OK, tym razem nie ja się produkuje, tylko koleś z infantylnego nieco ale za to chyba jasnego przewodnika Apple po Leopardzie. Cały filmik, jeśli ktoś ciekaw, znaleźć można na stronie Apple (polecam wersję sporą — lepiej wtedy widać co tam się na ekranie wyrabia). Na „ochy” i „achy” w filmiku raczej miejsca nie ma, bo większość z rzeczy tam pokazywanych znane jest już od dłuższego czasu, niemniej jedno „o ja pierdolę” wyrwało mi się właśnie przy okazji Time Machine. Nie, nie chodzi o to, jak toto biega i że fajne i że w ogóle. Bo że fajne i że w ogóle to ja już wiem od dawna i po prostu nie mogę się tego feature doczekać (rsyncowanie to naprawdę nie jest najfajniejszy sposób pod słońcem na backupowanie danych). Mnie rozwalił tu jeden motyw: korzystanie z Time Machine WPROST Z APLIKACJI! Ło kurczę, to już jest bajer nieziemski! Wyebało ci fotki z iPhoto? No problema! Nie zamykaj aplikacji, se po prostu czas cofnij. Bosssskie! Zobaczcie sami jak to śmiga i jak proste, intuicyjne i widowiskowe w użyciu toto jest. Nooo, o to właśnie chodzi! Time Machine kopie tyłek!
Materiał skradziony firmie Apple, za co zaraz wyląduję w więzieniu wraz z tłumem kolesi nielegalnie odblokowujących iPhone. Mówi się trudno i ma się w rzyci jabłka. Teraz to ja tylko prosiłbym o jakąś wygraną w totka i mogę se kupować systemy i co tam jeszcze będzie trzeba :).








Jakie nielegalnie, jakie nielegalnie. ;-) Po prostu gwarancję się traci ;)
Nie no imponujące!!! Tylko do tego drugi solidny dysk trzeba, co by te kopie robić. Jak zrozumiałem usługa działa sobie w tle i backupuje zmienione dane co godzinę. To znowu system obciąża — ciekawe jak bardzo?. W każdym razie rewelacyjna jest nie tyle sama idea, co sposób jej wykonania — jak zawsze u Apple.
[b]riddle[/b]: E tam, gwarancja to moje najmniejsze zmartwienie. Apple pewnie zaraz mnie pozwie i będą długi spłacały jeszcze dzieci dzieci moich dzieci :)
[b]golem14[/b]: Tak, usługa śmiga sobie w tle i backupuje. Jak obciąża system? Pewnie tak, jak kopiowanie danych na zewnętrznego twardziela :). Zapis na zewnętrznego twardziela podpiętego przez FireWire na moim mini nie wpływa jakoś wyraźnie na wydajność kompa. No chyba że na systemowej partycji przeprowadzam jakieś intensywnie używające dysku operacje — wtedy jest to zauważalne. W normalnym użytkowaniu w ogóle takich operacji się nie czuje.
Vista ma to trochę mniej efektownie rozwiązane, ale ma jeden ogromniasty plus — nie wymaga zewnętrznego dysku.
Bardzo słusznie! Pewnie że ma. Gdyby Windows tego nie miał, to byłby skandal po prostu. Od bodajże Windowsa ME mamy punkty przywracania systemu, w Viście na szczęście opcję poszerzono o możliwości itd. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Mam wrażenie, że Time Machine to rozwiązanie po prostu o wiele bardziej przyjazne — możliwość podglądania wersji dokumentów, wyszukiwania (sic!) w kopiach za pomocą wyszukiwarki systemowej (Spotlight) no i to działanie bezpośrednio z poziomu aplikacji (przynajmniej niektórych) — to imo rozwiązanie po prostu daleko lepsze.
Aktualnie w Tigerze nie ma systemowej opcji robienia backupów z wersjami plików — to można sobie samemu zrobić korzystając z narzędzi UNIXowych ale trzeba mieć o tym wiedzę. Ergo: rozwiązanie do dupy. Są programy takie rzeczy robiące (korzystam z takiego — darmowy) ale nie ma tego w systemie. Tu Vista wyprzedza Tigerka solidnie i na pewno pod tym względem jest lepiej wyposażona. Dobrze, że w Viście można strzelać bodajże obrazy partycji (Windows Complete PC się to chyba zwie) — to i w domu, i w biznesie bardzo sensowne rozwiązanie i bardzo przydatne.
