Menu serwera

Wirusy, syfy, gnój i permanetny brak urlopu :/

Jeszcze przez chwilę pozostanę w klimatach rodzinnych, bo niefajnie się dzieje u nas ostatnio. Znaczy tak ogólnie to jest fajnie ale w szczegółach niestety muszę nieco ponarzekać.

  • Majkę wirus trafił. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Niefajnie, że zaraz jak tylko ruszyła do przedszkola. Na pocieszenie nasza rodzinna pani doktór oznajmiła, że gówno jakieś się po Poznaniu snuje i kładzie maluchy do łóżek. Tak poza tym pani doktór RZĄDZI! Oto kuracja przepisana dla Majka: leżeć bo jak nie to zastrzyki w dupsko aż po sam tłoczek. A jeśli leżeć, to intensywnie kurując się czosnkiem. Natrzeć trza stopy, wsadzić w skarpetki bawełniane, koło łóżka starty czosnek położyć i dowalić standardowe leki na podwyższenie odporności (acz bez przesady). Całe mieszkanie wali czosnkiem, walimy nim i my ale też widzimy wręcz naocznie, jakie spustoszenie we wszelkim ZŁYM czyni ów czosnek. Wampiry included. Medycyna naturalna to je ono! I doskonale sprawdza się w sytuacji chęci córki lekkiego podgryzienia – wystarczy lekko dosolić i ma się danie co się zowie. Podgryzałem i powiadam Wam – po to sobie rodzice robią dzieci: by podgryzać :)

  • Szeroko zakrojone plany urlopowe uwaliła mi moja żona, która stwierdziła, że ona nie chce się rozstawać z Majką na dwa tygodnie. Plan był taki, że niebawem miałem spakować siebie i córę, wsadzić nas w pociąg i odebrać nas na stacji Jelenia Góra – Główna. W owej Jeleniej Górze mieliśmy spędzić upojne dwa tygodnie spędzane na włóczeniu się po górach. W planach był wypad do schroniska i przygoda Majki ze spaniem w Samotni oraz nawiedzenie naszych zachodnich sąsiadów, którymi o dziwo nie są Niemcy a Czesi, których kochamy za ich przaśne poczucie humoru i złociste piwo. A to dopiero początek. Mieliśmy też porwać babci Wuli samochód i pozwiedzać nieco Wrocław w celach wpadania to do jednych, to do innych moich starych znajomych. Niestety plany szlag trafił i nie wiem nawet jak z głosowaniem będzie. Miałem se w mojej starej mieścinie zagłosować po raz ostatni i uroczysty i oczywiście antypisowo. Nawet nie kombinowałem ze zmianą miejsca głosowania na poznańskie, bo pewny byłem wyjazdu. A tu się okazuje, że dziś minął ostatni dzień na składanie wniosków do urzędu gminy gdyby jednak coś chciało się zmienić. Kurczę, antypisowe głosowanie to obywatelski obowiązek i jak tu teraz go wypełnić? Jechać do Jeleniej tylko po to, by kartkę wrzucić i zaraz wracać do pracy znów tylko po to, by kilka dni później znów w pociąg wskoczyć i znów w Jeleniej wylądować, w której dla odmiany będę pił z licealnymi znajomymi? Fuck! A tak to sobie ładnie obmyśliłem… I wymeldować się wreszcie od staruszków chciałem ze spokojem… Kurczę, nie lubię takich zmian, nie lubię :/

  • Roboty mam strasznie dużo. Strasznie. Dziś po raz pierwszy od dawna dopadło mnie w pracy takie solidne, mordercze zmęczenie, kiedy masz coś kreatywnego wymyślić i kompletnie nic do głowy nie wpada. Miarą profesjonalizmu jest wtedy umiejętność tępego patrzenia się w monitor i wyklikania czegokolwiek w miarę sensownego. Owszem, przyznaję nie bez dumy, że jestem profesjonalistą i mogę wyklikać jakąś zasraną ulotkę nawet niespecjalnie wiedząc na jaki temat ona tak właściwie jest ale to chyba nie o to w pracy chodzi. Coś się musi zmienić. Zmienić się muszą finanse a poza tym ktoś jeszcze powinien zostać zatrudniony. Cztery spore fabryki plus jakieś drobiazgi wchodzące w skład grupy Kronospan generują jednak bardzo dużo ruchu. Agencje trzaskają sporo rzeczy ale drobiazg bieżący spada na moje plecory a jest tego sporo. I niebawem Święta… I kalendarze… I kartki… I sporo reklam do prasy ze Świętami związanych… I kurczę po urlopie zostanie zaraz tylko wspomnienie :/. Nie, z tym trzeba coś zrobić. Koniecznie.

