Historia takiego jednego telefonu…

To ensure the iPhone’s tiny antenna could do its job effec­ti­vely, Apple spent mil­lions buy­ing and assem­bling spe­cial robot-equipped testing rooms. To make sure the iPhone didn’t gene­rate too much radia­tion, Apple built models of human heads — com­plete with goo to simu­late brain den­sity — and measu­red the effects. To pre­dict the iPhone’s per­for­mance on a network, Apple engi­ne­ers bought nearly a dozen server-sized radio-frequency simu­la­tors for mil­lions of dol­lars apiece. Even Apple’s expe­rience desi­gning scre­ens for iPods didn’t help the com­pany design the iPhone screen, as Jobs disco­ve­red while toting a pro­to­type in his pocket: To mini­mize scrat­ching, the touch­screen needed to be made of glass, not hard pla­stic like on the iPod. One insi­der esti­ma­tes that Apple spent roughly $150 mil­lion buil­ding the iPhone.

Za: The Untold Story: How the iPhone Blew Up the Wireless Industry

Jak ktoś w komen­ta­rzach wyli­czył, te 150 zie­lo­nych zain­we­sto­wa­nych baniek wzięło i się zaro­biło po pół­to­rej dnia od wpro­wa­dze­nia ajfona na rynek. Apple kosi (przy­naj­mniej wtedy kosiło) cał­kiem sporo z każ­dego sprze­da­nego apa­ratu a roze­szło się ich cał­kiem sporo na star­cie. Podejrzewam, że po kilku dniach inwe­sty­cja się zwró­ciła a kasssa jab­co­kowi brzę­czy, aż miło słu­chać. I trwa to do dziś, choć oczy­wi­ście z mniej­szym impetem.

Ciekawie napi­sana krótka histo­ria powsta­nia jabł­ko­wej krzy­żówki play­era MP3 i komórki. Z tego wszyst­kiego naj­bar­dziej zasko­czył mnie opi­sy­wany wpływ (przy­naj­mniej w Stanach) na cały ichni komór­kowy biz­nes. Nie patrzy­łem do tej pory na feno­men ajfona z tej per­spek­tywy. Coś w tym cho­lera jest, nie da się ukryć. Gadżetu można nie lubić, można wyty­kać mu braki i nie­do­sko­na­ło­ści, można… Tyle że po poska­ka­niu po necie za pomocą prze­glą­darki wbu­do­wa­nej w coś, co mie­ści się w wewnętrz­nej kie­szeni mojej kurtki i naocz­nym prze­ko­na­niu się, że jest to dozna­nie cał­kiem przy­jemne — zaczy­nam rozu­mieć skąd się biorą te strze­la­jące pod niebo wskaź­niki satys­fak­cji użyt­kow­ni­ków ajfo­nów. Bo nigdy już w życiu nie wlezę na żadną stronę za pomocą Opery mobile odpa­lo­nej na ekra­niku wiel­ko­ści znaczka pocz­to­wego i fun­du­ją­cej kosz­mar zamiast łatwo­ści obsługi. Nigdy wię­cej. Basta. I pomy­śleć, że iPhone ofe­ruje znacz­nie wię­cej, niż iPod touch…

Ciekawy tekst. Polecam.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

3 Komentarzy do “Historia takiego jednego telefonu…”

  1. yoshi314 11/01/2008 do 08:46 # Odpowiedz

    „Apple built models of human heads — com­plete with goo to simu­late brain density”

    rozu­miem ze w takie jest wyobra­ze­nie typo­wego klienta w apple ? :> g*o zamiast mózgu ?

    musze przy­znac ze 150mln zie­lo­nych to bar­dzo mala cena za zapro­jek­to­wa­nie telefonu.

    • CoSTa 11/01/2008 do 08:56 # Odpowiedz

      Nie sądzę yoshi, by takie mieli wyobra­że­nie o klien­tach. Ale zawsze można sobie powy­obra­żać, że tak jest jeśli bar­dzo się tego chce :).

  2. btd 11/01/2008 do 12:36 # Odpowiedz

    Goo to nie jest gówno, tylko żel, albo inny kisiel.

Dodaj komentarz