Kilka wpadek Apple

Ostatnimi czasy za sprawą firmy Apple prze­wa­liła się przez fora miło­śni­ków pro­duk­tów tej marki solidna dys­ku­sja o tym, co Apple zaczyna wyczy­niać. Zasadniczo rzecz ujmu­jąc można dys­ku­tan­tów podzie­lić na dwie grupy: kolesi ufa­ją­cych w rozum­ność tego, co Apple czyni i kolesi widzą­cych poten­cjalną groźbę w tym, co jabłko zaczyna wymy­ślać. Abstrahując od kolesi — świet­nie się te dys­ku­sje czyta i widzi się natych­miast jak bar­dzo wiele cywi­li­za­cyj­nie mamy jesz­cze do nad­ro­bie­nia. Kultura, argu­menty, rze­czo­wość, umie­jęt­ność roz­ła­do­wa­nia napię­cia i powrotu do meri­tum dys­ku­sji nawet przy oso­bi­stych wyciecz­kach… Kurczę, ależ to się dobrze czyta i jak bar­dzo różni się to od naszych zasra­nych forów opa­no­wa­nych przez dzieci Neostrady…

OK, a cóż takiego wła­ści­wie Apple zaczyna wyczy­niać? Zacznę może od tego, że w mojej krót­kiej karie­rze maków­ka­rza nawet ja dostrze­gam, że był (i jest nadal) to dla jabłka rok obfity w wyda­rze­nia. Redesign pro­duk­tów, wypusz­cze­nie nowych (w tym gadżetu roku — iPhone), kupa roz­wi­ja­nego opro­gra­mo­wa­nia, nowa wer­sja sys­temu ope­ra­cyj­nego, która już jest na wycią­gnię­cie ręki… A to prze­cież wierz­cho­łek góry lodo­wej, bo nie można zapo­mi­nać o cią­głych utarcz­kach z twór­cami i dys­try­bu­to­rami con­tentu pcha­nego via iTu­nes Store, cią­głej eks­pan­sji (kolejne iSpoty powstają jak grzyby po desz­czu nawet w naszym zabź­dzia­nym kra­iku), wręcz masowo zgła­sza­nych wnio­skach paten­to­wych i cią­głego roz­wi­ja­nia tech­no­lo­gii oraz linii pro­duk­tów (lek­tura applo­wych plo­tek to moi dro­dzy wręcz fascy­nu­jące zajęcie :)).

Firma roz­wija się, ewo­lu­uje i robi to z zastra­sza­jącą pręd­ko­ścią. Jestem zda­nia, że chyba nieco zbyt szybko i lekko się w tym roz­woju gubi. Ludzi myślą­cych podob­nie do mnie jest — jak się oka­zuje — cał­kiem sporo. Co powo­duje takie myśle­nie? Spektakularne wpadki Apple i sporo może mniej spek­ta­ku­lar­nych ale dosyć zna­czą­cych pro­ble­mów tra­pią­cych firmę.

Wpadka numer 1: iPhone

iPhone to fan­ta­styczny gadżet, który pró­buje się sprze­da­wać jako tele­fon, iPod i dia­bli wie­dzą jak wielki wyna­la­zek od czasu wyna­le­zie­nia koła. Para, która poszła w ten gwiz­dek spo­wo­do­wała solidne lagi w pre­mie­rze nowej wer­sji sys­temu ope­ra­cyj­nego (co samo Apple przy­znaje), przy­blo­ko­wała moce firmy na dobre i ogól­nie stała się przy­czyną drwin a póź­niej i nie­po­koju ludzi, któ­rzy koja­rzą Apple nie tyle z tele­fo­nami, co z kom­pu­te­rami. Premiera nowej linii iMa­ków uspo­ko­iła nieco nastroje ale wra­że­nie powstało i się utrzy­mało: uko­cha­nym dziec­kiem Apple jest iPhone, reszta scho­dzi na plan dalszy.

Sam iPhone wzbu­dził też wiel­kie ocze­ki­wa­nia co do funk­cjo­nal­no­ści tego kawałka alu­mi­nium i szkła napę­dza­nego doty­kiem. Możliwości są bowiem ogromne, poten­cjał nie­sa­mo­wity a sprzęt tylko zdaje się wołać: opro­gra­muj­cie mnie, sprze­da­waj­cie na mnie opro­gra­mo­wa­nie, roz­kręć­cie rynek, przy któ­rym zwy­cza­jowe apli­ka­cje jawove, gierki czy inne tapetki to pikuś. Sam mia­łem nadzieję na to, że z cza­sem pojawi się w iTu­nes od groma apli­ka­cji, które będzie można sobie kupić, zassać, wrzu­cić do tele­fonu i bawić się nim jak dziecko.

