Menu serwera

Kilka wpadek Apple

Ostatnimi czasy za sprawą firmy Apple przewaliła się przez fora miłośników produktów tej marki solidna dyskusja o tym, co Apple zaczyna wyczyniać. Zasadniczo rzecz ujmując można dyskutantów podzielić na dwie grupy: kolesi ufających w rozumność tego, co Apple czyni i kolesi widzących potencjalną groźbę w tym, co jabłko zaczyna wymyślać. Abstrahując od kolesi – świetnie się te dyskusje czyta i widzi się natychmiast jak bardzo wiele cywilizacyjnie mamy jeszcze do nadrobienia. Kultura, argumenty, rzeczowość, umiejętność rozładowania napięcia i powrotu do meritum dyskusji nawet przy osobistych wycieczkach… Kurczę, ależ to się dobrze czyta i jak bardzo różni się to od naszych zasranych forów opanowanych przez dzieci Neostrady…

OK, a cóż takiego właściwie Apple zaczyna wyczyniać? Zacznę może od tego, że w mojej krótkiej karierze makówkarza nawet ja dostrzegam, że był (i jest nadal) to dla jabłka rok obfity w wydarzenia. Redesign produktów, wypuszczenie nowych (w tym gadżetu roku – iPhone), kupa rozwijanego oprogramowania, nowa wersja systemu operacyjnego, która już jest na wyciągnięcie ręki… A to przecież wierzchołek góry lodowej, bo nie można zapominać o ciągłych utarczkach z twórcami i dystrybutorami contentu pchanego via iTunes Store, ciągłej ekspansji (kolejne iSpoty powstają jak grzyby po deszczu nawet w naszym zabździanym kraiku), wręcz masowo zgłaszanych wnioskach patentowych i ciągłego rozwijania technologii oraz linii produktów (lektura applowych plotek to moi drodzy wręcz fascynujące zajęcie :)).

Firma rozwija się, ewoluuje i robi to z zastraszającą prędkością. Jestem zdania, że chyba nieco zbyt szybko i lekko się w tym rozwoju gubi. Ludzi myślących podobnie do mnie jest – jak się okazuje – całkiem sporo. Co powoduje takie myślenie? Spektakularne wpadki Apple i sporo może mniej spektakularnych ale dosyć znaczących problemów trapiących firmę.

Wpadka numer 1: iPhone

iPhone to fantastyczny gadżet, który próbuje się sprzedawać jako telefon, iPod i diabli wiedzą jak wielki wynalazek od czasu wynalezienia koła. Para, która poszła w ten gwizdek spowodowała solidne lagi w premierze nowej wersji systemu operacyjnego (co samo Apple przyznaje), przyblokowała moce firmy na dobre i ogólnie stała się przyczyną drwin a później i niepokoju ludzi, którzy kojarzą Apple nie tyle z telefonami, co z komputerami. Premiera nowej linii iMaków uspokoiła nieco nastroje ale wrażenie powstało i się utrzymało: ukochanym dzieckiem Apple jest iPhone, reszta schodzi na plan dalszy.

Sam iPhone wzbudził też wielkie oczekiwania co do funkcjonalności tego kawałka aluminium i szkła napędzanego dotykiem. Możliwości są bowiem ogromne, potencjał niesamowity a sprzęt tylko zdaje się wołać: oprogramujcie mnie, sprzedawajcie na mnie oprogramowanie, rozkręćcie rynek, przy którym zwyczajowe aplikacje jawove, gierki czy inne tapetki to pikuś. Sam miałem nadzieję na to, że z czasem pojawi się w iTunes od groma aplikacji, które będzie można sobie kupić, zassać, wrzucić do telefonu i bawić się nim jak dziecko.

