któregoś filmiku z Barbie w roli głównej? Klątwa tego nie wytrzyma, wytrzymać musimy my…

A może zainwestować w księdza? Po przemyśleniu – wolę klątwę. Taniej mnie wyniesie…

9 odpowiedzi do Krwiożercze mieszkanie!

  1. Robert Pankowecki Lipiec 31, 2007 o 04:37 #

    Może miłość je dopadła? Wiesz… Jest lato, dostały nową okolicę… różnie to bywa. Z tymi kotami to nigdy nic nie wiadomo parafrazując pewnego znanego skądinąd misia.

  2. Leszek Lipiec 31, 2007 o 06:38 #

    Może koty w poszukiwaniu prusaków-przysmaków poszły na stare mieszkanie?

    Albo dowiedziały się że będzie dalsza część Futuramy (a będzie już w listopadzie!!) i poleciały szukać pirackich DVD. W tym przypadku się im nie dziwię.

  3. ciotka's eleni Lipiec 31, 2007 o 07:20 #

    a moze one po prostu mialy ciebie dosc hehehe!

  4. Keroth Lipiec 31, 2007 o 10:46 #

    Trudno się dziwić zwierzaki ciągle by tylko uciekały. Mój kot (pomimo tego, że mieszkam w bloku) jak tylko otwieramy drzwi próbuje zwiać. Jak mu się czasem uda, to potem jest tak przerażony, że nie wie co ze sobą zrobić, ale sam nie wróci – tak jakby nie wiedział gdzie jest dom. Dopiero jak się go znajdzie gdzieś na tej klatce (3 piętra w górę, albo w dół) skulonego na czyimś progu, albo przy stopniu się chowającego, to cieszy się, że go się bierze do domu. Ot takie dziwne to zwierzęta :).

    • Keroth Lipiec 31, 2007 o 10:59 #

      O właśnie zauważyłem, że znowu coś się „wali” z awatarami. Znam tą panią panią na obrazku, ale to zdecydowanie nie ja :).

  5. marb Lipiec 31, 2007 o 10:52 #

    Oglądanie Klątwy to chyba nie najlepszy pomysł, tam jakoś nie bardzo poradzili sobie z problemem ;)

  6. Sandman Lipiec 31, 2007 o 11:27 #

    A bo widzisz koty nie przywiązują się do ludzi, koty przywiązują się do miejsca ,trzeba było zrobić tak jak Pratchett radzi w „Kot w stanie czystym” i zostawić zwierzaka w mieszkaniu to bardziej humanitarne.A żółw no z żółwiem to trudna sprawa, myślę ze to kwestia mrocznego imienia, wziął i był znalazł jakąś dziurę do obcych wymiarów i poszedł w ślad za yog-sothothem .

    • YaaL Lipiec 31, 2007 o 23:00 #

      „A bo widzisz koty nie przywiązują się do ludzi, koty przywiązują się do miejsca”

      Tak tak, i niemowlętom oddech wysysają, i zawsze spadają na cztery łapy…

      Bredzisz, kolego, aż przykro czytać.

  7. CoSTa Lipiec 31, 2007 o 15:29 #

    [b]robert[/b]: wysterylizowana kotka, którą dopadła miłość? choć z drugiej strony… w sumie ruje to miała systematycznie i jedna, i druga i to mimo wyrżniętych narządów. ot i całkiem dobra myśl :)

    [b]leszek[/b]: nie żarły prusaków (a szkoda). cholera, będę musiał kiedyś futuramę wciągnąć jak należy.

    [b]ciotka’s eleni[/b]: i ta opcja jest najbardziej prawdopodobna imo :)

    [b]keroth[/b]: yeah, drugiego bodajże wieczora w nowym mieszkaniu huncwot wziął i zniknął. szukalismy, kombinowaliśmy – nic. znalazłem idiotę następnego dnia prawie że przymarzniętego do kamiennej podłogi gdzieś w drugim końcu budynku. ten kot był prawie że sztywny z ziębnięcia :). a co do avatarów – ejże, ja tu nic nie ustawiam, to z jakichś serwerów jest brane :)

    [b]marb[/b]: no okej, niech będzie… ale za to mentalnie jak dobrze film przygotowuje! ;)

    [b]sandman[/b]: eee… w którym mieszkaniu miałem zwierzaka zostawić? w tym starym? zdechłby z głodu, nie wiem czy to bardziej humanitarne choć jeśli to pratchett radzi, to na pewno jest to humanitarne :). a do wersji zniknięcia żółwia mocno się przychylam. faktycznie, coś w tym jest…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
One of these days…

Przyjemna pobudka choć za oknem gówno...Poranny prysznic z wyjątkowo miłą wodą lejącą się tu i ówdzie. Bardzo miły prysznic...Wyjście spod...

Zamknij