Menu serwera

Upały – poradnik jak przetrwać

Zacznę może od przedstawienia swoich referencji: z upałami znam się dosyć dobrze bo spotykam je dosyć często (od kilku ładnych lat już niestety nie tak często :/) w kraju śródziemnomorskim zwanym Grecja. Do tego jestem gruby, brzydki i pomarszczony, co daje mi dodatkowego bonusa do nielubienia słońca bo wiadomo, sadło temperaturę wzmaga, brzydota nakazuje coś na siebie zakładać coby ludzi nie straszyć a pomarszczenie zwiększa tylko powierzchnię kontaktu ciała z gorącem. Ergo – kto jeśli nie ja ma coś wiedzieć na temat upałów? :)

Z wysokości swej wiedzy i doświadczenia pragnę podzielić się kilkoma praktycznymi poradami odnośnie przetrwania upałów. Sam na sobie testowałem niejednokrotnie te patenty i jakoś żyję. W dodatku coraz lepiej, więc… No to proszę bardzo, kompletnie za free JEDZIEMY!

Cały bajer z gorącem polega na tym, że nasze ciało rozgrzewa się i reguluje ciepłotę na różne swoje fizyczne sposoby. To oczywiście truizm ale jakoś uwadze ludziom nie przywykłym do upałów umykający. Nasze ciało samoistnie reguluje swoją ciepłotę na różne sposoby, z których pocenie się to jeden z widocznych ale wcale nie jedyny. Nie mieszkamy w strefie zwrotnikowej i nasze ciała nie są nawykłe do temperatur rzędu 36 stopni w cieniu (ponoć tyle wczoraj w Poznaniu było). Myślenie, że skoro na południu sobie z tym radzą a to tacy sami ludzie jak my, więc i my sobie poradzimy – takie twierdzenie jest błędne. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich temperatur i nie ma się czego wstydzić ani grać herosa. Tym bardziej, że na południu ludzie też nie dają sobie rady z wielkimi upałami ale mają na nie swoje sposoby, z którymi warto się zapoznać.

Zacznijmy od tego, że nasze upały nieco różnią się od upałów na południu kontynentu. Tydzień przed poznańskim gorącem nad Poznaniem wisiały chmury, z których dzień w dzień padało. Wszystko ale to wszystko zostało przemoczone i zawilgocone. Ano właśnie – wilgoć. Nasze 36 stopni w cieniu dosyć znacząco różni się od nawet 40 stopni w takiej na ten przykład Grecji. Tam jest po prostu sucho. Bardzo sucho. Na tyle sucho, że nawet siedząc w nieklimatyzowanym trolejbusie z pootwieranymi oknami da się wytrzymać, wiaterek śmigający po pojeździe jest owszem gorący ale nie dusi. U nas wejście do nawet klimatyzowanego autobusu (a to rzadkość) kończy się zlaniem potem. Właśnie ze względu na wilgoć wiszącą w powietrzu. Aby tej wilgoci nie było, słonko musiałoby u nas operować nie kilka czy kilkanaście dni ale tygodnie całe, być może wręcz miesiące. Ciężko to sobie wyobrazić komuś, kto nie zaznał południowych upałów, że nawet te 40 stopni da się wytrzymać, bo człowiekowi owszem gorąco ale przynajmniej duchota nie zabija. To oczywistość ale ludziom umyka ten drobny fakt, że zawilgocenie wszystkiego w mieszkaniu i zbicie temperatury o dwa stopnie poskutkuje co najwyżej tym, że zamiast pieca w domu będzie się miało saunę.

Druga oczywista kwestia, o której zapomina się w tym kraju, to jego budownictwo. Wyć wczoraj chciałem słysząc zalecenia dla starszych ludzi, by w domach siedzieli. OK, jeśli dom był budowany z głową i z odpowiednich materiałów, zapewne jest to porada dobra. Niestety, większość budynków w naszym kraju nie była budowana z myślą o ochronie przed upałami i mieszkańcy wielkiej płyty pewnie doskonale wiedzą, o czym teraz piszę. Mieszkania potrafią zamieniać się w piece. Solidne, ciężko pracujące piece, w których temperatura nie spada nawet w nocy, skumulowana i zachowana gdzieś w betonie, oddawana później nawet pomimo ochłodzenia na dworze. Mieszkaliśmy w wielkiej płycie z Dorotką i upały były tam ogromnym problemem. Ciężko było to przeżyć, mieszkaliśmy z otwartymi ciągle drzwiami wejściowymi na korytarz bo przecież ktoś tak pięknie rozplanował wielką płytę, że o wentylacji w mieszkaniu można było zapomnieć. Na południu buduje się zupełnie inaczej ale to oczywiste, oni z upałami stykają się przecież co roku.

