Menu serwera

Diety dzień drugi…

Coś Wam opowiem o odchudzaniu i będzie to prawda głęboka, przemyślana i wysnuta pierwszego dnia stosowania diety:

Diety działają, bo są niewiarygodnie paskudne.

Nie no, kaman, jak można zjeść cokolwiek, co w diecie żreć każą, kiedy smakuje to gorzej niż kupa? Jak można przełknąć jakiekolwiek gotowane warzywo, o kapuście że już nie wspomnę, nie soląc tego cholerstwa? Jakim cudem można przetrwać zeżarcie pół kilograma jabłek bez rzucenia pawia na wysokości trzeciego jabłuszka i mając w perspektywie kolejne dwa?

Na tym zasadza się skuteczność diet – na gównianym smaku. Po prostu na widok michy z kolejną dawką zupy z kapusty będę miał dziś skrzyworyj totalny. Wrzucanie pieprzów, czosnków i czego tam jeszcze nie pomaga – jak gówniano niesolona gotowana kapusta smakowała, tak nadal smakuje. W efekcie pewnie nic nie zeżrę, no może pocieszę się jakąś marchewką. Mam nadzieję, że na surowo bo gotowanej nie znoszę.

Zmieniam się w cholernego zajączka :). Chrup, chrup listek sałatki, listek kapustki, przegryzione toto marcheweczką… Masakra!

Ja chcę dietę „chińczykową”! Chcę wpieprzać chińczyki, które udają, że mają jakieś wartości odżywcze ale też przy okazji udają, że mają jakiś smak! Żarcie gotowanej kapusty, która także udaje, że ma jakieś wartości odżywcze ale za to ni cholery nie udaje, że ma jakikolwiek smak – to już graniczy z ascezą, masochizmem i socjalizmem pospołu. Po tym tygodniu niech mi ktoś tylko w niebie spróbuje nie uznać wszystkich moich wyrzeczeń na poczet mojej świętości i zbawienia… Ubiję, spalę, ogniem piekielnym przy samej niebiańskiej ziemi wyrżnę.

Zeżarłem już dzisiejszy przydział pracowych warzywek…
Zeżarłem też wszystkie marcheweczki…
Zaczynam łakomie spoglądać na słuchawkę telefonu…
Papier do ksero jest całkiem OK jeśli tylko nieco pociągnąć go tuszem z markera…
Niezły jest róg biurka, gdzie sporo jest kleju pod okleinami…
Wylizałem już niestety wnętrza szafek – całkiem interesująca nuta smakowa…
Zjadłem paznokcie, zastanawiam się nad palcami…
Ssanie ziemi z doniczek fantastycznie wpływa na perystaltykę jelit…
Bogu niech będą dzięki, że biuro mam spore – na lizaniu ściany pociągnę do piątku!

Jak widać – trzymam się :)

25 odpowiedzi do Diety dzień drugi…

  1. yoshi314 Styczeń 15, 2008 o 12:28 #

    cienki jestes chlopie. mi smakuje taka dieta. a jablka potrafie zrec na kilogramy.

    ps. nie kazda dieta jest gowniana.

    ps2. jak mozna solic gotowana marchewke? :>

  2. mads Styczeń 15, 2008 o 12:36 #

    A jedz chlopie co chcesz. Jezeli masz w nosie tzw. zdrowa zywnosc, a jedynie chcesz schudnac to pedantycznie licz kalorie. Tyle.

