Menu serwera

Ciekawy dzień

Oj, dziś kilka rzeczy mi się przydarzyło i powiem szczerze, że siedzenie z chorą Majką w domu to wcale nie jest tortura, wycie i tracenie cierpliwości na cochwilowe majkowe zrzędzenie w temacie cieknącego nosa czy innego duszącego kaszlu. Powiem więcej, jutrzejszego dzionka nie mogę się wręcz doczekać bo co prawda mam pewne obawy co do swojej cierpliwości ale mam też i bogaty plan zajęć dla Majki, z którym nie wiem czy się wyrobimy do przyjścia Dorophy z pracy. Kurczę, zaczynam do dzieciaka podchodzić pedagogicznie i scjentycznie :)

Załatwiłem dziś sobie dopisanie do mojego okręgu wyborczego. Wiecie, chodzi o ten tryb, w którym deklaruje się, że będzie się już stale głosowało w danym punkcie wyborczym. Oni tam dopisują i wszystko jest ponoć OK. Można to robić jutro jeszcze ale jest kilka spraw, o których nie piszą w gazetach. A mianowicie rozchodzi się o dokumenty, które należałoby przynieść, by uprawdopodobnić swoje aktualne miejsce zamieszkania i skąd wynika przekonanie, że już zawsze będzie się głosowało w danym okręgu. Enigmatyczne „uprawdopodobnienie” u mnie rozwaliło się o… umowę o pracę. Przytargałem do urzędu umowę kupna z deweloperem, protokół przekazania mieszkania i w sumie całą teczkę związanych z tym dokumentów. Do tego wziąłem nasze pity, na których Poznań jest miejscem rozliczenia się. Sądziłem, że to wystarczy ale okazało się, że nie bardzo.

Urzędniczka zażądała do tego wszystkiego właśnie umowy o pracę. Ja jej na to, że nie mam i związku zbytnio nie widzę bo umowę o pracę mam podpisaną ze spółką, która ma siedzibę we Wrocławiu a kilka pomieszczeń biurowych wynajmuje w Poznaniu. No i szczerze mówiąc to nawet nie pamiętam, czy jest tam miejsce wykonywania pracy określone jakoś szczególnie (pewnie musi być więc i jest ale no nie pamiętam :)). Się zacięła i mówi, że nic z tego w takim razie. Ja na to w takim razie uczonym tonem poprosiłem o podstawę prawną orzeczenia, że umowa o pracę (a gdybym nie pracował?) jest tu rozstrzygająca. Na to pani rzekła, że takie jest zarządzenie ichniego dyrektora i musi się stosować. Na to ja, że w takim razie proszę o spotkanie z tym dyrektorem.

Dziesięć minut później wszystko zostało załatwione, pan dyrektor (młody facet i rozumny bardzo) okazał się być sympatycznym człowiekiem z dużym zrozumieniem tego, że ktoś może być średnio rozgarnięty i przytargać wszystko, co trzeba, prócz rzeczy istotnych. Grzecznie mnie wyłuszczył skąd wymóg, po co ten wymóg i dlaczego mi go odpuszcza (a żar w oczach miałem powiadam Wam straszny! :)). Pani mnie obsługująca grzecznie decyzję wypisała, pan dyrektor podpisał co trzeba i oto jestem zapisany gdzie trzeba i w niedzielę głosuję przeciwko PiSowi. Na kogo? Jeszcze nie wiem, czas poszperać w necie nieco dokładniej.

Ogólne wrażenia wyniesione z urzędu bardzo pozytywne. Szybka obsługa (ten system numerkowy bardzo sprawnie działa), punkt informacyjny bardzo pomocny a że wcześniej zamiast trafić do wydziału Urzędu Miasta na ul. Libelta wziałem i rozumie polazłem do Urzędu Miasta koło Starego Rynku (tam władze urzędują), to i pooglądałem sobie nieco wnętrz naszego Urzędu. Tamże stwierdziłem, że chyba się mentalność zmienia powoli w tym narodzie bo i grzecznie mnie podzieńdobrowano, grzecznie spytano w czym można pomóc, grzecznie wytłumaczono, że trafiłem w złe miejsce i skierowano gdzie trzeba życząc dnia miłego. Fuck! Dziwnie się poczułem :). Tak trzymać drogi magistracie! O to właśnie chodzi!

Po powrocie zwolniłem opiekunkę i resztę dnia spędziłem z Majusią. Było upojnie a to za sprawą pomysłu na urządzenie sobie w dużym pokoju… morza z plażą! A co, trzeba było sobie wakacje przypomnieć i lato więc zrobiliśmy sobie Największą Kartkę Papieru na Ziemi (no kilka ładnych metrów kwadratowych tam było) i na niej zaczęliśmy rysować i malować morze, rybki, brzeg, kwiatki, plażę (z rzuconym przez jakiegoś niegrzecznego turystę petem włącznie :)) i co tam jeszcze do szczęścia potrzeba. Majka zmieniła się czarodziejsko w Księżniczkę Syrenek, ja czarodziejsko zostałem Grzecznym Turystą Leżącym na Plaży z Nogami w Wodzie i tak w sumie nas Doropha zastała :). Poniżej Majusia podczas malowania morza:

Majka maluje morze

Szlag trafił za to moje pieniądze. Niestety, wracając wstąpiłem prócz zwyczajowego Empiku (skąd musiałem przytargać oczywiście kolejną grę, a co :)) także do sklepu Art Rock (ul. Wielka 9, wejście od ul. Szewskiej). Tylko i wyłącznie dlatego, że nie obsługują tam kart, nie puściłem połowy resztek swojej wypłaty. Za posiadaną skromną gotówę nabyłem płytkę kapeli RSC (pisałem o nich swego czasu przy wzdychaniu do płyty Parakletos) oraz zacząłem się ślinić na widok połowy asortymentu wołającego do mnie „Kup mnie matole! Jestem świetną płytą doskonałej kapeli z muzyką, którą tak kochasz! Kup mnie!”. I tam właśnie szlag trafi moje siano. Zakup pierwszy planowany: Pink Floyd Live at Pompeii. Na prezent dla staruszka, jego plazmy i solidnego zestawu głośników. Sam z chęcią też posłucham, a co :)

3 odpowiedź do Ciekawy dzień

  1. zen Październik 18, 2007 o 21:04 #

    Oj zazdroszcze. I to nawet dwóch rzeczy. Kreatywności (malowanie morza, czemu kwa ja nie wpadam na takie pomysły?) No i Live in Pompei. Zdaje się, że jest nawet na moin wishlist na Amazon.com

  2. btd Październik 19, 2007 o 05:50 #

    Tak, tak, nie ma jak dobrze przemyślane prezenty :D

  3. CoSTa Październik 19, 2007 o 22:08 #

    [b]zen[/b]: Kaman, mnie się straszliwie nie chciało ale na samą myśl, że młoda by mnie męczyła cały dzień jęcząc i żebrząc o zabawę, wolałem jej coś zorganizować solidnego i długo trwającego. Umęczyliśmy się przy tym strasznie, podłoga stała się niebieska ale za to efekt chyba wart był pracy. Tu nie ma nic kreatywnego, tu jest czystej wody moje lenistwo :)

    [b]btd[/b]: No ba! :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
A jednak będzie SDK dla iPhone

No proszę, pisałem, że tak będzie i jak widać Steve Jobs czytuje mojego blogaska bo chyba tupnął nogą i rzekł:...

Zamknij