I tu objawiła się ogromna dziura w filozofii Apple: brak SDK dla iPhone a przez to brak możliwości stworzenia jakiegokolwiek rynku. Nie wiem, co Jobs knuje ale sprzedawanie iPoda z opcją dzwonienia podczas gdy w środku siedzą możliwości i potencjał daleko większe – to głupota i mijanie się z celem. Jobs zamiast tworzyć sobie rynek i zatrudnić ludzi, którzy zaczną mu pisać programy i gry na nową zabawkę przyczyniając się do mnożenia zysków w sposób łatwy (ta zabawka ma już gotowy kanał dystrybucji w postaci iTunes!), idzie w zamykanie iPhone nawet dla zapaleńców tworzących cholerne klony Tetrisa na ten sprzęcik. To już jest kompletnie kuriozalne posunięcie, którego nie rozumiem. W świat poszła jasna i klarowna wiadomość: iPhone to zamknięta platforma, na której nie można nic zrobić. Mało tego, ostatni wypuszczony update firmware dla tej maszynki potrafi kompletnie zablokować iPhone, który został zhakowany i na którego ktoś sobie wrzucił powiedzmy rzeczony klon Tetrisa. iPhone przemianowany na iBrick zaczyna robić fantastyczną karierę jako obiekt żalu, żartów i popychadło dla konkurencji. Co z tego, że przypadek dotyczy może 10 tysięcy ludzi z ponad miliona tych, którzy telefon kupili. Mleko się rozlało, wieść poszła w świat i żyje swoim życiem.

David Pogue prezentuje kilka fajnych aplikacji na iPhone

iPhone to seria potknięć mniejszych lub większych firmy Apple. Wprowadzenie upustu cenowego w wysokości 200$ (to 1/3 pierwotnej ceny!) w dwa raptem miesiące po debiucie produktu okazało się być marketingowym strzałem w stopę pierwszej wody. Setki tysięcy ludzi rozsierdzonych i rozgoryczonych jawnym nabiciem ich w butelkę zalało Apple morzem maili i listów. Ciężar zawodu był tak duży, że Apple zwracało nabywcom swojego gadżetu pieniądze (i tak w formie bonu do wydania w sklepie Apple). Dla mnie przekaz takiej operacji jest jasny: zabawka nie sprzedaje się tak, jak powinna i trzeba ciąć ceny by znów zaatakować rynek. Raporty sprzedaży ni cholery tej wizji nie potwierdzają ale pierwszy mój (i ilu jeszcze innych ludzi) odruch był właśnie taki. Po raz kolejny – mleko się rozlało i nawet niespecjalnie wiadomo, jak je posprzątać.

iPhone zaczyna debiutować na rynku europejskim. Każdy, kto z ciekawości choć spojrzał na warunki, na jakich Apple ugadało sprzedaż swojego gadżetu w Europie, musi mimowolnie zadławić się śmiechem. Jabłko chyba nie dostrzega, że Europa to „nieco” inny rynek niż Stany. Że warunki, które w Stanach przechodzą, u nas budzą co najwyżej politowanie. Ceny kompletnie kosmiczne, taryfy kompletnie z innej rzeczywistości, brak podstawowych technologii od lat obecnych w każdym telefonie na tym kontynencie, jak chociażby MMS czy z nowszych – 3G. iPhone w Europie to będzie porażka moim skromnym zdaniem. Ja tylko czekam kiedy jabłko obudzi się i zacznie się interesować, gdzie tak właściwie sprzedaje swoją zabawkę i jakie są warunku panujące na rynku.

iPhone ma całą masę drobnych problemów, które nie pozwalają mówić o nim jak o konstrukcji dobrze przemyślanej. Rzecz tak podstawowa jak chociażby możliwość zaznaczenia edytowanego tekstu – tego tu nie ma i z tego co czytam, to nie pojawia się w kolejnych aktualizacjach oprogramowania. Takich drobiazgów jest sporo i z czasem na pewno będą usunięte ale na boga – dlaczego z czasem??? Czy nikt tam nie testuje produktu przed jego wypuszczeniem na rynek???

Co iPhone ma? Ma efekt WOW i przyznaję – jest zajefajnym gadżetem, który chciałbym mieć dla zaspokojenia swojej gadżetomanii. Jest fantastyczny w obsłudze, doskonale zgrywa się z pozostałymi elementami systemu (iTunes Store, samo iTunes, Mak), ma smak drogiej nowości i jest kul. Pytanie tylko – na jak długo to starczy?

