Menu serwera

Chorujemy…

Zaczęło się od da Majka, który pawiami przetarł sobie drogę do siedzenia w chałupie. Wczoraj dopadło Dorophę i mnie. Obydwoje mieliśmy podobne objawy – nieposkromiona chęć rzucenia pawia, zmęczenie, osłabienie i ogólnie wszystko, co najgorsze. Doropha od rana, ja jakoś w trakcie pracy. Zorientowałem się, że coś jest nie tak, kiedy zaczął mi się wielki pytajnik nad łbem pokazywać i wielkie zdziwienie w oczach malować tym, że ni cholery wydajny nie jestem tak, jak powinienem, idzie coraz gorzej a katalog, który miałem złożyć do czternastej i wziąć się za rzecz kolejną – leży rozgrzebany w najlepsze. To była dla mnie zagadka. Do czasu, aż dupę zza biurka podniosłem.

Już wiedziałem, że Doropha ma jakiegoś wirusa ale po podniesieniu moich stu kilo do pionu nagle i mnie podłoga zaczęła nieco falować. Do domu jakoś dojechałem, choć pasażerowie wczorajszego autobusu nr 67 powinni mi pomnik postawić za niezarzyganie ich od stóp do głów. W domu zobaczyłem tylko Dorophę, która wyglądała jak przez okno, dzielnie polazłem po zakupy do Biedronki, gdzie na stoisku Sobkowiaka uderzyły mnie wonie padliny i chęć rzucenia fetysza tak wielkiego, że pieśni by o nim śpiewano ale po przełknięciu gorzkiej pigułki choroby wróciłem, zeżarłem chinola, przepiłem czymś wykańczającym wszelką florę i faunę jelitową i padłem.

Podniesienie nogi to czasami wielkie wyzwanie…

Wieczorkiem poczułem pierwsze uderzenie dreszczy, ciepełko miłe w całym człowieku i już wiedziałem – czas powalczyć z wirusem. Z wirusem walczy się tak: bierze się wszystko, co jest w apteczce, popija czymś zabijającym wszelką florę i faunę i kładzie się spać.

Dziś jest jakby nieco lepiej. Ale tylko jakby i tylko nieco.

Święta tego roku zapowiadają się fascynująco :/

Co tam Święta – roboty mam tyle, że nie wiem w co ręce włożyć a tu się okazuje, że byle kliknięcie zajmuje mi trzy razy więcej czasu, niż w normalnych okolicznościach przyrody. Kroi się Wigilia w pracy, weekend w pracy i ku*** cała cholerna resztka grudnia w pracy :/. Chlip…

13 odpowiedzi do Chorujemy…

  1. ciotka's eleni Grudzień 19, 2007 o 08:31 #

    Jakas klatwa padla na was Kostuniu? W Grecji co niektorzy wierzacy i praktykujacy sprowadzaja do domu popa aby te klatwe unicestwic. A tak powaznie, moze wy sie zle odzywiacie t.zn. nie przyjmujecie wystarczajacych ilosci witamin na uodpornienie organizmu? Zycze szybkiego powrotu do zdrowia calej rodziny!!!!

  2. byte Grudzień 19, 2007 o 09:55 #

    Ja właśnie wychodzę z tej nieszczęsnej ospy… Powiadam Ci, łociec, starzejemy się. Gdzie te czasy, gdy człowiek hasał w podkoszulku po mrozie i nic mu nie było. Dzieci robią z nami straszne rzeczy :)

  3. microust Grudzień 19, 2007 o 10:49 #

    Eh, zakończona angina ropna, no kończąca się, trzeci tydzień z głowy :( pozdrawiam i zdrowia życzę.

  4. zen Grudzień 19, 2007 o 13:16 #

    A u mnie sie wlasnie konczy 6 tydzien chorowania. Padalismy po kolei jak kaczki, by potem ponownie pasc po kolei. Katastrofa.

  5. Corni Grudzień 19, 2007 o 14:42 #

    :((((( Trzymam zaooceaniczne kciukolce :(

  6. eNJey Grudzień 19, 2007 o 15:12 #

    Tak z ciekawości – co to za płyn co zabija wszelka florę i faunę ? Popijasz lekarstwa spirolem ;)

  7. PeterCub Grudzień 19, 2007 o 16:08 #

    Ja dorzucę swoje 3 grosze, katar i grypę możesz wyleżeć, ale sraczki nijak nie da rady wyleżeć, szczególnie tej przewlekłej, tylko trzeba ganiać co chwila. Właśnie mnie teraz dopadłoooooo, na razie…

  8. CoSTa Grudzień 19, 2007 o 18:24 #

    [b]ciotka’s eleni[/b]: W Polsce nazywamy to „wirusami” i zamiast popa czy innego księdza, wzywamy lekarza. Generalnie więc jak widać wszystko wygląda podobnie :).

    [b]byte[/b]: Co racja, to racja – starzejemy się. Swego czasu połowę Izerów zbiegałem w kilkunastostopniowych mrozach w ledwie trampkach na nogach, i nic. A teraz? Eeeech, staroć…

    [b]microust[/b]: Uuuu… współczucia :/

    [b]zen[/b]: O fak, faktycznie katastrofa. Tak swoją ścieżką Zen – gwiazdy to masz cudownej urody :)

    [b]Corni[/b]: Dziękujemy cioteczko Kornelko za wszystko! Twoje maile trzymają nas w nomen omen kupie, humor poprawiają bardzo a Emilka z mikołajową czapą po prostu wymiata!

    [b]enjey[/b]: To jedna z najbardziej niedocenianych substancji na tej planecie: Coca Cola.

    [b]petercub[/b]: Łojezu, współczucia. Tak dziś w robocie miałem pół dnia :/

  9. microust Grudzień 19, 2007 o 18:33 #

    Heh, co do biegania w trampkach to sam pamiętam ja z mokrymi włosami za ramiona i w rozpiętej kurtce leciałem po dzwonku do szkoły. Każda zima obowiązkowa na wydechu była – jakie zapnij się, jaki szalik. Oj dana dana, teraz to się mści na nas czy jak?

  10. szuman Grudzień 19, 2007 o 20:38 #

    wracajcie do zdrowia ;) ja już w tym sezonie swoje odchorowałem, mam nadzieję, że na tym poprzestanę :)

  11. SpeX Grudzień 19, 2007 o 23:37 #

    Ehhh lekarstwo XXII wieku CocaCola :D

    Niezastąpiona w:

    – kłopotach żołądkowych

    – w chorobie lokomocyjnej (choć tu ponoć Pepsi lepsza)

    – jako antybiotyk

    Ciekawe co jeszcze :>

  12. ciotka's eleni Grudzień 20, 2007 o 08:18 #

    Dzieki za za informacje….

  13. Hadret Grudzień 20, 2007 o 11:24 #

    A ja, o dziwo, hasam wyjątkowo dużo i wyjątkowo często (jak na mnie, w sensie) i wyjątkowo trzymam się w zdrowiu, szczęściu i pogodzie ducha ;P

    Wracajcie do zdrówka! (:

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sweeney Todd – kolejny popis Burtona

Na ten film czekam. Z niecierpliwością. Powody? Tim Burton, Johnny Depp, Alan Rickman i Helena Bonham Carter. Kroi się fenomenalny...

Zamknij