I tu obja­wiła się ogromna dziura w filo­zo­fii Apple: brak SDK dla iPhone a przez to brak moż­li­wo­ści stwo­rze­nia jakie­go­kol­wiek rynku. Nie wiem, co Jobs knuje ale sprze­da­wa­nie iPoda z opcją dzwo­nie­nia pod­czas gdy w środku sie­dzą moż­li­wo­ści i poten­cjał daleko więk­sze — to głu­pota i mija­nie się z celem. Jobs zamiast two­rzyć sobie rynek i zatrud­nić ludzi, któ­rzy zaczną mu pisać pro­gramy i gry na nową zabawkę przy­czy­nia­jąc się do mno­że­nia zysków w spo­sób łatwy (ta zabawka ma już gotowy kanał dys­try­bu­cji w postaci iTu­nes!), idzie w zamy­ka­nie iPhone nawet dla zapa­leń­ców two­rzą­cych cho­lerne klony Tetrisa na ten sprzę­cik. To już jest kom­plet­nie kurio­zalne posu­nię­cie, któ­rego nie rozu­miem. W świat poszła jasna i kla­rowna wia­do­mość: iPhone to zamknięta plat­forma, na któ­rej nie można nic zro­bić. Mało tego, ostatni wypusz­czony update firm­ware dla tej maszynki potrafi kom­plet­nie zablo­ko­wać iPhone, który został zha­ko­wany i na któ­rego ktoś sobie wrzu­cił powiedzmy rze­czony klon Tetrisa. iPhone prze­mia­no­wany na iBrick zaczyna robić fan­ta­styczną karierę jako obiekt żalu, żar­tów i popy­cha­dło dla kon­ku­ren­cji. Co z tego, że przy­pa­dek doty­czy może 10 tysięcy ludzi z ponad miliona tych, któ­rzy tele­fon kupili. Mleko się roz­lało, wieść poszła w świat i żyje swoim życiem.

David Pogue pre­zen­tuje kilka faj­nych apli­ka­cji na iPhone

iPhone to seria potknięć mniej­szych lub więk­szych firmy Apple. Wprowadzenie upu­stu ceno­wego w wyso­ko­ści 200$ (to 1/3 pier­wot­nej ceny!) w dwa rap­tem mie­siące po debiu­cie pro­duktu oka­zało się być mar­ke­tin­go­wym strza­łem w stopę pierw­szej wody. Setki tysięcy ludzi roz­sier­dzo­nych i roz­go­ry­czo­nych jaw­nym nabi­ciem ich w butelkę zalało Apple morzem maili i listów. Ciężar zawodu był tak duży, że Apple zwra­cało nabyw­com swo­jego gadżetu pie­nią­dze (i tak w for­mie bonu do wyda­nia w skle­pie Apple). Dla mnie prze­kaz takiej ope­ra­cji jest jasny: zabawka nie sprze­daje się tak, jak powinna i trzeba ciąć ceny by znów zaata­ko­wać rynek. Raporty sprze­daży ni cho­lery tej wizji nie potwier­dzają ale pierw­szy mój (i ilu jesz­cze innych ludzi) odruch był wła­śnie taki. Po raz kolejny — mleko się roz­lało i nawet nie­spe­cjal­nie wia­domo, jak je posprzątać.

iPhone zaczyna debiu­to­wać na rynku euro­pej­skim. Każdy, kto z cie­ka­wo­ści choć spoj­rzał na warunki, na jakich Apple uga­dało sprze­daż swo­jego gadżetu w Europie, musi mimo­wol­nie zadła­wić się śmie­chem. Jabłko chyba nie dostrzega, że Europa to „nieco” inny rynek niż Stany. Że warunki, które w Stanach prze­cho­dzą, u nas budzą co naj­wy­żej poli­to­wa­nie. Ceny kom­plet­nie kosmiczne, taryfy kom­plet­nie z innej rze­czy­wi­sto­ści, brak pod­sta­wo­wych tech­no­lo­gii od lat obec­nych w każ­dym tele­fo­nie na tym kon­ty­nen­cie, jak cho­ciażby MMS czy z now­szych — 3G. iPhone w Europie to będzie porażka moim skrom­nym zda­niem. Ja tylko cze­kam kiedy jabłko obu­dzi się i zacznie się inte­re­so­wać, gdzie tak wła­ści­wie sprze­daje swoją zabawkę i jakie są warunku panu­jące na rynku.

iPhone ma całą masę drob­nych pro­ble­mów, które nie pozwa­lają mówić o nim jak o kon­struk­cji dobrze prze­my­śla­nej. Rzecz tak pod­sta­wowa jak cho­ciażby moż­li­wość zazna­cze­nia edy­to­wa­nego tek­stu — tego tu nie ma i z tego co czy­tam, to nie poja­wia się w kolej­nych aktu­ali­za­cjach opro­gra­mo­wa­nia. Takich dro­bia­zgów jest sporo i z cza­sem na pewno będą usu­nięte ale na boga — dla­czego z cza­sem??? Czy nikt tam nie testuje pro­duktu przed jego wypusz­cze­niem na rynek???

