… i jesteśmy właścicielami tego skrawka budynku zwanego naszym mieszkaniem oraz mamy puszczone w dzierżawę wieczystą i do wyłącznego używania nieco gruntu wokół tarasu. Jesteśmy obszarnikami i wiecie co? W cholerę mi z tym dobrze! :)
Ano, puściliśmy się dziś do notariusza i podpisaliśmy wszystko, co podpisać mieliśmy. Pani notariusz czytała na głos, co tak właściwie w swoim dokumencie napisała, przedstawiciel dewelopera siedział znudzony a ja czułem się nieco jak na wykładzie. W związku ze związkiem zacząłem zadawać pytania. A to zapytałem się, co to jest ten cały kastrat miejski, kto to taki ten geopoz i dlaczego w księgach wieczystych jakieś tam informacje są zawarte w księdze czwartej, a jakieś inne w drugiej. Czy odwrotnie… Nie pomnę, na pewno były to pytania z gatunku głupich. Pani notariusz nie dała się wkręcić w głupie pytania i odpowiadała krótko, treściwie i fachowo. Sam zamilkłem po sporej dawce prawniczej wiedzy. Z dziką więc rozkoszą pognałem w końcu do kasy uiścić opłatę (niemałą), otrzymać resztę (małą) a wszystko to dla kilku kartek papieru z odpowiednimi pieczątkami.
A tam stoi:
Dnia dwudziestego dziewiątego listopada dwa tysiące siódmego (29.11.2007) roku, przed E. Dorotą Drożdż Notariuszem w Poznaniu, w Kancelarii Notarialnej przy ul. Nowowiejskiego 20/3 w Poznaniu, stawili się:
itd.
No, to teraz tylko pobiegać jeszcze po kilku urzędach trzeba, jakieś umowy z dostarczycielami mediów pozawiązywać, wspólnotę mieszkańców stworzyć, sterroryzować ją i można jakoś mieszkać :).
Uuuuch, zrobiło się dorośle!
A na marginesie taka mała obserwacja: kupno mieszkania to proces długi, męczący, wymagający mnóstwa podpisów, biegania, skakania, obliczania, brania wielu dni wolnego i w ogóle do rzyci to jest pomyślane. Ilość papierów przytłacza, ilość urzędów, w których trzeba coś w związku z tym załatwić (jeśli chce się mieszkać, to wypadałoby się jeszcze na ten przykład zameldować) poraża a wszystko to człowieka niezbyt rozgarniętego (czyli na ten przykład mnie) przerasta o wieki. Obserwacja nieco bardziej konkretna: jeśli chcecie wydać ćwierć lub więcej miliona złotych nowych polskich w bezstresowy sposób i przy okazji stać się właścicielami mieszkania — załatwcie sobie kogoś od biegania, dajcie mu wszelkie pełnomocnictwa i idźcie na piwo. I tak na tym się zaoszczędzi.
Ale tak poza tym to całkiem fajne uczucie — bycie na (prawie) swoim. Teraz tylko bank spłacić i dziękuję!








Gratuluje! Nie ma jak na swoim.
Teraz czeka cię syf ze wspólnotą. Na początku wszyscy robią spotkania — 3 x w tygodniu. Potem jak przychodzi już do jakiś konkretów to na spotkanie wypadające raz na pół roku ciężko 5 osób zebrać. Pisze to jako członek zarządu swojej wspólnoty. Najpierw ludzie wywalają na mieszkanie cały swój obecny dorobek i dorobek przyszły z 30 lat, a potem to mają w dupie. Ale i tak nie ma jak na swoim :)
Wielkie gratulacje! Tym bardziej trzeba sie psotkac zatem ;)
Gratuluję. Niedługo i mnie to czeka.
Trzydzieści lat. Boże. Podziwiam odwagę.
Gratulacje! Byles pewnie tak pochloniety ta sprawa ze nawet sms-ka na przywitanie mnie w Polsce albo i na pozegnanie nie znalazles czasu Kostuniu. Nie szkodzi, ja ci przez Piotra podalam Metakse.
Caluski!!!!!
A ja mu jej nie przekażę — tylko sam obalę. I to będzie dla niego najlepsza kara!
[b]brocha[/b]: W rzeczy samej — też zauważam, że ludzie są po prostu głupi i ni cholery nie dociera do nich, że np. syfienie w śmietniku to syfienie w SWOIM śmietniku. Widać mentalność blokowiska i spółdzielni udziela się i zostaje. Bardzo dobrze powiedziane z tym dorobkiem. I coś czuję, że się będę do zarządu też pchał, a co :). Mnie tam wkur* papierki, niedomykana brama do podjazdu i robienie sobie parkingu pod oknami. Będę w zarządzie, dopakuję i będę rządził :)
[b]zen[/b]: Ano trzeba. Ten weekend? Tyle że jakoś wieczorkiem, bo za dnia Doropha goni mnie do borowania w ścianach…
[b]mr_Zola[/b]: A no to reverse gratulacje w takim razie :)
[b]opi[/b]: Podziwiaj raczej niskie zarobki. Choć w sumie to spłacać będziemy przez lat 20 a nie 30 jak mnie uświadomiła rodzicielka. No ale ja nigdy nie miałem głowy do papierków. Od siebie może pogratuluję dobrej fuchy, dzięki której stać cię na szybsze spłacanie :)
[b]ciotka’s eleni[/b]: O kurczę, kompletnie mi wasz przyjazd ze łba wyleciał!!! Szlag niech to trafi! Zupełnie nie skojarzyłem, że to jakoś teraz… Sorrryyy!!! Mam nadzieję, że minęło miło.
Może i byłoby mnie stać na szybsze spłacanie, ale ogólnie nie planuję się kręcić po tym świecie jeszcze trzydzieści lat. No i nie mam córki (ni syna), i bez kobiety też się obywam (tu głównie z przymusu;-) więc mieszkanie nie jest czymś, nad czym w ogóle myślę.
Ta, w liceum też nie wierzyłem, że dożyję trzydziestki i będę miał dzieci :)
CoSTa, nie jestem w liceum, prawda?
costa:jestem wielkoduszna ciotka hehehe!, wiec ci wybaczam.Bylo fajnie ale krotko wiec moze bedzie powtorka jak praca i portfel pozwola.Kolezankom smakowala bardzo polska kuchnia, piwo i grzaniec.
brzoza: no ty sie nie przymierzaj do Metaxy i zdowol sie uzem ktore pasuje z oliwkami i feta.
Swoja droga dlaczego oliwa i oliwki sa w Polsce tak drogie?
[b]opi[/b]: No wypada mieć taką nadzieję…
[b]ciotka’s eleni[/b]: Co wy macie z tą Metaxą? Tego się pić nie da przecież… Brrrr! Jeśli już coś wozić z Grecji, to tylko winko takie jedno winko. [url=http://en.wikipedia.org/wiki/Mavrodafni]O, tu opisik[/url] (kliknij na linka to zobaczysz). Tak czy inaczej — sorry ogromne jeszcze raz. No nie wiem czemu sobie gdzieś tego waszego przyjazdu nie zapisałem :/