Menu serwera

Pracujemy, chorujemy, jesteśmy zmęczeni

Końcówka tego roku jakoś nie idzie nam jak należy. Kompletnie nie czuję, że już niebawem nastanie czas choinki, prezentów, jakiegoś radosnego podniecenia i robienia sobie dobrze w żołądek, a jeśli nie w żołądek, to w różne inne części ciała na pewno. Ni cholery to do mnie nie dociera. Najprawdopodobniej zagłuszane jest to po prostu bardzo gwałtownymi sygnałami okołopracowymi, które skrócić można do: „Zapier***, za chwilę targi a ty robisz wszystko, tylko nie to, co trzeba. Nie płacz, nikogo nie interesuje, że nie masz rączek jedenastu i że ni cholery nie idzie jednocześnie robić billboardy, opakowania, katalogi i stertę jakichś dziwnych reklamówek świątecznych”. Tym oto sposobem za chwilę pewnie zwlekę się sprzed komputera i ruszę do roboty. Mam zaległości, nie da rady ich inaczej opędzić, jak tylko zapieprzaniem po godzinach.

Majka oczywiście znów jest chora. I to nie byle jak. Laryngolog podejrzewa ropienie na migdałkach, chce obydwa pozostałe usunąć a Majkę poczęstował takim antybiotykiem, że żadna góra jogurtów nie odbuduje jej flory bakteryjnej. Ogólnie – Majka strzela jesienno-zimową dawkę problemów, które mam nadzieję, że kiedyś się skończą, bo Doropha powoli już siwieje a ja po prostu się w tym wszystkim gubię.

Żeby było zabawniej, na własne życzenie zafundowałem sobie choróbsko i ja. Stary a głupi ze mnie matołek – wziąć i w przymrozek wybrać się do roboty w ciuszkach cieniutkich… Teraz za to płacę wypluwając jakieś osiadłe w gardle bezkształtne cosie. W fajnych tak swoją drogą kolorach :).

Za to powiodła się akcja z przedszkolem :). Ostatnio klepałem tutaj, że posłałem sądującego mailika do starego przedszkola da Majka, który owo przedszkole wspomina bardzo dobrze. Następnego dnia dostałem odpowiedź: „Proszę o kontakt pod numerem telefonu…”. Zadzwoniłem. Majka nie dość, że od stycznia ląduje w nowym przedszkolu, to jeszcze w tej samej grupie, w której była swego czasu i z tymi samymi paniami. No, to się nazywa dobrze załatwiona sprawa! Owszem, dojeżdżać będziem dłużej ale być może Majka znów zacznie śpiewać swoje „hola, hola idziemy do przedszkola” po drodze, co strasznie mi się podobało :). Mógłbym tego hiciora słuchać godzinami…

Wiecie czego mi najbardziej brakuje? Śniegu. Zimy z prawdziwego zdarzenia. Mrozu. Tego, co było jeszcze kilkanaście lat temu (przynajmniej w Jeleniej Górze) – zasp, sanek, okutania szalikami, czapkami i golfami po oczy same. I komu to przeszkadzało? To było cudne – 10 stopni mrozu, skrzący się śnieg, skrzypiące po nim sanki i pęd, który wzmagał zimno tak, że łzy szły z oczu. Choroby? Pewnie że się zdarzały. Ale przynajmniej nie było tej zadżumionej atmosfery i gówna na dworze, jakie widzimy z roku na rok coraz gorsze. Święta bez śniegu… Jezu, jeszcze kilkanaście lat temu to było nie do pomyślenia.

Dobra, ponarzekałem nieco ale ogólnie nie jest źle. Po prostu zmęczenie bierze górę i trochę chyba się z Dorophą poddajemy. Ale tylko trochę.

8 odpowiedzi do Pracujemy, chorujemy, jesteśmy zmęczeni

  1. PeterCub Grudzień 15, 2007 o 09:55 #

    Taka jakaś ogólna tendencja, to wszystko jakieś chore… (jak w reklamie). Mnie też dopadło choróbsko w typie bardzo nieprzyjemnym, który objawia się częstymi wizytami w świętym przybytku. Miejmy nadzieję, że przyjdzie mróz i śnieg i wszystko guano ładnie przymrozi.

  2. Pawouek Grudzień 15, 2007 o 10:59 #

    Snieg…

    Na śląsku troche poprószyło, ale tyle co nic :(

    W górach lepiej, ale tylko na wyższych górkach się ostało…

    Kijowo i tyle.

    A co do zapierniczania w pracy, to chyba wszystkim pracodawcom odbija pod koniec roku. Wracam do programu…. trzeba to skończyć przed świętami

  3. zx Grudzień 15, 2007 o 16:05 #

    Ano przydałoby się trochę śniegu i jakiś przymrozek. A tu nic – i stąd choroby takie właśnie, bo sobie wirusy panoszą się w najlepsze.

    Tak mi się przypomniało jak mi kiedyś chciano migdałki wyciąć. Ha! Nie dałem się i teraz mam komplet. ;P

  4. CoSTa Grudzień 15, 2007 o 18:22 #

    [b]petercub[/b]: Uuuu… Niefajnie :/. Ja mam Standardowe Przeziębienie Numer Trzy, czyli w poniedziałek do roboty w pełni sił i zdrowia :)

    [b]pawouek[/b]: A w Poznaniu nic. Zero. Null :/… Roboty w sobotę współczuję. Miałem iść ale robienie katalogów z flegmą na klawiaturze i myszce to taki sobie pomysł :)

    [b]zx[/b]: Dokładnie taką teorię i moja małżonka wyznaje – brak mrozu = syfów różnych używanie w najlepsze.

  5. zx Grudzień 16, 2007 o 12:17 #

    Powinno walnąć -50 stopni, urząd odgórnie narzuca wtedy zamknięcie [b]wszystkiego[/b], do pracy/szkoły/na uczelnię się nie chodzi i tydzień w domku dla kuracji. Oczywiście najlepiej po Nowym Roku. Idealnie! ;)

  6. SpeX Grudzień 16, 2007 o 22:02 #

    Mało ci śniegu? Ja po dziś i efektywności prac spółdzielni (czytaj dozorców) mam dość śniegu. Baaa cała dojście na przystanek MPK spokojnie można było pokonać na łyżwach. I żebym był sprawiedliwy nie szedłem jeszcze o jakiś dzikich porach iż służby spółdzielcze mogą spać tylko dokładnie o 12 w południe.

    Na szczęście przy jednej z klatek wypatrzyłem kartkę z ważnymi telefonami a tam do Straży Miejskiej. Az będzie miło zobaczyć jak dozorczyni w końcu coś robi.

  7. Pawouek Grudzień 16, 2007 o 22:24 #

    SpeX: mi mało. A jakby co to zawsze mam pod ręką raki lub rakiety śnieżne :D

  8. CoSTa Grudzień 19, 2007 o 07:33 #

    [b]zx[/b]: Niezła myśl. Tylko wykonawcę tych -50 stopni znaleźć by trzeba :)

    [b]spex[/b]: Podziel się chłopie, proszę! W cholernym Poznaniu śniegu już praktycznie nie widujemy :/

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zmiany w robocie

Niestety, nie awansowali papy CoSTy na jakieś kierownicze stanowisko jeszcze. Mało tego, obiecana podwyżka wzięła i się o miesiąc przesunęła,...

Zamknij