Co iPhone ma? Ma efekt WOW i przy­znaję — jest zaje­faj­nym gadże­tem, który chciał­bym mieć dla zaspo­ko­je­nia swo­jej gadże­to­ma­nii. Jest fan­ta­styczny w obsłu­dze, dosko­nale zgrywa się z pozo­sta­łymi ele­men­tami sys­temu (iTu­nes Store, samo iTu­nes, Mak), ma smak dro­giej nowo­ści i jest kul. Pytanie tylko — na jak długo to starczy?

Wpadka numer 2: nowe iPody

Nowe iPody są fajne. Naprawdę są fajne. Trzeba pójść do jakie­goś Empiku i się naocz­nie prze­ko­nać, jak ele­gancki, ładny i przy­jemny jest to sprzęt. Doropha ma obie­ca­nego takiego jed­nego na Gwiazdkę i nie ma bata — dosta­nie, bo to auten­tycz­nie sym­pa­tyczna zabawka jest i bez­pro­ble­mowa w uży­ciu. Tyle, że dział testów znów dał dupy i puścił do pro­duk­cji sprzęt bez solid­nego prze­te­sto­wa­nia. O co się roz­cho­dzi? A o nowy inter­fejs, który w przy­padku więk­szych ilo­ści con­tentu po pro­stu jest wolny. To jest abso­lut­nie nie­do­pusz­czalne — cze­kać na reak­cję inter­fejsu (we wcze­śniej­szych wer­sjach takich pro­ble­mów nie było), zma­gać się z nim… Ostatni upgrade firm­ware ponoć sporo z tych pro­ble­mów roz­wią­zuje ale na boga, to świad­czy tylko i wyłącz­nie o jed­nym: ktoś testo­wał inter­fejs na kilku albu­mach na krzyż nie zapeł­nia­jąc nawet tych cho­ler­nych 160 giga­baj­tów danymi, by spraw­dzić, co wtedy się będzie działo. Najbardziej praw­do­po­dobne jest to, że i owszem spraw­dzono, o pro­ble­mie zamel­do­wano ale i tak sprzęt poszedł do pro­duk­cji w imię zaata­ko­wa­nia Gwiazdki z dobrej pozycji.

Co to ma wspól­nego z jako­ścią, która ponoć swego czasu była syno­ni­mem marki Apple?

Nowy iPod Touch, ten z inter­fej­sem palu­cho­wym, dostał łatkę sprzętu zepsu­tego na star­cie. Powód? Te cudowne wyświe­tla­cze znane z iPo­dów w iPo­dzie Touch bar­dzo czę­sto były jed­nym wiel­kim powo­dem do wymiany sprzętu, za którą to wymianę Apple i tak każe sobie ponoć pła­cić jakieś koszta skła­do­wa­nia czy co tam innego. Czy ktoś tam w ogóle kon­tro­luje, co tra­fia na rynek? Czy firma Apple dba o jakość swo­ich pro­duk­tów? To kolejna wpadka, która każe mocno w to wątpić.

Rzeczy robione są na chyb­cika, po łeb­kach. Nawet bar­dzo zaawan­so­wane tech­no­lo­gicz­nie roz­wią­za­nia potra­fią roz­bić się o ewi­dentne braki w opro­gra­mo­wa­niu, wyni­ka­jące w oczy­wi­sty spo­sób z pośpie­chu w two­rze­niu owego opro­gra­mo­wa­nia. Na samą myśl, jakie babole mogą zacząć wycho­dzić w nowej wer­sji sys­temu operacyjnego…

Wpadka numer 3: walka z prze­my­słem rozrywkowym

O tym być może nie czy­ta­li­ście lub nie wie­cie (przy­naj­mniej jakaś część z Was) — Apple zaczyna mieć spore pro­blemy z pcha­niem roz­rywki przez iTu­nes Store. Powiecie może „a co mnie to obcho­dzi?” ale tu radził­bym ostroż­ność zacho­wać we wzru­sza­niu ramio­nami. Powinno obcho­dzić o tyle, że ma to prze­ło­że­nie na cho­ciażby koszta legal­nego con­tentu dostęp­nego online. Przez źle pojęty inte­res swój i klienta, poli­tyka cenowa jabłka jest sztywna jak deska, pod­czas gdy wszyst­kie znaki na nie­bie i ziemi poka­zują, że jed­nak nie powinna taka być. Miliony Amerykanów są wdzięczne panu Jobsowi za stwo­rze­nie w tym momen­cie naj­więk­szego sklepu z mediami w Stanach. Miliony Amerykanów zaczy­nają bar­dzo mocno zasta­na­wiać się, dla­czego pan Jobs stuka pię­ścią w stół i wyma­wia­jąc się ich inte­re­sem, dopro­wa­dza do tego, że w ich ulu­bio­nym skle­pie nagle zaczyna bra­ko­wać con­tentu dostar­cza­nego przez koleje wytwór­nie. Ano tak, wytwór­nie bar­dzo chcą dosta­wać wię­cej i liczyć sobie za swoje pro­duk­cje wię­cej. Pan Jobs z mar­sem na twa­rzy mówi na to „Veto, nasi klienci mają usta­lone ceny, pew­ność zakupu za okre­śloną stawkę okre­ślo­nego pro­duktu i nie chcą zamie­sza­nia”. Wytwórnie na to „Tak? No to w takim razie my se sami sprze­damy swój con­tent, bez two­jego pośred­nic­twa”. I żegnają się z iTu­nes Store. Co na to wszystko klienci? Klienci zazwy­czaj zadają pyta­nie „Ale dla­czego pan Jobs walił pię­ścią a nie się doga­dał? Co panu Jobsowi do tego, ile chcę wydać za na ten przy­kład odci­nek ulu­bio­nego serialu? Jeśli będą chcieli za dużo, to go nie kupię i niech się niską sprze­dażą już te wytwór­nie mar­twią ale chciał­bym mieć jakiś wybór! Niech rynek zde­cy­duje, jaka ma być cena”. Tym spo­so­bem miło­śnicy pro­stego kupo­wa­nia przez iTu­nes nie będą mieli nie­ba­wem dostępu do kata­logu Universalu i cze­goś tam jesz­cze. To nie wpadka, to porażka po prostu.