OK, co więc robić, by sobie pomóc? Przede wszystkim – rozsądnie gospodarować energią. Ruch, przemieszczanie się, praca fizyczna, jakikolwiek wysiłek – to powoduje rozgrzewanie organizmu. Hiszpanie, Grecy czy Włosi mają swoje sjesty? Zaręczam – nie bez powodu. Niestety u nas nie wygląda to tak różowo i zazwyczaj w porze największego upały siedzimy w robocie. Później powrót z pracy sauną o nazwie „publiczny środek transportu” lub samochód bez klimy i mamy dość. Kompletne wycieńczenie… No i teraz czas na lekką samopomoc.

NIE jedzcie! Żarcie obiadu z dwóch dań w tym gorąca zupa i kotlet tylko dlatego, że już jest piąta i wypadałoby coś zjeść – to jakieś nieporozumienie. Wyjesz z gorąca? Zmocz prześcieradło, połóż na podłodze (ściągnij dywany na boga!) , połóż się na prześcieradle i zagryź wyciągniętego z lodówki a posolonego (uzupełniaj sole przy obfitym poceniu się) pomidora, ogórka czy coś innego soczystego i zimnego. Jabłuszko? Proszę bardzo, też warto wpierw do lodówki wrzucić. Idealny pod tym względem jest arbuz. Kupujesz całego drania, wrzucasz do lodówy, następnego dnia jest jak znalazł po powrocie z roboty. Mały tips: arbuz skropiony cytrynką orzeźwia idealnie.

Tak czy inaczej gorąc dopadnie a takie godziny zaraz po powrocie z roboty warto po prostu… przespać. Na południu to potrzeba, bo po przeczekaniu najgorętszych pór dnia zaczyna się życie, które trwa do późnych godzin wieczornych. Wieczór to odpowiednia pora na jedzenie. Spadła temperatura, można zjeść coś ciepłego, także wytęsknionego kotleta. Można sobie jak najbardziej strzelić wieczorne frappe bo to fajnie pobudza i odgania resztki przyklejonego popołudniowego snu. Ja osobiście z jedzenia preferuję wszelkie możliwe zgrillowane mięsa skropione obficie cytryną. Niestety średnio u nas z produktami morza a ryby drogie są jak jasna cholera ale jeśli jeść, to najlepiej rybkę. W formie dowolnej. To najlepsze mięso na upały – wchodzi gładko, z solidną zawartością soli, pięknie uzupełnia mineralne braki, jest lekkie i przyjemne do trawienia. Tak jadają na południu i doskonale wiedzą co robią. Także w kwestii grilla – o wiele to lepsze rozwiązanie niż smażenie. A jeśli już smażyć – jak najwięcej oliwy a mniej oleju. Może to i drogie ale jakoś mniej na wątrobie leży, organizm zdecydowanie lepiej radzi sobie z trawieniem i mniej na to wydatkuje energii, co ładnie przekłada się na bilans cieplny ciała.

Zakupy, jedzenie i inne takie przenosimy na godziny wieczorne. To absolutny wymóg. Nie wyobrażam sobie biegania po sklepach, nawet klimatyzowanych (pomiędzy sklepami też trzeba nieco na powietrzu pobyć) kiedy z nieba leje się żar a dookoła dzieje się parówa. To nie ma sensu, nie ma po co się tak męczyć. Wszelkie możliwe do załatwienia sprawy przewalić trzeba na wieczór. To, co nie uda się załatwić wieczorem trzeba zostawić sobie na weekend i załatwić np. w sobotę rano, kiedy na dworze jest wręcz przyjemnie. Nasze urzędy pracują w takich a nie innych godzinach więc nie pozostaje nic innego jak się dostosować. Za to sklepy, szczególnie w centrach handlowych, śmigają przecież do późnego wieczora i są najczęściej klimatyzowane – korzystajmy! Może nie brzmi to zbyt patriotycznie ale jeśli mam wleźć do jakiegoś osiedlowego sklepiku, w którym temperatura dobiega czterdziestki a wilgoć aż dusi – sorry, to moje zdrowie, cokolwiek bym o patriotyzmie nie sądził.

