Menu serwera

Live Free or Die Hard (Szklana pułapka 4.0)

Live Free or Die Hard (Szklana pułapka 4.0)

No to poszliśmy na filmk. Ruszyliśmy szykiem zwartym i karnym: meine fuhrer und vather aka dziadek Marek, meine żona Doropha, meine freund Ender und oczywiście piszący te słowa aka ja myself und aj – CoSTa. Ruszyliśmy każde z innym nastawieniem: Dziadek marek w ogóle nie wiedział o co loto, bo zapomniał (po filmie się okazało) kto ów John McClane jest i dlaczego jest AŻ TAK twardy. Doropha szykowała się na kino chyba familijne z wyraźnie zaznaczonym motywem ojca oraz targającymi nim życiowymi dylematami, jakie targać nim powinny z racji chociażby wieku. Ender zdaje się oczekiwał czegoś na kształt Szklanej pułapki numer jeden, w której bullshitów było jakby niewiele a film cały był dlatego taki dobry, że mimo wszystko całkiem prawdopodobny. Ja oczekiwałem solidnej pizganiny, kupy wybuchów, efektów specjalnych z piekła rodem, masakry na wielką skalę i finałowego pojedynku zrywającego kask wraz ze skalpem.

Ladies and gentleman, and the winner is…

COSTA! Otóż bowiem trafiłem prawie że w dziesiątkę oczekując tego, czego oczekiwałem. Pizganina była solidna (kto nie może skojarzyć skąd zna tego siwego francuzika co to skakał jak pchła – pizgał się z Jetem Li w Kiss of the Dragon gdzie przegrał ale nogami machał ślicznie i wysoko), wybuchów było tyle, że aż do dziś błyska mi w oczach, efektów specjalnych takoż było sporo i całkiem fajowych a minusem niewątpliwym był brak masakry na wielką skalę i finałowy pojedynek przypominający partię szachów.

W sumie mógłbym już skończyć tę „recenzję” ale co mi tam, popiszę jeszcze nieco dla powkurzania kilku wykształciuchów, którym nazwisko innego reżysera niż Zanussi (no, ewentualnie Wajda) kojarzy się tylko ze wszystkim co w ziemskim kinie najgorsze, najpłytsze, bezsensowne, woniejące rozkładem i moralną degrengoladą, o obrazie inteligencji że już nie wspomnę a będąc dobrze wychowanym – kwestię wydanych pieniędzy w ogóle zmilczę.

Drogie wykształciuchy! Ten film powstał dokładnie z TAKIM WŁAŚNIE ZAŁOŻENIEM – bycia niezobowiązującym a widowiskowym kinem akcji, mieniącym się wybuchami, nieprawdopodobieństwami, bullshitami i czym tam jeszcze. Te elementy NIEODZOWNIE składają się na konwencję kolejnych Szklanych tak samo, jak niejaki Q majstrujący kolejne bullshitowe ale uwielbiane przez gawiedź gadżety w filmach z niejakim Jamesem Bondem w roli głównej. Żądanie od twórców owych filmów wprowadzania rozwiązań przez nas (czyli gawiedź) zgoła nieoczekiwanych swoim realizmem, a wręcz niechcianych, to jawne dopominanie się wywalenia przez owych twórców/producentów ICH (z naciskiem na ICH) pieniędzy w błoto. Dlaczego? Jeszcze chwila skupienia drogie wykształciuchy i daję wam spokój. Otóż dlatego, że my CHCEMY oglądać robiącego nieprawdopodobne rzeczy policjanta z NYPD, my CHEMY widzieć jak dostaje łomot, który wydaje mu się w niczym nie przeszkadzać, my CHEMY oglądać te wszystkie wybuchy choć potrafimy też przyznać, że twórcy momentami przegięli (come on, akcja z F-35 to już przegięcie pały na maksa).

Czy dręczy was pytanie „dlaczego” drogie wykształciuchy? Wiem, że nie dręczy a szkoda, bo być może wtedy w tym kraju powstawałoby nieco więcej filmów, które dałoby się oglądać i wcale nie musiały by to być kalki Szklanej ani w ogóle kino akcji. Otóż dlatego, że oglądanie takich filmów sprawia nam PRZYJEMNOŚĆ. I jest to przyjemność odmiennego rodzaju, niż ta płynąca z oglądania filmów Almodovara, Weiera, Lyncha czy choćby (niewielu) filmów Wajdy czy Zanussiego. Bo widzicie drogie wykształciuchy, my po prostu troszeczkę szersze mamy spektrum odczuwania przyjemności płynącej z oglądania filmu niż wy. Ot i cała tajemnica sukcesu Pułapek mimo marudzenia so called krytyki.

A teraz nieco bardziej serio. Film jest oczywiście bullshitowaty do bólu, John McClane jest twardy do bólu x 2, wybuchy są efektowne i gorące do bólu x 3 a całość aż ocieka miodem, akcją i tym, co w Pułpakach tak bardzo ukochaliśmy. Teksty są odpowiednio drętwe, scenariusz odpowiednio miałki, dialogi odpowiednio średnie (no i mało ich, zbyt wiele podczas ciągłych wybuchów powiedzieć się nie da) a współczynnik wciągalności wysoki jak jasna cholera. Idealna rzecz dla miłośników skondensowanej akcji, popcornu i coli. Więcej pisać nie trzeba bo i po co?

