Jeszcze nieco o iTunes

Tak, wiem, macie już dosyć mojego kle­pa­nia o iTu­nes. No cóż, ja nie mam :) a kle­pię, bo są imo dosyć istotne powody dla powie­dze­nia kilku słów o tym, co sobie naj­więk­szy gracz na rynku muzyki pcha­nej via net wymy­śla. A wymy­ślił sobie cał­kiem sprytny spo­sób na ode­rwa­nie się z zaku­pami od komputera.

Ano, wczora z wie­czora obej­rza­łem naresz­cie key­note z przed­sta­wie­niem naj­now­szych modeli iPoda i w tym naj­bar­dziej dopa­ko­wa­nym, spa­sio­nym i w ogóle, mamy do dys­po­zy­cji MacOSX na pokła­dzie, TouchScreen i Wi-Fi. Jakie moż­li­wo­ści daje takie combo? A obej­rzyj­cie frag­ment keynote:

Keynote — W-Fi iTu­nes Store

Tego nawet nie trzeba komen­to­wać. Powiecie „kul, można se muzę przez net kupo­wać, o co big halo w takim razie?”. A ja odpo­wiem, że o to nie wymaga komen­ta­rza, tylko po pro­stu przej­ścia się z takim urzą­dzon­kiem po mie­ście. Usłyszałeś kawa­łek, spodo­bał ci się — bum, od ręki możesz sobie kupić, o ile tylko dostępny jest w iTS. Chcesz wcią­gnąć w dro­dze odci­nek ulu­bio­nego serialu? Bach i jazda. I naj­faj­niej­sze — bez pośred­nic­twa kom­pu­tera. Byle jakiś hot­spot był w pobliżu (w naszym kraju to jesz­cze marze­nie ale w kra­jach cywi­li­zo­wa­nych to przeca norma) i można się zaopa­trzyć na drogę.

Fajne? Owszem. Czy zre­wo­lu­cjo­ni­zuje rynek zaku­pów? Nie sądzę. Ale na pewno da solid­nego kopa sprze­daży tre­ści via net. Być może duże kon­cerny zaczną przy­chyl­niej patrzeć na ruch, jaki zaczyna się dziać w necie w tema­cie obrotu muzyką i innymi tre­ściami. Na początku wystą­pie­nia Jobs podał dane, które nico mną strzą­snęły. Otóż oka­zuje się, że nieco ponad 30% wyda­nej w ciągu ostat­niego bodajże roku muzyki, nie uka­zało się w ogóle na fizycz­nych nośni­kach! Wiecie co? Mam wra­że­nie, że za oce­anem to, co my okre­ślamy „rewo­lu­cją” już się dawno doko­nało a teraz zaczyna się po pro­stu duże (i coraz więk­sze) licze­nie pie­nię­dzy. To imo dosko­nała dla nas, kon­su­men­tów, wia­do­mość. Odpadające koszty wytwo­rze­nia, trans­portu, pako­wa­nia… Stosunkowo niska cena… Szybki, bez­pro­ble­mowy dostęp do tre­ści… O to wła­śnie chodzi!

Teraz tylko coś z tym DRM trzeba zro­bić i będzie naresz­cie normalnie :)

Dla chęt­nych: całe wystą­pie­nie S. Jobsa

PS. Jak sądzi­cie, ile jesz­cze czasu zaj­mie nam doj­ście do stan­dar­dów ame­ry­kań­skich? Kurczę, to naprawdę jest fajne: wziąć, odpa­lić sobie sprzę­cik, zassać se muzyczkę, zapła­cić jakieś gro­sze… Ja też tak chcę! :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “Jeszcze nieco o iTunes”

  1. byte 11/09/2007 do 16:17 # Odpowiedz

    Z WiFi jest ten pro­blem, że — nawet w Stanach — musisz sie­dzieć na dupie, póki ci się nie ścią­gnie wszystko. Wyjdziesz poza zasięg i leżysz. Średni pomysł na mobil­ność. Komórki ze swoim prze­łą­cza­niem są znacz­nie lep­sze na tym polu. W przy­padku muzyki to jesz­cze OK, da się wytrzy­mać, ale filmy? Wolę nie myśleć ile to się będzie ssało na publicz­nym hotspocie.

    Odnoszę wra­że­nie, że WiFi w nowych iPo­dach to raczej zanęta na takie sieci jak Starbucks. Tam to ma sens. W komu­ni­ka­cji publicz­nej na przy­kład (czyli tam, gdzie się spę­dza mnó­stwo czasu i chcia­łoby się go jakoś umi­lić) to jest mocno nacią­gana idea.

    A do stan­dar­dów ame­ry­kań­skich doj­dziemy, jak nas przyjmą na 51 stan, nie wcześniej.

    • CoSTa 11/09/2007 do 18:11 # Odpowiedz

      No, z tym wycho­dze­niem poza zasięg to na szczę­ście nie jest tak źle. Sprawdziłem przed chwilą w iTu­nes — rze­czy, które nie zostaną w skle­pie zgło­szone przez soft jako pobrane, można w każ­dej chwili pobrać kli­ka­jąc sobie na „ssij” :). Nie zwró­ci­łem uwagi, czy wzna­wia pobie­ra­nie czy też ładuje od początku. Jak znam życie, pew­nie zaczyna ssać od początku.

      Ssanie fil­mów na iPodzie/iPhone to imo już lekka prze­sada. Nie dla­tego, że nie można (nie mam poję­cia jakie prze­pu­sto­wo­ści mają publiczne hot­spoty w sta­nach, zakła­dam, że tra­gicz­nie to raczej nie jest) ale dla­tego, że miej­sca szkoda :). Anyway, uwaga słuszna acz jeśli pręd­ko­ści gdzieś można wycią­gać dobre, to ja pro­blemu w ssa­niu fil­mów czy pod­ca­stów via Wi-Fi nie widzę więk­szych. Z racji roz­miaru wyświe­tla­cza ssał­bym raczej pod­ca­sty i odcinki seriali a do tego takie Wi-Fi powinno imo sty­kać, o ile spot nie­oble­gany zanadto.

      Masz rację — wej­ście w alians ze Starbucks z hame­ry­kań­skim zacię­ciem do sie­dze­nia po takich usie­cio­wio­nych kafej­kach… Z dru­giej strony jestem w sta­nie wyobra­zić sobie sie­bie sie­dzą­cego w poznań­skiej Plazie na kawce i w ocze­ki­wa­niu na Dorophę ścią­ga­ją­cego i wcią­ga­ją­cego jakiś pod­ca­ścik czy inszy odci­ne­czek cze­goś relak­su­ją­cego. Muzę to bym kupo­wał maniami — o to w sumie w tym całym wyna­lazku cho­dzi — o kupo­wa­nie pod wpły­wem chwili. Niegłupio pomy­ślane. Imo to się przyj­mie aż głowa mała :)

  2. yoshi314 11/09/2007 do 21:08 # Odpowiedz

    majac na mysli „stan­dardy ame­ry­kan­skie” masz na mysli ich prawo paten­towe czy ich DMCA ? :>

Dodaj komentarz