Menu serwera

Sunshine (W stronę słońca)

Sunshine

O proszę Państwa, oto i filmik, który chyba ma ambicje do bycia z gatunku science fiction. Filmy z gatunku sciene fiction dzielą się zasadniczo na dwie odmiany: soft i hardcore. W filmach hardcore, w przestrzeni kosmicznej nikt nie usłyszy twojego krzyku ;) a tym bardziej wizgu dopalaczy, bo ktoś tam zadbał o odrobinę realizmu i doczytał, że w próżni dźwięk się nie rozchodzi. W odmianie soft natomiast, po dźwięku owych dopalaczy widzowie niewidomi są w stanie stwierdzić, kto atakuje kogo, z której strony i w jakim szyku lecąc. Tu mała dygresja: nie są filmami sci-fi różne odcinki Gwiezdnych, Star Treka, Babylon 5 czy Firefly. To jest kino przygodowe – jak najbardziej fantastyczne, jednak z nauką mające niewiele lub zgoła nic wspólnego. Odmiana soft filmów sci-fi prócz skupienia się na „fi”, daje też jakiś background pochodny od „sci”. Aby rzecz nieco skomplikować, dorzućmy do tego jeszcze odpowiednie ugadżetowienie i scenografię co się zowie. Statek kosmiczny, siedem milionów palących się jarzeniówek na owym statku, mimo iż nikomu do szczęścia nie są one potrzebne i ślicznie konsumują energię oraz się zużywają, skafandry, lasery, te sprawy…

Sunshine to film, w którym mamy sporo przesłanek, by uznać tenże za soft sci-fi. Są odpowiednie gadżety, jest odpowiedni statek, kombinezony, skomplikowany mostek błyszczący od monitorów i komputer z obowiązkową SI. Gadżety są okej. Czy zatem mamy film z gatunku sci-fi pełną gębą? Nie, niestety nie mamy a wszyscy, którzy czekali na coś więcej, niż po prostu kolejna straszna przygoda w złym kosmosie, niechaj poczują się ostrzeżeni. Co bowiem mamy? Mamy świetnie skręcony, z ładnymi widoczkami, z mniamuśną muzyką i – przyznaję – wciągający film będący niczym więcej, jak właśnie kolejną straszną przygodą w złym kosmosie. No niestety, babol leżący u założeń filmu (Słońce się wypaliło? Really??? A może przygasło na skutek efektu cieplarnianego???) nie pozwala wniknąć mocniej w bardzo ładnie stworzony świat statku kosmicznego i jego załogi. Babole mnożą się tu zastraszająco a ja mam jedną prośbę na przyszłość: jeśli przyjdzie kiedyś do ratowania świata, to niechaj nie robią tego Amerykanie. Bo to chyba są Amerykanie. To MUSZĄ być Amerykanie. Żadna inna nacja nie robiłaby takich rzeczy w obliczu potencjalnej zagłady ludzkości. A tak, stawka jest najwyższa z możliwych a nasza planeta wysyła w kosmos najlepszych z najlepszych, czyli kowboi co się zowie. Sorry, tego typu jazdy kładą kompletnie „sci”. A to naprawdę dopiero czubek góry baboli i zwyczajnych idiotyzmów.

No to w takim razie jak ma się „fi”? Kochani, „fiction” ma się w tym filmie doskonale! Owszem, z założenia i natężenia babolstwa film jest głupi ale wciąga się toto bardzo smakowicie. Głównie za przyczyną znakomitych obrazów, jakie pokazuje nam się w sposób bardzo uroczy, bo nienachalny. Że może posłużę się cytatem z recenzji na imdb.com:

Sunshine cost £20 million. Jerry Bruckheimer and his Hollywood cohorts must be shaking their head in disbelief. Danny Boyle and Alex Garland, British born and bread, have outdone America’s effects laden finest, and at a mere fraction of the price. Armageddon ($140 million) and Pirates of The Caribbean 2 ($225 million) have nothing, nothing on the majestic visuals that Sunshine offers. From the jaw dropping opening sequence to the fantastically realised final moments, Boyle’s latest is a mighty treat for the eyes.

