Menu serwera

Palący z perspektywy niepalącego

Nieco ponad rok temu paliłem. Solidna paczuszka dziennie schodziła a przy piwie czy przy innych erpegach i więcej się zdarzało. Słyszałem różne argumenty za tym, by rzucić palenie – a to że niezdrowe toto, a to że kosztuje, a to że palaczom nie staje, a to że śmierdzi. Z perspektywy całego tego okresu niepalenia potwierdzam, że toto niezdrowe ale w sumie mało co teraz zdrowego jemy i mało czym zdrowym oddychamy (szczególnie stercząc w korku). Potwierdzam także, że toto kosztuje ale tak po prawdzie rodzina kosztuje więcej :). Mit o tym, że palaczom nie staje obalam z całą stanowczością – bzdura piramidalna. A że śmierdzi…

No cóż, z perspektywy niepalenia i przebywania od dłuższego czasu w pomieszczeniach nie przesiąkniętych dymem – muszę także potwierdzić, że fajki ŚMIERDZĄ. WALĄ. JEBIĄ. You name it…

Tu małe info dla palaczy: to wrzucanie do pyska mentosika czy innej gumy zaraz po małym dymku NIE POMAGA. Wbrew swoim przekonaniom – śmierdzicie drodzy palący strasznie a właściwie tym straszniej, że smród papierosa dostaje nowej, mocnej nuty. Dobrze, że paląc się nie wygłupiałem z tymi mentosikami i śmierdziałem „naturalnie” :).

Dym papierosowy ma ten problem, że strasznie siada na różnych powierzchniach i ciężko toto wywietrzyć czy w inny sposób usunąć. To ma jakieś podłoże fizyczne ponoć ale jak by nie było, po prostu wietrzenie nie starczy. Czasem i pranie to za mało. Po co o tym piszę? A po to, by palący mimo wszystko jednak spróbowali sobie zdać sprawę z tego, że śmierdzi im nie tylko z ust ale śmierdzą cali. Niepalący natychmiast wyczuje palącego i nie będzie to niestety woń miła. A w połączeniu z ostrymi perfumami, które ponoć mają odór maskować…

Moja matka mówi o mnie – „najgorsi są neofici” (w kontekście, że dopiero co rzuciłem palenie). Być może. Ja powiadam na to, że po prostu nie śmierdzę już tak bardzo sam, bym nie mógł zwracać uwagi na to, co śmierdzi obok mnie. TO CZUĆ! I to wcale ale to wcale nie jest seksi. Zaczynam rozumieć powody, dla których niepalący tak mocno domagają się oddzielnych pomieszczeń dla palaczy. Tu nie chodzi o jakąś zapiekłą nienawiść czy jakieś oszołomstwo. Tu chodzi po prostu o to, by móc w restauracji wyczuć jak pachnie ten cholerny kotlet a w pubie, bu po wyjściu nie miało się nadal wrażenia, że siedzi się w owym.

To naprawdę czuć!

Żona, w obliczu powyższego mała prośba: rzuć te cholerne fajki bo wolę cię czuć na inne sposoby, niż ten fajeczny.

12 odpowiedzi do Palący z perspektywy niepalącego

  1. karwasz Listopad 15, 2007 o 08:05 #

    Manifest niepalącego ;)

    Mogę wydrukować i bezczelnie podrzucić sąsiadom palącym na klatce schodowej?

  2. zx Listopad 15, 2007 o 08:11 #

    Amen.

    @karwasz: U mnie ktoś z klatki zgłosił do administracji i sami się tym zajęli. Nie powiem – trochę chamskie, ale przynajmniej mam spokój. Teraz czasem tylko zza okna zawieje. :/

  3. gshegosh Listopad 15, 2007 o 08:17 #

    Pozostaje liczyć na to, że nasz nowy cudowny rząd wprowadzi przepisy na wzór europejskich i w lokalach będzie totalny zakaz palenia. Kosztem przemęczenia jednego pokolenia palaczy przez kilka lat mielibyśmy znacznie mniejsze nakłady na służbę zdrowia w pokoleniach następnych…

  4. Riddle Listopad 15, 2007 o 11:02 #

    Oczywiście, że śmierdzą – tak samo jak nieprzyjemnie pachnie się po zjedzeniu cebuli. Problem nie tkwi bowiem w jamie ustniej, a w płucach. Jak zjemy coś o specyficznym zapachu, dostaje się toto do krwi, a stamtąd przez płuca na zewnątrz. W przypadku palenia jest oczywiście jeszcze prościej.

  5. zen Listopad 15, 2007 o 11:33 #

    @ghegosh: z tego co pamiętam z badań (i co znam z autopsji), zakaz palenia nie zmniejszył palących (na przykładzie Irlandii i Wielkiej Brytanii)

    • gshegosh Listopad 15, 2007 o 11:36 #

      No bo zakaz palenia to nie wszystko, co trzeba zrobić, tylko porządny pierwszy krok. Krok, który pokazuje że jednak to nie mniejszość palaczy ma wygrać i kopcić np. pod wiatą na przystanku albo w kawiarni.