    • Henryk z Poznania Listopad 3, 2008 o 20:40 #

      Naukowe odkrycie roku 2008 (medycyna, biologia).
      Przepis WZORCOWY wypieku chleba typu KR-IRL (mini chlebki).
      Kaszę jaglaną oraz ryż biały (lepiej się klei) gotujemy w jednym garnku ok. 20 minut. Po zakończeniu gotowania całość pozostawiamy pod przykryciem na ok. 15 minut. Przyprawy to: sól kamienna nie oczyszczona, również pieprz, kminek, ew. ziała wg uznania.
      Ugotowane kasza i ryż wchłaniają wtedy całą użytą do gotowania resztę wody, co następnie ułatwia formowanie i lepsze klejenie się tzw. mini chlebków.
      Dużą łyżką stołową nabieramy zmieszaną masę tj. kaszę z ryżem i z takiej objętości formujemy chleb tzw. cienkie mini chlebki (ugniatamy palcami).
      Kładziemy na papierze do pieczenia, którym uprzednio pokryliśmy powierzchnię blachy.
      Pieczemy w piekarniku (temp. 200oC przez ok. 30 minut) tj. do momentu uzyskania tzw. przyrumienienia.
      Przepis ten jest zamieszczony na stronie internetowej http://www.magdalirl.com.pl
      INSTYTUTU naukowo-badawczego im. Prof. Ryszarda Lorenca w Krakowie, autorów książki pt.:
      PORADNIK ŻYWIENIOWY człowieka w XXI wieku. Wyd. Naukowe PWN MAGDAL IRL KRAKÓW.
      Szczegółowa identyfikacja chleba typu KR-IRL (mini chlebki):
      1. białko roślinne 10,5%, 2. tłuszcz roślinny 2,9%, 3. węglowodany niskie 78,9%, 4. witaminy: z grupy B (B1, B2, B6, PP), E, 5. składniki mineralne: fosfor, wapń, magnez, cynk, żelazo i mangan, 6. błonnik 3,2%
      7. woda ok. 5-7%
      Poziom cukru po spożyciu takiego chleba przez ok. 4-5 godzin utrzymuje się we krwi w kategoriach zalecane
      i dozwolone, powodując tym samym trwałe uczucie pełnej sytości (szczególnie ważne dla chorych na cukrzycę).
      Człowiek odczuwa również ogromną energię, którą wnoszą węglowodany dostarczone w dużej przecież ilości.
      Witaminy i składniki mineralne, podobnie jak i wszystkie pozostałe składniki są w tym chlebie bezsprzecznie w najlepszym gatunku.
      Ryż obniża przecież poziom złego-LDL cholesterolu we krwi, o czym powszechnie wiadomo.
      Chleb typu KR-IRL (tzn. mini chlebki) po upieczeniu smakuje jak luksusowy produkt zbożowy upieczony bez skórki w tosterze. Można go przechowywać w chłodziarce przez ponad 7 dni. Na śniadanie i kolację zaleca się spożywanie 2-3 (mini chlebków) tj. kromek średniej wielkości (150-200 g), jako wariant odżywienia minimum.
      Spożycie chleba typu KR-IRL GWARANTUJE powrót do sylwetki bez nadwagi i otyłości w okresie 3-8 m-cy oraz wzorcowe odżywienie komórek nerwowych mózgu tj. polepszenie kreatywności myślenia, również dużą energię eliminującą zmęczenie.
      P. S. Chleb typu KR-IRL pieczemy osobiście czyli toksyny = 0% (polepszacze, konserwanty, spulchniacze i inne trucizny, zwyczajnie co oczywiste, ich nie dodajemy).
      Szczerze zachęcam do skorzystania z przepisu. To zdecydowanie jest przełom w żywieniu.

      • CoSTa Listopad 4, 2008 o 07:52 #

        Nie mam pojęcia, czy to spam czy faktycznie pan Henryk z Poznania wziął i wrzucił warty przetestowania przepis. Jeśli to drugie i jeśli komuś zechce się przetestować – proszę o info co z tego wyszło. Doropha bardzo lubi piec własne chlebki ale poza kosztami wychodzą jej jakieś płaskawe cosie ciężkie jak jasna cholera :)

  3. CoSTa Styczeń 15, 2008 o 12:41 #

    [b]yoshi[/b]: W tym problem Yoshi, że do bycia cienkim to mi jeszcze baaaardzo daleko…

    [b]mads[/b]: Tydzień powalczę by nieco przewietrzyć organizm a później jedziemy z ruszaniem tyłka zza biurka i wysiłkiem jakimś fizycznym. To plus liczonko i nie ma bata, w wakacje Doropha będzie miała marzenie nastolatek za męża ;)

    • eloy Styczeń 15, 2008 o 18:14 #

      chodź Costa ze mną na jogę, po roku będziesz stawał na głowie :-)

  4. PeterCub Styczeń 15, 2008 o 12:47 #

    Chyba nie o to chodzi jak Cię widzą, tylko jak dobrze się czujesz w swoim ciele. Jeśli czujesz wewnętrznie, że jesteś za gruby to nawet jeśli ważysz 65 kilo, będziesz w złym humorze. Mi jest dobrze z tymi 85 (i rośnie) kilogramami.

  5. Didimos Styczeń 15, 2008 o 13:30 #

    Gotowane warzywa nie muszą być koniecznie niesmaczne, nawet niesolone. Nie można ich tylko gotować w wodzie. Jeżeli warzywa to na parze – w wynalazku typu garnki AMC czy podlejsze jakościowo Zepter. Jedynym wyjątkiem jet zdaje się ten ciemnozielony kalafior który ciągle zapominam jak się nazywa, bo on czarnieje na parze. Gorzej jest z zupą bo tej się nie da na parze ugotować, ale i tutaj moja żona dzięki magii (nie Magi) zapewne potrafi z samych warzyw ugotować zupę, która smakuje tak, że nie mogę się nadziwić że jest bezmięsna… Wracając do warzyw – przez większość mojego życia nie mogłem się nadziwić po co w kuchni występuje biała pietruszka – po prostu nie mogłem znieść jej smaku. Ugotowana na parze jest rewelacyjna. To samo zresztą z innymi warzywami, ale do nich awersji nigdy nie miałem, tyle że z wody smakują jak popłuczyny tych ugotowanych na parze.

