Ufff, to ciężki tydzień był…

Cholera, to był (a wła­ści­wie nadal jest) ciężki tydzień, dzięki któ­remu nawet nie myśla­łem o sia­da­niu do kompa poza pra­co­wymi obo­wiąz­kami. Tak więc wszystko leży — blo­guś leży, na maile odpo­wia­dam rzadko żeby nie rzec, że wcale, słowo „kom­pu­ter” koja­rzy mi się jak naj­go­rzej a słowa „wolny week­end” prze­stały już w moim słow­niku istnieć.

Tragi, taka ich psia mać i zała­twia­nie wszyst­kiego na ostat­nią chwilę :/.

Anyway, w rodzi­nie zmie­niło się przez cały ten czas sto­sun­kowo nie­wiele. Doropha jak cho­ro­wała, tak cho­ruje, Majka kom­bi­nuje jak by się tu od wcze­snego wsta­wa­nia wymi­gać i udaje, że jesz­cze nie wyzdro­wiała i że w domu sie­dzieć musi. Jakoś mało jest wia­ry­godna, szcze­gól­nie kiedy pró­buje zara­zem mieć ciastko i zjeść ciastko, kom­bi­nu­jąc jak by tu nie iść do przed­szkola ale przy oka­zji zali­czyć bal na cześć babć i dziad­ków. Ponoć pro­gram arty­styczny przed­szkole przy­go­to­wało prężny i solidny (wystę­pują star­szaki a malu­chy mają robić hałas jaki­miś pisz­czą­cymi zabaw­kami i czym tylko się da — biedni dziad­ko­wie i bab­cie :)) a Majce bar­dzo się per­spek­tywa gru­po­wego dar­cia japy spodobała.

Ja zaś jestem coraz bar­dziej zmę­czony, coraz bar­dziej zgorzk­niały robotą, w któ­rej słowa „sta­bi­li­za­cja finan­sowa” są raczej śred­nio znane i coś, co miało być pod­wyżką oka­zało się być jed­no­krot­nym uzna­nio­wym świad­cze­niem. Się mi już znu­dziło trak­to­wa­nie mnie przez kilku idio­tów, któ­rym wydaje się, że są ważni, bo ktoś kom­plet­nie nie­od­po­wie­dzialny dał im dyrek­tor­skie sta­no­wi­ska, jak jakie­goś nasto­let­niego napa­lo­nego mało­lata, który będzie ochał i achał tylko dla­tego, że pracę gdzieś dostał. Nie, to nie, łachy bez. Się czło­wiek rozej­rzy i być może fak­tycz­nie trzeba zro­bić porzą­dek w finan­sach na ten przy­kład prze­cho­dząc do firmy, w któ­rej nie robi się z czło­wieka balona. Męczyć się nie ma sensu, więc jesz­cze chwilka i jeśli nic się nie wykla­ruje, spie­przam w pod­sko­kach z tej roboty. Sorry, naucz­cie się chłopcy cze­goś o pracy z ludźmi: nie trzeba pła­cić im koko­sów ale bez­względ­nie trzeba ich sza­no­wać. A jak nie, to sajo­nara i radź­cie sobie sami z przy­pad­ko­wymi pra­cow­ni­kami z łapanki. Budujcie sobie ilu­zję dużej i spraw­nej firmy i sie­bie jako „waż­nych” kolesi. Na zdro­wie. Ale już beze mnie.

Jak widać nastrój dołuje a ciel­sko domaga się wypo­czynku. Za to pochwalę się, że wytrwa­łem w die­cie do końca (no oko spo­koj­nie z cztery-pięć kilo zje­chało), czego skut­kiem jest teraz wpro­wa­dze­nie w życie zale­ceń diety ŻM (żryj mniej) a nie­ba­wem lekki ripit i po zrzu­ce­niu zakła­da­nej wcze­śniej ilo­ści zbęd­nego owod­nie­nia i otłusz­cze­nia — przy­stą­pie­nie do cięż­kiej bo fizycz­nej harówki :). BTW — bez soli życie jest DO DUPY! Drodzy pala­cze, myśli­cie że rzu­ce­nie pale­nia to pro­blem? Nie sól­cie. Wtedy pozna­cie, co zna­czy uzależnienie :).

