Menu serwera

Budma 2008 – koniec i kropka

Coś, co ostatnio zajmowało mi większość czasu pracy procesora nareszcie ma się ku końcowi. Kończy się Budma 2008 czyli kolejne kilka dni kompletnego chaosu i masakry w firmie, w której robię. Najazd gadżetów na mój pokój początkowo nieco mnie przeraził ale po pewnym czasie przywykłem do stosów walających się breloczków, kalkulatorów, długopisów i czego tam jeszcze. Także smród dopiero co ściągniętych z maszyn katalogów i folderów (BTW – nie dajcie sobie wmówić, że nie da się wydrukować sporego nakładu ulotek wysłanych do druku po południu z terminem dowozu na południe dnia następnego do miasta oddalonego o jakieś 200 kilometrów :)) już mi niezbyt przeszkadza. Co najwyżej opary lekko mnie rauszują i w jakąś furię wprowadzają, co objawia się napadami twórczymi jak chociażby dzisiejsze trzepnięcie kilku reklam, teczki na targi pracy, rozgrzebania dwóch wkładek, w których po destylacji coś się z wektorami pieprzyło i nie zabiciu so called dyrektora, który w sprawie podwyżki chce mnie ciągać po połowie Polski.

Cha mu w de. Budma is over. Ja chcę wolnego, o czym nie omieszkam jutro moją szefową powiadomić. Zmęczonym bowiem okrutnie, co czuję teraz wieczorem bardzo. Czas chyba jakieś metody relaksacyjne opanować, bo samo spanko niewiele pomaga. Zmęczony kładę się spać i zmęczony wstaję. Znaczy to tylko jedno: psyche zdechło i czas pojechać gdzieś napakować akumulatory. Nasz papież w tym celu ładował w siebie bodajże kremówki czy jak to zwał. Ja jestem na diecie, więc może lepiej zaliczę jakąś górę czy inną rzekę :). Się zobaczy, najpierw wolne dostać muszę.

Fotek z Budmy malutko bo zamiast fotografować wolałem nareszcie się targami pocieszyć. Na pytanie, czy można się na takiej imprezie w ogóle z czegoś cieszyć odpowiadam natychmiast – TAK! Kochani, uczucie jakie towarzyszy własnoręcznej obsłudze gondoli, którą podnośnik wynosi na jakieś 10-15 metrów nad ziemię… To jest MOC! No i mus macania wszystkiego, czym dałoby się nasze mieszkanie wykończyć (tja, najchętniej macało mi się wypasione baseny :))… BTW – najlepsze miejsce na całych tych targach to był pawilon z materiałami dla budownictwa sportowego. Łomatko, czego tam nie było! Największe wrażenie zrobił chyba na mnie taki stadionowy wyświetlacz, wiecie – ten czarny, co to ma z cztery metry długości i ze dwa wysokości. Ogień!

Targi bardzo fajne, nałaziłem się jak matoł a i przyznać muszę, że pod względem poligrafii na nieco jakby wyższym poziomie niż rok temu. Polska jeszcze nie czuje potrzeby opracowywania solidnych materiałów marketingowych i sporo firm z naszego kraju prezentowało poziom średni (nie oszukuję się, moja radosna twórczość nawet do tego nie aspiruje ale spróbujcie zrobić kilka katalogów na dwa tygodnie przed targami, kiedy menedżerowie jeszcze na dwa dni przed rozpoczęciem mieszają ci w kolekcji kolorów i diabli wiedzą, czy obmyślony układ w ogóle będzie miał sens). Niemniej sporo było opracowań po prostu świetnych, doskonale wyważonych pod względem formy i treści (to bardzo ważne w tym segmencie – nadmierna ornamentyka tu bardzo szkodzi), prezentujących bardzo wysoki poziom. Aż pozazdrościłem w kilku miejscach i wyobraźni, i umiejętności realizacji pomysłów, i drukarni. Cóż, trza będzie zakasać rękawy i wziąć się za wymyślanie czegoś naprawdę ekstra, co i tak nie przejdzie. Ale przynajmniej człowiek będzie miał jakąś satysfakcję :).

OK, to czas na te kilka budmowych foteczek:

2008.01.22 – Budma 2008

3 odpowiedź do Budma 2008 – koniec i kropka

  1. SpeX Styczeń 26, 2008 o 00:18 #

    A gdzie fotki gadżetów?

    Jak ja kocham wszelkiej maści targi, tam się student tanio (bilet wstępu) zaopatrzy w materiały papiernicze na cały rok (długopisy, notatniki itp)

    Szczególnie kocham długopisy, bo nieraz można trafić na takie wygodniejsze w użytku niż te dostępne w sklepie.

    • CoSTa Styczeń 26, 2008 o 22:26 #

      Spex, ja codziennie siedziałem ostatnio otoczony tymi gadżetami i ściśnięty jak sardynka długopisami, breloczkami i czym tam jeszcze. Ja gadżetów na oczy już widzieć nie chcę bo się popłaczę :)

  2. ludwik Styczeń 27, 2008 o 12:18 #

    chodzę na targi budma co roku juz od kilku lat. w tym roku równie udane, i jak zawsze mnóstwo osób! na co dzień sie niemal nie interesuje budowlanką, aczkolwiek targi już weszły na dobre do mojego terminarza rocznego :)

    znajomy w Niemiec chciał wpaść też na targi i szukał hoteli.. podobno na te dni już od zeszłego roku WSZYSTKIE (podkreślam WSZYSTKIE – bo sam potem dzwoniłem i szukałem hoteli nawet w odległości 40-50km) były pozajmowane…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ufff, to ciężki tydzień był…

Cholera, to był (a właściwie nadal jest) ciężki tydzień, dzięki któremu nawet nie myślałem o siadaniu do kompa poza pracowymi...

Zamknij