Surf’s Up (Na fali)

Surfs Up (Na fali)

No, wró­ci­li­śmy z wojaży ale ich opis jesz­cze nie teraz. Uroczystość chrzcze­nia Alinki była zacna, fotki wyszły cał­kiem fajne a sama Alinka (aka córa Brzozy) to kawał prze­ślicz­nej baby jest, ot co :). No ale nie o tym ma być w tym wpi­sie, a o fil­mie, na który zdą­ży­li­śmy dziś z Majką sko­czyć. A tak, dzio­nek wol­nego wypa­dało jakoś miło spę­dzić więc ruszy­li­śmy z córą do kina, coby odcha­mić się nieco po week­en­do­wym piciu wódki. Wybór padł na Surf’s Up, czyli nieco bar­dziej swoj­sko brzmiące Na fali. A to w sumie z dwóch wzglę­dów: Majka lubi bar­dzo animki 3D od czasu wcią­gnię­cia Kurczaka Małego, no i do tego oby­dwoje uwiel­biamy wręcz popcorn :).

Po wyj­ściu z kina namó­wi­łem (OK, prze­ku­pi­łem lodem :)) Majkę na małą reckę dopiero co obej­rza­nego filmu. Mówiąc szcze­rze, prze­ku­pie­nie nic nie dało, bo Majka owszem loda i przy­jęła wdzięcz­nie, nie­mniej do recen­zo­wa­nia się nie gar­nęła i cała sobą dawała znać, by dać jej spo­koj­nie poli­zać to słod­kie i cze­ko­la­dowe. Oto i recen­zja Majki:

Na fali — recen­zja Majki

Młoda naga­dała się (OK, ja bar­dziej się naga­da­łem), więc teraz czas na moją recenzję.

Recenzja będzie krótka: film jest naprawdę fajny, tyle że nie jest dla małych dzie­cia­ków. Nie skrzy od gagów, nie epa­tuje akcją pod nie­biosa, nie ofe­ruje cią­głego pom­po­wa­nia adre­na­liny, tudzież trzy­ma­nia zwie­ra­czy mocno, by nie popu­ścić ze śmie­chu. Nic z tych rze­czy. To bar­dzo poli­tycz­nie poprawna, bar­dzo prze­wi­dy­walna opo­wiastka o przy­jaźni, speł­nia­niu marzeń i takich tam. Standardzik ale zro­biony z roz­ma­chem. W oce­nie dorzu­cam z dwa punkty za wizu­ali­za­cję i wyko­rzy­sta­nie mocy kom­pu­te­rów oraz ostat­nich wer­sji plu­gi­nów do robie­nia wody i wło­sów. Hairsy rzą­dzą, takoż efekty czą­stecz­kowe. Woda zro­biona jest zawrot­nie dobrze a i samym pin­gwin­kom niczego nie bra­kuje, no może prócz sce­na­riu­szo­wego luzu i polotu.

Bo tak naprawdę wszystko tu jest si, prócz zde­fi­nio­wa­nia grupy doce­lo­wej. Taki Kurczak to ideał kina wie­lo­po­ko­le­nio­wego. Uwielbiam oglą­dać to po dziś dzień, takoż i Majka, o Dorocie nie wspo­mi­na­jąc. Na fali nie­stety prze­pad­nie w odmę­tach zapo­mnie­nia z pro­stego powodu — ten film jest o rze­czach waż­nych, o któ­rych warto mówić, ale nie w ten spo­sób. Mówi się bowiem do mło­dzieży, któ­rej ni cho­lery na sean­sie nie widzia­łem (bo chyba mło­dzież nie­zbyt wciąga taką nachalną pro­pa­gandę dobrych war­to­ści), za to widzia­łem kupę rodzi­ców z dzie­cia­kami, któ­rzy podob­nie jak ja liczyli na coś w stylu Kurczaka: nie­nu­żące dzie­cia­ków dia­logi ofe­ru­jące jed­nak conieco star­szym, solidna i zro­zu­miała także dla malu­chów akcja, wyra­zi­ste i soczy­ste posta­cie, roz­po­zna­walne na pierw­szy rzut oka. Niestety tego wszyst­kiego w Na fali zabra­kło. Dialogi niby są ale brak w nich ikry, pin­gwiny niby się róż­nią ale w więk­szo­ści dzie­ciaki i tak w posta­ciach się pogu­bią bo róż­nice nie są aż tak dostrze­galne, akcja (przy­naj­mniej do momentu naszego wyj­ścia z kina) po pro­stu była zbyt sta­tyczna jak na potrzeby dzie­cia­ków… Rozejrzałem się w pew­nym momen­cie po kinie. Na Kurczaku dzie­ciaki sza­lały (łącz­nie z Majką :)), tutaj zazwy­czaj gadały z rodzi­cami lub łaziły pomię­dzy rzę­dami. To tyle w tema­cie „jak film odbie­rają najmłodsi”.