Wpadka numer 2: nowe iPody

Nowe iPody są fajne. Naprawdę są fajne. Trzeba pójść do jakiegoś Empiku i się naocznie przekonać, jak elegancki, ładny i przyjemny jest to sprzęt. Doropha ma obiecanego takiego jednego na Gwiazdkę i nie ma bata – dostanie, bo to autentycznie sympatyczna zabawka jest i bezproblemowa w użyciu. Tyle, że dział testów znów dał dupy i puścił do produkcji sprzęt bez solidnego przetestowania. O co się rozchodzi? A o nowy interfejs, który w przypadku większych ilości contentu po prostu jest wolny. To jest absolutnie niedopuszczalne – czekać na reakcję interfejsu (we wcześniejszych wersjach takich problemów nie było), zmagać się z nim… Ostatni upgrade firmware ponoć sporo z tych problemów rozwiązuje ale na boga, to świadczy tylko i wyłącznie o jednym: ktoś testował interfejs na kilku albumach na krzyż nie zapełniając nawet tych cholernych 160 gigabajtów danymi, by sprawdzić, co wtedy się będzie działo. Najbardziej prawdopodobne jest to, że i owszem sprawdzono, o problemie zameldowano ale i tak sprzęt poszedł do produkcji w imię zaatakowania Gwiazdki z dobrej pozycji.

Co to ma wspólnego z jakością, która ponoć swego czasu była synonimem marki Apple?

Nowy iPod Touch, ten z interfejsem paluchowym, dostał łatkę sprzętu zepsutego na starcie. Powód? Te cudowne wyświetlacze znane z iPodów w iPodzie Touch bardzo często były jednym wielkim powodem do wymiany sprzętu, za którą to wymianę Apple i tak każe sobie ponoć płacić jakieś koszta składowania czy co tam innego. Czy ktoś tam w ogóle kontroluje, co trafia na rynek? Czy firma Apple dba o jakość swoich produktów? To kolejna wpadka, która każe mocno w to wątpić.

Rzeczy robione są na chybcika, po łebkach. Nawet bardzo zaawansowane technologicznie rozwiązania potrafią rozbić się o ewidentne braki w oprogramowaniu, wynikające w oczywisty sposób z pośpiechu w tworzeniu owego oprogramowania. Na samą myśl, jakie babole mogą zacząć wychodzić w nowej wersji systemu operacyjnego…

Wpadka numer 3: walka z przemysłem rozrywkowym

O tym być może nie czytaliście lub nie wiecie (przynajmniej jakaś część z Was) – Apple zaczyna mieć spore problemy z pchaniem rozrywki przez iTunes Store. Powiecie może „a co mnie to obchodzi?” ale tu radziłbym ostrożność zachować we wzruszaniu ramionami. Powinno obchodzić o tyle, że ma to przełożenie na chociażby koszta legalnego contentu dostępnego online. Przez źle pojęty interes swój i klienta, polityka cenowa jabłka jest sztywna jak deska, podczas gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że jednak nie powinna taka być. Miliony Amerykanów są wdzięczne panu Jobsowi za stworzenie w tym momencie największego sklepu z mediami w Stanach. Miliony Amerykanów zaczynają bardzo mocno zastanawiać się, dlaczego pan Jobs stuka pięścią w stół i wymawiając się ich interesem, doprowadza do tego, że w ich ulubionym sklepie nagle zaczyna brakować contentu dostarczanego przez koleje wytwórnie. Ano tak, wytwórnie bardzo chcą dostawać więcej i liczyć sobie za swoje produkcje więcej. Pan Jobs z marsem na twarzy mówi na to „Veto, nasi klienci mają ustalone ceny, pewność zakupu za określoną stawkę określonego produktu i nie chcą zamieszania”. Wytwórnie na to „Tak? No to w takim razie my se sami sprzedamy swój content, bez twojego pośrednictwa”. I żegnają się z iTunes Store. Co na to wszystko klienci? Klienci zazwyczaj zadają pytanie „Ale dlaczego pan Jobs walił pięścią a nie się dogadał? Co panu Jobsowi do tego, ile chcę wydać za na ten przykład odcinek ulubionego serialu? Jeśli będą chcieli za dużo, to go nie kupię i niech się niską sprzedażą już te wytwórnie martwią ale chciałbym mieć jakiś wybór! Niech rynek zdecyduje, jaka ma być cena”. Tym sposobem miłośnicy prostego kupowania przez iTunes nie będą mieli niebawem dostępu do katalogu Universalu i czegoś tam jeszcze. To nie wpadka, to porażka po prostu.