Po to spaliśmy po powrocie z roboty, by teraz móc wieczorem dokazać. Przede wszystkim: nie siedzieć w mieszkaniu! To cholerstwo będzie teraz oddawało ciepło nagromadzone przez cały dzień i nie warto dać się katować gorącem tylko dlatego, że nie chce nam się dupy ruszyć z mieszkania. Okna szeroko, zrobić przeciąg i wio na coś zimnego! Panowie lubią piwo ale ja osobiście mam dziwny odruch – im cieplej, tym mniej alkoholu. Nawet w małych ilościach w gorącu alkohol robi rzeźnię z krążeniem, fatalnie wpływa na gospodarkę cieplną organizmu, powoduje pocenie się w dużych ilościach… No, chyba że kieliszek zimnego winka, ja lubię słodkie i ciężkie – zostawia na długo miły posmak.

W ogródkach można siedzieć do późna a gdy się zgłodnieje, można do domku wrócić i przygotować sobie obiadokolację co się zowie mając w dupie zalecenia dietetyków w temacie jedzenia przed snem. Mnie dobra dawka bryzola koło 22-giej nigdy jeszcze nie zaszkodziła a jadło się to o wiele lepiej wieczorem, niż w trzydziestostopniowym upale i w słońcu.

Co do ubioru – ŻADNYCH syntetyków. Jeśli zdarzy nam się biegać po słońcu – KONIECZNIE coś na głowę. Miałem raz udar słoneczny i już nigdy więcej. Masakra, której nie chcecie przeżyć. Na głowie coś z rondem a nie bejsbolówka. To ma służyć ochronie a nie tylko zacienianiu twarzy. Teraz ciekawostka – w Grecji można spotkać stare babcie, wdowy, zakutane od stóp do głów w czarne a solidne ubiory. One łażą w tym w pełnym słońcu i szczerze mówiąc jeszcze ani razu nie widziałem takiej babci jakoś spoconej. Nie wiem jak babcie to robią ale respekt pełen :)

U nas jest o tyle dobrze, że z wodą raczej większych problemów nie mamy. W przypadku solidnego zgrzania organizmu jest jeden skuteczny sposób na jego schłodzenie: zimny prysznic lub lepiej – zimna kąpiel. Wolę prysznic, zaraz po popołudniowej drzemce, tak dla rozruszania. Do tego jakieś chemiczne coś z aloesem czy inną substancją robiącą tak przyjemnie „zimno” i człowiek jest jak nowy. Przynajmniej do następnego prysznica :)

OK, jak więc ja sobie z upałem radzę? Wygląda to mniej więcej tak: Przed wyjściem do pracy zaciągam szczelnie żaluzje. Jako że połowę mieszkania mamy w płytkach, czas by przez cały dzień zadbały o schładzanie powietrza. Efekt jest taki, że po powrocie z roboty włażę do chłodnego mieszkania, co jest bardzo miłe, szczególnie po wyjściu z autobusu, w którym rurki do trzymania się aż parzą z gorąca a pot leje się zewsząd (dosłownie). Po takiej parówie jestem wykończony i jedyne, na co mam chęć, to walnąć się w tym chłodnym mieszkanku i przespać z dwie-trzy godzinki w schłodzonym prześcieradle (można do lodówki wrzucić, nie ma się czego wstydzić – podobnie z bielizną), wcześniej nieco schłodziwszy się arbuzem. Koło 20-tej zaczynam żyć. Kawa frappe, wspomniany prysznic na zimno i aż tęsknię za ciepłem, bo gęsia skórka przy trzydziestu stopniach na dworze wygląda dziwnie :). Czas na żarełko – jako że żony nie ma to jadę na chinolach ale odradzam pikantne. Po co się pocić, skoro dopiero co się spod prysznica wyszło? Do tego zestaw zimnych bo z lodówki jarzynek: pomidorki, ogóreczki (wszystko surowe), sałatka… Nieco chleba, odrobina czegoś do popicia (gadają, że trzeba dużo pić – ja tam piję bardzo mało i jakoś o wiele mi tak lepiej) i sporo nabiału. Solę dużo co może nie jest zdrowe ale mam to kompletnie gdzieś. Wiąże mi to ładnie wodę w organizmie i nie muszę chlać czterech litrów wody dziennie. Jedzenia niezbyt dużo, warto za to zadbać o coś do gryzienia. Przy upałach napełnianie się żarciem to proszenie się o kłopoty więc lepiej jeść zdecydowanie mniej treściwie za to dokładać sobie różnych sympatycznych różności. Owocek, czipsik, oliweczka, ser feta polany oliwą i posypany oregano… O, tak to się robi. Z mieszkania nie wyłażę bo nie po to mam taras, bym musiał się szlajać po ogródkach. Mogę sobie wyjść na dwór i wyciągnąć kulasy u siebie. Ale jak mnie dziś na ten przykład pogna, to skoczę ze znajomymi na jakieś miłe wieczorne piwko. Kosztem co prawda drzemeczki ale co tam…