Film zde­cy­do­wa­nie nie dla dzieci, także nie­zbyt dla mło­dzieży ale mimo wszystko wart obej­rze­nia ze względu na istotne poru­szane kwe­stie oraz świetną tech­nikę zasto­so­waną przy pro­duk­cji filmu. Niestety Majka nie dotrwała do końca i przed kul­mi­na­cją zaczęła mnie cią­gnąć do wyj­ścia. Tak więc nie wiem nawet jak film się skoń­czył. Wiem za to, że na Kurczaku sie­działa jesz­cze długo po tym, jak zaczęły lecieć koń­cowe napisy. Miałem bar­dzo podobne do maj­ko­wych odczu­cia i przy Kurczaku, i przy Na fali — więc pew­nie Majka po pro­stu się znudziła.

Ocena w skali 1–10: 7 (w tym dwa punkty za technikę)

film w ser­wi­sie imdb.com
film w ser­wi­sie filmweb.pl

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

14 Komentarzy do “Surf’s Up (Na fali)”

  1. madman 14/08/2007 do 22:21 # Odpowiedz

    „Kurczak” dla dzieci? Niedawno ogla­da­li­smy z Luba i zde­cy­do­wa­nie nie poka­zal­bym tego dziecku. Z kre­sko­wek jakie widzia­lem, bylo w nim naj­wie­cej prze­mocy i wul­gar­nych dia­lo­gow (jak na tego typu film, nie porow­nuje z Psami ;)

  2. kosmosik 14/08/2007 do 22:27 # Odpowiedz

    Kurczak coś musiał palić. ;>

  3. CoSTa 14/08/2007 do 22:37 # Odpowiedz

    [b]madman[/b]: a ja mało tego, że pola­złem do kina, to jesz­cze per­fid­nie w spi­sek żonę wcią­gną­łem i dvd do domu kupi­łem, co jakiś czas pła­wiąc rodzinę w prze­mocy i wul­ga­ry­zmach… nie mam poję­cia co żeście z lubą oglą­dali (pozdro­wie­nia!) ale jeśli macie dzie­ciaka, to tele­wi­zor za okno a jeśli nie macie, to tym bar­dziej tele­wi­zor za okno. rek­sio, bolek i lolek, taba­luga, smerfy, czy nie­szczę­sne tele­tu­bi­sie… prze­moc, wul­ga­ry­zmy, seks i wyuzdanie!

    bez prze­gięć, bycie zbyt świę­tym szko­dzi chyba jesz­cze bar­dziej, niż kur­czak mały :)

    [b]kosmosik[/b]: na płuca uwa­żaj, bo nie­ja­kie doświad­cze­nie widzę ;)

  4. Robert Pankowecki 14/08/2007 do 23:14 # Odpowiedz

    Nigdy bym nie przy­pusz­czał, że ma cztery lata. Zdaje się wyglą­dać na star­szą. Anyway recen­zja mówi sama za sie­bie i widać, że lody zde­cy­do­wa­nie cie­kaw­sze niż film, takoż tańsze :-)

  5. PeterCub 15/08/2007 do 00:23 # Odpowiedz

    A ja bym chciał, żeby kie­dyś CoSTa poja­wił się na fil­mie nie jako głos zza kadru tylko pełną gębą „dzien­ni­karz małego ekranu” :)

  6. golem14 15/08/2007 do 09:16 # Odpowiedz

    CoSTa, TY gaduło, żeś dziecko zaga­dał. Młoda już, już miała sie pro­du­ko­wać a tatuś swoje. Ja sobie Majki na stu­diach nie wyobra­żam, pro­fe­sor pyta, jedno zda­nie Majka a pięć sie­dzący obok Tata. ;D

    BTW. Swoją drogą, parę lat takiego tre­ningu, to dziecko z auto­pre­zen­ta­cji będzie miało same plusy. Przy szu­kani pracy się przyda.

  7. CoSTa 15/08/2007 do 16:36 # Odpowiedz

    [b]robert[/b]: oj tak, zde­cy­do­wa­nie lody cie­kaw­sze. no nie­stety, zły film dla mło­dej wybra­łem. trza było ruszyć na trans­for­mers to od razu byłaby w nastroju :)

    [b]petercub[/b]: w sumie czemu nie? dopa­kuję, schudnę, zacznę wyglą­dać jak młody bóg — wtedy ten blog to będzie jedno wiel­kie moje wideo :)

    [b]golem[/b]: a bo toto współ­pra­co­wać nie chciało mimo wyłu­dze­nia loda. nad­ra­bia­łem więc ja bo jed­nak tego loda szkoda a skoro nagra­nie już się zaczęło… próby były obiecujące :/

    • Robert Pankowecki 15/08/2007 do 16:58 # Odpowiedz

      Bo to trzeba było jej loda obie­cać po recenzji!

      • golem14 15/08/2007 do 18:25 # Odpowiedz

        Gdzie tam, trzeba było pod Ziobro Ją zała­do­wać, tzn. z ukry­cia nagrać!