A przy oka­zji — Doropha owóż poczę­sto­wała mnie wczo­raj rano pięk­nym new­sem, który brzmiał mniej wię­cej tak: „CoSTa, infor­muję, że sie­dząc z rana przy kom­pie, wzię­łam o jeden łyk kawy za szybko i jakoś tak mi się wykrztu­siło wprost na twoją bia­lutką kla­wia­turkę.” Mówiąc szcze­rze byłem cał­kiem spo­kojny i nie zabi­łem żony. Ba! Nawet na nią zbyt­nio nie nakrzy­cza­łem. Ba! W sumie to nic sen­sow­nego nie powie­dzia­łem nawet wtedy, gdy oka­zało się, że ona cho­lerne pół kubka tak chyba napluła i wszystko wprost taplało się w kawie i fusach. Skutek? Połowa kla­wio­rów zde­chła i mogłem zapo­mnieć o sie­dze­niu przy kom­pie. Remedium na tę przy­pa­dłość? A takie:

nowe kla­wi­sze od Apple — są znakomite

Pozazdrościłem Bycikowi i kupi­łem se nowe kla­wi­sze od Apple. W ogrom­nym skró­cie: dosko­nałe są i basta. Na kla­wia­tury wyda­wa­łem już i wię­cej (tak kochani, dla PC są kla­wiorki o wiele, wiele droż­sze) ale ta kla­wia­turka po pro­stu kopie odwłok. Idealny skok kla­wi­szy, świetny dźwięk, dozna­nia orga­no­lep­tyczne na naj­wyż­szym pozio­mie. Mniód, cud i orzeszki.

Glad to be back, choć pew­nie jutro znów mi wymy­ślą sie­dem milio­nów zadań. Wisi mi to i nie mam zamiaru się prze­mę­czać. Nie za takie traktowanie…

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

10 Komentarzy do “Ufff, to ciężki tydzień był…”

  1. btd 22/01/2008 do 20:59 # Odpowiedz

    A mi się udało odpa­lić time machine żeby dzia­łał przez wifi na dysk sie­ciowy :-) Ale time cap­sule dalej chce :) I maka mini jako sta­cjo­narny :-) (tylko on taki mały jest hehehehe)

  2. zx 22/01/2008 do 22:26 # Odpowiedz

    To jak… zakła­damy wła­sną firmę jakąś? Zbijemy tro­chę koko­sów, coby sobie jap­kowy styl życia wszczepić. :)

  3. Marta 24/01/2008 do 01:42 # Odpowiedz

    Problemy, fru­stra­cja, nie­za­dow­lo­enie, nie­za­spo­ko­je­nie to nie symp­tomy depre­sji lecz wyraźny znak, że zima się nie­ba­wem skoń­czy. Przedwiosenne prze­si­le­nie die­te­tyka, duch ocho­czy, ciało mdłe… Na pocie­chę cytat z Andersena: „Ach kochany Augustynie, wszystko minie, minie, minie..”

  4. mama Wula 24/01/2008 do 09:12 # Odpowiedz

    Koniku jestem w podob­nym nastroju i sądzę że Marta ‚któ­rej nie znam /patrz wyżej komentarz/ ma rację.Odchudzanie idzie idzie

    mi ciężko,chociaż sło­dy­czom wyda­łam wojnę.Ale co tam ! Niedługo jadę do Poznania i Warszawy po : uści­skać i poob­gry­zać dziewczynki,ucałować Dorcię i Anię, przy­tu­lić moich chud­ną­cych synów ‚kupić sobie ciuchy,odwiedzić Muzeum Powstania Warszawskiego,może teatr w Warszawie ?

  5. Brzoza 24/01/2008 do 12:44 # Odpowiedz

    Brat — olej temat. Rób swoje i rób tyle za ile Ci płacą. Tzn. płacą Ci od 8:00 do 16:00 to się weź i zwiń z roboty. Będą pytać, to odpo­wiedz — przeca za to mi pła­ci­cie. A czas w ten spo­sób wygo­spo­da­ro­wany prze­znacz na zna­le­zie­nie jakie­goś nowego miej­sca pracy. Bo rze­czy­wi­ście kole­sie się mocno niepoważni.