Reasumując: dostępność w Viście prostych narzędzi nie wymagających osobnego napędu — to ogromny plus. Jednak gdy już się ten osobny napęd dla backupów kupi — Time Machine imo kopie tyłek rozwiązaniom windowsowym. Ale bez tego osobnego napędu to Tiger (nie wiem jak Leopard) łatwego rozwiązania kwestii backupów nie oferuje niestety i tu Vista zdecydowanie górą.
Podglądanie wersji w Viście też jest.
Wyszukiwanie to fajna sprawa, na pewno — tylko obstawiam, że diabelsko wolne to jednak będzie podobnie jak preview — ograniczeń dysków twardych tak łatwo jak na filmie instruktażowym raczej się nie da przeskoczyć.
Brakuje też przynajmniej w Viście solidnej kontroli nad takim backupem.
Ja tam nie cierpię zewnętrznych dysków więc wolę rozwiązanie Vistowe :)
Wygląda fajowsko. Nie da się ukryć, że po każdym takim propagandowym filmików coraz bardziej chce się mieć makówkę.
Chęć przechodzi zaraz po obejrzeniu cennika :)
[b]lack[/b]: O, tego nie wiedziałem, że jest podgląd wersji w Viście. Doskonale! Co do wyszukiwania — nigdy nie miałeś kontaktu ze Spotlightem, prawda? No więc to wyszukiwanie dzieje się w czasie rzeczywistym i praktycznie natychmiast. Po prostu Spotlight to jest jeden z tych feature, które powodują, że używanie OSX to czysta przyjemność. Musiałbyś to zobaczyć na żywo. A tu backupy będą indeksowane właśnie przez Spotlighta, więc o wydajność jestem bardzo spokojny. Co do preview — zobaczymy. Skoro można praktycznie natychmiast tworzyć podglądy plików w ikonach, to nie widzę powodu, by nie dało się tego robić z formatem nieco większym. No ale z ocenami wstrzymam się do sprawdzenia osobiście jak toto fruwa. A co do kontroli backupów — niestety, nie widziałem jeszcze ekranu opcji TM więc ciężko coś powiedzieć. Ponoć można backupować całość systemu jak i konkretne katalogi. Nie wiem jak wygląda kwestia ograniczania miejsca potrzebnego na backup i czy da się jakoś sterować wykorzystaniem dysku przez TM. Roboczo przyjmuję, że nie ma nic zaawansowanego a skupiono się na prostocie obsługi w stylu „podłącz i zapomnij”. To byłoby bardziej w stylu Apple. No i faktycznie, gdy nie cierpi się zewnętrznych dysków można toto znielubić :). Inna kwestia, że ponoć taki dysk można sobie podłączyć do ruterka i wszystkie maki w sieci mogą korzystać z niego w celach backupu. Podłączasz laptopa do domowej sieci i w tle robi ci się backup zmian na nim wprowadzanych w pracy a dysk leży gdzieś schowany… Wygodne!
[b]dely[/b]: Rzecz względna :). Zażądaj podwyżki i z chęcią Jobs ci ową zabierze :)
Jestem pod wrażeniem. Świetna sprawa.
CoSTa, może walniesz małą prezentację spotlighta w praktyce. Albo chociaż podepniesz istniejącą jakąś do swojego podcastowego feeda? (:
A co tu prezentować? Indeksowane jest wszystko, co mniej więcej ma sens bycia indeksowanym (plus sporo śmiecia można indeksować dorzucając pluginy). Skrót klawiaturowy, w okienku zaczynasz wpisywać szukaną frazę i z każdą więcej naklepaną literką się ci na bieżąco wyniki zawężają.
Pliki kopiowane na twardziela są zasadniczo od razu dodawane do bazy. Dzieje się to bardzo szybko i transparentnie dla systemu. Po prostu kopiujesz np. mp3 na twardziela, otwierasz wyszukiwanko i już ten plik jest widoczny w indeksach. Coś, co mnie od Google Desktop na Windows XP odrzuciło. Indeksowanie zrobione jest KOSZ-MAR-NIE!
To po prostu Hadret działa. I to rewelacyjnie :)