Menu serwera

Perfect Creature

Perfect Creature

Na świecie istnieją zasadniczo trzy rodzaje wampirów: drakulowate z Transylwanii, kinskowate z Nosferatu i cała reszta, która została opisana w Vampire: The Masquerade. Istnienia innych wampirów nie stwierdziłem jak do tej pory. Jeśli ktoś mianem wampira chce określać te cosie opisywane przez niejaką panią Anne Rice, niechaj sobie daruje. Gejowate stworki pani Rice mogą co najwyżej nosić torebki ze stacji krwiodawstwa za chłopakami z klanu BrujahBlade to też tylko dalekie echo tego, co zostało już poznane, opisane, zobaczone, wyssane… Jednym słowem: kino wampiryczne zdaje się gryzie już swoją własną szyję, bo za co innego niż kompletny upadek można uznać powstanie czegoś takiego, jak Buffy, która się zębów nie bała? Deprecjacja wampirów postępuje, oswajamy się z nimi a one same ze stworów ciemności przeistaczają się powoli w sąsiadów zza rogu.

OK, jaja sobie teraz robię ale fakt jest faktem, że twórcy Perfect Creature poszli o krok dalej w przedstawieniu wampirów i naszej – ludzi – z nimi koegzystencji. Już choćby dla samego tego spojrzenia film wart jest uwagi wyznawców wampiryzmu a kiedy dodamy do tego niegłupie pomysły inscenizacyjne, arcyciekawą scenografię robiącą doskonały klimat alternatywnego świata oraz założenie, że film NIE ma być filmem akcji – coś w duszy wampirmana zaczyna grać.

W tym filmie wampiry nie są straszne. Znaczy są ale nie tak, jak zwykle nas straszą. W tym filmie wampiry to nasi Bracia – istoty wyposażone przez Boga/Naturę/Alchemików w lepsze zmysły, lepsze ciała, wydajniejsze umysły i ogólnie stojące o szczebel wyżej na drabinie ewolucji. Ludzie i wampiry tworzą de facto dwa gatunki, które jednak ze sobą koegzystują, choć nie przebiega to bez zakłóceń. W każdym bądź razie istnieją pewne zasady współistnienia: wampiry jako istoty doskonalsze muszą się ludzkością opiekować, ludzkość zaś za tę opiekę odpłaca się daniną krwi, która została usankcjonowana w postaci obrządku religijnego. A tak, wampiry są bowiem tutaj przedstawione jako pasterze ludzkości, których ludzie czasami kochają, czasami nienawidzą… Zupełnie jak z naszymi księżami choć trzeba przyznać, że wampiry od dziecka indoktrynowane, faktycznie służą ludzkości i ją chronią, w przeciwieństwie do większości księży (no, przynajmniej w tym kraju). Takie zasady ustalono wieki temu i takie obowiązują. Aż do dziś, aż do ich złamania przez wampira-buntownika, który zaczyna zabijać ludzi i się nimi żywić. Sprawa trafia w ręce pięknej pani kapitan po przejściach, której pomaga jeden z Braci (który zresztą się w niej z miejsca zakochuje o co nietrudno, bo pani kapitan to nomen omen fajny kąsek) a całość to polityczna bomba, która tylko czeka, by wysadzić w kosmos dotychczasowy układ wampirzo-ludzki i rozpocząć naprawdę wielkie mordowanie. Stawką w grze jest przetrwanie wampirów i ludzkości.

Ogromnym plusem filmu jest wspomniana scenografia. Świat, jaki na potrzeby filmu wymyślono, to skrzyżowanie wieku XIX-go z estetyką lat 50-tych wieku XX-go a wszystko to podane na mroczno, w brudzie i syfie oraz z latającymi po niebie sterowcami i tego typu klimatami. Przed oczami stanęło mi Dark City Proyasa a ci co oglądali ten film wiedzą, że jeżeli coś takiego przed oczami staje ;), to źle być nie może. I nie jest. Pod względem wizualnym film jest oszczędny w środkach ale bardzo spójny i konsekwentny. Nie razi, interesuje, uruchamia mechanizm wyszukiwania scenograficznych smaczków a to dobrze o scenografii i jej smaczkach świadczy. Kompletnie rozwalił mnie telewizor pokazany dosłownie przez moment. Smaczek? SMAK! I to jeszcze jaki… A podobnych pomysł jest tam o wiele więcej.

To nie jest film akcji. Miłośnicy wampirów spod znaku Blejda killującego co się da i co zbyt szybko nie ucieka – to nie ta bajka, zawiedziecie się srodze. To także nie jest kino w stylu wspomnianego Nosferatu oraz nie ma to nic wspólnego z wypocinami pani Rice. Najbliżej mi tu do Maskarady, choć świat oczywiście nie ten no i założenie zupełnie inne: zamiast Maskarady – jawność. Ciężko scharakteryzować ten film inaczej, niż policyjny thriller z wampirami w roli głównej. Całość zaś ma bardzo ponury, mroczny i wredny wydźwięk oraz klimat a także jest bardzo statyczna. Długie ujęcia twarzy, statyczne dialogi, mocno pracujące światło oraz tego światła brak… To jest jak sztuka rozpisana na kilku aktorów, w której występują elementy akcji, czasem całkiem brutalnej.

Jak się to ogląda? Dziwnie. Film wymaga skupienia, czasem wręcz skłania do jakiejś refleksji, zmusza do zupełnie innego spojrzenia na wampiry, niż to, do którego przywykliśmy i które tak zakorzeniło się w kulturze. Sama ta konfrontacja legendy z widzianym na ekranie wampirem sprawia wiele satysfakcji, bo dostarcza sporo nowych doznań. Z drugiej jednak strony film jest odrobinę zbyt statyczny. Wiemy, że wampiry mają jakieś tam swoje moce ale finałowa walka nieco mnie rozczarowała. Liczyłem na więcej, na jakieś wampirze fajerwerki. No ale tu znów wyłazi konfrontacja wampirzej legendy z tym, co sobie scenarzyści wymyślili. Czułem rozczarowanie ale kiedy to przemyśleć to w sumie nie wiem dlaczego. Wychowany przez dziesiątki filmów, notek, fotek, artykułów, gier i czego tam jeszcze o wampirach, stworzyłem sobie taki a nie inny wizerunek krwiopijcy. Film dosyć skutecznie z tym wizerunkiem walczy i chyba to jest jego największa zaleta. Nota wysoka ale ostrzegam – nie jest to film dla każdego. Miłośnicy zębów wbijanych w szyję, którzy znają i doceniają klasykę przywołaną na początku recenzji, sporo z tego filmu wyniosą. Reszta się najzwyczajniej znudzi.

Ocena w skali 1-10: 7

Pefect Creature

Obsada:
Dougray Scott … Silus
Saffron Burrows … Lilly
Leo Gregory … Edgar

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl

2 odpowiedź do Perfect Creature

  1. zx Lipiec 20, 2007 o 12:48 #

    Hmm… taki Underword jakby…

  2. btd Lipiec 20, 2007 o 19:09 #

    Brujah.. o tak, niezle sie dymilo, tym bardziej ze MG tez lubial wymiatac.

    Ale jeszcze lepiej bylo w wilkolaku jak mozna bylo pijawke wypatroszyc jedym machnieciem pazurow :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jing – miodna zabawa w screencastowanie

Przeglądając sobie dzisiejsze feedy, trafiłem na taki oto wpis na The Apple Blog: Snapz + Skitch = Jing. Posiadaczom Maków...

Zamknij