Menu serwera

Rok 2007 w naszej rodzince…

OK, mamy ostatni dzień roku 2007, wieczorem perspektywę imprezki co się zowie (a papa CoSTa będzie zmywał i sprzątał i w ogóle, bo naspraszał jakieś szalone ilości ludzi :)) a jutro Nowy Rok, który pewnie będzie lepszy od tego jeszcze dychającego ostatkiem sił. Jednak i ten właśnie zdychający rok był dla nas bardzo dobry. Krótko postaram się ten roczek podsumować i kilka najważniejszych wydarzeń tu przypomnieć.

  • Styczeń był dla nas miesiącem Wielkiego Otwarcia. Co otwieraliśmy? Oczywiście nasze zupełnie nowiutkie mieszkanie, do którego wleźliśmy z butami, płytkami, panelami i nieprzejednaną chęcią zamieszkania nareszcie na swoim. Z perspektywy bez mała roku możemy powiedzieć, że jak było rozgrzebane, tak nadal jest, jak wisiały gołe żarówki, tak nadal wiszą ale za to norka jest NASZA i nawet te wiszące gołe żarówki sprawiają nam kupę radochy :). Także w styczniu blogasek przeżył pierwszy solidny najazd spamerów. Od tego mniej więcej czasu dałem sobie spokój z tracbackami a admini serwera, na którym stoi strona, upierają się, bym robił statycznego HTMLa i nie obciążał tak wszystkiego, co da się obciążyć. Nie mam pojęcia jakim cudem i po co te ataki na blogaska, którego mało kto odwiedza… Cóż, spam najwidoczniej ma się dobrze i musi takie najazdy organizować od czasu do czasu. Później było już normalnie – brat o swoich noworocznych planach się poprodukował, a ja zrobiłem pierwszy w życiu screencast (do dupy :)). W styczniu bóg i da Majek fundowali nam cztery zapalenia uszu pod rząd.

  • W lutym zaatakowała mnie rocznica, o której zapomnieć nie mogę – rocznica mojego z Dorophą ślubu :) a pozostając w klimatach rocznic i ogólnie spamu – rozprawiłem się z AdBlockowym szałem, jaki ogarnął ten kraj. Nieco później pan Jobs zmienił nieco rynek muzyki ściąganej, w co nie wszyscy chcieli uwierzyć. No cóż, zasada ograniczonego zaufania skończyła się kupnem iPodów dla całej rodziny :). Nieco później rodzinnie puszczaliśmy bąka, by skończyć smutno o rok starszym

  • Marzec zaczęliśmy z Majką recką Jaka 3 a ja odkryłem, że aby nie mieć problemów z ciągłym brakiem pojemności na twardzielach, trza stać się legalnym :). Końcówka marca to przygotowania do przeprowadzki do nowego mieszkania (no co, musiałem się spakować). A nieco później Doropha zaprezentowała nasze nowe mieszkanko. Man, ale hardkor :)

  • Kwiecień rozpocząłem w bojowym nastroju opisując nasze przeprowadzkowe przygody. Nazwanie tego rzeźnią jest chyba najlżejszym czymś, czym mogę ten akt naszego żywota nazwać. Niemniej po samej przeprowadzce nadal wesoło nie było, bo wylądowaliśmy w mieszkaniu, w którym nie było poza podłogami i szafą nic. W sumie nie było tak źle, nie żonek? A to, że nie było firanek (i do dziś nie ma :)) to przecież jeden luj… Poza tym kilka wrażeń spisałem dla potomności i tworzenia pod koniec roku takich głupich linkowni :). Anyway, było w kwietniu ciepło, co pozostawiło ślad w postaci wpisu o smrodzie i duchocie. Wpisik spotkał się ze sporym jak na tego blogaska odzewem i o dziwo – okazało się, że dzielę ból w wieloma czytelnikami narzekającymi na naszą zdaje się narodową przypadłość. W nomen omen kupie siła! :). Jeszcze większy odzew wywołał wpisik o tym, jak to ja bardzo nie kleję, o czym linuksiarze piszą na swoich blogach. Do dziś nie kumam nic z cytatu, który tam wsadziłem :). Końcówka kwietnia to krwawy popis greckiego odłamu rodziny. Krew i jelita. MASAKRA!

