Menu serwera

Zmiany w robocie

Niestety, nie awansowali papy CoSTy na jakieś kierownicze stanowisko jeszcze. Mało tego, obiecana podwyżka wzięła i się o miesiąc przesunęła, kompletnie rozwalając mnie jakieś plany świąteczne i związane z nimi wypełnienie podchoinkowej przestrzeni prezentami. Żeby było jeszcze zabawniej – wczoraj dopadł mnie członek zarządu firmy, w której robię i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że powinienem się spakować, wyjść i korporacji dupy swoimi widzimisię nie zawracać. Ba! Zacząłem się nawet żegnać, acz z klasą bo w międzyczasie robiąc różne szybkie robótki dla marketoidów, którzy najwidoczniej są przekonani, że trzeba życzeń świątecznych nawrzucać do jak największej liczby tytułów prasowych, coby lokalne pisemka pisały o zakładach dobrze, mile połechtane kasą z całostronicowych reklam. Nie bawmy się tu w PiaR – wszyscy doskonale wiedzą, że czas Świąt to właśnie taki czas łowów.

OK, spotkanie się odbyło, było długie, w konkrety słabo owocne ale przynajmniej pomogło jakoś ustosunkować mi się do roboty w korporacji. Bo wiecie co? Jest jak w Cyberpunku 2020 – korporacje wciągają i trzeba mieć do pracy w nich odpowiedni stosunek. Taki stosunek nabiera się z wiekiem i potrzebą ustabilizowania wpływów i wydatków, co niektórym pewnie wydaje się zniewoleniem do bólu ale dla innych ma ogromne znaczenie jako zapewnienie jakiegoś komfortu egzystencji, co z kolei pozwala na zajęcie się nieco innymi sprawami, niż tylko walka o zapewnienie przychodów.

Co po spotkaniu? Po spotkaniu wiem jedno: będą w tym roku zmiany. Przede wszystkim dostałem konkretny nakaz głębszego wniknięcia w struktury korporacji. Zapewnić to mają częste wyjazdy do różnych zakładów rozsianych po naszym pięknym kraju. A więc papa CoSTa rusza dupę zza biurka i staje się nieco bardziej mobilny i zaczyna nawiedzać Dobroszyce pod Wrocławiem, Mielec, Pustków, Szczecinek i inne miejsca, gdzie są lub powstaną niebawem kolejne zakłady grupy Kronospan. Mało tego, jako że papa CoSTa pod marketing podpada a w strukturze – marketing tzw. centralny, będzie papa swój tyłek woził także za granicę. Najsamprzód mam wyrobić sobie znajomości w Niemczech i Austrii (Lampertswalde i Salzburg). Z chęcią kopnąłbym się do Chirku w Anglii, gdzie stoi sobie kolejna fabryka grupy. Później mam oblatać wschód naszego kontynentu i być może dałoby się namówić kogoś ważnego do wyskoku do Pekinu, gdzie ciągnie mnie okrutnie. Tak czy inaczej, mam tam wszędzie poznać ludzi i wchodzić z nimi we współpracę. Ano, chciało się robić ulotki, to teraz trzeba się ruszać :).

Zmiany będą też w kwestii wydawania pieniędzy. Po pierwsze – wiem, że pieniądze dla mnie są, o ile wypełnię biurokratyczny obowiązek zebrania ofert, opisania potrzeb i raportowania o nich wyżej. Struktura w korporacjach to świętość i trzeba jej przestrzegać. Tak więc zbieram dane, zgłaszam się gdzie trzeba i niebawem sporo siana poleci na nowy sprzęt i oprogramowanie. To, na którym robię teraz, właśnie kończy żywot. Będzie też siano na szkolenia, na których bardzo mi zależy i potrzebę których w rozmowie mocno akcentowałem. Tak więc już niebawem Warszawa znów mnie powita (pewnie niejeden raz) i czas będzie nieco praktycznej wiedzy wciągnąć od Pawła Tkaczyka i reszty bandy :).

Ogólniejsze zaś wrażenie: zdaje się, że terminy, które sobie narzuciłem na okrzepnięcie w strukturach i wzięcie się za kolejne etapy Planu ;) lecą zgodnie z owym Planem. Wierzcie lub nie ale współpracuję z fantastycznymi ludźmi i chyba to właśnie oni trzymają mnie w tej firmie najbardziej. Nie oszukujmy się, robię w korporacji ze wszystkimi tego wadami. Ale taka robota ma też drugie oblicze – ludzkie. A tu jest po prostu fenomenalnie i tylko żałuję, że nie organizuje się jakichś masowych spędów, cobyśmy mogli raz na jakiś czas przy solidnej wódce się pointegrować. To także dałoby mi impuls jeszcze mocniejszy do zmiany nieco profilu swojej roboty. Cale życie przecież przed komputerem siedział nie będę (co innego konsola :)) i czas najwyższy pomyśleć o tym, co będzie się działo za lat pięć lub dziesięć, kiedy klikanie ulotek znudzi mnie już zupełnie. Powolutku, pomalutku zrobi się odpowiednie szkoły, przyswoi się odpowiednią wiedzę, pozna się od kuchni kwestie marketingowe w dużych grupach produkcyjnych i będzie się trzepało skille potrzebne do zajęcia się czymś nieco bardziej pasjonującym, niż klikanie kalendarzy. Lubię to, co robię ale też nie mam zamiaru zgnuśnieć przy tym. Czuję potrzebę rozwoju i kto wie, może uda się to tutaj? Potencjał w każdym bądź razie jest.