  8. kosmosiki 15/08/2007 do 23:49 # Odpowiedz

    A co? Może nie palił? :P Analogia sku­tego kur­czaka jest oczy­wi­sta („oooo.… kotek?” „wygrałem?”).

    Nie wiem jak ten film ma się do dzie­cia­ków ale MI się podo­bał. Chociaż oglą­da­łem wer­sję ory­gi­nalną R5 (może dub­bing skaszanili). :)

    Fajne takie cał­kiem na pozio­mie następ­stwo Madagaskarów itp. bez głu­pich na siłę gagów (cho­ciaż scena ze zjaz­dem na liściach była obowiązkowo-nadmiarowa — ktoś mógł sobie zro­bić krzywdę, no i to taka oczy­wi­sta kalka).

    Poza tym podoba mi się kon­wen­cja, cho­ciaż tutaj wymaga to tro­chę świa­do­mo­ści ist­nie­nia „tanich” (mery­to­rycz­nie) kana­łów dla mło­dzieży typu Extreme Sports, X-TV, Xtreme (nazwy wyssana z palca bo nie oglą­dam na codzień kablówki i nie wiem jak to się nazywa).

    Temat banalny i lek­ko­strawny — przy­jaźń, ludzie.

    Warsztat — prze­ko­zacki, w końcu to Sony.

    Ogółem nie jest to film zły — można obej­rzeć i się zre­lak­so­wać, ew. podzi­wiać ani­ma­cje. Dla małych dzieci myślę przy­nud­nawy. Ale jakiś zde­cy­do­wa­nie wybitny rów­nież nie jest. Ale, który z lek­kich fil­mów był wybitny?

    Kurczak rzą­dzi. :)

    A no i total­nie na mar­gi­ne­sie to fak­tycz­nie ist­nieje doku­ment, któ­rego ten film jest tro­chę paro­dią. Nie pomnę teraz nazwy ale jest w iden­tycz­nej kon­wen­cji i trak­tuje o waria­tach z całego świata, któ­rzy (wybrańcy, bo to pro total­nie jest, można zgi­nąć) zbie­rają się wła­śnie na jakiejś małej wysepce w pobliżu Australii i ujeż­dżają naj­więk­sze na świe­cie fale. To mówi samo za sie­bie — oni fak­tycz­nie w wywia­dach stwier­dzają, że w sumie fale są dosyć duże i że nie są pewni, czy to się dobrze skoń­czy. Ale to sil­niej­sze od nich.

  9. CoSTa 17/08/2007 do 06:42 # Odpowiedz

    [b]robert[/b]: to moja córka, bie­rze mini­mum zaliczkę i zawsze PRZED zle­ce­niem. tyle zdą­ży­łem już ją nauczyć :)

    [b]golem14[/b]: TRUE! to byłoby naj­lep­sze i w dodatku w zgo­dzie z naro­do­wym zwy­cza­jem. przy naj­bliż­szej oka­zji spraw­dzę jak to działa :)

    [b]kosmosik[/b]: upa­lony kur­czak? kur­czę, chyba odpalę ten film jesz­cze raz i klatka po klatce będziem z córą chmur szukali :)

  10. shqvarny 19/08/2007 do 19:31 # Odpowiedz

    dawno się tak nie wynu­dzi­łem, a grupa doce­lowa w przy­padku tego filmu chyba nie ist­nieje. zbyt dużo gada­nia (czy­stego gada­nia, bez żar­tów) jak na dzieci. nato­miast dla star­szych ta opo­wieść jest nie­zbyt cie­kawa, a same dia­logi zbyt jałowe i nie­wiele wnoszące.

    jedy­nie Joe rato­wał, ale biedny kur­czak sam nie był w sta­nie tego zrobić.

  11. Silmethule 20/08/2007 do 12:28 # Odpowiedz

    Oftopicznie z deczka ;).

    Właśnie prze­czy­ta­łem na [url=hrrp://jakilinux.org]JL[/url]/[url=http://linuxnews.pl]LN[/url], że gdzieś w poło­wie tego filmu poja­wia się gra­fika Tuksa ;)

    • CoSTa 20/08/2007 do 14:47 # Odpowiedz

      w sumie to aż się prosi w tym fil­mie naro­bić dowią­zań i nieco pohar­co­wać w tej tema­tyce. no nie­stety, shqvarny opi­sał to dosko­nale. imo film może nie był aż tak nudny ale daleko mu było do porwa­nia publicz­no­ści, nie­zmier­nie daleko. kurak fak­tycz­nie był luźny ale za mało go no i przede wszyst­kim to ponoć nie jest film o joe. tam po pro­stu jest za mało humoru. to jak bajki disneya — ładne, świetne warsz­ta­towo i ide­alne do dwu­go­dzin­nego chrap­nię­cia z prze­rwą na odro­binę popcornu :)

Dodaj komentarz