Amazon.com zaczął sprze­da­wać muzykę w mp3 w cał­kiem nie­złej jako­ści, bez DRM i taniej niż sprze­daje iTu­nes. I mają sporo rze­czy, które od lat nie poja­wiały się w ofer­cie iTu­nes z powodu twar­do­gło­wo­ści i braku chęci pój­ścia na kom­pro­mis pana Jobsa. Radiohead any­one? Na Amazonie jest i ma się dobrze. Może dla­tego, że Amazon posłu­chał twórcy i nie pcha poje­dyn­czych kawał­ków a całe albumy owego, zgod­nie z jego życze­niem. Jak się będzie tak sprze­da­wana muzyka sprze­da­wała — to już w tym momen­cie pro­blem samego twórcy i jego warun­ków. Ale nikt nie widział prze­ciw­wska­zań, by się z Radiohead doga­dać. W iTu­nes to latami nie było ponoć moż­liwe. W iTu­nes można kupo­wać albumy i poje­dyn­cze z nich utwory. Jeśli wydawca/wykonawca nie zga­dza się na pcha­nie poje­dyn­czych utwo­rów — tym gorzej dla wydawcy/wykonawcy.

Sami powiedz­cie, czy to jest poważne?

Czy więc Apple to samo zło?

Po trzy­kroć: NIE! Firma zali­cza wpadki, to ewi­dent­nie widoczne jest… Niemniej stara się je napra­wiać. SDK dla iPhone z cza­sem powsta­nie — to rzecz już raczej oczy­wi­sta. Oprogramowanie tego gadżetu będzie tylko zyski­wało na jako­ści w miarę kolej­nych uak­tu­al­nień firm­ware. iPody z cza­sem prze­staną łapać zadyszkę na zbyt wiel­kiej ilo­ści danych do zmie­le­nia. Ekran iPoda Touch w nowych par­tiach dostar­cza­nego sprzętu jest taki, jaki powi­nien być. Leopard jest dopiesz­czany i śmiga ponoć rewe­la­cyj­nie i bar­dzo sta­bil­nie tym, któ­rzy go testują. Z trza­ska­nia pię­ścią w stół pana Jobsa wynika dosyć spory sza­cu­nek dla klienta owego pana Jobsa — Amazon od razu dał opro­gra­mo­wa­nie na Maka, pro­du­cenci seriali też dekla­rują, że nie tylko posia­da­cze Windows będę mogli wcią­gać kolejne odcinki hito­wych serii, a same ceny Amazona poka­zują, że zdrowa kon­ku­ren­cja to jest TO. Strach się bać jak wyglą­da­łyby ceny, gdyby jed­nak Jobs w stół nie walił pięścią.

Ale nie­smak pozo­staje, poczu­cie pew­nego bycia trak­to­wa­nym z góry, „my wiemy lepiej” — oto co się ciśnie na usta, gdy się czyta o nie­któ­rych poczy­na­niach Apple. Sądzę, że jabłko to mały gracz (bo to w porów­na­niu do tuzów elek­tro­nicz­nego rynku naprawdę mały gracz), który zaczął mocno rosnąć w siłę. Problem w tym, że nad tą siłą trzeba umieć zapa­no­wać, stwo­rzyć odpo­wied­nie warunki do kon­taktu z klien­tem (w samych Stanach HP ma kilka czy kil­ka­na­ście tysięcy skle­pów, pod­czas gdy Apple tylko kil­ka­set a wszyst­kiego przez net nie da się po pro­stu zała­wić), zre­zy­gno­wać z pew­nych przy­zwy­cza­jeń i zacząć wpa­jać sobie nowe. Trzeba też umieć roz­glą­dać się dookoła, wyła­py­wać błędy prze­ciw­ni­ków i się na nich uczyć oraz obra­cać je na swoją korzyść. Gdzieś Apple chyba stra­ciło tę umie­jęt­ność i przede wszyst­kim: zaczyna bra­ko­wać fir­mie cier­pli­wo­ści a zamie­rzone efekty daleko prze­ra­stają siły i poten­cjał zaan­ga­żo­wa­nych środ­ków. To się czuje.