      A zakaz przynajmniej powoduje, że palacze palą w swoim gronie, bo muszą palić po kątach.

  6. btd Listopad 15, 2007 o 11:51 #

    To Doropha dalej kopci ćmiki (dobrze po poznańskiemu napisałem? ;-) ) No fe, powiedz jej że nie chcesz całować popielniczki :D

  7. brocha Listopad 15, 2007 o 12:17 #

    W Krakowie prowadzą taką akcję: Lokal bez papierosa. Od kiedy mam dzieci zwracam uwagę czy idę do restauracji w której się pali, czy nie. Nie dość, że nie śmierdzimy po wyjściu – to nikt nam nie ćmi nad talerzem.

  8. Sickboy Listopad 15, 2007 o 17:11 #

    Czuje się osaczony. Wiem, śmierdzę. Mea Culpa. Ale takiej porannej kawce i fajeczce nie potrafię odmówić. No way. ;)

    Co do zakazu w pubach. To chyba jestem za tym. Tu w Anglii taki zakaz obowiązuje. Przynajmniej w dużej części pubów. Mi tam nie przeszkadza wyjście na zewnątrz żeby zaćmić, ale niektórym pewnie tak. Cóż, społeczeństwo musi się przyzwyczaić że w pubach się nie pali i z czasem zaakceptuje. Chociaż dobrze by było gdyby było kilka pubów dla palaczy. Ot wilk syty i owca cała.

  9. szuman Listopad 15, 2007 o 17:25 #

    potwierdzam, wali jak skarpetami: ty nie czujesz, inni czują :) Sam też paliłem, też rzuciłem i tak sobie dziś myślę: niepalący znajomi, którym wciskałem (musiałem, bo np. babcia renty by skąpiła ;)) są albo zajebiście naiwni, albo zajebiście wyrozumiali, albo zajebiście cyniczni :) Jak mówiłem, tak było: nie palę i koniec, chociaż waliłem jak popielniczka. Dziś mi głupio, bo odkąd rzuciłem palenie, przestali mnie o nie pytać ;)

  10. CoSTa Listopad 15, 2007 o 22:19 #

    [b]karwasz[/b]: A pewnie że możesz. Bardzo wskazane nawet bym powiedział.

    [b]gshegosh[/b]: A ja bym nie chciał takiego rozwiązania. Sam byłem niedawno palaczem i po prostu to jest uwłaczające takie traktowanie. Palacze nie robią nic nielegalnego. Nie gwałcą nikogo, nie dają sobie w żyłę, nie popełniają przestępstwa. Ba! Podatek z akcyzy mocno temu krajowi pomaga a o zmniejszeniu nakładów na służbę zdrowia zapomnij – je trzeba gwałtownie zwiększyć. Osobne pomieszczenia w miejscach publicznych – jak najbardziej. Całkowity zakaz palenia – absolutnie nie. Przynajmniej tak długo, jak długo rządy czerpią z tego kasiorę pełnymi garściami a samo palenie jest legalne.

    [b]riddle[/b]: Mądrala ;)

    [b]btd[/b]: Ano, ćmiki (dobrze napisałeś :)) jara ale dostała bana na jaranie w domu i jest wyganiana na dwór.

    [b]brocha[/b]: W rzeczy samej, też zacząłem to doceniać. Swego czasu puszczenie dymka po jedzonku to był obowiązek… Barbarzyństwo, tak szybko zabijać smaczek takiego na ten przykład jagnięcia zrobionego w jednej takiej greckiej knajpce…

    [b]sickboy[/b]: Stary, jak ja cię doskonale rozumiem! Poranna kawa i papierosek to był mój swego czasu absolutnie święty rytuał. Mus konieczny, bez tego ciało nie szło do pracy :). Niestety to jednak przeszkadza dosyć mocno, kiedy nie jest się do palenia przyzwyczajonym (lub tak jak ja – odzwyczaja się od niego).

    [b]szuman[/b]: Ile to już bez papieroska? Długo? Łatwo poszło rzucenie?

  11. szuman Listopad 16, 2007 o 00:29 #

    1 rok i 16 dni ;) czy łatwo poszło? wiesz, jak człowiek w czymś nabierze wprawy, to z łatwością mu to przychodzi ;) 9 lat kopciłem i w tym czasie kilkanaście razy rzucałem. W sumie ostatnie podejście było spontaniczne – jakby ktoś potrzebował rady: [url=http://www.szuman.eu/archives/92-Rzucam_palenie._Kiedys_rzucilem,_teraz_tez_sie_uda!.html]klik klik[/url] ;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zagar – Wings of Love

Nie mam bladego pojęcia, dlaczego ten kawałek tak na mnie zadziałał. Na niedługo przed wyjściem z roboty puściłem sobie świeżo...

Zamknij