Menu serwera

Moja córka mnie zadziwia…

Majka mnie zadziwia coraz bardziej. Siedząc sobie z córą drugi dzionek sam na sam, przekonuję się, że w tym nieco ponad czteroletnim móżdżku zachodzą reakcje już bardzo skomplikowane i wskazujące na jeśli jeszcze nie chęć, to już mocne zainteresowanie nauką, szkołą, tornistrem, piórnikiem a przede wszystkim – lekcjami! Cóż było robić, trzeba było chorej Majce taką szkołę odstawić, w dodatku o tyle było to trudniejsze, że przez choróbska Majka nawet niespecjalnie z przedszkolem jest oswojona.

Okazało się, że młoda czuje dryl instynktownie. Na potrzeby zabawy w szkołę ja, jako stary eRPeGowiec, stworzyłem trzy postacie z jej klasy. Bała tam Gosia – straszny kujon, w dodatku bardzo ładnie rysujący ale ogólnie sympatyczny choć ciągle rękę w górze trzymajacy, bo znający odpowiedzi na chyba wszystkie pytania. Był tam niejaki Robert, któremu ciągle się coś myliło i wszystko, co trzeba było zapisać w zeszycie, zapisywał lub rysował… do góry nogami. Trzeba mu było cięgiem ten zeszyt obracać. Był tam jeszcze niejaki Tomek, który jest cichą myszką ale ma dziwne i dosyć narkotyczne jazdy. Na lekcji biologii (teraz to się chyba środowisko nazywa) wziął i nagle zaczął mówić jakimś chińskim narzeczem a poproszony o narysowanie drzewa wziął i jakąś krzywiznę namazał. Okazało się to być drzewkiem Bonzai. Nawet nie pytajcie, skąd się mu to wzięło…

OK, zaczęliśmy lekcje.

Zaczęło się od nauki pisania i poznania literek (już znanych ale trzeba było Majce przypomnieć po wakacjach): „M”, „A”, „T”. Wszystko to oczywiście po to, by napisać „MAMA” lub inne „TATA”. Lekcja rozpoczęła się oczywiście od wejścia nauczyciela (czyli mnie) do klasy, gromkiego owego nauczyciela przez uczniów pozdrowienia (Majka darła się dzieeeeń-doooo-bryyyy! :)) i wyciągnięcia zeszytów i ołówków. Zaraz po tym pan nauczyciel (czyli ja) wezwał dyżurnego (czyli Majkę) do tablicy, by ta raczyła się z obowiązków wywiązać i ową zetrzeć, bo brudna była, że nie można bardziej. Zaaferowana Majka wytarła tablicę wręcz do białości a później się zaczęło…

– Drogie dzieci, kto zna jakieś słowo zaczynajace się na literkę „M”. Proszę podnieść rękę do góry – Majce ręka o mało co ze stawu nie wyskoczyła ale odpowiedziała Gosia, która była szybsza. Jednak i Majce udało się w końcu powiedzieć swoje wytęsknione „mama”, co pozwoliło nam na płynne przejście do literki „A” i skonstruowania słowa „mama” w zeszytach oraz na tablicy, a i rękom się dostało, bo popisała się Majka długopisem strasznie :) (ołówek oczywiście połamała). Później przyszła literka „T”, większy stopień abstrakcji, zmęczenie córy, która i tak aż zadziwiająco długo wytrzymała no i konieczny dzwonek na przerwę.

Po przerwie zaczęła się lekcja biologii a jej temat brzmiał „Co różni roślinki od zwierzątek?”. Oj, klasa pracowała wspaniale! Opowiadali historie całe o robaczkach (Majka doskonale opowiada :)), Robert zwyczajowo do góry nogami narysował drzewo, Tomek wspomniane Bonzai, Gosia jakąś odmianę choinki, z której zidentyfikowaniem sam miałem problem. Majka oczywiście walnęła kwiatka na cała tablicę. Wyszło nam, że jedną z głównych różnic (acz nie jedyną) jest to, że zwierzątka się ruszają a roślinki to już tak nie bardzo. Wspólnie ustaliliśmy, że ptaki, które od nas odlatują na jesień do ciepłych krajów, ruszają się BARDZO a czy ktoś widział odlatującą do ciepłych krajów choinkę? No właśnie. Co było do udowodnienia :)

Majka dostała zadanie domowe (narysować ulubioną zabawkę) i tak się do szkoły zapaliła, że zaczęła nam wmawiać (w międzyczasie wróciła Doropha), że do szkoły chodzi się także w sobotę i że koniecznie musi spakować tornister, odrobić zadanie domowe i zasuwać ile siły w nogach. Ja już miałem dosyć, Doropha po całym dniu także nie rwała się do zabawy, a Majka widząc, że nic z tego nie będzie, poczuła się chyba autentycznie bardzo zawiedziona. Ot proszę jaki mi naukowiec rośnie…

Jutro biorę wolne. Nauczycielom też się należy :)

4 odpowiedź do Moja córka mnie zadziwia…

  1. Brzoza Październik 20, 2007 o 07:25 #

    Doskonały pomysł! I o to chodzi aby bawić ucząc, uczyć bawiąc, uczyć ucząc i bawić bawiąc, czy jakoś tak tam to szło. Grunt, że Majka wytrwała w zabawie no i że chciała powtórki.

  2. Robert Pankowecki Październik 20, 2007 o 07:44 #

    A gdzie lekcja śpiewu ?

  3. Keroth Październik 20, 2007 o 17:49 #

    W sumie nigdy patrzyłem w ten sposób na roślinki i ptaki. Każdy się mógł czegoś z tego wykładu nauczyć ;-).

  4. CoSTa Październik 21, 2007 o 08:53 #

    [b]brzoza[/b]: Brzozik, co się działo dnia następnego… Majka zrobiła regularną szkołę swoim lalkom. Przezabawne :)

    [b]robert[/b]: Nie było, nie ma i nie będzie. Sąsiedzi dosyć wyraźnie dali to do zrozumienia po pierwszej próbie.

    [b]keroth[/b]: No to może jakiś onlinowy uniwerek z Majką założymy :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Podcast 006 – Time Machine

OK, tym razem nie ja się produkuje, tylko koleś z infantylnego nieco ale za to chyba jasnego przewodnika Apple po...

Zamknij