Co dalej z pro­du­cen­tem mojego mini? Póki co nie jest źle — akcje zasad­ni­czo rosną, efekty finan­sowe są nie­złe i wszystko wska­zuje na to, że przy­szłość będzie jasna. Niemniej zachły­śnię­cie się suk­ce­sem może być dla firmy bar­dzo, bar­dzo bole­sne. Równie bole­sne, jak nie­umie­jęt­ność tego suk­cesu skon­su­mo­wa­nia. A tego bym sobie nie życzył. W imię ist­nie­nia jakiejś kon­ku­ren­cji dla Windows :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

12 Komentarzy do “Kilka wpadek Apple”

  1. btd 01/10/2007 do 15:12 # Odpowiedz

    No i teraz kazdy kto powie ze jestes glupi fan­boy apple moze dostac z banki… fanboyu ;-)

    a co do tre­sci — wpisz­cie mia­sta ktore popie­raja !!!!!!!11111111111111 hehehe

  2. Cthulhu 01/10/2007 do 16:32 # Odpowiedz

    Ech, nie wiem co napi­sać — Apple zawsze uwa­żało, że wie lepiej od użyt­kow­ni­ków co dla nich dobre. Mit jako­ści ich sprzętu zaczął upa­dać pod koniec ery PPC a iTS… Wytwórnie lecą w kulki — przez długi czas chcieli wymu­sić sprze­da­wa­nie albu­mów bez podziału na tracki by ura­do­wani użyt­kow­nicy słu­chali 40 minut mate­riału roz­cią­gnię­tego do 74 minut na pły­cie.. Cieszę się, że Apple nie ugieło się ani w tej kwe­stii ani w kwe­stii płyn­nych cen (bo nie chciał­bym sam nigdy doświad­czyć tego co fani nine inch nails jak im szef wytwórni powie­dział, że są fra­je­rami i zapłacą 2x wię­cej). Jakby się ugieli to już nikt by nie miał szans zapro­po­no­wać takich warun­ków — teraz za to płacą, cie­kawe jak sobie z tym pora­dzą. No, to by było na tyle.. ;]

  3. Lack 01/10/2007 do 17:49 # Odpowiedz

    Nie spo­sób się nie zgodzić.

    Ja mam takie wra­że­nie, że Apple ostat­nio wpada w rutynę typową dla pro­du­cen­tów elek­tro­niki — gdzie cho­dzi o to, żeby gonić kró­liczka, a nie go zła­pać — i każda pre­miera sprzę­towa spra­wia pewien niedosyt.

  4. yoshi314 02/10/2007 do 07:25 # Odpowiedz

    „SDK dla iPhone z cza­sem powsta­nie — to rzecz już raczej oczywista.”

    tyle ze pew­nie napi­sza go fani, bo na apple nie ma co liczyc. to jest z zalo­ze­nia sprzet dla uzyt­kow­ni­kow a nie programistow.

    „iPody z cza­sem prze­staną łapać zadyszkę na zbyt wiel­kiej ilo­ści danych do zmielenia.”

    jak wyjda szyb­sze modele — na pewno.

    „Ekran iPoda Touch w nowych par­tiach dostar­cza­nego sprzętu jest taki, jaki powi­nien być. ”

    a uzyt­kow­nicy star­szych modeli musza zabu­lic jesz­cze raz.

    jak dla mnie pro­dukty apple sa ladne, ale szybko sie brzy­dza bo wszystko jest takie jed­na­kowe. no i wsze­do­byl­ska komer­cja. plac za to, plac za tamto. to nie dla mnie i nie dla mojego portfela.

  5. CoSTa 02/10/2007 do 08:09 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: „Miasta które popie­rają”… LOOOL :)

    [b]cthulhu[/b]: Apple wie lepiej — postawa zasad­ni­czo wku­rza­jąca ale o dziwo cza­sem się spraw­dza­jąca. Rozwiązania wpro­wa­dzane na siłę cza­sem (pod­kre­ślam „cza­sem”) fak­tycz­nie wycho­dzą na dobre kon­su­men­tom, któ­rych trzeba nieco ukształ­to­wać do nowego modelu sprze­daży czy czego tam. No ale cza­sem bywa to bar­dzo wpieniające.