Amazon.com zaczął sprzedawać muzykę w mp3 w całkiem niezłej jakości, bez DRM i taniej niż sprzedaje iTunes. I mają sporo rzeczy, które od lat nie pojawiały się w ofercie iTunes z powodu twardogłowości i braku chęci pójścia na kompromis pana Jobsa. Radiohead anyone? Na Amazonie jest i ma się dobrze. Może dlatego, że Amazon posłuchał twórcy i nie pcha pojedynczych kawałków a całe albumy owego, zgodnie z jego życzeniem. Jak się będzie tak sprzedawana muzyka sprzedawała – to już w tym momencie problem samego twórcy i jego warunków. Ale nikt nie widział przeciwwskazań, by się z Radiohead dogadać. W iTunes to latami nie było ponoć możliwe. W iTunes można kupować albumy i pojedyncze z nich utwory. Jeśli wydawca/wykonawca nie zgadza się na pchanie pojedynczych utworów – tym gorzej dla wydawcy/wykonawcy.

Sami powiedzcie, czy to jest poważne?

Czy więc Apple to samo zło?

Po trzykroć: NIE! Firma zalicza wpadki, to ewidentnie widoczne jest… Niemniej stara się je naprawiać. SDK dla iPhone z czasem powstanie – to rzecz już raczej oczywista. Oprogramowanie tego gadżetu będzie tylko zyskiwało na jakości w miarę kolejnych uaktualnień firmware. iPody z czasem przestaną łapać zadyszkę na zbyt wielkiej ilości danych do zmielenia. Ekran iPoda Touch w nowych partiach dostarczanego sprzętu jest taki, jaki powinien być. Leopard jest dopieszczany i śmiga ponoć rewelacyjnie i bardzo stabilnie tym, którzy go testują. Z trzaskania pięścią w stół pana Jobsa wynika dosyć spory szacunek dla klienta owego pana Jobsa – Amazon od razu dał oprogramowanie na Maka, producenci seriali też deklarują, że nie tylko posiadacze Windows będę mogli wciągać kolejne odcinki hitowych serii, a same ceny Amazona pokazują, że zdrowa konkurencja to jest TO. Strach się bać jak wyglądałyby ceny, gdyby jednak Jobs w stół nie walił pięścią.

Ale niesmak pozostaje, poczucie pewnego bycia traktowanym z góry, „my wiemy lepiej” – oto co się ciśnie na usta, gdy się czyta o niektórych poczynaniach Apple. Sądzę, że jabłko to mały gracz (bo to w porównaniu do tuzów elektronicznego rynku naprawdę mały gracz), który zaczął mocno rosnąć w siłę. Problem w tym, że nad tą siłą trzeba umieć zapanować, stworzyć odpowiednie warunki do kontaktu z klientem (w samych Stanach HP ma kilka czy kilkanaście tysięcy sklepów, podczas gdy Apple tylko kilkaset a wszystkiego przez net nie da się po prostu załawić), zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń i zacząć wpajać sobie nowe. Trzeba też umieć rozglądać się dookoła, wyłapywać błędy przeciwników i się na nich uczyć oraz obracać je na swoją korzyść. Gdzieś Apple chyba straciło tę umiejętność i przede wszystkim: zaczyna brakować firmie cierpliwości a zamierzone efekty daleko przerastają siły i potencjał zaangażowanych środków. To się czuje.