Kochani, cała tajemnica przetrwania upału sprowadza się do – jak widać – LENISTWA. Daleko posuniętego nicnierobienia a jeśli już robienia, to sobie dobrze. Lodzik, leżenie, zimna kawka pod ręką, arbuzik z cytrynką, wieczorem wyjście… Tak to się robi na południu a południowcom możecie w tym temacie ufać – oni upały mają co roku i doskonale wiedzą, jak sobie z nimi radzić.

No dobra, Ameryki nie odkryłem ale może kogoś to przekona do lekkiej zmiany stylu życia na czas upałów, do zadbania o swoje najgłębsze potrzeby: leniuchowania, odpoczywania i robienia sobie dobrze w porach, w których zazwyczaj zapieprzamy jak motorki. Miłego spędzania upałów! Najlepiej nad wodą ale jak się nie ma pod ręką co się lubi, to się trzeba jakoś sobą inaczej zająć :)

23 odpowiedź do Upały – poradnik jak przetrwać

  1. Pawouek Lipiec 17, 2007 o 09:07 #

    Zgadzam się z wszystkim (w sumie podobne z nas typy – „gruby, brzydki i pomarszczony” ;> )

    Tylko do jednego mam zastrzeżenia – ilości soli. Sól oczywiście wiąże wodę, ale w zbyt dużym stężeniu w organizmie stymuluje go do pozbycia się nadmiaru – właśnie przez wypocenie. ERGO – solić, ale nie przesalać.

    Z moich napitków upałowych najlepiej działa zielona herbata z trawą cytrynową (lub cytryną/limonką) z dodatkiem pomarańczy i/lub grapefruita. Najlepiej pod postacią ICE-TEA :)

    (No i tu druga uwaga – nie może to być zbyt zimne! Organizm w którym nagle zamrozi się organy wewnętrzne np. litrem lodowatej herbaty zacznie grzać na max’a aby odzyskać odpowiednia temperaturę pracy)

  2. byte Lipiec 17, 2007 o 09:16 #

    Jak się nie chce włazić pod przysznic, to wystarczy zimna – czy raczej lodowata – woda na kark. Daje w pysk i stawia na nogi.

    No i piwo. Zimne, bardzo zimne. Woda też jest świetna, o ile jest niegazowana.

    • Pawouek Lipiec 17, 2007 o 09:40 #

      Piwo – nie za bardzo na upały…

      Wypijasz piwo i twoje naczynia krwionośne rozszerzają się (tak, nawet przy tak niewielkiej ilości alkoholu), więcej krwi przepływa pod skórą, a więc wymiana ciepła jest lepsza. Niestety jest to krótkotrwały stan. Organizm chce się pozbyć alkoholu z organizmu i tu niespodzianka – potrzebuje do tego WODY, więc zamiast ugasić pragnienie – wzmaga je.

      Podobnie ma się rzecz z Colą – zawiera w sobie duże ilości fosforanów, których rozłożenie wymaga wody.

      • byte Lipiec 17, 2007 o 10:57 #

        Widocznie moje naczynia krwionośne są jakieś nieświadomione w kwestii rozszerzania, bo nie chce mi się pić i nie pocę się bardziej. Cud, panie.

  3. futomaki Lipiec 17, 2007 o 09:35 #

    Wydajna klimatyzacja w pracy sprawiła, że z niechęcią myślę o weekendzie, kiedy to będę od tej klimy odcięty ;)

  4. harnir Lipiec 17, 2007 o 11:19 #

    U nas w firmie mamy o tyle dobrze, że mieścimy się w piwnicy wolnostojącego domu – przez cały dzień przyjemny chłód. :-) Byleby nie otwierać okien.