Wielkich zgrzytów jakichś nie ma ale jak widać kilka irytujących pierdół mnie i rodzinkę ostatnimi czasy dopadło. Czuję potrzebę urlopu. Dużą potrzebę.

5 odpowiedzi do Wirusy, syfy, gnój i permanetny brak urlopu :/

  1. Mariusz Październik 12, 2007 o 06:08 #

    Szacun dla Pani Doktor – też jak coś mnie rozkłada (a ja przecież stary chłop jestem), dwa ząbki czosnku na kanapkę lub dopaszczowo bez znieczulenia, do tego ze dwa plasterki cytryny i rano budzę się zdrowy. Antybiotyki, które usiłuje w nas pchać 90% lekarzy, ubijają wszystkie bakterie, z tymi dobrymi włącznie. ;-)

  2. .sickb60y Październik 12, 2007 o 08:05 #

    Mój ojciec lubi sobie strzelić kanapeczki z masłem, miodem i czosnkiem. Ja nie jestem aż takim hardcorowcem :P

    Bardziej preferuję herbatę z miodem i cytryną.

  3. waltharius Październik 12, 2007 o 09:09 #

    No kurka nie fajnie z tą chorobą i urlopem…

    Ale przynajmniej wszelkiej maści wąpierzy się pozbędziesz z nowego mieszkanka a to spory + jest :)

    Urlop to faktycznie ważna sprawa jest, ja dopiero powoli zaczynam to odczuwać, ale co ja tam wiem, skoro stażu pracy mam zaledwie rok hehe :)

    Trzymam kciuki za doprowadzenie wszystkich spraw do pomyślnego sukcesu ;-)

    Pozdrawiam

  4. DonKoyote Październik 12, 2007 o 14:14 #

    Ja u siebie byłem pierwszym który o takowy wniosek do głosowania się zgłosił, niestety chwilę to trwało, zanim Panie przygotowały odpowiednie zeszyty do rejestracji takowych.

    Co do Wrocławia, to polecam Ostrów Tumski, świetne miejsce, szczególnie w nocy.

  5. CoSTa Październik 14, 2007 o 19:47 #

    [b]Mariusz[/b]: Prawda, że życiowa babka? Mało tego, dokonała swego rodzaju projekcji rozwoju choróbska. Idealne synchro póki co Majka wykazuje z przewidywaniami. Znaczy się, że babeczka wie doskonale o co w tym sporcie loto. I dobrze, takiej pani doktór to aż chce się samemu spontanicznie dawać w łapę :)

    [b].sickb60y[/b]: Masełko, miodek… Kumam. Ale CZOSNEK w tym wszystkim??? Łomamo, to ja chyba też przy herbatce bym został :)

    [b]Walth[/b]: Dzięki mistrzu. Jakoś to będzie choć czuję się coraz bardziej zmęczony a Doropha przez chorobę Majki zaczyna dostawać powoli na łeb. Urlopu. Snu. Coli z lodem i cytrynką. Tego mi trzeba :)

    [b]Donkoyote[/b]: A ja jutro szturmuję jakiś okoliczny urząd i deklaruję głosowanie w aktualnym miejscu zamieszakania. Powinno się udać wyrobić w czasie. Fajne to nasze prawo wyborcze, takie matołki jak ja mogą kombinować i do ostatniej chwili :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak robią to amerykańskie rodziny???

Taka drobna obserwacja:Włączcie dowolny amerykański film tzw. familijny lub o familii. Przewińcie do modelowego amerykańskiego poranka. Co mamy? Kłótnia młodzieży...

Zamknij