Co dalej z producentem mojego mini? Póki co nie jest źle – akcje zasadniczo rosną, efekty finansowe są niezłe i wszystko wskazuje na to, że przyszłość będzie jasna. Niemniej zachłyśnięcie się sukcesem może być dla firmy bardzo, bardzo bolesne. Równie bolesne, jak nieumiejętność tego sukcesu skonsumowania. A tego bym sobie nie życzył. W imię istnienia jakiejś konkurencji dla Windows :)

12 odpowiedzi do Kilka wpadek Apple

  1. btd Październik 1, 2007 o 15:12 #

    No i teraz kazdy kto powie ze jestes glupi fanboy apple moze dostac z banki… fanboyu ;-)

    a co do tresci – wpiszcie miasta ktore popieraja !!!!!!!11111111111111 hehehe

  2. Cthulhu Październik 1, 2007 o 16:32 #

    Ech, nie wiem co napisać – Apple zawsze uważało, że wie lepiej od użytkowników co dla nich dobre. Mit jakości ich sprzętu zaczął upadać pod koniec ery PPC a iTS… Wytwórnie lecą w kulki – przez długi czas chcieli wymusić sprzedawanie albumów bez podziału na tracki by uradowani użytkownicy słuchali 40 minut materiału rozciągniętego do 74 minut na płycie.. Cieszę się, że Apple nie ugieło się ani w tej kwestii ani w kwestii płynnych cen (bo nie chciałbym sam nigdy doświadczyć tego co fani nine inch nails jak im szef wytwórni powiedział, że są frajerami i zapłacą 2x więcej). Jakby się ugieli to już nikt by nie miał szans zaproponować takich warunków – teraz za to płacą, ciekawe jak sobie z tym poradzą. No, to by było na tyle.. ;]

  3. Lack Październik 1, 2007 o 17:49 #

    Nie sposób się nie zgodzić.

    Ja mam takie wrażenie, że Apple ostatnio wpada w rutynę typową dla producentów elektroniki – gdzie chodzi o to, żeby gonić króliczka, a nie go złapać – i każda premiera sprzętowa sprawia pewien niedosyt.

  4. yoshi314 Październik 2, 2007 o 07:25 #

    „SDK dla iPhone z czasem powstanie – to rzecz już raczej oczywista.”

    tyle ze pewnie napisza go fani, bo na apple nie ma co liczyc. to jest z zalozenia sprzet dla uzytkownikow a nie programistow.

    „iPody z czasem przestaną łapać zadyszkę na zbyt wielkiej ilości danych do zmielenia.”

    jak wyjda szybsze modele – na pewno.

    „Ekran iPoda Touch w nowych partiach dostarczanego sprzętu jest taki, jaki powinien być. ”

    a uzytkownicy starszych modeli musza zabulic jeszcze raz.

    jak dla mnie produkty apple sa ladne, ale szybko sie brzydza bo wszystko jest takie jednakowe. no i wszedobylska komercja. plac za to, plac za tamto. to nie dla mnie i nie dla mojego portfela.

  5. CoSTa Październik 2, 2007 o 08:09 #

    [b]btd[/b]: „Miasta które popierają”… LOOOL :)

    [b]cthulhu[/b]: Apple wie lepiej – postawa zasadniczo wkurzająca ale o dziwo czasem się sprawdzająca. Rozwiązania wprowadzane na siłę czasem (podkreślam „czasem”) faktycznie wychodzą na dobre konsumentom, których trzeba nieco ukształtować do nowego modelu sprzedaży czy czego tam. No ale czasem bywa to bardzo wpieniające.

    Co do jakości – swoim mini jestem zachwycony. Fantastyczna, niesłyszalna, świetna konstrukcja. Za to gdy słyszę od Endera historie jego MacBooka to nie wiem czy śmiać się, czy płakać… Ta maszynka to jeden wielki beta test na użytkownikach. Żałosne.

