Menu serwera

Trudna sztuka robienia opakowań

Fach, jaki sobie wybrałem, lubię z kilku powodów. Jednym z nich jest nieustająca nauka zupełnie nowych, dziwnych czasem rzeczy. Innym powodem są czasem zaskakujące sytuacje, które mnie w robocie spotykają. Konsekwencją zaś wymienionych jest zazwyczaj poznanie nowych, czasem fajnych ludzi. Kto by pomyślał, że fach detepowca aka operatora myszki potrafi być tak towarzysko inspirujący? OK, ad rem:

Dopadł mnie dnia jednego jeden z moich dyrektorów i jak nie zacznie mnie – powiedzmy parlamentarnie – ochrzaniać! „Panie Kostku, pan się gówno zna na robieniu opakowań, pan nie ma bladego pojęcia o co w tym biznesie chodzi, jak to wszystko powinno wyglądać i co powinniśmy w wyniku pańskiej pracy otrzymywać!” – tak mi mniej więcej mówił mój nieoceniony jeden z dyrektorów. Mogłem się z nim tylko zgodzić bo jeśli o opakowania chodzi, to więcej ja mam praktyki niż teorii za sobą a i tej praktyki strasznie mało. Zdecydowanie wręcz za mało. Na tyle mało, że zwiesiłem głowę, zachlipałem i odrzekłem coś w stylu „Ale panie dyrektorze, obiecuję poprawę i brak żądań podwyżkowych przez najbliższe kilka tygodni na pewno a być może termin ten rozszerzę o czas potrzebny na zaprojektowanie i wyprodukowanie nowych opakowań”. Słowna ze mnie bestia, więc siadłem do projektowania.

I tu nadszedł mały zonk. Otóż jak się okazuje, zaprojektowanie już nawet nie wypasionego ale po prostu każdego zwykłego opakowania, to cała zasrana operacja logistyczna! Taka z gatunku wykonalnych ale po grudzie. Najpierw bowiem musiałem zapoznać się z metodą pakowania palet z naszymi produktami. Metodę poznałem szczątkowo acz empirycznie – buszując po magazynie sklepu, nad którym mam swoje biuro. Magazyn spory ale wielu produktów to tam nie ma niestety :/. Przyjdzie więc wziąć delegację i skoczyć na jakieś dwa dni do Wrocławia, coby pod pozorem zapoznawania się z pakowaniem naszych produktów, nieco wódki z od lat niewidzianymi znajomymi wypić :). Póki co jednak zwiedziłem co mogłem i przekonałem się naocznie, że moje piękne projekty wrzucone na paletę objawiają braki, z których nie zdawałem sobie sprawy. Owóż i zasłonięte logotypy! Owóż i pozasłaniane trzymającymi paletę w kupie wiązaniami napisy! Źle! Niedobrze! „Do dupy” że zacytuję wspomnianego dyrektora…

Załamka, faktycznie źle to wszystko zrobiłem. Nie mając nic na swoją obronę, wziąłem miarkę i mierzyłem te cholerne palety. Podczas mierzenia zapoznałem się z wesołą ekipą obsługującą magazyn. Kochani! Ja tę znajomość muszę podtrzymać i rozszerzyć! Jeździliście kiedyś wózkiem widłowym? Nie? MOC!!! A ponoć po pracy kolesie cuda i wyścigi sobie tymi wózkami organizują. Palenie gumy included… O jasna cholera, ja się muszę w to wkręcić i jakieś undergroundowe wideo trzasnąć :)

Anyway, zmierzyłem co miałem do zmierzenia i rzuciłem się dziergać swoje projekty. Tu mnie coś naszło i zadałem sobie sam błyskotliwe pytanie:

Łot de fak na takim opakowaniu tak swoją drogą być musi?

Skrobanie w głowę wiele nie pomogło, co najwyżej nieco łupież wzmogło. W trosce o wygląd owłosienia wziąłem i zacząłem szukać jakieś porady. Po zwyczajowym ping-pongu między znajomymi marketoidami stwierdziłem, że najodpowiedniejsi do wypytania będą prawnicy. Zabrałem się zatem za telefon i poprosiłem o naklepanie w kilku słowach co przepisy o opakowaniach mówią.

