Menu serwera

Wyjazd!

No i czas na mój urlopik. Ostatnie minuty w pracy jakoś jeszcze przetrzymam (krzycząc „no wysyłaj się szmatławy pliku! wysyłaj!” :)) ale zaraz pakuję manatki, pakuję Majkę, pakuję konsolę i śmigam do Jeleniej Góry łazić z Majką po okolicznym buszu, grać do upadłego i pozałatwiać kilka urzędowych spraw związanych ze zmianą meldunku. No i oczywiście pochlać nieco ze starymi znajomymi z ogólniaka :)

Wszystko ugadane. Przyjeżdża jutro po nas babcia Wula, która chce nieco pieniędzy puścić w poznańskich sklepach. You are welcome my dear! Tym bardziej, że pozwoli nam to sprytnie się w furkę wsadzić i śmignąć wygodnie do Jeleniej bez potrzeby targania się po dworcach. Choć tak z drugiej strony to jeszcze się okaże, co z Majkiem zrobimy. Ta noc była ciężka – sporo kaszlu a że wykrztuszać (tak ładnie nazywa się zwykłe charkanie :)) ni cholery jeszcze się młoda nie nauczyła, usuwa flegmę w jedyny znany sobie sposób – rzucając pawia. Nod good :/. Jeśli będzie ciężko to młodej nigdzie nie biorę bo przy mnie tylko jej się pogorszy. Przy okazji podziwiam cierpliwość Dorophy. Mnie szlag trafia na widok męczącego się dzieciaka, który ni diabła nie chce pojąć ani spróbować zdrowo sobie melanii spod serca nabrać i charknąć ile wlezie. Tym sposobem młoda męczy się diabelnie, kisi syf w sobie a ja dostaję białej gorączki i nie mogę pojąć jak można nie umieć drugiej najprostszej wykonywanej ciałem rzeczy. Pierwszą jest puszczenie bąka (to Majka opanowała perfekcyjnie po prostu).

OK, odchodząc od tematów cielesnych – będzie fuuura zdjęć i pewnie filmik niejeden też się zdarzy. Tak więc droga rodzinko, szykujcie się na zalew spamu z mojej strony. Brzoza obiecał wziąć laptopa cobyśmy na bieżąco aparat opróżniali i napełniali na powrót. Przy okazji sprawdzę sprawność manualną mojego brackiego w kontakcie z padem. Skopię mu w czymś tyłek nieskończoną ilość razy i tym samym podreperuję swoje grube ego. Młody dostanie bęcki co się zowie. Ale za to on później pokaże mi odcinek swojego paska wynagrodzeń i znów podkulę grzecznie ogonek. No cóż – czy wygra brutalna siła i waga ciężkich (bo grubych) ręcznych argumentów, czy też może typowe warszawskie dorobkiewiczowstwo? Zobaczymy!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Po troszku wszystkiego

Ostatnio mało coś klepię na blogasku. Przyczyn jest kilka i nie wchodząc w szczegóły - po prostu nie ma kiedy...

Zamknij