    Co do iTS – niby tak ale i samo iTS tworzy warunki czy możliwości sprzedaży utworów tylko w albumach (ichnie „Album only”). Zgadzam się, są konsekwentni w tym, co robią ale nie wiem, czy koniecznie konsumenci są z tego aż tak bardzo zadowoleni, skoro widzą, że mimo wszystko dopiero co powstały sklep Amazonu nie ma problemów z pchaniem całych albumów. Jest wiele racji w tym co piszesz ale jest też i druga strona medalu.

    [b]lack[/b]: Na pewno urządzenia przenośne pozostawiają niedosyt. Desktopy Apple robi imo fajowe. Co do najnowszego iMaca kontrowersje dotyczą w sumie tylko glossy ekranu ale i to jakby przestał być temat do problemów. Desktopy wychodzą Aplle imo nieźle. Ale ciągłe problemy z laptopami czy problemy z nową linią iPodów… Gdzieś tu zabrakło przyłożenia się do zrobienia dobrego sprzętu.

    [b]yoshi314[/b]: Sądzę, że SDK to już w tym momencie kwestia przesądzona w samym Apple. Nie mam na to żadnych dowodów (zresztą tak samo jak i Ty na to, że nie powstanie :)) ale wszystko wskazuje na to, że Apple chce rynek stworzyć i położyć na nim łapę pchając aplikacje pod swoją kontrolą i za swoją działkę. Obydwa urządzenia, które miały się pokazać i które będą z tego oprogramowania korzystały już są. Teraz czas na oprogramowanie. Moim skromnym to kwestia jednego z najbliższych keynota. Inna kwestia, że Apple zabije tym bardzo żwawy oddolny ruch userów iPhone. Szkoda :/

    Problemy z wydajnością iPodów rozwiązało w większości update firmware. Pewne niedociągnięcia ponoć pozostały ale to kwestia kolejnego dopieszczenia kodu. Więc imo nie w sprzęcie problem a w sofcie. Niestety, to jawna oznaka pisania softu na kolanie i optymalizacji po wypuszczeniu produktu na rynek. Dziwne podejście do swojej własnej marki…

    Co do iPoda Touch – użytkownicy faktycznie bulą ale nie za kupno nowego sprzętu tylko za jakieś składowanie (cokolwiek ta opłata ma znaczyć). Specyfika hamerykańska chyba. Wątpię, by to w Europie przeszło. I raczej nie będzie musiało. N nasz rynek trafiają ponoć późniejsze partie, już wolne od wady. Wady, której nie powinno być.

    Tak, masz rację – produkty są ładne. Czy szybko brzydną – nie wiem jak inni ale mnie moje mini zachwyca do dziś, rok po kupnie :). A z tym płaceniem to nie do końca rozumiem. Że płacić trzeba za sprzęt to chyba oczywiste :), za swoje PC też zapłaciłeś (o wiele pewnie mniej niż ja za swoje mini ale to kwestia zasobności portfela więc ją zostawmy). Za to można się doskonale zaopatrzyć w oprogramowanie nie wydając na nie ani centa – opendarwin i jazda! Plus kupa freeware, potężna ilość shareware (zazwyczaj w sensownych cenach), o sofcie dla profesjonalistów nie wspominając. Tu się ma wybór, nie jest się skazanym na tylko jedną opcję, drożyzna w utrzymaniu to mit. Jedyny mój spiracony w tym momencie soft to kilka gierek dla żony i pakiet Adobiego. Nie widzę sensu wydawania kilku dolców po to, by żonka se popykała raz na tydzień, kiedy ją ochota dopadnie a pakiet Adobiego jest dla mnie za drogi niezależnie od platformy niestety (przynajmniej na razie).

    Tego, czego brak imo najbardziej, to swobody w modyfikacji wyglądu systemu znanej z Linuksa czy nawet Windows. Można poszaleć ale to wymaga dodatkowego oprogramowania a nie jest to opcja samego systemu. Oj tak, tego brakuje bardzo.