    Mother — nawiedź nas koniecz­nie! Alinka już nie może się docze­kać, jak by Ci tu na głowę wejść:) A do tego ma już całe 3 (słow­nie trzy) zęby, więc stała się mocno krwio­żer­cza i tymi zębami chce gryźć i kąsać wszystko co się nawinie:)

  6. CoSTa 24/01/2008 do 20:35 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: Brawo :). Widziałem na Twoim blo­ga­sku, jak sobie z tym dałeś radę… No nic, ja sobie pocze­kam na jakiś przy­pływ gotówki (taaa…) i se kap­sułkę kupię.

    [b]zx[/b]: Nie stary, etat ma to do sie­bie, że jest fajny :). Może i kasa nie ta ale 16:30 i sayonara.

    [b]marta[/b]: Ale jaka zima? Ja za okno spo­glą­dam i cią­gle jesień widzę. Zimy nie było w Poznaniu ani przez chwilę. OK, raz czy dwa zda­rzył się jakiś wypa­dek ale nie­wiele wię­cej :/. JA CHCĘ ZIMY! JA CHCĘ NA SANKI!

    [b]mamcia[/b]: Ja chcę mam­cia urlopu. Na chwilę ode­rwać się od pra­co­wego kompa, poro­bić to, co lubię, pogrze­bać nieco przy stronce, poje­chać w górki… Tycdzień cze­goś takiego i byłoby mnio­dzio. A w Poznaniu już nie możemy się Ciebie doczekać! :)

    [b]brzoza[/b]: Ano wła­śnie. Jakiś Pan Dyrektor wymy­śla se spo­tka­nie za spo­tka­niem, chce mnie po Wrocławiach tar­gać na kolejne roz­mowy o pod­wyż­kach czy inwe­sty­cjach w sprzęt… Fak, zaczyna mnie to nudzić, czego nie omiesz­kam kole­siowi oznaj­mić. Wała niech se robi ze swo­jej żony czy kogo tam innego, kogo ma pod ręką. Ja bym pro­sił kon­krety. A se chyba jutro maila wysma­ruję czy coś takiego…

  7. zx 25/01/2008 do 13:48 # Odpowiedz

    Albo wóz… albo koń. ;) Znaczy się — etat (wli­cza­jąc wszyst­kie plusy) ma to do sie­bie, że oprócz sie­dze­nia do ~16 masz sie­dze­nie po godzi­nach i (z wyją­taki oczy­wi­ście) wred­nego szefa nad sobą, któ­remu się wydaje, że nad­ludź jesteś.

    A taka firemka to wymaga co naj­wy­żej przez pierw­sze pół roku tro­chę wię­cej pracy — a potem sam zamie­niasz się w szefa nad­lu­dzi. ;P

    I tak — zima na pół­nocy gościła przez góra dwa tygo­dnie. Dziś mam wio­snę — krzaki się zazie­le­niły, na boisku grają w nogę, a ja wybra­łem się do sklepu bez kurtki.

    • CoSTa 25/01/2008 do 18:28 # Odpowiedz

      Wiesz ZX, etap wła­snej dzia­łal­no­ści już prze­ra­bia­łem. Etat to świa­domy wybór. Mam nadzieję, że uda się urzą­dzić na eta­ciku na tyle, bym nie musiał jęczeć kasowo a cała reszta będzie OK. Szefowie nie robią na mnie wra­że­nia zbyt­niego, przy­naj­mniej dopóki nie cho­dzi o kasę :). So, mnie tam wygod­niej na etacie.

      A w Poznaniu dmu­cha zim­nem spod bieguna :/

  8. Livio 01/02/2008 do 16:21 # Odpowiedz

    Ja to bym sobie chęt­nie kupił kla­wia­turę i wiel­mocną mysz od Apple’a, bo są fajne.

    Ale ta cena :/ !

    • CoSTa 02/02/2008 do 11:13 # Odpowiedz

      Klawiatura warta jest każ­dych pie­nię­dzy. Serio. Rządzi nie­po­dziel­nie! Ale myszkę to bym sobie odpu­ścił. Nijak do kla­wio­rów nie pasuje a i kon­struk­cyj­nie nie jest to jakieś osią­gnię­cie tech­no­lo­giczne naj­wyż­szych lotów. Problemy z „cyc­kiem” (kulką do scrol­lingu w pio­nie i pozio­mie) zabi­jają całą rado­chę z posia­da­nia cze­goś obłego i niebrzydkiego.

Dodaj komentarz