    Co do jako­ści — swoim mini jestem zachwy­cony. Fantastyczna, nie­sły­szalna, świetna kon­struk­cja. Za to gdy sły­szę od Endera histo­rie jego MacBooka to nie wiem czy śmiać się, czy pła­kać… Ta maszynka to jeden wielki beta test na użyt­kow­ni­kach. Żałosne.

    Co do iTS — niby tak ale i samo iTS two­rzy warunki czy moż­li­wo­ści sprze­daży utwo­rów tylko w albu­mach (ich­nie „Album only”). Zgadzam się, są kon­se­kwentni w tym, co robią ale nie wiem, czy koniecz­nie kon­su­menci są z tego aż tak bar­dzo zado­wo­leni, skoro widzą, że mimo wszystko dopiero co powstały sklep Amazonu nie ma pro­ble­mów z pcha­niem całych albu­mów. Jest wiele racji w tym co piszesz ale jest też i druga strona medalu.

    [b]lack[/b]: Na pewno urzą­dze­nia prze­no­śne pozo­sta­wiają nie­do­syt. Desktopy Apple robi imo fajowe. Co do naj­now­szego iMaca kon­tro­wer­sje doty­czą w sumie tylko glossy ekranu ale i to jakby prze­stał być temat do pro­ble­mów. Desktopy wycho­dzą Aplle imo nie­źle. Ale cią­głe pro­blemy z lap­to­pami czy pro­blemy z nową linią iPo­dów… Gdzieś tu zabra­kło przy­ło­że­nia się do zro­bie­nia dobrego sprzętu.

    [b]yoshi314[/b]: Sądzę, że SDK to już w tym momen­cie kwe­stia prze­są­dzona w samym Apple. Nie mam na to żad­nych dowo­dów (zresztą tak samo jak i Ty na to, że nie powsta­nie :)) ale wszystko wska­zuje na to, że Apple chce rynek stwo­rzyć i poło­żyć na nim łapę pcha­jąc apli­ka­cje pod swoją kon­trolą i za swoją działkę. Obydwa urzą­dze­nia, które miały się poka­zać i które będą z tego opro­gra­mo­wa­nia korzy­stały już są. Teraz czas na opro­gra­mo­wa­nie. Moim skrom­nym to kwe­stia jed­nego z naj­bliż­szych key­nota. Inna kwe­stia, że Apple zabije tym bar­dzo żwawy oddolny ruch use­rów iPhone. Szkoda :/

    Problemy z wydaj­no­ścią iPo­dów roz­wią­zało w więk­szo­ści update firm­ware. Pewne nie­do­cią­gnię­cia ponoć pozo­stały ale to kwe­stia kolej­nego dopiesz­cze­nia kodu. Więc imo nie w sprzę­cie pro­blem a w sof­cie. Niestety, to jawna oznaka pisa­nia softu na kola­nie i opty­ma­li­za­cji po wypusz­cze­niu pro­duktu na rynek. Dziwne podej­ście do swo­jej wła­snej marki…

    Co do iPoda Touch — użyt­kow­nicy fak­tycz­nie bulą ale nie za kupno nowego sprzętu tylko za jakieś skła­do­wa­nie (cokol­wiek ta opłata ma zna­czyć). Specyfika hame­ry­kań­ska chyba. Wątpię, by to w Europie prze­szło. I raczej nie będzie musiało. N nasz rynek tra­fiają ponoć póź­niej­sze par­tie, już wolne od wady. Wady, któ­rej nie powinno być.

    Tak, masz rację — pro­dukty są ładne. Czy szybko brzydną — nie wiem jak inni ale mnie moje mini zachwyca do dziś, rok po kup­nie :). A z tym pła­ce­niem to nie do końca rozu­miem. Że pła­cić trzeba za sprzęt to chyba oczy­wi­ste :), za swoje PC też zapła­ci­łeś (o wiele pew­nie mniej niż ja za swoje mini ale to kwe­stia zasob­no­ści port­fela więc ją zostawmy). Za to można się dosko­nale zaopa­trzyć w opro­gra­mo­wa­nie nie wyda­jąc na nie ani centa — open­dar­win i jazda! Plus kupa fre­eware, potężna ilość sha­re­ware (zazwy­czaj w sen­sow­nych cenach), o sof­cie dla pro­fe­sjo­na­li­stów nie wspo­mi­na­jąc. Tu się ma wybór, nie jest się ska­za­nym na tylko jedną opcję, dro­ży­zna w utrzy­ma­niu to mit. Jedyny mój spi­ra­cony w tym momen­cie soft to kilka gie­rek dla żony i pakiet Adobiego. Nie widzę sensu wyda­wa­nia kilku dolców po to, by żonka se popy­kała raz na tydzień, kiedy ją ochota dopad­nie a pakiet Adobiego jest dla mnie za drogi nie­za­leż­nie od plat­formy nie­stety (przy­naj­mniej na razie).

    Tego, czego brak imo naj­bar­dziej, to swo­body w mody­fi­ka­cji wyglądu sys­temu zna­nej z Linuksa czy nawet Windows. Można posza­leć ale to wymaga dodat­ko­wego opro­gra­mo­wa­nia a nie jest to opcja samego sys­temu. Oj tak, tego bra­kuje bardzo.