Dostałem pierwszą w życiu opinię prawną. „Kurwa mać” – tyle mam w tym temacie do powiedzenia. Sami zobaczcie fragment owej opinii:

[…] wysokość cyfr i liter oznakowania ilości nominalnej towaru paczkowanego powinna być dostosowana do wielkości ilości nominalnej produktu zawartego w opakowaniu (do 50g/ml- 2mm, powyżej 50 do 200 – 3mm, powyżej 200 do 1.000 – 4mm, powyżej 1.000 – 6mm) […]

O Jezu kochany, już wiem dlaczego rzuciłem studia prawnicze i coraz bardziej jestem z tego powodu szczęśliwy. Toto ciągnie się stronami całymi a ja jestem normalnym człowiekiem, więc ruszyłem nie mieszkając do naszych prawników z petycją, coby mi raczyli w żołnierskich a krótkich słowach wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi.

Powiem krótko – wyjaśnili a ja odkryłem, że na Malcie (taka część Poznania, gdzie pracuję) mieszczą się całkiem spore biura, w których siedzi całkiem sporo papug i – co najistotniejsze – papugi nastawione są do świata przyjacielsko, wręcz rzewnie, piwo proponują (no, po pracy) a pomagać się garną, że trudno bardziej. Tym sposobem załapałem się na skrócony wykład „paczkowanie, paczkujący i dlaczego dojdzie mi jeszcze jeden etap przy akceptacji projektów opakowań – etap prawników”. Mamoooooo!!! Ja kompletnie nic z tego nie kumam! Na szczęście prawnik rzekł, żebym się nie przejmował i wsadzał na opakowania co tylko się da, byle widoczne było. Od nadmiaru ponoć głowa nie boli, dopiero gdy jakiejś informacji zabraknie, to kontrola przyp*** taką karę, że trzy dni będę jednego ze swoich dyrektorów słuchał. I nie ograniczy się on do tylko do łajania ale dojdzie i do rękoczynów a kto wie, czy nie i do czegoś więcej.

Zrobiłem te opakowania. Czekam na opinie i akceptację któregoś z rozwiązań. Poczekam pewnie z tydzień. I tu dopadła mnie taka może mało odkrywcza ale zawsze jakaś – myśl:

Furda projektant czy drukarz – oni nic nie znaczą. Najdłużej i najważniej jest u Prawników i Dyrektorów a proces Akceptu to wysyłek porównywalny z rodzeniem czworaczków.

Jako się rzekło – fach, jaki sobie wybrałem, lubię z kilku powodów. Jednym z nich jest nieustająca nauka zupełnie nowych, dziwnych czasem rzeczy…

5 odpowiedzi do Trudna sztuka robienia opakowań

  1. krzychu Lipiec 3, 2007 o 17:13 #

    Costa – a wydrukowałeś waść ten twój nowy, wspaniały projekt i skleiłeś z tego najmniej naście pustych opakowań/atrap? Jeśli nie, to koniecznie to zrób, bo to będzie próba ogniowa.

    Raz kiedyś robiłem to, co ty i wiem, że można się potknąć na ścieżce od monitora do palet na magazynie :)

  2. Hadret Lipiec 4, 2007 o 09:24 #

    Wrocław mówisz ;>

    Moment z wózkami widłowymi mnie rozbroił ;D Bardzo często na magazynach etc. pracują bardzo spoko ludzie. Tacy swojscy ;P Mówisz, że prawo rzuciłeś? Brajdak mój był studiował, też rzucił – zanudziło go na śmierć.

    Nom, to jak najwięcej nowych wyzwań w pracy! A może nie? (:

  3. brocha Lipiec 4, 2007 o 10:08 #

    No cóż jako praktykujący prawnik, mogę tylko powiedzieć, że oczekiwałbym od naszego społeczeństwa większej samoświadomości prawnej :)

    • krzychu Lipiec 4, 2007 o 15:47 #

      :)

      raczej: [b]świadomości[/b] niż [b]samo[/b]świadomości

      ale oczywiście co do zasady zgoda: nieznajomość prawa szkodzi …

  4. CoSTa Lipiec 5, 2007 o 04:42 #

    [b]krzychu[/b]: spoooko, opakowanka już funkcjonują, tyle że do tej pory źle to było (według mojego zacnego dyrektora) zrobione. mam wszystko, co trzeba (wykrojniki) sprawdzone niejednokrotnie :). teraz to tylko jakoś to sensownie poskładać.

    [b]hadret[/b]: ano, jeśli pić to tylko we wrocławiu :). czy ekipa spoko, jeszcze nie wiem ale na pewno luźni kolesie. a prawko miotnąłem z tego samego powodu – nudaaaa… no i dzięki za życzenia, wyzwania się przydają :)

    [b]brocha[/b]: ale po co? skąd wtedy bralibyście na chleb? :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Solidny OPEER dla moich adminów

No nieeee... To już zakrawa na jawne kpiny i w ogóle. Pracuję w firmie, w której pracuję od ponad dwóch...

Zamknij