Menu serwera

Dziewczyna z nerwem…

Wzięłam dziś sobie wolne.

Super.

Git.

„Wyśpię się i w ogóle trzeba spełnić parę przyjemnych obowiązków” – tak sobie myślałam wczoraj wieczorem. Ale wcześniej musiałam udać się w pewne miejsce…

A tam: kłuto mnie igłą, wiercono we mnie igłą, traktowano mnie prądem (na szczęście o małym natężeniu), dotknięto do żywego i tu okazało sie że jestem dziewczyna z nerwem; nerwa usunięto. Następnie przypalono mnie żywcem i zrobiono bąbelka (bąbelek jest choć go nie widać za bardzo na zewnatrz), potem zalepiono czymś i z życzeniami wesołych świąt odesłano do domu.

Gdzie byłam?

Na leczeniu endodontycznym.

I wiecie co? Było fajnie. Wyszłam jak zwykle po znieczuleniu z twarzą Sylwestra Stalone i zapachem, który umożliwił mi zajęcie miejsca w zatłoczonym tramwaju. Z malowniczo wiszacą twarzą następnie udałam się zrobić robotę za Świetego Mikołaja, bo ten baran wiadomo nie od dziś listów nie czyta i wszytskie dzieci ma w głębokim poważaniu, a i tak go kochaja, bo rodzice odwalaja za niego cała robotę.

Zjeździłam pół miasta w poszukiwaniu „Agatki z tortem”, żeby nie zawieźć naszej kapusty (czyt. Majki), która w liście zresztą naprawdę wysłanym przez Tatucha rysowała z jęzorem wywalonym na brodę ślicznościowe potworki specjalnie dla tego starego obiboka w czerwonym płaszczyku, ale niech mu będzie dałam radę i … ledwie żyje.

Twarz wróciła do normy, zapach jakby osłabł a bąbelek tylko ćmi.

Opowiedziałam historię poranka Kostasowi, który tylko trochę sie zdenerwował: „Co to k… znaczy, że Ci zrobiono bąbelka?” Ciekawe czemu tylko trochę???

Pozdrowienia dla dr Barta

:)

14 odpowiedzi do Dziewczyna z nerwem…

  1. byte Grudzień 5, 2007 o 18:24 #

    „Agatka z tortem”? Za tą reklamę ktoś powinien zapłacić gardłem. Najbardziej wkurzająca melodia świata.

  2. RAFi Grudzień 5, 2007 o 18:29 #

    Tej, Doropha pisze bloga! ;)

  3. Pawouek Grudzień 5, 2007 o 18:43 #

    CUD!

    Skoro Doropha napisała coś na blogu to może i Mikołaj istnieje ;)

  4. doropha Grudzień 5, 2007 o 19:15 #

    byte: Nawet nie widziałam tej reklamy, ale byłam przekaźnikiem t.j. przelewałam słowa z ust dziecka na papier w liście do Mikołaja to wiem co było, nie dało się nie zapamietać…

    RAFI: Mam juz całe 5 wpisów:)

    Pawouek: Pewnie, że istnieje, ale znowu nic nie dostanę, bo byłam bardzo niegrzeczna w tym roku, a poza tym oczywista oczywistość!, jak mogłabym dostać skoro wspomniany św. nie czyta listów, a rodzice daleko:(

  5. btd Grudzień 5, 2007 o 20:42 #

    Hehehe, uwielbiam jak moja Basia wraca od dentysty mowic ‚no slonko usmiechnij sie’, a potem ‚ej, ty nie gralas w rambo moze’?

  6. btd Grudzień 5, 2007 o 20:44 #

    Aha, no i dobre z tym bąbelkiem :-) Bo w poznańskim bąbel mówi się na małe dziecko :-D

  7. Corni Grudzień 5, 2007 o 22:43 #

    Heheh Cześć Dorianku! :)

    Na szczęście Emik jeszcze nie ma zbytnich wymagań co do prezentów ;))) i jeszcze na razie Tomek może sobie kupować elektryczne kolejki wmawiając nam że to dla Emilki :)

    Pluszaki ogromniaste!

  8. Brzoza Grudzień 6, 2007 o 16:02 #

    Ha – a Mikołajowi z Warszawy trochę się dni powaliły i był w 100% przekonany, że to jutro jest ten big day… No, ale lepiej trochę spóźniony, niż w ogóle, więc mam nadzieję, że już jutro Majeczka będzie mogła się pocieszyć z dodatkowych upominków.

    Żonka moja powiedziała, że Costas nas oskalpuje za takie prezenty (bo są BARDZO BARDZO różowe i BARDZO BARDZO dla księżniczek), ale co mi tam. Żadnego listu nie otrzymaliśmy, więc trzeba było w zastępstwie Mikołaja coś wymyśleć.

  9. krzychu Grudzień 6, 2007 o 17:50 #

    Ale tak w zasadzie – co to jest ten ‚bąbelek’? Brzmi jak ‚teksańska masakra piłą łańcuchową’ … :(

  10. CoSTa Grudzień 6, 2007 o 21:27 #

    Brzoza, ty się lepiej w Mikołaja nie baw, tylko szybko załatwiaj mi jakieś fuchy. Wkur* mnie w robocie coraz bardziej i w poniedziałek okaże się, czy jeszcze tam nieco posiedzę. Kurew, dać komuś podwyżkę i zaraz przed wypłatą ją zabrać? Powaliło? Oj, coś muszę swoim przełożonym wyjaśnić…

    Krzychu, ten bąbelek to mniej więcej to, o czym piszesz, tyle że na nieco mniejszą skalę. We krwi jest tylko przód bluzki, plecy są czyste. Czyli – lajcik.

    • krzychu Grudzień 7, 2007 o 14:26 #

      Uff.. trochę mnie uspokoiłeś. Pozdrowienia dla małżowinki!

  11. Brzoza Grudzień 6, 2007 o 22:22 #

    Jak to dali podwyżkę i zabrali?! Pojebało towarzystwo do końca??? Ech – musi mieć człowiek w dzisiejszych czasach nadludzką cierpliwość.

    • CoSTa Grudzień 7, 2007 o 08:02 #

      No pojebało najwidoczniej. W poniedziałek ma się z jakimś członkiem zarządu spotkać w tej sprawie i nie omieszkam zapytać, o co tu właściwie chodzi. No ale jeśli tak ma wyglądać dbałość o pracownika w tej firmie, to ja chyba podziękuję za współpracę i kiedy tylko znajdę coś sensownego, sayonara!

  12. RAFi Grudzień 12, 2007 o 07:11 #

    [b]Doropha:[/b]

    Od piątki się zaczyna, a później już z górki. ;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Apple Polska – coś się zaczyna i wczorajsze wyjście na browar

Wbrew przewalającemu się po blogach i naszojęzycznych makowych stronach sceptycyzmowi, mimo wszystko wierzę, że już całkiem niedługo będzie normalnie. Co...

Zamknij