    Strasznie Yoshi kasan­drycz­nie do tej marki pod­cho­dzisz :). Owszem ma za uszami sporo i chyba zaczyna mieć coraz wię­cej ale są też i miłe strony. Świetna linia wizu­al­nie spój­nych pro­duk­tów, w więk­szo­ści działa to wszystko bar­dzo przy­zwo­icie, pro­blemy owszem zda­rzają się ale prze­cież zda­rzają się i innym pro­du­cen­tom sprzętu, śmiga to ład­nie, kupa na to opro­gra­mo­wa­nia i komer­cyj­nego, i dar­mo­wego… Tak patrząc na chłodno to Apple tak źle wcale nie wypada. Ale to jedyna mi znana marka, na którą chłodno się raczej nie patrzy :). Jakiś sto­su­nek się do niej ma. Nieźle jak na pro­du­centa kom­pu­te­rów mają­cego kilka rap­tem pro­cent tortu i głów­nego roz­gry­wa­ją­cego w świe­cie play­erów ssa­nej muzy.

  6. Lack 02/10/2007 do 10:32 # Odpowiedz

    Z całą sym­pa­tią dla mini (sam posia­dam — do nie­sły­szal­nego mu jed­nak daleko), ale desk­topy roz­cza­ro­wują — Mac Pro po absur­dal­nej cenie (bio­rąc pod uwagę rok na rynku i ogólną barierę wej­ścia) i iMac będący wciąż lap­to­pem bez bate­rii z tan­det­nym ekra­nem w 20″ i piku­ją­cym ostro w dół desi­gnem (od cza­sów lampki).

    Jeśli cho­dzi o SDK dla iPhone’a to Jobs musiałby się przy­znać do błędu, a to nie zda­rza się czę­sto, jeśli w ogóle.

  7. waltharius 02/10/2007 do 10:33 # Odpowiedz

    Wiesz CoSTa apple na swoją markę pra­co­wało bar­dzo długo. two­rzyło mit pew­nego podej­ścia do sprzętu i klienta i teraz to zaprze­pasz­cza w straszny spo­sób. Wzornictwo to kwe­stia gustu. Tobie się podoba a nie­któ­rym po jakimś cza­sie się nudzi. Jednak Apple zaczyna teraz zacho­wy­wać się jak MS, który wypusz­cza na rynek kolejną wer­sję Windows i póź­niej wypusz­cza poprawki do niej, bo chciał szybko wyjść na rynek. Apple traci ela­stycz­ność. Danie ciała odno­śnie iPhona to już kla­syka gatunku. Chyba żadna firma nie zro­biła takich błę­dów mar­ke­tin­go­wych jak apple w tym wypadku. Szkoda. Po pro­stu szkoda, że Apple prze­cho­dzi na ciemną stronę mocy :) Rozumiem chęć zara­bia­nia pie­nię­dzy, ale kie­dyś była jesz­cze Idea a teraz to się zro­biła tylko idea, a nie­długo to może się wszystko roz­pły­nąć gdzieś w opa­rach absurdu. Wielu use­rów Apple to ludzie, któ­rym spodo­bała się Idea a nie tylko wygląd, gdyż wygląd był efek­tem zasto­so­wa­nia Idei. Powoli zostaje tylko wygląd… Połączenie tego wszyst­kiego w sprawną całość nie może na dłuż­szą metę uwia­ry­god­nić cen jakie się płaci za ten sprzęt, nawet w hame­ryce. Zważywszy, że ist­nieje konkurencja.

  8. CoSTa 02/10/2007 do 12:54 # Odpowiedz

    [b]lack[/b]: Ja to jakiś far­ciarz jestem :). Moje mini jest nie­sły­szalne. Gdyby nie dioda to musiał­bym bar­dzo bli­sko łeb przy­su­wać, by sły­szeć jakieś oznaki życia sprzętu. Teraz jedyne, co sły­szę, to zewnętrzny dysk twardy. To lubię! BTW — a jak u cie­bie z tem­pe­ra­turą? Moje mini mie­lące przez całą noc enko­do­wa­nie fil­mów i jesz­cze mie­lące przy siąd­nię­ciu doń z rana wypluwa cie­pełka nieco wię­cej niż zwy­kle ale oby­dwa rdze­nie są aż podej­rza­nie chłodne — góra 70 stopni na rdzeń. Absolutnie mak­sy­malna góra. Zazwyczaj mam koło 50 stopni na rdzeń.

    Co do reszty uwag — zga­dzam się przy­naj­mniej w czę­ści. Owszem iMaki to nie jest szczyt wydaj­no­ści ale zesta­wiw­szy z kon­ku­ren­cją w podob­nej cenie — nie jest źle. Maki Pro to fak­tycz­nie cenowe kurio­zum :/. Design — jak słusz­nie Walth zauwa­żył, to kwe­stia gustu. Mi się te nowe iMaki podo­bają bardzo.