Jest dokładnie właśnie tak – majestatycznie widowiskowo, obrazy korony Słońca porywają a sesje bohaterów w pokoju słonecznym po prostu zamiatają. Świetna wizualizacja to także doskonała scenografia (statek wygląda rewelacyjnie) i odpowiednie gadżety – niezbyt przegięte (skafandry z jakiejś innej epoki :)) a co za tym idzie, nieco bardziej wiarygodne. Do tego wszystkiego dodajcie naprawdę niezłą ścieżkę dźwiękową, na którą warto zwrócić uwagę bo jest po prostu bardzo dobra. Od strony multimediów nie ma się czego czepić.

Może więc aktorstwo? Nie jest źle a kreacja Cilliana Murphy’ego jest bardzo ale to bardzo przekonująca. Złapaliśmy się z Dorotką miejscami na tym, że wydarzenia dziejące się na ekranie wręcz wciągnęły nas i przykuły pozostawiając z otwartymi paszczami. Film miejscami jest wręcz drastyczny i wszystko to głównie (podkreślam „głównie”) za sprawą bardzo przekonującej gry aktorów. Scena śmierci Kanedy (fenomenalny pomysł na ujęcie kamery i pokazanie tego momentu) mocno zapadła mi w pamięć, tak jak i gra Chrisa Evansa przy zejściu jego postaci… Aktorsko jest naprawdę dobrze!

Co więc w tym filmie nawala? Bez spoilerów by się nie obyło więc odpuszczę sobie pokazywanie scen, ale pomysł z krwawym szaleńcem przerabialiśmy już w chociażby Event Horizon i bez rzucenia jakiegoś psychologicznego tła tej postaci, ciężko mówić o czymś więcej niż wprowadzanym na siłę motywie thrillerowym. Końcówka jest mocna, z pretensjami do bycia czymś więcej niż tylko pokazem efektów specjalnych ale mimo wszystko czuje się tu przesadę. Kurczę, ci ludzie dolecieli do SŁOŃCA! Nie do jakiejś Wenus czy innej planety ale do Słońca! Wydaje się to nie robić większego wrażenia na statku, pozostałości załogi i temperaturze, jaka w owym statku panuje. No nie wiem, mnie to razi bardzo. Poza zastrzeżeniami do prawdopodobieństwa założeń filmu, nie mam innych. Przykład jak można zrobić dobre „fiction”, w którym nie ocieramy się o „science” ale możemy udawać, że chcemy się poocierać.

Ocena w skali 1-10: 6

Sunshine (W stronę słońca)

Obsada:
Cliff Curtis … Searle
Cillian Murphy … Capa
Michelle Yeoh … Corazon
Hiroyuki Sanada … Kaneda
Rose Byrne … Cassie
Benedict Wong … Trey
Chris Evans … Mace
Troy Garity … Harvey

strona filmu w serwisie imdb.com
strona filmu w serwisie filmweb

11 odpowiedzi do Sunshine (W stronę słońca)

  1. karwasz Sierpień 9, 2007 o 08:31 #

    Film dla normalnych ludzi, niewykręconych w kierunku sci za wszelką cenę. Podobał mi się (pomimo, że doceniam psychodeliczne, hardcorowe kino sf). Jakoś blisko mi leży koło „Źródła”.

  2. golem14 Sierpień 9, 2007 o 09:21 #

    Ech, jeśli chodzi o… to dla mnie „2001: Odyseja kosmiczna” – poezja

    Cała reszta to bajki

    A Niemcy wskrzeszają Ijona Tichego i wydaje się, że robią to „z jajem”.

    # Ijon Tichy: Raumpilot – Kurzfilmreihe im ZDF

    http://www.zdf.de/ZDFde/inhalt/16/0,1872,1404048,00.html

    Ciekawe czy nasi z TV kupią to tak szybko jak Hirosów.