  • Maj rozpoczęliśmy fotorelacją z długiego weekendu majowego. W czasie, w którym ludzie byczyli się i jeździli nad morze, papa CoSTa musiał oczywiście napieprzać w kuchni swojego nowego domku z brzeszczotem w łapie. Fotka to dokumentująca jest gorąca ;). Jakoś wtedy też dopadłem w swe łapy najlepszą ever made grę na moją konsolę – God of War 2. I blog zamilkł na jakiś czas :). Jednak powrót okazał się być w wielkim stylu i z filmikiem dokumentującym moje ojcowskie wrzaski na Majkę za robienie syfu i gnoju w swoim pokoju. Kolejny filmik przedstawiał tresurę kota, jaką zafundowaliśmy naszemu byłemu pupilowi wraz z Majką. Później chwaliliśmy się tarasowym kącikiem Majki i babci Wuli oraz obchodziliśmy tysięczną rocznicę!

  • Czerwiec mijał nam leniwie. Majka pokazała jak będą wyglądać jej przyszłe rozmowy telefoniczne z koleżankami, grecki odłam rodziny wkurzał nas fotkami a ja przekonałem się, że w moich kobietach drzemie prawdziwa growa żyłka. Nieco później wpadłem na pomysł (z którego nic nie wyszło niestety) kupna sobie skuterka. Zaraz potem Majka obeszła swoje czwarte urodziny, co o rok przybliżyło ją do pójścia do starszaków a w perspektywie i do szkoły :). Jako że i bracki się rozmnożył, czekaliśmy z utęsknieniem na jakieś info i materiał audiowizualny. Dostaliśmy to w postaci fotki Alinki w pełnej telewizyjnej krasie.

  • W lipcu zainwestowałem w rodzinną rozrywkę zwącą się EyeToy i do dziś tego żałuję – czegoś bardziej wymagającego ruchu od stetryczałego papy CoSTy nie ma chyba pod tym słońcem :). Straszna mordownia a zabawa pod niebiosa. Korzystając z pięknej pogody naklepałem byłem swój poradnik o tym, jak się nie dać upałom. Konkluzja o dziwo doskonale sprawdza się także na mrozy i w ogóle zawsze :). Nieco później skrytykowałem politykę informacyjną prowadzoną przez mojego brackiego, który skąpił nam info o Alince strasznie. Dlatego pochwaliłem się wydarciem drugiej fotki Alinki! Podobną barierę informacyjną postawiła moja żona w kwestii cyferek oznajmujących które to już urodziny obchodziła.

  • Sierpień rozpocząłem mocnym akcentem: wpisem o moim Maku mini ale takim od kuchni. Trochę osób to jak widzę przeczytało i mam nadzieję, że komuś się ta cała klepanina na coś przydała. W kwestiach rodzinnych zaś wyskoczyliśmy sobie na chrzciny Alinki. Na wschód daleki a dziki. Obszerna fotorelacja z tego zdarzenia przedstawia dwóch moich braci ciotecznych. Przystojnych! Majętne pannice znajdą moje namiary na blogasku a ja z chęcią porobię za stręczyciela :). Jednak to nie był koniec przygód z małymi dziećmi w roli głównej. Oto bowiem pewnego dnia zostałem przez te groźne bestie strasznie zaatakowany! Końcówka sierpnia to już była porażka – rozkleiłem się po trafieniu na strony naszej klasy…

  • Wrzesień być może nie jest idealnym miesiącem na urlopy ale to właśnie wtedy Majka poleciała w cholerę do Grecji. Brak dzieciaka w domu oznaczał nieco czasu, co poskutkowało pierwszym podcastem na blogu. To poskutkowało także możliwością dojścia do konsoli i skończenia GoW 2. Także jakoś wtedy przypadła mi rocznica kupna mojego mini (i rzucenia fajek), co poskutkowało rozrostem brzucha straszliwym. Z tęsknoty za wyjechaną córką Dorophę napadło coś twórczego i wzięła i zaczęła mieszkanie malować. Strasznie to dla mnie dziwne – tak bez gonienia batem samemu z siebie taką kupę energii wydawać… Gorzej, że to wyglądało na jakiś stan permanentny!