    Co do SDK — święte słowa. Zaczynam się zasta­na­wiać, czy to aby może nie być główny powód, dla któ­rego jed­nak SDK się nie pokaże. Kurczę, ego Jobsa jest więk­sze nawet od mojego, a to już praw­dziwa sztuka i przy­pa­dek chorobowy :)

    [b]walth[/b]: Masz rację Walth. Dokładnie takie mam wra­że­nie — byle­ja­kość, aby jakoś to było, naprawi się z cza­sem, wyci­snąć siano z ostat­niego dzwonka do iPhone… Zarabiać trzeba, to jasne ale nie za każdą cenę i gubiąc po dro­dze jakąś więk­szą wizję. Prawda.

  9. waltharius 02/10/2007 do 13:08 # Odpowiedz

    Nie jestem zwo­len­ni­kiem apple (o czym wiesz :) ), ale szkoda patrzeć jak ta Idea w tym bru­tal­nym świe­cie wiel­kiego pie­nią­dza umiera. Mam nadzieję, że to tylko chwi­lowy zastój i Jobs się zorien­tuje, że brnie w ślepą uliczkę i będzie pierw­szym w hosto­rii, który przy­zna się do błędu na taką skalę i wróci do wcze­śniej­szego :D Hehe wiem wiem, fan­ta­sta jestem i tak naprawdę wcale nie wie­rzę, że tak się stanie…

  10. Lack 02/10/2007 do 13:50 # Odpowiedz

    Temperatury nie mie­rzy­łem szcze­rze mówiąc — poza tym wsa­dzi­łem do niego dysk 7200rpm, może przez niego tro­chę bar­dziej szumi niż powi­nien. Poza tym uży­wam go w zasa­dzie tylko do spraw­dza­nia poczty/www (oczy­wi­ście pod Windowsem), więc się nie napoci.

    Pomijając wygląd, to iMaci mają kilka nie­do­cią­gnięć kon­struk­cyj­nych — brak vesy w stan­dar­dzie (a w 20″ już w ogóle), mało por­tów, zni­kome moż­li­wo­ści regu­la­cji, brak wej­ścia video (żeby na przy­kład ekran wyko­rzy­stać do kon­soli, lap­topa czy coś). Małe pier­dułki, ale u mnie ten zakup kom­plet­nie dys­kwa­li­fi­kują. Laptopowe kom­po­nenty nie pozwa­lają nawią­zać walki ceno­wej z nor­mal­nymi desktopami.

    Mac Pro w momen­cie pre­miery miał bar­dzo atrak­cyjną cenę — zna­le­zie­nie odpo­wied­nika wśród pece­tów w tym prze­dziale ceno­wym gra­ni­czyło z cudem. Teraz jed­nak można ocze­ki­wać cze­goś więcej.

    • CoSTa 03/10/2007 do 06:29 # Odpowiedz

      Lack, ty po pro­stu potrze­bu­jesz jed­nostki cen­tral­nej pod biur­kiem i tyle. iMaki nie są dla cie­bie, nie są pro­jek­to­wane dla ludzi o two­ich wyma­ga­niach dokład­nie tak samo, jak wspo­mi­nany we wpi­sie o [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/1166-Gateway_One_-_calkiem_ladny_PeCet!.html]Gateway One[/url] kom­pu­ter czy w komen­ta­rzach przy­wo­ły­wany Soniacz. W Gatewayu zro­biono osobną „cegłę” ze wszyst­kim, co może być ewen­tu­al­nie potrzebne, która przy­sta­wiona do cało­ści po pro­stu wygląda koszmarnie.

      OK, każdy ma swoje potrzeby. Dla kolesi takich jak ty są pudła, do któ­rych można wsa­dzać co tam się chce i mieć por­tów ile dusza zapra­gnie. Niektórzy tego nie potrzebują.

      „Poza tym uży­wam go w zasa­dzie tylko do spraw­dza­nia poczty/www (oczy­wi­ście pod Windowsem), więc się nie napoci.”

      „Oczywiście pod Windows” na mini??? Brrr… :)

  11. Lack 03/10/2007 do 07:56 # Odpowiedz

    Owszem, potrze­buje. Desktop wspa­niale to zada­nie wypeł­nia, ale nie obra­ził­bym się na mini zin­te­gro­wane z moni­to­rem, byle to jakoś funk­cjo­nalne było.

    Niestety, na OSX mam chyba uczu­le­nie, bo szlag mnie tra­fia przy maksymalizowaniu/przełączaniu okien. Poza tym, potrze­buje wir­tu­ali­za­cji, a ta pod mac os jakoś mi nie pod­cho­dzi (tzn fusion na pewno, paral­les to nie wiem, nawet mi kodu akty­wa­cyj­nego nie wysłali).

Dodaj komentarz