    Strasznie Yoshi kasandrycznie do tej marki podchodzisz :). Owszem ma za uszami sporo i chyba zaczyna mieć coraz więcej ale są też i miłe strony. Świetna linia wizualnie spójnych produktów, w większości działa to wszystko bardzo przyzwoicie, problemy owszem zdarzają się ale przecież zdarzają się i innym producentom sprzętu, śmiga to ładnie, kupa na to oprogramowania i komercyjnego, i darmowego… Tak patrząc na chłodno to Apple tak źle wcale nie wypada. Ale to jedyna mi znana marka, na którą chłodno się raczej nie patrzy :). Jakiś stosunek się do niej ma. Nieźle jak na producenta komputerów mającego kilka raptem procent tortu i głównego rozgrywającego w świecie playerów ssanej muzy.

  6. Lack Październik 2, 2007 o 10:32 #

    Z całą sympatią dla mini (sam posiadam – do niesłyszalnego mu jednak daleko), ale desktopy rozczarowują – Mac Pro po absurdalnej cenie (biorąc pod uwagę rok na rynku i ogólną barierę wejścia) i iMac będący wciąż laptopem bez baterii z tandetnym ekranem w 20″ i pikującym ostro w dół designem (od czasów lampki).

    Jeśli chodzi o SDK dla iPhone’a to Jobs musiałby się przyznać do błędu, a to nie zdarza się często, jeśli w ogóle.

  7. waltharius Październik 2, 2007 o 10:33 #

    Wiesz CoSTa apple na swoją markę pracowało bardzo długo. tworzyło mit pewnego podejścia do sprzętu i klienta i teraz to zaprzepaszcza w straszny sposób. Wzornictwo to kwestia gustu. Tobie się podoba a niektórym po jakimś czasie się nudzi. Jednak Apple zaczyna teraz zachowywać się jak MS, który wypuszcza na rynek kolejną wersję Windows i później wypuszcza poprawki do niej, bo chciał szybko wyjść na rynek. Apple traci elastyczność. Danie ciała odnośnie iPhona to już klasyka gatunku. Chyba żadna firma nie zrobiła takich błędów marketingowych jak apple w tym wypadku. Szkoda. Po prostu szkoda, że Apple przechodzi na ciemną stronę mocy :) Rozumiem chęć zarabiania pieniędzy, ale kiedyś była jeszcze Idea a teraz to się zrobiła tylko idea, a niedługo to może się wszystko rozpłynąć gdzieś w oparach absurdu. Wielu userów Apple to ludzie, którym spodobała się Idea a nie tylko wygląd, gdyż wygląd był efektem zastosowania Idei. Powoli zostaje tylko wygląd… Połączenie tego wszystkiego w sprawną całość nie może na dłuższą metę uwiarygodnić cen jakie się płaci za ten sprzęt, nawet w hameryce. Zważywszy, że istnieje konkurencja.

  8. CoSTa Październik 2, 2007 o 12:54 #

    [b]lack[/b]: Ja to jakiś farciarz jestem :). Moje mini jest niesłyszalne. Gdyby nie dioda to musiałbym bardzo blisko łeb przysuwać, by słyszeć jakieś oznaki życia sprzętu. Teraz jedyne, co słyszę, to zewnętrzny dysk twardy. To lubię! BTW – a jak u ciebie z temperaturą? Moje mini mielące przez całą noc enkodowanie filmów i jeszcze mielące przy siądnięciu doń z rana wypluwa ciepełka nieco więcej niż zwykle ale obydwa rdzenie są aż podejrzanie chłodne – góra 70 stopni na rdzeń. Absolutnie maksymalna góra. Zazwyczaj mam koło 50 stopni na rdzeń.

    Co do reszty uwag – zgadzam się przynajmniej w części. Owszem iMaki to nie jest szczyt wydajności ale zestawiwszy z konkurencją w podobnej cenie – nie jest źle. Maki Pro to faktycznie cenowe kuriozum :/. Design – jak słusznie Walth zauważył, to kwestia gustu. Mi się te nowe iMaki podobają bardzo.

