Poniedziałek, trzecia rano…

Właśnie wla­złem do miesz­ka­nia. Jestem nabu­zo­wany kawą i red­bu­lami po podróży i naj­pew­niej przez naj­bliż­szą godzinę i tak oka nie zmrużę. Równie więc dobrze mogę szybki wpis popełnić.

Co się zdą­żyło wyda­rzyć w ciągu ostat­nich dwu­dzie­stu jeden godzin?

Sporo. Babcia Wula zdą­żyła wraz z Dorophą kupić sto­lik do kuchni, w mię­dzy­cza­sie Majka zdą­żyła mieć gorączkę i ogól­nie coś mi mówiło, że wyjazd do Jeleniej Góry (jecha­łem sam w takiej sytu­acji — muszę tro­chę papier­ków na miej­scu zała­twić i to oso­bi­ście) nie jest naj­lep­szym pomy­słem. Nie było. Dojechaliśmy z bab­cią koło ósmej wie­czor­kiem do Jeleniej Góry. Zdążyłem już się roz­pa­ko­wać i pod­łą­czyć kon­solkę (a co, naj­waż­niej­sze rze­czy naj­pierw), zdą­ży­łem już nawet pograć nieco gdy nagle tele­fon. Doropha. W panice. Majka roz­pa­lona do bia­ło­ści, leki nie dzia­łają, żona prze­ra­żona. Ja walę głową w mur, że prze­czu­cia się nie słu­cha­łem i jak ten jełop poje­cha­łem. Doropha dostała wytyczne: pogo­to­wie, tele­fo­no­wać, wyko­ny­wać zale­ce­nia, ja się w samo­chód ładuję i rano Majkę pod pachę bie­rzemy i lądu­jemy u naszej pani dok­tór. Tym spo­so­bem zawi­ta­łem dziś w Jeleniej Górze i jakieś dwie godziny póź­niej ją pożegnałem.

Plan wyko­nany. Jest trze­cia nad ranem, Doropha wsta­nie pew­nie koło pią­tej a ja zwy­cza­jowo koło szó­stej. Wsiadamy w samo­chód i jaz­daaa po dok­to­rach, apte­kach i czym tam jeszcze.

Urlop? Wypoczynek? Po co to komu? Córka już zadba o zaję­cie wol­nego czasu. Ja wiem, że to nie jej wina ale coś Wam powiem — to jest do dupy i nie­spra­wie­dliwe. Miałem sporo pla­nów co do tych kilku wol­nych dni. Będzie jak zwykle :/

Do dupy.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

8 Komentarzy do “Poniedziałek, trzecia rano…”

  1. ciotka's eleni 29/10/2007 do 07:30 # Odpowiedz

    A co na to lekrze? Chociaz musze ci powie­dziec ze im nie ufam bo z doswiad­cze­nia ( moj syn a twoj brat cio­teczny byl bar­dzo cho­ro­wity w tym wieku ) wiem ze ich dia­gnozy nie sa nigdy konkretne.Probowalismy wiec wszyst­kie syropy i mik­stury na kaszel i goraczke az pewnwgo piek­nego dnia w wieku ok. 5 lat i po waka­cjach w gorach Christos nagle prze­stal kasz­lec i chorowac.

    Wniosek stad ze chyba musi­cie przeczekac.

    Szkoda mi Majki i was bo znam to uczu­cie bez­rad­no­sci wobec cho­roby wla­snego dziecka.

    Trzymajcie sie i badz­cie cierpliwi.

  2. Brzoza 29/10/2007 do 09:30 # Odpowiedz

    No to słabo bracki… Choróbska nie odpusz­czają, a takich rze­czy nie zapla­nu­jesz. Przecież to nie wina Majeczki. Jeśli już to rodzi­ców, a szcze­gól­nie jed­nego. Mówiłem wie­lo­krot­nie, iż wysła­nie Ciebie na waka­cje do Czernobyla było owszem tanim roz­wią­za­niem, ale może się mścić na przyszłość;)

    Dużo zdro­wia i cier­pli­wo­ści życzę. A i Eleni ma sporo racji. Ze mną było podob­nie, no może z tą róż­nicą, że mnie rodzice wysłali nie do Czernobyla, ale do Grecji na rok. Przecież do tego wyjazdu moje cho­rób­ska zdą­żyły ich nie­źle przetrenować.

  3. byte 29/10/2007 do 11:06 # Odpowiedz

    Niefajnie. Ale będzie OK, dzieci są silne.

  4. Sickboy 29/10/2007 do 13:17 # Odpowiedz

    Faktycznie nie fajnie.

    Ale spoko, zanim się obej­rzysz to Ty będziesz leżał scho­ro­wany w łóżku a Majka będzie koło Ciebie skakała ;)

    Zdrowia dla da Majka!

  5. mowglie 29/10/2007 do 15:39 # Odpowiedz

    Nie dotrzesz na sobote?

  6. ciotka's eleni 30/10/2007 do 07:13 # Odpowiedz

    brzoza: z tymi waka­cjami Costasa w Czernobylu ty chyba zartujesz?

  7. Paweł Tkaczyk 03/11/2007 do 18:09 # Odpowiedz

    Costa, czy ja widzia­łem wła­śnie Majkę w „Wydarzeniach” Polsatu? ;)

    • CoSTa 05/11/2007 do 23:27 # Odpowiedz

      Kurczę Pawle, ależ jestem cie­kaw, co to za dziew­czę tam poka­zy­wali. Może jakiś sobo­wtó­rek czy coś w ten deseń… :)

Dodaj komentarz