    Jeśli chodzi o diety to nigdy z własnej inicjatywy nie wchodziłem w takie przedsięwzięcie, ale ze dwa razy współuczestniczyłem solidarnie w okresowej zmianie żywienia mojej małżonki – w życiu mi tak nie smakowało mięsko jak wtedy gdy po kilku dniach wegetarianizmu dieta litościwie przewidziała kawałem cielęcinki gotowanej na parze. ;-) Już nie dręczę… Wodę pij :)

  6. u Styczeń 15, 2008 o 15:41 #

    1. Diety są paskudne, bo potencjalna anorektyczka* chce schudnąć jak najszybciej, więc dieta ma jej przypominać o wyrzeczeniach, a nie dostarczać kulinarnych orgazmów. To nie znaczy że zdrowe żarcie jest paskudne. Jedzenie zdrowo nie wymaga wcinania kiełków jak masochistki.

    2. Zacznij solić. Sód podnosi ciśnienie, prawda, ale jeśli masz jeść bez soli i po dwóch dniach odpaść, to przeproś się z solniczką.

    * no offense

    a.

  7. Dawid, MacDada Styczeń 15, 2008 o 17:13 #

    Sprawdź to: dieta Montignac

  8. Robert Pankowecki Styczeń 15, 2008 o 21:06 #

    A ja od siebie dodam, że jestem wegetarianinem od paru miesięcy i jest to bardzo bardzo proste. Wystarczy jadać w GreenWay’u. Polecam :-) W Poznaniu są conajmniej dwa w tym jednym jadam regularnie.

  9. doropha Styczeń 15, 2008 o 21:30 #

    uprzejmie informuję, że donoszę, iż jak dotąd małżonek mój szanowny jest bardzo dzielny; wziął sie chłop i zawziął na całego:)

    zobaczymy jak przejdzie na 1000 kalorii, bo montignac jakoś go nie przekonał, choć to skuteczne i dobre bardzo jest (szczęśliwe przykłady znam osobiście)

    trzymam za niego kciuki i dzielnie siatami znoszę marchewki i inne takie…

    o właśnie ktoś chrupie w pokoju obok:) i nie są to chipsy… świat się kończy

  10. Corni Styczeń 16, 2008 o 03:09 #

    Kostuniu – uwielbiam Twoją dietę! … po prostu się w niej prawie zakochałam! – no przecież jak o niej piszesz to mam takiego banana, że nie mieści mi się na twarzy :)))))

    pluszszaki :)

  11. mr_Zola Styczeń 16, 2008 o 06:44 #

    Costa wydaje mi się że przy tak radykalnej diecie nie pociągniesz zbyt długo i wymiękniesz, proponuję ci po prostu ograniczenie niewielkie jak na początek dotychczas wchłanianego jedzonka.

  12. mama Wula Styczeń 16, 2008 o 10:41 #

    Kostus trzymaj sie ,ja wczoraj w nocy przeszukalam wszystkie szafki w kuchni za czyms slodkim i Bogu dzieki nic nie bylo.Za pierwsze 5 kg ustanawiam nagrode i czynie to publicznie, nagrode wybierasz Ty, oczywiscie baczac na moje realia ekonomiczne,ktore chwilowo nie sa najgorsze. Dorotko ! ten wpis pod moim adresem jest boski. Za to Cie wlasnie kochamCKU

  13. Brzoza Styczeń 16, 2008 o 10:54 #

    Bracki – doskonały wpis! Od razu przypominam sobie wszystkie moje pomysły na dietę. Z tym zastrzeżeniem, że w zdecydowanej większości ja odpadałem jeszcze przed uruchomieniem diety:)

    I druga ważna wiadomości – mama Wula się pojawiła na blogu? Świat się kończy! W rzeczy samej komputerowiejemy…

  14. ciotka's eleni Styczeń 16, 2008 o 12:15 #

    swiat sie wali, mama Wula i zarazem moja siostra na blogu! Welcome!!!!

    Trzymaj sie Kostuniu, trzymamy za ciebie i powodzenie twojej diety, kciuki.

    W przyrodzie nic ginie, sadelko ktore ty tracisz przybywa mnie, bo twoja babcia i moja rodzona mama, ktora goszcze aktualnie u siebie, nie dosc ze gotuje przesmaczne obiady, znosi do domu rozne lakocie ( czekoladki, ciastka i.t.p.). Jak ja mam sie oprzec takim pokusom?