    Co do SDK – święte słowa. Zaczynam się zastanawiać, czy to aby może nie być główny powód, dla którego jednak SDK się nie pokaże. Kurczę, ego Jobsa jest większe nawet od mojego, a to już prawdziwa sztuka i przypadek chorobowy :)

    [b]walth[/b]: Masz rację Walth. Dokładnie takie mam wrażenie – bylejakość, aby jakoś to było, naprawi się z czasem, wycisnąć siano z ostatniego dzwonka do iPhone… Zarabiać trzeba, to jasne ale nie za każdą cenę i gubiąc po drodze jakąś większą wizję. Prawda.

  9. waltharius Październik 2, 2007 o 13:08 #

    Nie jestem zwolennikiem apple (o czym wiesz :) ), ale szkoda patrzeć jak ta Idea w tym brutalnym świecie wielkiego pieniądza umiera. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy zastój i Jobs się zorientuje, że brnie w ślepą uliczkę i będzie pierwszym w hostorii, który przyzna się do błędu na taką skalę i wróci do wcześniejszego :D Hehe wiem wiem, fantasta jestem i tak naprawdę wcale nie wierzę, że tak się stanie…

  10. Lack Październik 2, 2007 o 13:50 #

    Temperatury nie mierzyłem szczerze mówiąc – poza tym wsadziłem do niego dysk 7200rpm, może przez niego trochę bardziej szumi niż powinien. Poza tym używam go w zasadzie tylko do sprawdzania poczty/www (oczywiście pod Windowsem), więc się nie napoci.

    Pomijając wygląd, to iMaci mają kilka niedociągnięć konstrukcyjnych – brak vesy w standardzie (a w 20″ już w ogóle), mało portów, znikome możliwości regulacji, brak wejścia video (żeby na przykład ekran wykorzystać do konsoli, laptopa czy coś). Małe pierdułki, ale u mnie ten zakup kompletnie dyskwalifikują. Laptopowe komponenty nie pozwalają nawiązać walki cenowej z normalnymi desktopami.

    Mac Pro w momencie premiery miał bardzo atrakcyjną cenę – znalezienie odpowiednika wśród pecetów w tym przedziale cenowym graniczyło z cudem. Teraz jednak można oczekiwać czegoś więcej.

    • CoSTa Październik 3, 2007 o 06:29 #

      Lack, ty po prostu potrzebujesz jednostki centralnej pod biurkiem i tyle. iMaki nie są dla ciebie, nie są projektowane dla ludzi o twoich wymaganiach dokładnie tak samo, jak wspominany we wpisie o [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/1166-Gateway_One_-_calkiem_ladny_PeCet!.html]Gateway One[/url] komputer czy w komentarzach przywoływany Soniacz. W Gatewayu zrobiono osobną „cegłę” ze wszystkim, co może być ewentualnie potrzebne, która przystawiona do całości po prostu wygląda koszmarnie.

      OK, każdy ma swoje potrzeby. Dla kolesi takich jak ty są pudła, do których można wsadzać co tam się chce i mieć portów ile dusza zapragnie. Niektórzy tego nie potrzebują.

      „Poza tym używam go w zasadzie tylko do sprawdzania poczty/www (oczywiście pod Windowsem), więc się nie napoci.”

      „Oczywiście pod Windows” na mini??? Brrr… :)

  11. Lack Październik 3, 2007 o 07:56 #

    Owszem, potrzebuje. Desktop wspaniale to zadanie wypełnia, ale nie obraziłbym się na mini zintegrowane z monitorem, byle to jakoś funkcjonalne było.

    Niestety, na OSX mam chyba uczulenie, bo szlag mnie trafia przy maksymalizowaniu/przełączaniu okien. Poza tym, potrzebuje wirtualizacji, a ta pod mac os jakoś mi nie podchodzi (tzn fusion na pewno, paralles to nie wiem, nawet mi kodu aktywacyjnego nie wysłali).

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Natalka zaprasza na wystawę

Pamiętacie taką laseczkę, którą zwą Natalia Lewandowska? Pojawia się na naszym blogu raz na jakiś czas i podrzuca różne foteczki...

Zamknij