Wiecie co? Osiadłem na korporacyjnej ziemi. Można się z tego nabijać, można mi tu zaraz naklepać, jak to sprzedaje się czy co tam innego robię. Wali mnie to. Czuję za plecami siłę korporacji, widzę strukturę, zaczynam poznawać powiązania korporacji ze światem zewnętrznym i zaczynam dostrzegać, jak niejednoznaczny jest to twór. Ma swoje ogromne minusy ale ma też i swoje plusy. Grunt to nie dać się zwariować, pracować dla korporacji ale też wykorzystać możliwości jakie owa daje, do własnego rozwoju. Po prostu nie można stać w miejscu bo to zawsze oznacza cofanie się i nie można negować faktu, że pracuje się w pewnym ekosystemie wzajemnych powiązań składających się na twór zwany korporacją. Pamiętając o tym można zachować resztki zdrowego rozsądku i choć krztynę samodzielności :).

5 odpowiedzi do Zmiany w robocie

  1. btd Grudzień 12, 2007 o 08:00 #

    Heh widzisz. Tez wpadłem na taki sam wniosek – ile można pieprzyć się z kompami?

    I teraz jestem technika-kwatermistrzowstwo + informatyka. Między innymi utrzymanie sprzętu w komendzie :)

  2. Robert Pankowecki Grudzień 12, 2007 o 09:30 #

    Brzmisz Costa jakbyś sam sobie się tłumaczył z bycia w korporacji :-) Sam w podobnej jestem i ludzie to faktycznie jej największy plus. Poczucie humoru, pozytywne oblicze, pewnie że są minusy, jak czekanie dwa miesiące by dowiedzieć się, że coś o co prosiłem z powodu jakiś przepisów jest niemożliwe i nie wiadomo w ogóle na co to ja czekałem. Tylko jeszcze nie wiem jak miałaby wyglądać moja dalsza droga w tej korporacji. Ale na to mam jeszcze czas by się zastanowić. Póki co jutro do pracy :-)

  3. gshegosh Grudzień 12, 2007 o 11:08 #

    Spoko, korporacje mają najlepszy współczynnik pensja/wysiłek :)

    Mi licznik tego ułamka nie odpowiadał, a i niski mianownik zaczynał wkurzać, więc zrezygnowałem z corporate life i teraz ludzi spotykam rzadko ale za to na piwie.

    Myślę jednak, że jeśli z pracy w korporacji da się wyżyć, to nie jest to zła praca :)

  4. PeterCub Grudzień 12, 2007 o 16:17 #

    Spoko, jeszcze tylko garść porad ze strony http://www.alexba.eu i będzie z Ciebie korporacyjna wyga. Będzie można Ci palce u stóp całować i bić pokłony.

  5. CoSTa Grudzień 15, 2007 o 08:34 #

    [b]btd[/b]: Otóż to. Kompy są OK ale w pewnym wieku dość ma się pieprzenia z nimi a woli się… eee… pozarządzać pracownicami :). Taki scenariusz mi się podoba :)

    [b]robert[/b]: A bo się tłumaczę w pewien sposób :). Swego czasu (długie włosy nosząc, szczupłym i zbuntowanym będąc) zarzekałem się, że w życiu nie dam się zniewolić. No i dorosłem, przytyłem, włosy ściąłem i widzę, że to nie jest takie proste i czarnobiałe. Widać sadło uruchamia jakieś specjalne połączenia synaptyczne :)

    [b]gshegosh[/b]: Da się :). I zostaje lekka górka na przyjemności. Wolałbym, by górka była nieco większa, to fakt, niemniej jest i w perspektywie może być tylko większa. Corporate life daje radę :)

    [b]petercub[/b]: Podziwiam ludzi potrafiących zwykłe czynności (wstać, rano do roboty, wrócić, zarobić, powalczyć o to, by zarobić więcej) ubrać w ideologię i sprzedać. Autentycznie podziwiam. Jeszcze bardziej podziwmam naturę za to, że stworzyła kupę ludzi, którzy na to się łapią i z wypiekami na twarzy owe teorie przyswajają. Najczęściej za to płacąc. Świetne :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Problem z Majką

No i mamy problem z Majką. Z gatunku tych dużych, z którymi łatwo sobie rady dać raczej nie będzie. Otóż...

Zamknij