  • Październik rozpoczął się od powrotu Majki. I dobrze, bo Doropha napędzana tęsknotą i Geriavitem zaczynała już wymyślać najdziwniejsze rzeczy :). Po powrocie Majki ten kraj mógł nareszcie wrócić do swojej nie-normy i łże-elity zaczęły się prężyć przed wyborami. Jako że poziom rozżalenia do władzy był w kraju wysoki, postanowiłem to zmienić i zaproponowałem taką drobną zabawę blogerską. Praktycznie brak odzewu udowodnił mi, że ludziom naprawdę zaczyna brakować poczucia humoru. Na szczęście reakcja samej Elwiry dostarczyła mi nadziei na normalizację tego grajdołka a jej samej jednego głosu więcej :). Potem już niestety było pod górkę aż do chwili rozklejenia się. Tak, nawet takie twardziele jak ja się rozklejają. Ale jest na to rada – poprzebywanie w towarzystwie czterolatki i zabawa w szkołę. O, to jest dopiero inspirujące doświadczenie! :). Potem odbyły się wybory a ja jak zwykle musiałem pomarudzić.

  • Listopad rozpoczął się od szoku – otóż Doropha dokonała wpisu! Długiego i jadącego naszą służbę zdrowia. Niesamowite, moja żona potrafi pisać! :). Ja w międzyczasie bawiłem na urlopie, z którego w końcu trzeba było wrócić. Z plusów wyjazdowych: spotkanie z moją byłą licealną klasą i sporo fotek ze spaceru po Jeleniej Górze. Nieco później poruszyłem – jak mawia nasz były niech będą bogu dzięki premier – „najoczywistszą oczywistość” czyli smród palaczy, których na kilometr wyczują niepalacze. Serio kochani palący – śmierdzicie strasznie. Ale to i tak nic w obliczu problemów da Majka z przedszkolną agresją, z którą spotkała się po raz pierwszy w życiu. To ci dopiero dylemat dydaktyczny: uczyć dzieciaka jak kopać czy jak skarżyć? :) Końcówka listopada była dla nas fantastyczna o tyle, że skończyliśmy wszelkie formalności podpisując akt notarialny i oto mieszkanko jest teraz całe nasze. No i banku, któremu wisimy siano :)

  • Grudzień zaczął się z przytupem – od zrobienia komiksu :). Da Majek w komiksie ponoć zarządziła a Marvell dopytuje się o prawa do filmowania. Pomyślimy, zobaczymy… Po oszałamiającym sukcesie komiksu i dziesiątkach tysięcy wejść na sekundę, jakie ów wygenerował ;) swoje pięć minut wyczuła moja żona, która siadła i pochwaliła się swoim chyba czwartym wpisem na blogu. Tym razem o jakichś nerwach. Tym samym potwierdziła, że potrafi pisać. Brawo żona! Potem wpadły na bloga fotki z bratem ciotecznym idącym do woja. Ale nawet te militarystyczne zapędy mojej rodziny nie mogły zagłuszyć podstawowego problemu naszej córy: problemu z niefajnym przedszkolem. To właśnie wtedy się wziąłem na sposób i postanowiłem coś z tym zrobić. Misja oczywiście zakończona sukcesem. I to na tyle dużym, że nawet paskudna choroba ;) Majki nie jest w stanie nam przeszkodzić w cieszeniu się nim. Grudzień jak wiadomo kończy się Świętami, co oznacza Wigilię i PREZENTY!

I tym sposobem roczek jak z bicza strzelił. Co będzie w przyszłym? Diabli wiedzą ale na pewno lepiej, intensywniej i więcej. Jeszce się bowiem życiem nie znudziliśmy i chcemy WIĘCEJ! Czego i Wam życzymy :)

2 odpowiedź do Rok 2007 w naszej rodzince…

  1. Pawouek Grudzień 31, 2007 o 13:01 #

    Ja Cie piórkuje to już rok (myślę o mieszkaniu)?! Ło jeżu….

  2. waltharius Grudzień 31, 2007 o 21:40 #

    Jak ten czas szybko leci :D A dzieci rosną ;-)

    Do siego roku!

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Koniec pewnej epoki – RIP Netscape

Nie da się ukryć, że właśnie kończy się pewna epoka. Oto od lutego 2008 roku AOL przestaje supportować swojego Netscape....

Zamknij