    Za to o wiele gorzej mam w mieszkaniu – na 4, najwyższym piętrze bloku; nie dość że wystawione na słońce z boków i z góry, to jeszcze ciepło idzie z dołu. Nie da się tego ochłodzić żadnymi sposobami…

  5. aprii Lipiec 17, 2007 o 12:37 #

    jak tak to czytam i sobie myślę o tych, którzy żyją na południu to aż mi się chce tam jechać i tam spędzać lato

    tekst motywuje do zmian stylu życia, zwłaszcza, gdy ktoś mieszka na ostatnim piętrze bloku z płyty

  6. zx Lipiec 17, 2007 o 12:52 #

    Ja tam w sytuacjach ekstremalnych, przechodzę do kuchni i otwieram lodówkę. Klimatyzatora się jeszcze nie dorobiłem (bo IMO to jedyne rozsądne wyjście na upały), więc trzeba sobie jakoś radzić…

  7. Byru Lipiec 17, 2007 o 17:35 #

    W pracy jest przyjemny chłód :), wracając trzeba się tylko przebić przez Wrocław nastawiając się na lekki piecyk w komunikacji miejskiej – ale za to po powrocie wyjmujesz takiego arbuza z lodówy i wcinasz :). Jak zabraknie – jest cienko (to fakt) :D. Lepiej od razu kupić dużo i ładnie schłodzić przez parę dni.

    Jakoś trzeba sobie radzić :P.

    Co do browarka to nie przepadam za piciem go w takim upale, człowiek od razu czuje się 2 x gorzej.

  8. Robert Pankowecki Lipiec 17, 2007 o 19:40 #

    Papa Costa chyba pierwszy raz wpadł na wykop :-)

  9. CoSTa Lipiec 17, 2007 o 21:00 #

    o faktycznie, dostałem kopa :)

    [b]pawouek[/b]: cię choroba, znasz się na mechanizmach działania tej naszej maszynerii jak widzę… ja tam z solą jako tako sobie radzę ale wolę nasypać więcej, niż mniej. znaczy, że jak zwykle przeginam :)

    [b]byte[/b]: oj, to tu się rozjeżdżamy. ty jako mój starszy jak widzę – zimny browar w dłoń i ognia. ja nie mogę. mała dawka alkoholu w gorąc mnie rozwala. po trzech łykach browaru, jaki by on smaczny nie był w takich warunkach, zaraz jestem pijany i natychmiast zasypiam. ludzie widać na to reagują przedziwnie :)

    [b]futomaki[/b]: doskonale cię rozumiem choć z drugiej strony zaczynam doceniać mieszkanko, które kupiliśmy – tu jest chłodno! przyjemne zaskoczenie :)

    [b]harnir[/b]: współczuję z głębi serducha. jak wspominałem – mieszkaliśmy z dorotką w wielkiej płycie w dwóch pokojach z oknami na jedną stronę bloku i ze słońcem przez cały dzień. w skrócie – totalna masakra i kompletne zmęczenie niezależnie od pory dnia :/

    [b]april[/b]: dwa tygodnie gdzieś w nieturystycznym miejscu by zobaczyć jak funkcjonuje to senne południe i jesteś sprzedany :). ten styl życia pasuje mi BARDZO!

    [b]zx[/b]: no tak – lodówka… jak mogłem zapomnieć? może dlatego, że nie muszę uciekać się aż do takich rozwiązań. ale patent brzmi dobrze choć nie wiem co na to rachunek za prąd :)

    [b]byru[/b]: z tym browarkiem to mam dokładnie tak samo – napiję się i po trzech łykach żałuję, że zaczynałem. głupio tak trochę ale z fizjologią własnego organizmu walczyć nie zamierzam.

    [b]robert[/b]: drugi bodajże. raz po znajomości mnie byte wsadził za jakąś głupotę :). czyli w sumie nic się nie zmienia od dłuższego czasu na blogu – jak głupoty były, tak są :)

  10. Robert Pankowecki Lipiec 18, 2007 o 05:11 #

    BTW dlaczego mówisz „gorąc” to nie po poznańsku przecież…

  11. xeo Lipiec 18, 2007 o 08:14 #

    Oy cos mi sie wydaje, ze to juz drugi raz na wykopie.