Ocena w skali 1-10 dla ludzi normalnych: 7
Ocena w skali 1-10 dla wykształciuchów: 2

Live Free or Die Hard (Szklana pułapka 4.0)

Obsada:
Bruce Willis … John McClane
Timothy Olyphant … Thomas Gabriel
Justin Long … Matt Farrell
Maggie Q … Mai Lihn

oficjalna strona filmu
film w serwisie imdb.com
film w Wikipedii

8 odpowiedzi do Live Free or Die Hard (Szklana pułapka 4.0)

  1. Byru Lipiec 9, 2007 o 04:41 #

    No ja też byłem na DH4 w piątek i odczucia mam podobne. Generalnie nie było źle, do cz.1 się nie umywa, trochę zrobiona ta część na modłę cz.3 (bieganie po mieście z jakimś ziomkiem), efekty niezłe, szkło się sypie, autka latają – źle nie było :). Oczywiście nastawiałem się na dokładnie to co otrzymałem więc jestem zadowolony.

    No i szansa na zobaczenie Timothiego Olyphanta przed jego rolą w Hitmanie :), na który to film wszyscy czekamy, right? :)

  2. byte Lipiec 9, 2007 o 05:31 #

    Jestem wielkim fanem DH i trochę mnie zmartwiła Twoja wiadomość o drętwych dialogach, bo to właśnie dialogi były w DH ważnym składnikiem miodności.

    Czy mnie sie wydaje, czy w tym filmie Willisowi partneruje Mac?

  3. Paweł Tkaczyk Lipiec 9, 2007 o 06:34 #

    Ja też byłem w piątek. Kino w galerii handlowej to rewelacyjna sprawa — żona z teściową sobie oglądają ciuszki, a ja piętro wyżej w kinie popcornem się obżeram.

    Ale wracając do filmu: dla mnie bomba. Po wyjściu podsumowałem tak: pięć minut rysów psychologicznych postaci i rozpierducha do końca. Tego się spodziewałem, to dostałem. A partnera gra rzeczywiście Mac ;-)

    Skoro już przy filmach jesteśmy, odradzam „Fantastyczną czwórkę 2”. Ja lubię filmy oparte o komiksy, ale tej szmiry nie da się oglądać… Cóż, następne na liście są „Transformery”. Kolejny trailer naprawdę wymiata…

  4. CoSTa Lipiec 9, 2007 o 10:06 #

    [b]byru[/b]: right, czekamy :)

    [b]byte[/b]: no niestety bycik, dialogi nie skrzą tak, jak w poprzednich częściach. kilka odzywek johnego nie ratuje sytuacji a rzucane miejscami luźne uwagi matta brzmią sztucznie. być może odniesiesz inne wrażenie ale mnie od strony gadanej film podszedł średnio.

    [b]paweł[/b]: u nas podobnie było – babcia z majką zarządziły w sklepach, myśmy się rozrywali :). to powiadasz, że druga czwórka jest do bani? szkoda kurczę… nie to, żeby jedynka była jakaś dobra ale liczyłem, że dwójeczka choć przegoni jedyneczkę. obejrzę ale szkoda kurczę :/

  5. Paweł Tkaczyk Lipiec 9, 2007 o 13:49 #

    Niestety, „Czwórka 2” nie przetrzymała próby przeniesienia komiksowego scenariusza na duży ekran. Surfer, świetnie narysowany przez Moebiusa, nie ma tego klimatu jako ruchomy obrazek…

    A wracając jeszcze do „Szklanej…” — nie wiem, czy zauważyliście paranoiczny epizod Kevina Smitha, reżysera geekowskiego kina („The Clerks”, „Jay and Silent Bob Strike Back”) :)

    • CoSTa Lipiec 9, 2007 o 14:41 #

      no jak mielibyśmy nie zauważyć? :)

      w sumie to po raz pierwszy słyszałem kilka składnych zdań w jego wykonaniu. zazwyczaj tylko pomruki :)

  6. shqvarny Lipiec 9, 2007 o 16:15 #

    film jak film – wiadomo czego się można spodziewać po tego typu produkcjach. jednak z tytułem to już zaszaleli bez ograniczeń – 4.0? :D

  7. CoSTa's Family Page Lipiec 15, 2007 o 12:21 #

    I znów wpadło kilka filmów, na temat których przynajmniej dwa słowa warto by powiedzieć. Pokrótce opiszę swoje doznania dotyczące każdego i wystawię notkę ale tak po prawdzie już teraz mógłbym powiedzieć jedno: czekam na HIT. Na coś, co mnie wreszcie do e

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Red Snapper – cywilizowane zrzuty stron

wyjątkowo proste w użyciuBardzo fajna drobinka w moje łapki wpadła. Programik (a właściwie wtyczka do Safari) z gatunku tych, bez...

Zamknij