  15. CoSTa Styczeń 17, 2008 o 08:29 #

    Ludzie! Dzięki za wsparcie!

    Trzymam się twardo. Jeszcze chwila i faktycznie coś po mnie będzie widać, że coś jakby mnie ubyło :).

  16. mama Wula Styczeń 17, 2008 o 12:53 #

    dziekuje Eleni i Piotrusiowi za przywitanie w swiecie internetowzym,zamierzam czesto goscic korzystajac z okazji ze pracodawca postawil mi na biurku kompa z dostepem do internetu. Gorzej ze pracodawca oczekuje odemnie znacznie wiecej ale co tam naucze sie. Kostus trzymaj sie z dieta to kupie Ci fajne ciuchy .Eleni poprs Christine abyaa tez pisala,niedlugo dostane adres mailowy OH! swiat nie posiada granicKZ

    • CoSTa Styczeń 17, 2008 o 13:08 #

      Mamcia, ucz się i kup se laptopa! A diety się trzymam dzielnie, brzuchol spada, czuję się nieźle i wszystko póki co w jak najlepszym jest porządku.

  17. krzychu Styczeń 20, 2008 o 18:12 #

    CoSta – rozważ prostą dietę, która nie daje efektu jo-jo i smakuje normalnie: nosi ona nazwę kodową ‚ŻM’, czy rozwiązuję do ‚żryj mniej’. Na mnie ona działa dość dobrze ;)

  18. CHRISTINA Styczeń 22, 2008 o 08:29 #

    Siostra Wulo ja tez cie witam w swiecie internetowym.Jak widzisz to wcale nie bylo takie trudne.A jaka uciecha z tego.

    Costa zycze dobrych wynikow z dieta.

    Wykorzystaj wrednie mame Wule poniewaz ,to jest frajowa okazja.

    Ja mam problem z komputerem poniewaz motherboard wzial sie i zdechl.”Spalil sie’.

    Po prostu nie mam komputera.

    Najgorsze w tej historii to jest mala drobnostka ze ja doksztalcam sie w Tej chwili seminariach w :Dreamweaver,VBSCRIPT,Front page,HTML itd. i to wszystko bez komputera.

    Mozna oszalec.Latam jak zwariowana by jak najszybciej postawic znowu na biurku PC.

    • Brzoza Styczeń 22, 2008 o 18:58 #

      Costa uważaj – Christina zwana Krysią wysiuda Cię zaraz z zawodu! Takie tu doszkalanie idzie!

      Cioteczko – czas chyba jednak wymienić sprzęt. Płyta główna to spory wydatek.

  19. krzychu Styczeń 22, 2008 o 16:01 #

    A tu jest odlotowa recepta na super dietę :)

    http://zdrowie.onet.pl/2658,1464059,,,,superdieta_w_biurze_dla_zapracowanych,dartykuly.html

  20. CoSTa Styczeń 22, 2008 o 20:43 #

    [b]krzychu[/b]: Oj Krzychu, to nawet nie jest rozważane, tylko wprowadzone już w życie. 1500 kalorii i ani grama więcej. Mam jakiś ultrawydajny przewód pokarmowy wysysający co się da z pokarmów i skrzętnie wszystko magazynujący. W dziczy pewnie to skarb ale pomiędzy jednym sklepem a drugim – porażka :/.

    [b]christina[/b]: Cioteczko, nie łam się i tym razem olej te cholerne komputery stacjonarne i kup se jakiegoś fajnego laptopa, cobyś mogła tez sobie wozić komputer na wyspę. Podziwiam Cię i jestem z Ciebie OGROMNIE dumny! Ludzie! Ta kobita robi rzeczy, o których 3/4 nastolatków w tym kraju korzystających na codzień z komputera nie ma po prostu pojęcia! GRA-TU-LA-CJE! Trzym się Christina i pogoń Wulkę do roboty. Niech wkuje co trzeba i dawaj jakieś konferencje w Skype se urządzimy :).

    [b]brzoza[/b]: No właśnie widzę i jestem zaszokowany. Dreamweaver??? No kurczę, wyrazy uznania :). Te, bracki, walnij jakiś wpisik o swojej pracy. Pytają się mnie często znajomi „co robi Brzoza?” a ja nie mam pojęcia jak im wytłumaczyć elegancko, że wykopałeś teścia, wżeniłeś się w firmę i przejąłeś majątki ;).

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Poprzewiduję sobie i ja – Macworld 2008

Czyżby nowy MacBook?Wszelkie makowe blogi w tym kraju bawią się w grę pod tytułem "zgaduj zgadula co pokaże Jobs na...

Zamknij