  12. Hal Lipiec 18, 2007 o 09:48 #

    A ja muszę sie ratować zimnymi napojami…

  13. CoSTa Lipiec 18, 2007 o 20:36 #

    [b]robert[/b]: ta? a jak jest po poznańsku? nie jestem z poznania i nie mam pojęcia jak poznaniacy na „gorąc” mówią :)

    [b]xeo[/b]: ta. zdaje się, że właśnie drugi. trzeba wziąć się za dobre pisanie to kto wie, może se nabiję wejść i jakiś dziany a głupi portal mnie kupi i resztę życia spędzę na bahamach… ;)

    [b]hal[/b]: jak wszyscy, jak wszyscy…

  14. Lesiuu Lipiec 19, 2007 o 09:58 #

    Gratulacje za fajny wpis.

    Dawno nie czytałem na blogu tak zabawnego postu. Pozdrawiam i życzę nieustępującego poczucia humoru.

    Michał – Warszawa

  15. i0 Lipiec 19, 2007 o 14:14 #

    A może chociaż dwa, trzy główne punkty? Jest za gorąco, żeby zmusić się do czytania takiej ilości maczku… ;)

  16. ish Lipiec 19, 2007 o 18:32 #

    jeszcze jeden pozytywny patent, tak BTW, obczajony wlasnie w Grecji – spanie w zmoczonej zimna woda koszulce- BARDZO ulatwia zycie :)

    A te kobiciny tak chodza opatulone prawdopodobnie z teego samego powodu co generalnie ludzie na bliskim wschodzie- nie chca dostac oparzen skory. A luzne ubrania gwarantuja lepszy wentylacje

  17. CoSTa Lipiec 19, 2007 o 21:30 #

    [b]lesiuuu[/b]: a dziękuję i pozdrawiam również :)

    [b]i0[/b]: OK, OK, te dwa punkty to: 1) leń się ile wlezie, 2) rób sobie dobrze ile wlezie. no i to w sumie byłoby na tyle. kompresja to fantastyczna sprawa :)

    [b]ish[/b]: spać w mokrej koszulce? to jest to, co zawsze dorocie próbuję wytłumaczyć (zazwyczaj się udaje): po jasną cholerę w ogóle spać w jakiejś koszulce? ściągać! :)

  18. Łukasz Lipiec 19, 2007 o 21:35 #

    odnośnie tych babć – podobnie robi legia cudzoziemska : noszenie luźnej odzieży zakrywającej całe ciało bardzo zmniejsza pocenie się

  19. PeterCub Lipiec 20, 2007 o 21:30 #

    No dobra też Cię wykopałem, poczytaj tam konetarze, ten lodzik też mi się z czymś kojarzył, czymś mokrym i gorącym :)

  20. krzychu Lipiec 26, 2007 o 09:12 #

    W sumie dobry to poradnik jest :) choć jego zastosowanie w naszych przeciętnych warunkach jest raczej mizerne: np. niewielu ma mieszkanie w płytkach ceramicznych — co jest świetną metodą, powszechnie zresztą stosowaną metodą w Grecji. Oni mogą sobie dodatkowo takie mieszkanie np. nawilżyć/pokropić wodą.

    Co do jedzenia – też w sumie masz rację z jednym wyjątkiem: jedzenie przed snem to porażka :) co sam odnotowujesz.

    W zupełności prawdę piszesz o charakterze upałów u nas i w Grecji.

    Ale z jednym to się całkiem nie zgodzę: LENISTWO nie jest uniwersalnym lekarstwem. Jako była tania siła robocza w Grecji (plantacje brzoskwiniowe oraz – rzadziej – pomidorowe) :) wiem, że fizyczna PRACA świetnie pozwala przetrwać upał: pracując podnosisz temperaturę ciała i niwelujesz różnicę między organizmem, a otoczeniem. Żadna tajemnica w sumie ;)

    Dla jasności: słowo [i]lenistwo[/i] nie obejmuje [b]sjesty[/b], która w czasie morderczych upałów jest konieczna.

  21. Ender Lipiec 26, 2007 o 17:23 #

    Zmrozony kufel (z grubego szkla) i cos w tym kuflu – piwo, cider – rewelacja. I przez kilka godzin upalu – 3-4 takie kufelki. Wazne: nalezy siedziec wygodnie i sie nie ruszac i tylko pozwalac sobie na donoszenie kolejnych porcji. Sprawdzone. Dziala :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
I znów jestem słomianym wdowcem

Obydwie kobity mi wybyły. Jest pięknie. Jest cicho. Jest brudno. Jest śmierdząco (no dobra, dziś nieco ogarnąłem bo już waliło...

Zamknij