Dom osmarkanych kobiet

EDIT: Na wstę­pie ode mnie, czyli papy CoSTy. Otóż Doropha wzięła i posta­no­wiła coś na blogu napi­sać. Tak, ja też jestem w szoku. Problem w tym, że moja kochana żona straszny miała pro­blem z zalo­go­wa­niem się na stro­nie (no cóż, gdy­bym ja miał tak pro­sty login i hasło, pew­nie by mnie admini zabili) a gdy już się zalo­go­wała, miała pro­blem z prze­czy­ta­niem takiego jed­nego komu­ni­katu i wci­śnię­cia dwa razy przy­ci­sku OK. Zrobiłem to wła­śnie za nią i o jeju, działa. Z histo­rycz­nych więc wzglę­dów wrzu­cam wpisy Dorophy, które już nieco co prawda są nie­ak­tu­alne ale jakże praw­dziwe i jakże mojej żony jakże mało piszą­cej na rodzin­nej stronce…

Zostałyśmy same…

Papa Costa poje­chał zała­twiać sprawy biu­rowe i bra­tać się ze sta­rymi zna­jom­kami z ławy szkol­nej… Czyt. wleje w sie­bie tyle ile orga­nizm przyjmie :)

Na dobę do nas wró­cił — (chwała mu za to) po nocy grozy (pogo­to­wie i pomoc doraźna funk­cjo­nu­jąca w naszym kraju to temat na kolejną histo­rię i tak naprawde sprawę dla pro­ku­ra­tury, ale emo­cje zbyt świeże by o tym na zimno pisać), którą prze­ży­łam razem z majką, po czym pomknął z powro­tem w rodzinne strony. Byłoby super gdyby nie to, że jeste­śmy zamknięte w domu w ster­cie pościeli, zaba­wek, ksią­że­czek, chu­s­te­czek higie­nicz­nych, nie zapo­mi­na­jąc o bate­rii lekarstw i bez odwie­dzin naszej nie­oce­nio­nej Wandzi — opie­kunki Majki — nawet na zakupy pojść nie mogę. Kisimy sie z Majką w miesz­ka­niu i wła­snym sosie. Majka zaczyna lekko świ­ro­wać, bo ile można leżeć w łóżku; ja wariuję, bo ile czasu można bawić sie lalecz­kami które mają 5 cm wyso­ko­ści i gumowe ubranka… Na szczę­ście moje dziecko lubi czy­tać t.j. słu­chać, choć cza­sem mam wra­że­nie, że czyta razem ze mną, bo ulu­bione książki zna pra­wie na pamięć.

W pierw­szy dzień po wyjeź­dzie Taty majka okiem bystrego obser­wa­tora odkryła brak kon­soli… Zachowanie to kary­godne zostało pod­su­mo­wane stwier­dze­niem, że tak sie nie robi i cyt.: „sądzę, że w tej sytu­acji powin­nam się na tatę obra­zić” — tro­chę racji ma nie ma co, jak teraz zro­bić reci­tal Barbie??? — w pokoju z kom­pu­te­rem nie ma miej­sca na tańce.

Dopadł nas marazm i smutek.

Tyle wol­nych dni, tyle faj­nych moż­li­wo­ści wypadowo-relaksowych, któ­rych nijak nie można wyko­rzy­stać. Żal. Probujemy sie rato­wać, dziś odgrze­ba­łam zestaw her­ba­ciany z naszych ślub­nych pre­zen­tów i zro­bi­ły­śmy z Majką bal dla lalek. Na początku było przy­ję­cie i aż dziw bie­rze ile dziecko bez apa­tytu może w sie­bie wrzu­cić war­to­ścio­wego jedze­nia :) (bo przy­ję­cie było po cało­ści; samo zdro­wie i wita­miny). Potem odbyły się dzi­kie tańce, na które nawet służba — kucharka , czyli ja — została zapro­szona. Służba ma słabą kon­dy­cję, służba padła szybko i została odde­le­go­wana do zaba­wia­nia widowni i innych gości — sza­leń­stwo wśród misków w związku z tym nastało okrutne.

Jak widać sta­ramy sie nie zwa­rio­wać, choć może to już objaw szaleństwa?

A tak przy oka­zji z czego można zro­bić syreni ogon dla stwo­rze­nia o wzro­ście 112 cm?

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “Dom osmarkanych kobiet”

  1. ciotka's eleni 06/11/2007 do 07:46 # Odpowiedz

    Aha to dla­tego nie bylo tyle czasu wpi­sow rodzinnych.…

    Dorotko trzy­maj sie i wczuj sie w role bo jako pra­cu­jaca matka takich oka­zji nie bedziesz miala wiele.

    Caluski od calej rodziny z polud­nia kontynentu.

  2. Brzoza 06/11/2007 do 16:30 # Odpowiedz

    A foto­re­la­cja z balu?! Ja popro­szę o foto­re­la­cję — bo z opisu wynika, że dały­ście, oj dały­ście czadu!

  3. Corni 06/11/2007 do 22:19 # Odpowiedz

    Ja chyba jesz­cze nie doszłam do tego etapu :)

    I nie potra­fię wymy­ślać tak kre­atyw­nych zabaw :(

    Może wpadne na jakiś mały kursik?

    Buziaki ogromne!

  4. doropha 07/11/2007 do 07:25 # Odpowiedz

    Eleni: każda chwila z bącz­kiem to skarb, ale ubie­gło­roczny szpi­tal wraca jak zmora we wspo­mnie­niach i każda wysoka tem­pe­ra­tura i ból spra­wia, że mi włosy stają dęba, a ten tydzień nie­stety nie nale­żał do czy­sto relak­so­wych, choc momen­tami bawi­ły­śmy sie przednio:)

    Brzoza: figa, foto­re­la­cji zero, bo Kostas porwał apa­rat aby uwiecz­nić Jelenia Górę, zna­jom­ków i przede wszyst­kim jak mawia Majka „Śmie­chę” — czyli Waszą słodką Alinkę, tak poza tym to jest świetna, a mój sza­nowny mał­żo­nek osza­lał na jej punk­cie i teraz nie daje mi spo­koju…:) cie­kawe dlaczego???

    Corni: bale lal­kowe Cię na pewno nie ominą, tak jak teatrzyki itp., ale nie­wiele dzieci uczy mamu­chy jak syrena macha ogo­nem, a ja juz umiem:)

    Papa Costa: ja wiem, że jestem kom­pu­te­rowo lekko upo­śle­dzona, ale taką kapu­stą jaką ze mnie zro­bi­łes nie jestem na pewno, o prze­pra­szam pro­blem z wrzu­ce­niem wpisu nie dał sie roz­wia­zać klik­nie­ciem ok 2 razy…

    straszny z Ciebie pro­siak ale i tak Cię lubię:)

Dodaj komentarz