  3. przecietny Sierpień 9, 2007 o 10:12 #

    Jeżeli chodzi o „sci” to wolę trzymać się Ziemi i kolejny raz odpalić GITS. W kosmosie dobre „sci” trafia się jak ślepej kurze ziarno ale już „fi” faktycznie można znaleźć. Tak jak karwasz pisze przypomina się „Core”, założeniowo tak samo prawdopodobne co nie znaczy, że złe. Dobry ogłupiacz z przymrużeniem technicznego/fizycznego/chemicznego/whatever oka zawsze jest dobry. ;)

  4. CoSTa Sierpień 9, 2007 o 10:48 #

    [b]karwasz[/b]: dla wykręconych na pewno nie. ale i „normalni” mogą czuć dreszcz zdziwienia widząc wlatujący w słońce stateczek. chodzi o to, że są pewne granice vis poetica nawet w filmie. choć może za dużo wymagam… „źródło”… cholera, nie moge skojarzyć choć coś mi mówi ten tytuł.

    [b]golem14[/b]: niemcy trzaskają tichego? KUL! faaajna sprawa, dzięki za namiar! :)

    [b]przecietny[/b]: core… to o tej wyprawie do jądra ziemi? o matko, tego nie zdzierżyłem chyba ew. było tak kiepskie, że umysł sam się z tego już wyczyścił. pamiętam z filmu piąte przez dziesiąte. faktycznie, coś jakby sequel – po uratowaniu ziemi czas przyszedł uratować słońce. później centrum galaktyki! tylko co filmowcy pokażą po wleceniu do giga-czarnej dziury? :)

    • opiszon Sierpień 9, 2007 o 14:10 #

      źródło – pewnie chodzi o The Fountain – świetny film :)

  5. Stemer Sierpień 9, 2007 o 10:59 #

    Heh, PT user? ^^

    Ja właśnie zaniedługo obejrzę :)

  6. CoSTa Sierpień 9, 2007 o 14:35 #

    [b]opiszon[/b]: aaaa… to coś aronofskiego… swego czasu [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/994-Filmy_ostatnio_ogladane.html#3]popastwiłem[/url] się nieco nad tym filmem :). teraz kojarzę…

    [b]stemer[/b]: nieee, żadnych polskich trackerów. filelist here :)

  7. shqvarny Sierpień 9, 2007 o 18:09 #

    moja dziewczyna zasnęła na tym filmie, lepszej recenzji nie trzeba :] bajeczka pełna banałów, schematów, przewidywalności.

    wciągający? no nie mów CoSTa, że wierzyłeś, że nagle członkowie załogi nie przestaną ginąć, a świat zostanie ocalony? jak można się wciągnąć w tak oklepany schemat?

    poza tym niektórych już chyba nie wiedzieli jak uśmiercić – mogą zrobić pancerz chroniący statek, ale kombinezonów już tym przecudnym materiałem wyłożyć nie mogą :D

    a co do The Fountain, to równieżi tej produkcji czegoś zabrakło. nieśmiertelność, przeżyć dzieje całego świata z jedną osobą – miłość aż nazbyt romantyczna.

  8. atnar Sierpień 10, 2007 o 00:32 #

    Czy mi sie wydaje, czy recenzja spowodowana wypuszczeniem DVDripu ? :p

  9. CoSTa Sierpień 10, 2007 o 06:35 #

    [b]shqvarny[/b]: a tak, mnie wciągnęło. bo wiesz, można ginąć na różne sposoby i różnie śmierć przedstawiać w kinie. tu akurat zostało to zrobione i zagrane imo jak trzeba. a cała otoczka (ratowanie świata itd.) mimo schematyzmu aż tak bardzo nie razi. mnie rażą kompletnie od czapy powody latania. w sumie asteroidy już przerabialiśmy więc wiele więcej chłopakom z hollywood do wykorzystania nie pozostało :)

    [b]atnar[/b]: ależ oczywiście. screenerów wszelkiej maści nie ruszam nawet. cenię jakość tego, co kradnę, so niebawem przerzucam się na głównie HD :)

  10. golem14 Sierpień 15, 2007 o 18:32 #

    Zobaczyłem dziś toto… Jaki jest emotikon na bardzo, bardzo, bardzo długą – jak z Ziemi do Słońca – „podróż do Rygi”?

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Nowości od Apple

Jak blogi applowskie długie i szerokie, wszyscy piszą o nowościach spod znaku jabcoka. Że mamy nowy sprzęt (ładny, mocny i...

Zamknij